Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 8.

Lucas składa pocałunki na mojej szyi, prześlizguje po niej językiem, przygryza i cichy jęk opuszcza jego usta. Jestem spanikowana, czuję łzy na policzkach i próbuję go od siebie odepchnąć. Nie chcę, żeby mnie dotykał, nienawidzę tego! Zdaję sobie sprawę z tego, że złamie mnie na kawałki jeśli posunie się dalej. Co zrobi Justin, kiedy się o tym dowie? Czy kiedykolwiek będzie chciał mnie jeszcze dotknąć wiedząc, że robił to jego wróg? A może będzie się mną brzydził i odrzuci mnie od siebie?
- Lucas, proszę... przestań - szepczę cicho, schylam głowę i wreszcie odkleja usta od mojej szyi.
- Rozluźnij się, maleńka. Będzie nam razem dobrze, obiecuję! Nie chcę Cię skrzywdzić.

- Nie mam ochoty na seks - chrząkam i obserwuję jego reakcję - Nie mogę się jeszcze kochać.
- Co takiego? - marszczy czoło i wygląda na zaskoczonego - Co masz przez to na myśli, Ava?

- To, że urodziłam dziecko i mój organizm potrzebuje czasu, aby całkowicie dojść do siebie.
- Mówisz poważnie, czy może chcesz mnie w ten sposób oszukać i się wymignąć?
- Mówię całkowicie poważnie. Minął zaledwie miesiąc, a to niezbyt długo. Kiedy znalazłeś mnie na plaży, właśnie wracałam od lekarza. Nie mogę uprawiać seksu przez cztery tygodnie - kłamię! Nie mogę jednak powiedzieć mu prawdy, bo to moja jedyna szansa żeby trzymać go od siebie z daleka.

- Cztery tygodnie?! - podnosi głos, ale natychmiast go uciszam - Och, wybacz - odwraca się i spogląda na Leo, który nadal śpi - Cholera, działasz na mnie, jesteś seksowna i taka śliczna - odgarnia kosmyk moich włosów i oblizuje usta - Mam czekać aż miesiąc na to, aby móc się z Tobą kochać? 
- Przykro mi, seks byłby teraz dla mnie niebezpieczny. Może wystąpić krwotok wewnętrzny - gadam totalne bzdury, ale na pewno nie powiem mu prawdy. Przytrzymam go tyle, ile będę mogła. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu ktoś mnie stąd wyciągnie i uwolnię się od tego chłopaka. 
- Krwotok? Rany! Kobiety są naprawdę skomplikowane - prycha rozbawiony i uśmiecha się uroczo.
- Troszeczkę, ale tak właśnie działa poród. Nawet nie masz pojęcia, jaka to hardkorowa sprawa.

- Dobra! Proszę, nie mów nic więcej - przewraca oczami, a ja się zawstydzam - Poczekam ile będzie trzeba. Nie mam zamiaru Cię skrzywdzić - obejmuje dłońmi moją twarz i składa na moich ustach buziaka. To zadziwiające, jak szybko potrafi zmienić się w potulnego chłopca - A teraz powinnaś trochę odpocząć - ziewam, ale marzę o odrobinie snu. Lucas chwyta mnie za rękę, układam się na łóżku i okrywa mnie kołdrą. Ostrożnie bierze w ramiona Leo, a moje serce zamiera! - Nie bój się, Ava. Mamy łóżeczko, więc mały ma swój kącik - wbijam zęby w wargę, ale wolałabym, aby spał ze mną. 
- Ostrożnie - szepczę cicho i obserwuję, jak delikatnie układa go w nowym łóżeczku i okrywa kocem.
- Będzie Ci tutaj wygodnie - patrzy na niego z rozczuleniem, pochyla się i całuje w czoło. Nie rozumiem jego zachowania, ponieważ to dziecko jego wroga. Skąd ta troska, uczucia? Przecież Lucas to nie taki typ człowieka, który z czułością patrzy na dziecko! - Idziemy spać, sam jestem zmęczony - ziewa, wsuwa się pod kołdrę i przytula do mnie. Spinam się, bo pragnę czuć na sobie tylko dłonie mojego ukochanego. Tęsknię za nim i do moich oczu napływają łzy - Spokojnie, Ava. Nie musisz się bać - układa dłonie na moich plecach, głaszcze je z góry na dół i po chwili wreszcie rozluźniam napięte mięśnie - Śpij, moja śliczna - mówi cichutko, oddycham głęboko i wreszcie zapadam w sen.

Następnego dnia, ponownie wybieram się na spacer. Lucas pozwala mi wziąć telefon, ale ostrzega, że mogę odbierać telefon tylko od niego. Wiem, że w innym wypadku mógłby skrzywdzić Leosia.
Spaceruję alejkami, Leo smacznie sobie śpi, a ja oddycham świeżym powietrzem. Myślę, co dzieje się z Justinem i modę w duchu, aby był bezpieczny. Moje serce kurczy się z tęsknoty i boję się, co będzie dalej. Jak mamy sobie z tym wszystkim poradzić? Jest tysiące kilometrów stąd i nie mam pojęcia, czy w ogóle żyje! Na moim ciele pojawia się gęsia skórka i karcę się za takie myślenie. Na pewno żyje, musi! Obiecał, że wróci do mnie, a on zawsze dotrzymuje swoich obietnic. Ma dziecko, musi walczyć.
Moje rozmyślenia przerywa cichy dzwonek telefonu. Marszczę czoło, biorę go z wózka i spoglądam na wyświetlacz. Mój oddech przyśpiesza, bo dzwoni Thomas! Odbieram niemal od razu i staję tyłem do balkonu na którym siedzi Lucas. Nie może mnie zobaczyć, bo wpadnę w poważne kłopoty.

- Ava! - nim zdążę cokolwiek powiedzieć, dociera do mnie przerażony głos Thomasa - Gdzie jesteś?
- Z godzinę drogi od Ciebie, tak mi się wydaje. Kojarzę tylko market, w którym byliśmy, nic więcej.
- Wiem, co to za market. Byłem tam z Justinem po kilka rzeczy. Nic Ci nie jest? Jak Leo? 

- Ze mną jak i z małym wszystko w porządku. Jak do tej pory Lucas traktuje nas dobrze, ale ma w głowie chore pomysły. Zabrał mnie, żeby zemścić się na Justinie. Stwierdził, że to rozwali jego serce na kawałki. Na dokładkę chce mieć ze mną dziecko! Boję się, że coś strzeli mu do głowy.
- Ja pierdole, nie wierzę! - złości się, a ja przelotnie spoglądam na balkon. Jednak Lucas jest skupiony na laptopie - Muszę Cię stamtąd zabrać, natychmiast! Ten człowiek przekroczył wszelkie granice.
- Wiem, ale jak chcesz to zrobić? On mnie pilnuje! Teraz jestem w parku przed domem, ale siedzi na balkonie i nie spuszcza ze mnie wzroku. 
Nie możesz mnie ot tak zabrać, Thomas. Boję się, że rozpęta się piekło i ktoś na tym ucierpi. A taki scenariusz jest niestety bardzo prawdopodobny. On ma broń i nie zawaha się jej użyć, jeśli będzie trzeba. Muszę chronić swoje dziecko, musi być bezpieczny.
- Myślisz, że narażę i Leo i Ciebie na niebezpieczeństwo? - prycha wkurzony, a mi robi się głupio! - Oczywiście, że nie! Jesteś dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela i zrobię wszystko, żebyś wróciła do mnie cała i zdrowa! Wymyślę jakiś plan, nie bój się. Powiedz mi, czy Lucas zostawia Cię samą?

- Właściwie oprócz spacerów, to nie. A nawet i teraz jestem pod obserwacją. Jednak może gdyby chociaż na chwilę go rozproszyć, mogłabym szybko zniknąć z zasięgu jego wzroku.
- To jest bardzo dobry plan, Ava! Musimy umówić się na dany dzień, godzinę i to co do minuty. Nie możemy pozwolić sobie na jakikolwiek błąd, ale to ma duże szanse się udać, wiesz?
- Wiem - na samą myśl mam ciarki na plecach - Powiedz mi, czy Justin do Ciebie dzwonił? 
- Nie i to jest druga sprawa, która mnie martwi. Nie odezwał się od dwóch dni - boże! - Nie wiem o co chodzi, ale Drew i Jacob też milczą. To do nich nie podobne i martwię się. Nie podoba mi się to.
- Lucas powiedział mi, że Jonathan planuje zabić ich wszystkich! Chce zostać szefem, Thomas.
- Kurwa! Robi się coraz ciekawiej - wzdycha ciężko, ale ja jestem przerażona - Muszę działać szybciej.
- Skoro Justin się nie odzywa, to znaczy, że coś mu się stało? A jeśli... oni już nie żyją?
- Ava, nie myśl tak. Chłopcy nie są amatorami, tak? 
Na pewno mają oczy dookoła głowy, ale ich milczenie nie jest normalne. Jednak zanim tam ruszę, muszę odzyskać Ciebie. Nie zostawię Cię.
- Tak, zabierz mnie stąd. Nie mogę zostać z Lucasem ani chwili dłużej. Boję się go, Thomas.
- Wiem, maleńka. Uwolnię Cię od niego, przysięgam! 
Jeszcze dzisiaj znajdę kryjówkę, nie możecie być w naszym domu. To będzie pierwsze miejsce, gdzie Lucas zacznie was szukać. 
- Masz rację. Znajdź cokolwiek, żeby tylko jak najdalej stąd. Kiedy tak właściwie planujemy akcję?
- Jak najszybciej, nie ma czasu do stracenia. Czy jutro o tej godzinie będziesz na spacerze?
- Tak, będę. Przynajmniej mam nadzieję, że Lucasowi nie odbije i powoli mi wyjść do parku.
- W porządku. To jest nasza szansa, żeby go przechytrzyć. Dogadajmy szczegóły. 

Rozmawiam z Thomasem jeszcze dłuższą chwilę, ale zachowuję pozory. Pochylam się nad Leo, grucham do niego, siadam na ławce, znowu wstaję. Ale nie pokazuję prawej strony ciała Lucasowi, trzymam przy uchu telefon i doskonale wiem, jakby się to dla mnie skończyło. Jednak omawiamy z Thomasem dokładnie wszystko. Muszę spacerować alejkami, oddalić się nieco w prawą stronę i podbiec kilka kroków. Muszę dać z siebie wszystko i nie ma tutaj miejsca na jakikolwiek błąd. Chodzi o życie moje, mojego dziecka i zrobię wszystko, aby go przed wszystkim uchronić. 

Wracam do domu kilka minut po szesnastej, Lucas siedzi jeszcze nad papierkową robotą, a ja zjadam obiad. Obok mnie stoi wózek, a w nim mój maleńki misio, który właśnie się obudził. Kiedy tak na niego patrzę, nie wierzę w to wszystko, co się dzieje. Jednak cieszę się, że jest maleńki i niczego nieświadomy. Przynajmniej nie musi się bać i niczego nie będzie pamiętał. Martwi mnie również mój chłopak. Skoro jego wujek miał wobec niego takie plany, boję się, że mógł je już wprowadzić w życie. A co jeśli oni nie żyją? Nie! Takich myśli nie mogę do siebie dopuszczać, nie teraz. Jutro będziemy wolni, polecimy do LA i wrócę do tego cholernego miejsca, którego nienawidzę całą sobą! W którym przeżyłam najgorsze chwile swojego życia, o których nigdy nie będę w stanie zapomnieć. Nawet gdybym chciała, moje blizny na plecach po okrutnej chłoście już zawsze będą mi o tym przypominać.

- Cześć, śliczna - słyszę przy uchu szept Lucasa, aż podskakuję - Nie bój się, to tylko ja. 
- Przepraszam, zaskoczyłeś mnie - przykładam dłoń do serca i próbuję uspokoić szalejący oddech.
- To ja przepraszam, nie powinienem się skradać - przytula się do mnie od tyłu, układa dłonie na moim brzuchu i opiera brodę na ramieniu. Ot, czuły gest od którego zawartość posiłku podchodzi mi do gardła. Nie chcę jego bliskości - Jak udał się spacer? - odgarnia moje włosy i całuje w szyję.
- Fajnie. Leo się wyspał, pooddychał świeżym powietrzem i dotlenił. Spacery dobrze mu robią.

- Jest grzeczny jak aniołek - odrywa się ode mnie i podchodzi do wózka. Delikatnie wyjmuje małego i zaciskam usta, cholera! Staram się go trzymać jak najdalej od Leo, ale muszę zachować pozory. Nie może się zorientować, co planuję jutro - Cześć, Leo. Jesteś taki uroczy, wiesz? - grucha do niego słodko i jestem nieco zaskoczona jego zachowaniem - Będę Twoim nowym tatusiem - gdy to mówi, moje serce rozpieprza się na kawałki, ale w żyły strzela złość. Co on sobie kurwa myśli?! Jakim prawem mówi takie rzeczy? Co z tego, że Leo tego nie rozumie, ale ja to słyszę do cholery! Jego jedynym ojcem jest Justin i choćby nie wiadomo co się działo, na zawsze tak pozostanie. Nie będzie rościł sobie prawa do mojego dziecka! Jednak ze wszystkich sił staram się opanować i kontrolować wściekłość. Wstaję ze swojego miejsca, wkładam talerz do zmywarki i wypijam szklankę soku pomarańczowego. Podchodzę do Lucasa i przyklejam lekki uśmiech na twarz - Jest taki słodki.
- To prawda - chrząkam i wystawiam dłonie - Mogę? Muszę go przewinąć i przebrać.
- Och, mogę spróbować? - marszczę czoło, ale zaskakuje mnie. Niepewnie przytakuję głową, przechodzimy do pokoju i Lucas układa małego na przwijaku. Zmienia mu pieluszkę, ale ku mojemu zaskoczeniu idzie mu całkiem nieźle. Wnioskuję, że wcześniej nie miał do czynienia z dziećmi - I jak?
- Cóż... poszło Ci bardzo sprawnie jak na pierwszy raz. Jeszcze kilka razy i nabierzesz wprawy.
- Tak myślisz? - uśmiech rozświetla jego twarz i spogląda na mnie. Mrugam do niego, biorę małego i układam go na środku łóżka. Lucas kładzie się po drugiej stronie Lucasa i teraz wyglądamy jak szczęśliwa, trzyosobowa rodzinka, którą nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Justin wróci do mnie i wszystko będzie jak dawniej - Jesteś cudowna, wiesz? - Lucas mówi cicho i ściska moją dłoń.
- Cudowna? Dlaczego? Przecież praktycznie w ogóle mnie nie znasz, skąd te słowa, hmm?
- Ponieważ to widzę, Ava.
 Jesteś cudowną mamą i naprawdę byłem w szoku, kiedy dowiedziałem się, że masz dziecko. Przecież jesteś taka młodziutka, niewinna z twarzą aniołka. Taka śliczna - och! - Świetnie sobie radzisz. Opieka nad Leo nie sprawia Ci problemu. Jesteś dzielna, Kochanie.- Muszę być, jest dla mnie najważniejszy i zrobię dla niego wszystko. To mój cały świat.
- Nie martw się, nie zostaniesz sama. Będę przy Tobie i nie pozwolę was skrzywdzić.
- Kto miałby nas skrzywdzić, Lucas? - pytam niepewnie, ale jestem zaskoczona jego słowami.
- Na każdym kroku czyha na nas mnóstwo niebezpieczeństw. A przeszłość lubi wracać w niespodziewanych momentach - to akurat prawda. Właśnie do mnie wróciła, czego zupełnie się nie spodziewałam - Ale wszystko będzie dobrze. Tutaj nikt nas nie znajdzie. Podoba Ci się dom?
- Tak, jest piękny i ogromny - odpowiadam zgodnie z prawdą. Musiał kosztować majątek!
- Jest nasz, Kochanie - zmienia pozycją i układa swoje ciało za moim. Obejmuje mnie w talii i przyciąga moje plecy do swojego torsu. Od razu wstrzymuję oddech - Czas leczy rany, zapomnisz o Justinie i postaram się ze wszystkich sił, abyś mnie pokochała - naprawdę wierzy w to, co mówi?
Zaciskam usta, ale to się nigdy nie stanie. Jak mogę pokochać człowieka, który trzyma mnie tutaj wbrew mojej woli? Zdaję sobie sprawę, że może zrobić mi krzywdę w każdej chwili i z pewnością nie sprawiłoby mu to trudności, a ja nie chcę się o tym przekonywać. Jest zdolny do wszystkiego. Dlatego pomodlę się dzisiaj, aby jutrzejsza ucieczka przebiegła bez problemów. To nasza jedyna szansa.

Wieczorem, kiedy leżę już w łóżku, przebrana w piżamę i po prysznicu nagle do pokoju wchodzi Lucas. Moje serce niebezpiecznie przyśpiesza, bo nie wiem, co strzeli mu do głowy. 
- Dzisiaj również chcę spać z Tobą - mówi cicho, ale jego ton brzmi na nieznoszący sprzeciwu. Nie odpowiadam, a Lucas już układa się obok mnie. Przekręcam się na bok, przytula się do moich pleców, obejmuje w talii i dociska do siebie mocno. Nie mam siły protestować i nawet boję się to zrobić. Niech myśli, że pogodziłam się z obecną sytuacją, przynajmniej nie będzie nic podejrzewał - Uwielbiam Twój zapach - zaciąga się zapachem moich włosów i całuje mnie w głowę.
Proszę Cię boże, pozwól mi jutro stąd uciec...





***********************************************
Na ANB pojawi się jutro wieczorem :)



24 komentarze:

  1. oby udalo jej sie uciec ...!
    rozdizal cudowny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona musi uciec! Oby wszystko poszło zgodnie z planem! ;(
    Boje sie o Justinaaa ;/// Niech sie odezwie ;x
    Buziaki i do nn:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby Justinowi nic się nie stało :/ czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny ! Musi się jej udać uciec od niego innej opcji nie widzę:)
    Czekam nn ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. cudo cudo cudo ale się boje o Ave niech jej się uda dla Leo :* do następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję że uda im się uciec ;)
    Rozdział bardzo mi się podoba :D
    Czekam na następny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam, że Justin się pojawi, ale tu nie, możliwe, że coś mu się stało, znając jego charakter (z tego opowiadania oczywiście) dawno był by już przy Avie :/
    To do następnego, no poprostu nigdy chyba nie mogłam się tak doczekać rozdziału jak dziś ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  8. ha ha niecny plan! Kocham! Czekam na nn! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale z tg Lucasa skurwesyn!
    Ale rozdział cudowny!! Już nie mg się doczekać nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny ♥ Nareszcie ktoś do niej zadzwonił.Mam nadzieje,że Thomas ją uratuje a jego plan się powiedzie.Ciekawo co z Justinem,Drew i Jakobem...Czemu się nie odzywają.Oby im nic nie było.Ta druga część jest o wiele inna niż pierwsza,ale inna w dobry sposób.Jest równie dobra co pierwsza :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział : ) ciekawe co z Justinem

    OdpowiedzUsuń
  12. O ja ale super czekam na dalsze losy kocham ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. Ava musi udac ci sie uciec !!! Co z Justjnem ?!?!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dawaj nowy na anb xD bo jdjsjsjsjsj nie wytrzymam

    OdpowiedzUsuń
  15. żeby sie jej udało uciec i ten pi*****ony sk****syn jej nie złapał.
    i w ogóle co się dzieje z Justinem???? Dlaczego się nie odzywa???

    OdpowiedzUsuń