Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 9.

Całe przedpołudnie chodzę zestresowana. Na niczym nie mogę się skupić i wszystko wypada mi z rąk. A to łyżeczka, smoczek czy pieluszka. Lucas śmieje się uroczo i nie wiem, czemu jest dzisiaj taki wesoły. Jednak wolę kiedy jest taki, niż jeśli miałby być zły i wyładować się na mnie.
- Co Cię tak bawi, hmm? - podpieram ręce na biodrach i posyłam mu rozbawione spojrzenie.
- Ty, Skarbie - uśmiecha się szeroko, podchodzi i przytula mnie do siebie. 
Wtula głowę w moje włosy i kołysze na boki - Jesteś dzisiaj bardzo roztargniona - o nie! - Wszystko w porządku? 
- Tak, jest w porządku. Po prostu - zacinam się i próbuję cokolwiek wymyślić - Potrzebuję kawy, a nie mogę jej pić i dlatego czasami jestem taka rozkojarzona - robię smutną minkę dla niepoznaki.
- Nie możesz pić kawy, bo karmisz Leo, tak? - och! Nie sądziłam, że będzie pamiętał. Przytakuję głową i dyskretnie próbuję się od niego odsunąć. Natychmiast wzmacnia uścisk, pochyla się i całuje mnie w usta. Serce podskakuje mi do gardła, ale to dziwne uczucie. Właśnie całuje mnie obcy chłopak, który mnie zabrał i na dodatek nie wiem, co mnie przy nim czeka. Jednak jego pocałunek jest delikatny, czuły. Nie jest brutalny, chociaż nie potrafię odwzajemnić pieszczoty. W mojej głowie pojawia się twarz Justina, tęsknota zalewa mnie od środka i odklejam się od Lucasa. Wzdycha, głaszcze mój policzek i patrzy mi w oczy - Jesteś taka śliczna - szepcze cicho, wsuwa palce w moje włosy i opiera czoło o moje - Bardzo Cię pragnę, wiesz? - czuję jego oddech na skórze, ale to nie jest dla mnie dobra wiadomość - Dzisiaj wieczorem się zabawimy, co Ty na to? - odchyla głowę i patrzymy na siebie. Moje serce praktycznie się zatrzymuje. Co ma przez to na myśli, do cholery? - Wiesz, seks to nie wszystko, są inne sposoby na sprawianie sobie przyjemności, a ja chcę Ci to dać - nie wiem, co mam powiedzieć, po prostu jestem zszokowana! Myślałam, że już nie będzie o tym myślał, jednak bardzo się pomyliłam. Już uchylam usta aby cokolwiek z siebie wykrzesać, kiedy dzwoni jego telefon. Dzięki Ci boże! - Och, muszę odebrać. Zaraz wracam - cmoka mnie w usta i wychodzi z salonu.
- Kurwa - przecieram twarz rękami i uspokajam oddech. Jeśli nie uda mi się dzisiaj uciec czuję, że nie będzie dobrze! Stanie się coś, czego bardzo nie chcę! Za nic w świecie nie dopuszczę do tego, aby mnie dotknął, ale wiem, że nie będę miała wyjścia. Lucas wcale nie zapyta mnie o zgodę i zrobi to wbrew mojej woli. Mimo, iż dobrze mnie teraz traktuje to szybko może się zmienić, kiedy odmówię - Po prostu cudnie - burczę pod nosem, ale dobiega mnie kwilenie Leo. Podchodzę do wózka i uśmiecham się. Wyjmuję go, siadam na kanapie i układam go na kolanach. Pocieram nosem o jego maleńki nosek i patrzę na niego z rozczuleniem. Ziewa przeciągle, ale jest taki słodki! - Och, synku, Ty to masz dobrze. Jesz, śpisz, jesteś noszony, rozpieszczamy. Nawet się nie obejrzę, a nie będziesz chciał zasypiać w swoim łóżeczku - chichoczę cichutko i całuję go w pulchny policzek.
- Lubię kiedy się śmiejesz - do salonu wraca Lucas i siada obok mnie - Wyglądasz wtedy tak beztrosko i uroczo - obejmuje mnie ramieniem, pochyla się i całuje moje ramię. Zapada chwila ciszy i oboje patrzymy na mojego syneczka - Ach! Dzwonił do mnie kolega z Los Angeles - marszczę czoło i wpatruję się w niego uważnie. Dlaczego mam złe przeczucia? - Przekazuje mi wiadomości z bazy Justina - moje serce zaciska niewidzialna pięść i zaczynam się bać - Niestety Twój chłopak został zamknięty na cztery spusty - o mój boże! Więc dlatego nie dzwoni! - Jonathan zaczął wprowadzać swój plan w życie, jednak musiał wyjechać na trzy dni i jeszcze ich nie zabił - po jego słowach robi mi się słabo! Mamy tylko trzy dni, aby ich odzyskać. Niech to szlag! - Nie martw się, tak będzie lepiej.
- Lepiej? Dla kogo, Lucas? To człowiek, którego kocham! Jest ojcem mojego dziecka! Co ty mówisz?
- Wiem, ale zapomnisz o nim, a Leo będzie miał nowego tatusia. Będę dla was dobry, obiecuję.
Nie odpowiadam, bo nic nie przejdzie mi przez gardło. Jestem przerażona tym, co się dzieje i nie wiem, jak to się skończy. W moim serce szaleje tornado niepokoju i wiem już, dlaczego Justin milczy. Jego szurnięty wujek już dobrał mu się do skóry i gdyby nie wyjechał, byłoby po wszystkim. Jeśli dzisiaj nie uda mi się uciec... nie! Nie mogę nawet tak myśleć! Muszę zachować spokój.

Kilka minut przed czternastą, przebieram Leo i zabieram dodatkowo torbę, która była w komplecie z wózkiem. Wkładam no niej kilka pieluszek, dodatkowe ubranka i kilka drobiazgów. Zaczepiam torbę o rączkę wózka i jestem gotowa do wyjścia. Jestem potwornie zestresowana i ciężko zachować mi spokój. Mimo to uśmiecham się do Lucasa, kiedy przytrzymuje dla mnie drzwi. Chyba niczego nie podejrzewa, bo odwzajemnia uśmiech i czule całuje mnie w usta. Nie chcę tego, ale dla pozoru odwzajemniam pocałunek i całuję go jeszcze w nos. Jest zaskoczony moim ruchem, ale głaszcze mój policzek i klepie w pupę. Ot, urocze przekomarzanie się dwójki ludzi, którzy dla kogoś z boku wyglądają na szczęśliwą parę. Nigdy tak się nie stanie, bo niebawem już mnie tutaj nie będzie.

Spaceruję z Leo, a Lucas jak zawsze siedzi na balkonie ze wzrokiem utkwionym w laptopie. Nie mam pojęcia, czym tak właściwie się zajmuje, ale w tym momencie w ogóle mnie to nie obchodzi. Mam do zrealizowania plan i nerwowo spoglądam na zegarek. Jest dokładnie czternasta pięćdziesiąt siedem i rozglądam się dookoła w poszukiwaniu Thomasa. Na razie nigdzie go nie widzę, ale odbijam lekko w lewą stronę, chociaż nadal jestem widoczna dla oczu Lucasa. Staram się zachowywać naturalnie i nie wzbudzać podejrzeń. Poprawiam kocyk Leo, ale nagle słyszę głośne gwizdanie. Odwracam głowę, a w moje oczy rzuca się Thomas. Nabieram gwałtownie powietrza, ale tak bardzo cieszę się, że go widzę! Mam ochotę po prostu do niego podbiec, wtulić się w silne ramiona i poczuć odrobinę bezpieczeństwa. Ufam Thomasowi i wiem, że zrobi wszystko, aby nasza dzisiejsza ucieczka się udała
Thomas pokazuje rękami instrukcje. Mam podbiec zaledwie kawałeczek na parking, gdzie czeka na nas samochód. Thomas stoi za drzewem, dosłownie na wyciągnięcie ręki i muszę się spiąć i dać z siebie wszystko. Niepewnie spoglądam na Lucasa i w tym samym momencie przekręca głowę, jakby wyczuł moje spojrzenie. Uśmiecha się i macha wesoło ręką. Odwzajemniam uśmiech, chociaż potwornie się boję! Wpatrujemy się w siebie 
przez chwilę, ale trwa to zbyt długo i przerwam ten kontakt. Schylam się do maluszka i wyciągam go z wózka. Przytulam do swojego ciała i pocieram jego plecki. Jest spokojny i przysypia, kiedy moje serce bije w szaleńczym tempie. Próbuję wyczuć dobry moment, ale tak naprawdę nie wiem, który będzie najlepszy. Spoglądam na Thomasa, który kiwa głową na znak, abym ruszyła się z miejsca. Wstaję z ławki w momencie, w którym Lucas ponownie przenosi na mnie spojrzenie. Marszczy brwi i wygląda na zaskoczonego. Jednak jest już za późno na odwrót, zakładam torbę na ramię i puszczam się truchtem w stronę Thomasa. Podaję mu Leo i biegniemy samochodu. Dzieli nas od niego nie więcej, niż sto metrów.
- Ava!! - słyszę za sobą wrzask i dobrze wiem, kto krzyczy. Odwracam się za siebie, ale ku mojemu przerażeniu, widzę Lucasa który puszcza się za nami biegiem - Ava, wracaj natychmiast!! 
Dyszę ciężko, ale nie mam zamiaru się zatrzymać. Ludzie patrzą na nas dziwnie, a Lucas ponownie krzyczy, aż mam ochotę zasłonić sobie uszy. Jednak docieramy do samochodu, wsiadamy do środka, a Thomas blokuje wszystkie drzwi. Szybko podaje mi małego, uruchamia silnik, ale w tym momencie do szyby dopada Lucas i wali w nią z całych sił. Mam wrażenie, że zaraz rozsypie się na maleńkie kawałeczki, ale ja przyciskam do siebie syneczka i zamykam oczy. Jest mi potwornie słabo i modlę się, aby ten koszmar dobiegł już końca. Na szczęście Thomas rusza z piskiem opon i zostawiamy Lucasa w tyle. Przerażenie obejmuje każdą część mojego ciała i dopadają mnie wątpliwości, że nasz plan się nie uda. Lucas nie odpuści, na pewno ruszy za nami i aż boję się pomyśleć, co się stanie, kiedy uda mu się nas dogonić. Niepewnie odwracam się za siebie, ale chłopak znika nam z zasięgu wzroku, za to na tylnym siedzeniu dostrzegam Ninę. Uśmiecham się do niej przez łzy i podaję jej Leo. Tuli go mocno do siebie, okrywa kocykiem i całuje w główkę. Nareszcie jest bezpieczny.
- Wszystko w porządku, Ava? - słyszę głos Thomasa, a zaraz czuję jego dłoń na moim udzie.
- T-tak, chyba tak - oddycham głęboko, ściskam jego dłoń i wybucham niekontrolowanym płaczem.

- Już dobrze, maleńka. Jest po wszystkim - głaszcze wierzch mojej dłoni kciukiem i dodaje mi otuchy.

Jedziemy bardzo szybko i dość długo. Thomas nie zatrzymuje się nawet raz, przenoszę się do Niny, w międzyczasie karmię małego i zmieniam mu pieluszkę. Warunki nie są komfortowe, ale wcale mi to nie przeszkadza. Wreszcie się odprężam, schodzi ze mnie stres i rozmowa z Niną dobrze mi robi. Widzę jej zmartwione spojrzenie, ale i dziwną ulgę. Ja sama jestem już spokojniejsza, bo Lucas został daleko za nami. Mam nadzieję, że nas nie znajdzie i będziemy bezpieczni.

- Jesteśmy - uchylam powieki i przecieram twarz dłonią. Thomas uśmiecha się i pomaga wysiąść mi z samochodu - Tutaj się zatrzymamy. Musimy zachować wszelkie środki ostrożności - marszczę brwi, ale jesteśmy w lesie! Rozglądam się dookoła, ale oprócz drzew i małej przyczepy kempingowej nie ma tutaj dosłownie nic! - Nie bój się, im dalej od niego tym lepiej - pociera moje ramiona, ale ufam mu - To tylko na dzisiejszą noc, jutro wcześnie rano mamy samolot do Los Angeles. Musimy tam wrócić, Ava. Przykro mi - wzdycha ciężko i posyła mi smutny uśmiech - Nie wiem, dlaczego chłopcy się nie odzywają i muszę się tego dowiedzieć. Nie mogę jednak zostawić was tutaj samych. 
- Wiem, nie chcę tutaj zostać. Jednak nie wiesz wszystkiego - przełykam ślinę, Nina zabiera małego i zostawia nas samych - Przed moją ucieczką do Lucasa zadzwonił ktoś z LA. Powiedział, że chłopcy są uwięzieni! Jonathan wprowadził swój plan w życie, ale musiał nagle wyjechać i chłopcy żyją!
- Co takiego? Jak to uwięzieni? Jakim cudem, Ava? - wpatruje się we mnie, ale jest zaskoczony.
- Jonathan chce być szefem, Thomas. Powrót Justina jest mu bardzo nie na rękę i zepsuł jego idealny plan. Chce się go pozbyć, bo stoi mu na drodze i wymyślił, że go zabije. A skoro chce zabić Justina, przy okazji zabije Drew i Jacoba, aby nic mu nie przeszkodziło. Mamy
trzy dni na dotarcie tam i uwolnienie chłopców. Lucas mówił, że Jonathan musiał nagle wyjechać, jakaś pilna sprawa. Gdyby nie to, byłoby po wszystkim. Rozumiesz to?! - podnoszę głos i zbiera mi się na płacz - On chce ich zabić! 
- Wiem, Ava, wiem - szepcze cicho i wpatruje się w moje oczy - Samolot mamy o piątej rano, w Los Angeles będziemy pod wieczór. Zbiorę całą załogę na miejscu i razem sobie z tym poradzimy. Obiecuję, że Justinowi i chłopakom nic się nie stanie - bierze moją głowę w dłonie i głaszcze policzki.
- Ufam Ci, ale chcę iść tam z Tobą - przewraca oczami i kręci głową z irytacją - Cokolwiek teraz powiesz nie przekonasz mnie, żebym tego nie robiła. Tam jest mój chłopak! Zrobię dla niego wszystko, rozumiesz? Jest tam też Drew i Jacob, których również kocham, musimy im pomóc!

- Spokojnie, pomożemy im - przytula mnie do siebie i mocno obejmuję go w pasie. Tak bardzo się cieszę, że mnie uratował przed Lucasem - Damy radę, nie martw się. Jonathan tego pożałuje.
- Justin wspominał, że nie zależałeś do jego grupy - podnoszę głowę, ale nic z tego nie rozumiem. 

- To prawda, Ava. Nie należałem do jego grupy, ale do innej już tak. Właśnie tak się poznaliśmy, na szkoleniu prawie sześć lat temu - och! Nie sądziłam, że znają się tak długo - Zgram swoją ekipę i kumpli Justina. Odbijemy ich i puścimy to miejsce z dymem! Już ja się o to postaram.
- Tak, to bardzo dobry pomysł - uśmiecham się, ale Thomas jest niesamowity! - Dziękuję Ci.
- Za co, Ava? - pyta zaskoczony i odgarnia moje rozczochrane włosy. Zapewne wyglądam okropnie!
- Jak to, za co? Uratowałeś mnie i Leo przed Lucasem! Gdybyś tylko wiedział, co on wygadywał! Chciał być nowym ojcem dla mojego dziecka! To chore, bo Leo ma przecież ojca, którego bardzo kocham!

- Ciii, oczywiście, że ma ojca - kołysze mnie na boki, ale niepokój ponownie do mnie wraca - Lucas ma nierówno pod sufitem, ale zabrałem Cię od niego, Ava. Nie myśl już o nim, jesteś bezpieczna w tym miejscu. Jutro już nas tutaj nie będzie. Zostawimy wszystko za sobą i to raz na zawsze.

Budzi mnie dzwonek w telefonie. Gwałtownie otwieram oczy i siadam. Przykładam dłoń do czoła i próbuję uspokoić przyśpieszone bicie serca. Szybko wyłączam pobudkę i ziewam przeciągle. Dochodzi trzecia rano i trzeba szykować się na samolot. Spałam od dziewiętnastej z przerwami na karmienie, ale wciąż czuję zmęczenie. A może to stres mnie jeszcze nie opuścił i odetchnę, gdy będziemy w powietrzu? Tak, chcę już być daleko od tego miejsca i wtulić się w Justina. Potrzebuję go.
Podnoszę się z łóżka, ubieram i ogarniam w łazience. Karmię małego, przewijam mu pieluszkę i ubieram trochę cieplej. 
Mam obawy jak zniesie tak długą podróż samolotem. Jednak to normalne linie, a nie prywatny samolot, gdzie jest luz i swoboda. Mimo wszystko musimy to jakoś przetrwać.
- Gotowi? - do małego pokoiku wchodzi Thomas i podaje mi fotelik samochodowy. Jest kochany!
Układam w nim Leo, przykrywam kocykiem i pakujemy się do samochodu. Mamy jedną większą torbę do której Thomi spakował tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Naprawdę jest wspaniałym przyjacielem.

Na lotnisko docieramy dość szybko, bo w niecałe czterdzieści minut. Odprawa mija w ekspertowym tempie i nawet nie ma zbyt wielu ludzi na podkładzie samolotu. Jestem tym nieco zdziwiona, ale to lepiej. Będzie więcej swobody. Siadamy na swoich miejscach, ja pod oknem, w środku Leo w foteliku i obok Nina. Thomas siedzi w rzędzie obok nas i uśmiecha się pocieszająco. Cholernie boję się tego, co czeka nas na miejscu. Jak odzyskać chłopców z rąk jego szurniętego wujka? To wcale nie będzie takie proste, to mafia do cholery! Na pewno nam na to nie pozwolą i nie wypijemy do tego herbatki, kurde! Mam nadzieję, że Thomas ma naprawdę jakiś dobry plan, który ma szansę się udać.

Lot trwa i trwa. Zaczynam się nudzić, jednak na szczęście mały prawie cały lot spokojnie przesypia. W samolocie jest cicho, spokojnie dzięki czemu nic mu nie przeszkadza. Budzi się jedynie na karmienie.
Z nudów spacerujemy w przedsionku samolotu, żeby rozprostować nogi. Rozmawiam z Niną, z Thomasem i czas leci. Wolno, ale z każdą minutą jestem bliżej mojego ukochanego.


Wieczorem lądujemy w Los Angeles, jestem zmęczona i nie mogę uwierzyć, że tutaj wróciłam! 
Odprawa przebiega dość szybko i kiedy wychodzimy przed lotnisko, czeka już na nas czarny, duży samochód. Jestem zaskoczona, ale kiedy wychodzi z niego chłopak którego kojarzę, opada mi szczęka. Spotkaliśmy się dawno temu, kiedy Justin zabrał mnie do skate parku i na lody. Wpatrujemy się w siebie, a chłopak mruga do mnie zadziornie. Och, czyżby mnie jednak pamiętał?
- Hej, Ava - wow, pamięta moje imię! - Dawno się nie widzieliśmy, prawda? Minęło sporo czasu.
- Tak, to prawda - uśmiecham się i poprawiam torebkę na ramieniu - Właściwie, co tutaj robisz?
- Przyjechałem po was. Słyszałem, co się stało z Justinem i chłopakami. Jutro planujemy akcję.

- Już jutro? - mój głos brzmi piskliwe, ale zaskoczył mnie - Wiesz, że idę z wami. Prawda?
- Co takiego?! - podnosi głos, a jego oczy są wielkie jak spodki - Nie ma mowy, Ava! Zapomnij! 
- Muszę pójść! Nie mogę siedzieć bezczynnie i czekać, zwariuję! Na pewno wam się przydam.
- To jest dla Ciebie zbyt niebezpieczne! 
Gdyby coś Ci się stało, Justin urwałby mi za to jaja! - och! 
- Nie zrobi tego! Znam ten dom, Tim! Byłam tam przetrzymywana i mogę wam pomóc!
- To akurat działa na naszą korzyść - Thomas wzdycha i kiwa głową - Ja tam nigdy nie byłem, a Ty?

- Niestety też nie - Tim drapie się w kark, ale mam przewagę - Działam na innym terenie, niż Justin.
- No właśnie! Na pewno trzymają ich w tej cholernej piwnicy. To miejsce jest przerażające.

- Jesteś odważna, Skarbie - Tim unosi brew i patrzy na mnie z góry. Jest wysoki jak cholera! - Jakim cudem taka mała Kruszyna jak Ty, jest z człowiekiem z mafii? Na dodatek z tak potężnej mafii?
- To długa historia - przekręcam głowę i wpatruję się w synka, który śpi w foteliku obok mnie.
- Co to za dziecko? - Tim kuca i odsuwa nieco kocyk, aby lepiej widzieć Leo - Skąd go macie?

- To syn Justina - Thomas odpowiada pewnie, a Tim gwałtownie się podnosi. Jest w szoku!
- Syn Justina? - gapi się raz na mnie, raz na Thomasa i Ninę - Mówisz poważnie, czy to żart?
- Mówię poważnie jak diabli - Thomi mruga do niego zadziornie i uderza w ramię - To dziecko szefa mafii, więc uważaj sobie, cwaniaczku - śmieje się, ale na moim ciele czuję dziwne ciarki.

- Robi się coraz ciekawiej - Tim prycha i spogląda na mnie trochę inaczej - Wsiadajcie, jedziemy.
Thomas otwiera dla mnie drzwi, wskakuję do środka i zapinam pas. Układa fotelik między mną, a Niną i siada z przodu. Spoglądam przez okno i myślę o Justinie. Co się teraz z nim dzieje?


Po piętnastu minutach dojeżdżamy na miejsce. Nie rozpoznaję tego domu i wiem już, że nigdy wcześniej tutaj nie byłam. Wysiadam i biorę fotelik, który od razu przejmuje ode mnie Thomas. Uśmiecham się do niego i wchodzimy do środka. Dom oczywiście jest ogromny, jasny i piękny, ale
nie dziwi mnie to. Mafia ma pieniądze i wszyscy mogą pozwolić sobie na pieprzony luksus. 

Tim prowadzi nas do pokoju na górze, Thomas stawia fotelik na podłodze i podchodzi do mnie.
- Odpocznij, dobrze? - układa dłonie na moich ramionach i uśmiecha się uroczo - Jutro obgadamy dokładnie, o której wchodzimy i jak to będzie wyglądało. Ale teraz nie myśl o tym, rozluźnij się i prześpij. Gdybyś potrzebowała pomocy, wołaj śmiało. Dobrze? Będę na dole, wystarczy zawołać.
- Dziękuję, jesteś kochany - przytulam się do niego i mocno zaciskam ramiona na jego szyi.
- Staram się - chichocze i odkleja mnie od siebie. Cmoka w czoło i mruga zadziornie - Śpi dobrze.

Kiedy tylko zostaję sama, przebieram Leo i karmię. Odpuszczam dzisiaj kąpiel, bo nawet nie mam wanienki. Zresztą przysypia przy jedzeniu i nie chcę go dodatkowo męczyć. Miał za sobą długi dzień. Układam go na ogromnym łóżku, biorę szybki prysznic i po chwili już leżę obok niego. Kiedy zamykam oczy i rozluźniam się, natychmiast docierają do mnie wszystkie ostatnie wydarzenia. Thomas nas uratował, jesteśmy bezpieczni. Czuję łzy na policzkach, ale wciąż nie mogę w to uwierzyć. Udało się! Jednak teraz czeka nas coś jeszcze gorszego i wiem, że może się to wszystko źle skończyć. Nie powinnam tam iść. Jeśli coś mi się stanie, kto zaopiekuje się Leo? Ale z drugiej strony tam jest Justin! Muszę im jakoś pomóc, chociaż naprowadzić na piwnicę. Boże, przeraża mnie to wszystko, ale muszę to zrobić dla mojego chłopaka. Tak bardzo się o niego boję i naprawdę mam nadzieję, że jest cały i zdrowy. Tak samo jak Drew i Jacob. Mamy mało czasu i musi nam się udać!

Muszę być dzielna...






*********************************************************
BUM! :)
Ava na szczęście uciekła, uff. I wreszcie wiecie, co się dzieje z Justinem. Nie było go od kilku rozdziałów i teraz wszystko jasne :)
Jak myślicie... co się wydarzy? Czy uda im się odbić chłopców?

Buziam :*

Kasia.






27 komentarzy:

  1. Przepraszam, ze wczesniej nie komentowalam ale nie mialam dostepu do neta. Teraz wszystko nadrobilam i... boze musi sie im udac! Nie ma innej opcji! To jest genialne !
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uciekła! Wiedziałam!
    Ciekawe jak tam Justin, oby cały i zdrowy! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I jeszcze chciałam zapytać, co z tym nowym blogiem, chcesz go prowadzić, czy może zmieniłaś zdanie? :*

      Usuń
    2. Znamy nie chce być jak te dziewczyny które ciągle pytają o rozdział itd! Po prostu chciałam spytać, chyba, że Cię jakoś urazialam, albo zdenerwowałam, bo wiem ze to denerwujące :/
      <33333

      Usuń
    3. Niczym mnie nie zdenerwowałaś musiu :)
      Zaryzykuję i opublikuję. Już dzisiaj założyłam bloga gjfydydtdg :D A zacznę jak się skończy ANB :)

      Usuń
    4. Ooooh! Nie mogę się juz doczekać! :') <3

      Usuń
  3. Uda sie! Musi sie udac! Musza byc dzielni! Justin pewnie caly czas mysli o Małym i o Avie, to opowoadanie jest genialne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ava uciekła całe szczęście!Thomas jest naprawde super przyjacielem Mam nadzieje że teraz uda im się odbić Justina ♥♥♥Czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku! Tyle emocji ! Haha. Mam nadzieje, że odbiją chłopaków ! Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ava uciekła wkońcu :DD czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. cudny rozdział !
    przepraszam za ten komentarz na OTOL nie chciałam Cię urazić :/
    przykro mi teraz..
    czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  9. No wkońcu uciekła, czekam na nn :-D

    OdpowiedzUsuń
  10. Omg *,* czekam na następny !

    OdpowiedzUsuń
  11. Udalo sie im! Mam nadzieje ze odbija chłopaków

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały *.* Tak się cieszę,ze uratowali Ave.Mam nadzieje,że Justina też uratują

    OdpowiedzUsuń
  13. super :D
    uciekła od tego debila . W końcu ! on jest chory psychicznie. Nie spodziewał się tego buhahahah dobrze mu tak ! Ale coś czuje że on jeszcze będzie :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochaaam <3 Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Musi sie udać xd
    Rozdzial mega xD
    Czekamy na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. zgadzam się "Jedna wielką niewiadoma" masz niesamowity styl. I to chyba bardziej mi się podoba Od ANB :D
      Do następnego :***

      Usuń