Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 7.

Gapię się na niego jak na wariata! Sama nie wiem, czy powinnam się śmiać, czy płakać, bo wręcz nie dowierzam, że coś tak głupiego i szalonego przyszło mu do głowy! Czy on się słyszy?!
- Chyba nie sądzisz, że mogłabym się na to zgodzić, Lucas? Skąd wziąłeś tak pochrzaniony pomysł?
- Nie jest pochrzaniony, jest genialny! Przemyślałem to i oboje wiemy, że to złamie Justina.
- To się nie stanie! Nigdy Cię nie pocałuję, a tym bardziej nie mam zamiaru uprawiać z Tobą seksu! Zwariowałeś?! - podnoszę głos, ale na samą myśl mam ochotę zwymiotować! - Zapomnij.

- Jesteś tego pewna? - przekrzywia głowę i mruży oczy, boże! Przysuwa się do mnie i mocno wpija w moje usta. Jestem kompletnie zaskoczona i aż muszę przytrzymać się jego ramion, bo inaczej spadnę z krzesła! Siłą chce wsunąć język do środka, ale nie pozwalam mu na to. Zaciskam usta i próbuję go od siebie podepchnąć. Byłam pewna, że prędzej czy później do tego dojdzie. Nie czekał długo.
- L-Lucas, proszę! - mówię błagalnie, kiedy wreszcie udaje mi się od niego odsunąć. Jednak przenosi usta na moją szyję, prześlizguje po niej językiem, przygryza i czuję łzy na policzkach. Jestem w beznadziejnej sytuacji i mam świadomość, że nie skończy się to dla mnie dobrze. Cała sytuacja powtarza się, dawniej to Justin robił ze mną, co tylko chciał. Teraz Lucas zajmie jego miejsce. Naprawdę mam przejść przez to ponownie? - P-proszę - szlocham głośno, a Lucas wreszcie się ode mnie odkleja. Wpatruje się we mnie, wzdycha ciężko i odgarnia moje włosy z czoła. 

- Już dobrze - mówi cicho, bierze mnie na ręce i przechodzi na patio. Siada na wypasionej, ogromnej kanapie z poduchami i układa moje ciało między swoimi nogami. Jestem spięta, zestresowana i boję się, że zrobi to ponownie. Pociera moje plecy, głaszcze po włosach, ale nienawidzę tego! Odchylam się od jego ciała i wycieram łzy z policzków. Już chcę usiąść obok niego, kiedy dociska mnie do siebie znowu - Nie ucieka - szepcze w moje włosy i mocno zaciskam usta, niech to szlag!

Siedzimy na patio dwie godziny, ale nie odzywamy się do siebie. Cisza dobrze na mnie wpływa.
Kiedy dochodzi dwudziesta kąpię małego, ale Lucas przygląda się kiedy to robię. Opiera się o ścianę, zakłada ręce na piersiach i nawet uśmiecha się delikatnie. Próbuję być spokojna dla Leo, żeby nie odczuł jak potwornie boję się o niego. Jestem zdana na siebie i muszę go chronić za wszelką cenę.


Po kąpieli przebieram go w świeże śpioszki w kropeczki, kaftanik i zakładam mu nową pieluszkę. Karmię go, ale Lucas znowu mi towarzyszy i głaszcze go po główce. Ściska mi się serce na ten widok i doskonale wiem, że Justin rozpierdoliłby go w sekundę gdyby to widział. Lucas przekroczył granicę.
- Czas do spania, maleńki - uśmiecham się, całuję go w czółko i ostrożnie odkładam go do łóżka. Okrywam kocykiem, ale nagle rozlega się dzwonek mojego telefonu. Lucas podaje mi telefon, spoglądam na wyświetlacz, chociaż doskonale wiem, kto dzwoni. Odbieram natychmiast, witam się z miłością mojego życia, ale mój prześladowca nie spuszcza ze mnie wzorku. Patrzy na mnie poważnie, dlatego w głowie filtruję każde słowo, które wychodzi z moich ust. Mam chęć wykrzyczeć Justinowi, co się dzieje, ale nie mogę tego zrobić. Mój syn z pewnością zapłaciłby za to ogromną cenę, mimo to muszę znaleźć sposób, aby ostrzec Justina. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale nie mogę siedzieć bezczynnie. W tej chwili delektuję się jego ciepłym głosem, czułością i tęsknotą. Mówię mu, jak bardzo go kocham i jest całym moim życiem. Lucas przewraca oczami, ale staram się nim nie przejmować. Justin opowiada jak idą sprawy z wujkiem, ale wyczuwam, jak bardzo jest zniecierpliwiony. Do mojej głowy ponownie przedostaje się chęć, aby powiedzieć mu prawdę i muszę zakończyć rozmowę, bo inaczej nie wytrzymam! - Kochanie, muszę kończyć. Jestem zmęczona i zasypiam na stojąco. Kocham Cię, uważaj na siebie i proszę, uważajcie na siebie. Ucałuj ode mnie chłopców i dzwoń codziennie.
- Jasne, maleńka. Wyściskaj ode mnie małego i kładź się spać. Kocham Cię najmocniej na świecie.


Po rozmowie idę do łazienki i ogarniam twarz, myję zęby i rozbieram się, aby wziąć prysznic. Kiedy zostaję w samej bieliźnie do łazienki wchodzi Lucas. Jestem zaskoczona i moje serce się zatrzymuje. 
- Hej, śliczna - uśmiecha się i zdejmuje z siebie koszulkę - Chciałem wziąć z Tobą prysznic - o nie!
- To nie jest dobry pomysł - mówię cicho i osłaniam piersi ramionami. Lucas unosi brew, jakby oczekiwał dobrego argumentu - Jak wiesz, niedawno urodziłam dziecko. Wciąż dochodzę do siebie i jeszcze k-krwawię - jąkam się, ale policzki palą mnie ciepłem. Jednak muszę wymyślić dobry pomysł, bo nie mam zamiaru się z nim kąpać. Wiem, że faceci nie lubią widoku krwi. No, oprócz Justina, któremu kompletnie to nie przeszkadza - Nie chcę, żebyś na to patrzył. To mnie krępuje.
- Hmm - mruczy cicho, ale chyba połknął ściemę - No dobrze, nie mam zamiaru Cię do tego zmuszać.
- Dziękuję - uśmiecham się lekko, Lucas mruga okiem i opuszcza łazienkę. Uff, udało mi się!

Ulga obejmuje moje ciało i oddycham głęboko. Opieram dłonie na umywalce, ale dobrze wiem, że to tylko kwestia czasu, a Lucas zacznie oczekiwać ode mnie czegoś więcej. Nie mogę mu tego dać i czuję, że mogę przez to cierpieć. Justin był moim jedynym chłopakiem, z którym uprawiałam seks. Znam tylko jego dotyk, możliwości, ciało. Pragnę, żeby właśnie tak pozostało.

Po prysznicu wchodzę do pokoju. Nie widzę nigdzie Lucasa i oddycham głęboko, może chociaż w nocy będę mieć chwilę spokoju? Naprawdę jestem zmęczona i stres cholernie mnie zjada. Układam się obok mojego syneczka, który smacznie sobie śpi i próbuję wyłączyć myślenie. Patrzę na Leo, cmokam go w główkę i po prostu zamykam oczy.

Następnego dnia budzi mnie kwilenie, to Leoś jest głodny. Przekręcam się, podpieram głowę na dłoni i zaczynam go karmić. Od razu się uspokaja i kiedy sobie tak leżymy, jeszcze przysypiam. Ponownie budzi mnie pocałunek na czole. Uchylam powieki i widzę przed sobą Lucasa, który uśmiecha się pogodnie. A więc to nie był sen? Ten cały koszmar dzieje się naprawdę? 

- Dochodzi dziesiąta, Kochanie - och, pospaliśmy sobie troszkę. Ziewam przeciągle, spoglądam na małego, ale nadal jest przytulony do mojej piersi. Szybko go odklejam i zakładam stanik. Zawstydzam się, bo Lucas mnie obserwuje, a nie chcę, aby takie sytuacje miały miejsce. Ten widok zarezerwowany jest tylko i wyłącznie dla mojego chłopaka - Może ogarniesz się i skoczymy do sklepu? Po łóżeczko, wózek dla Leo i kilka drobiazgów? - spogląda na niego i dotyka jego główki.
- To miłe z Twojej strony, ale to nie jest konieczne. Leo i tak śpi ze mną, nie potrzebuje łóżeczka.
- Dziecko powinno mieć swój kącik, Skarbie. Będzie mu wygodnie we własnym łóżeczku, a nam będzie zdecydowanie zbyt ciasno we trójkę - wstrzymuję oddech, kiedy dociera do mnie sens jego słów. Wpatruję się w jego oczy, ale wygląda na zaskoczonego - Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- C-chcesz ze mną spać? - pytam praktycznie szeptem, ale boję się wypowiedzieć te słowa na głos.

- Oczywiście, że tak - uśmiecha się i głaszcze mnie czule po policzku - Co w tym dziwnego?
- Wszystko. Poza tym, Leo mnie potrzebuje. Jest maleńki i musi czuć, że jestem blisko niego.
- Ava, bądź grzeczna, dobrze? - poważnieje nieco i wpatruje się w moje oczy - Wstaniesz?
- Tak, już się podnoszę - nie chcę go zdenerwować, nie wiem do czego jest zdolny.

Ogarniam się raz dwa, zjadam szybkie śniadanie i jedziemy do sklepu. Leo przysypia w foteliku, kiedy spacerujemy po ogromnym centrum handlowym. Poszukujemy łóżeczka, wózka i wanienki. 
Nie mam najmniejszej ochoty na te zakupy, ale są dla mojego syneczka. Nie mam zamiaru trzymać go w domu, kiedy pogoda jest taka piękna. Chcę chodzić na spacery, więc potrzebny jest wózek. W końcu wybieramy lekki w szarym kolorze. Widzę uśmiech na twarzy Lucasa, ale kompletnie tego nie rozumiem. Co sprawia mu taką radość? Bo chyba nie opieka nad dzieckiem jego wroga? 
- Podoba Ci się to łóżeczko? - pyta nagle, kiedy zmieniamy dział w sklepie. Zatrzymuję się przy białym, dużym łóżeczku i naprawdę jest urocze. Przytakuję głową i kołyszę w ramionach mojego synka. Nie śpi, cmoka smoczek i jest taki słodziutki - No to bierzemy! - całuje mnie w czoło, a moje serce praktycznie się zatrzymuje - Idziemy do kasy, pewnie oboje jesteście już zmęczeni.

Wracamy do domu po dobrych trzech godzinach zakupów. Jestem trochę zmęczona, ale karmię małego i bardzo chciałabym zabrać go na spacer. Pogoda jest cudowna, świeci słońce i aż szkoda siedzieć w domu. Pytanie tylko, jak mam zapytać o to Lucasa? Czy wypuści mnie z domu?
- Mam prośbę - zaczynam niepewnie, ale chłopak uśmiecha się i patrzy mi w oczy - Skoro mamy już super wypasiony wózek, czy mogłabym wyjść na spacer z Leo? Potrzebuje świeżego powietrza.
- Chcesz pójść sama? - zakłada ręce na piersiach i patrzy na mnie podejrzanie - Jak Ty to widzisz?
-N-normalnie? - jąkam się, ale wygląda bardzo poważnie i zaczynać się bać - To tylko spacer.
- Naprawdę, Ava? A może w Twojej głowie narodził się plan ucieczki, hmm? Nie zdziwiłoby mnie to.
- Przecież nawet nie wiem, gdzie dokładnie jestem - ucieknę, muszę wybrać tylko idealny moment.
- W porządku - och, zaskakuje mnie - Zaufam Ci i sprawdzę, czy jesteś tego godna. Jeśli jednak wywiniesz mi numer, gorzko tego pożałujesz i nie tylko Ty - wymownie spogląda na Leo, aż ciarki przechodzą mi po plecach. Mam świadomość, że skrzywdziłby go i nawet nie drgnęłaby mu powieka. Chory skurwiel! - Park jest naprzeciwko domu. Przez cały czas będę miał Cię na oku, czy to jest dla Ciebie jasne? - przytakuję głową, ale żadne słowa nie przejdą mi w tej chwili przez gardło - Grzeczna dziewczynka - rozluźnia się, podchodzi i całuje mnie w usta - Pamiętaj, Ava. Żadnych numerów, tak? Masz telefon, ale jeśli zadzwonisz do Justina nie będzie przyjemnie. Zapamiętaj to sobie.

- Rozumiem, Lucas. Nie musisz się denerwować, nie mam zamiaru robić nic głupiego, obiecuję.
- Właśnie taką mam nadzieję - mruga okiem i ponownie składa pocałunek na moich ustach. 


Spaceruję po alejkach, ale czuję na sobie wzrok Lucasa. Kiedy przekręcam głowę, dostrzegam go na balkonie. Dzieli nas zaledwie kilkanaście metrów i ma mnie na oku. Muszę powiadomić Justina, a skoro nie mogę zadzwonić pozostaje mi tylko wysłać wiadomość. Muszę wyczuć dobry moment, żeby Lucas się nie zorientował. Miałabym koszmarne kłopoty, ale być może to moja jedyna szansa, aby to zrobić. Rozglądam się, siadam na ławce, a balkon na którym siedzi Lucas, jest teraz po mojej lewej stronie. Wyjmuję Leo z wózka, przytulam go do siebie, a w drugiej dłoni trzymam telefon tak, aby jego małe ciałko w jakiś sposób je zasłoniło. Szybko stukam wiadomość do Justina:

Kochanie, jest źle! Lucas jest tutaj i zabrał mnie od Thomasa i Niny. Na razie jest dla mnie dobry, ale wiem, że to tylko kwestia czasu. Ma chore pomysły! Chce się na Tobie zemścić zabierając mnie od Ciebie. Chce mieć ze mną dziecko! Proszę Cię, zrób coś! Tak bardzo się go boję, Skarbie! Na dodatek powiedział mi, że Twój wujek chce zabić Ciebie i Drew! Uważaj na siebie i spieprzaj stamtądjak najszybciej! Kocham Cię.
Ps. Nie dzwoń pod żadnym pozorem, Lucas mnie obserwuje.

Wysyłam  wiadomość i odwracam głowę w lewą stronę. W tym samym momencie Lucas przekręca głowę, jakby wyczuł na sobie moje spojrzenie. Uśmiecham się do niego dla niepoznaki, kiwa głową i wystawia dłoń. Oddycham z ulgą, ale widocznie nie zauważył mojego postępku. Inaczej już dawno byłby przy mnie i zapłaciłabym za to, co właśnie zrobiłam. Jednak mimo wszystko nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie, kiedy wokół tak wiele się dzieje. Muszę walczyć o mojego mężczyznę i chronić własne dziecko. Nie mogę stchórzyć, bo wtedy stanie się coś strasznego, a na to nie jestem gotowa.
Lucas odwraca głowę i skupia uwagę na laptopie. Korzystam z okazji i piszę sms'a do Thomasa.


Thomi, Lucas mnie zabrał. Musisz coś zrobić, bo ten chłopak ma chore pomysły. Napisałam już do Justina, ale nie wiem, co on z tym zrobi. Nie wiem dokładnie gdzie jestem, jednak na pewno obok wielkiego hipermarketu „Qwerty”. Jest to specyficzny, luksusowy dom. Biały z czerwonym dachem i bramą. Proszę, zrób coś, ale uważaj na siebie. On naprawdę jest niebezpieczny i na pewno uzbrojony.
Błagam, działaj szybko!

Odkładam telefon do torebki i skupiam uwagę na synku. Wkładam go ostrożnie do wózka, przykrywam welurową pieluszką i spacerujemy po alejkach. Świeże powietrze dobrze mu zrobi, a tutaj naprawdę jest pięknie. Cicho, spokojnie pośród drzew i śpiewu ptaków.

Wracamy dwie godziny później. Dochodzi prawie siedemnasta i umieram z głodu. Kiedy tylko wchodzę przez bramę, w drzwiach pojawia się Lucas. Opiera się o futrynę i uważnie mnie obserwuje. Spinam się i myślę, czy widział mnie z telefonem w ręku. Jeśli tak, mam poważne kłopoty.

- C-cześć - witam się dość niepewnie i staram się rozluźnić. Muszę zachować spokój.
- Cześć, maleńka - odpowiada wesoło i uśmiecha się uroczo - Jak udał się spacer?
- Świetnie! Leo przespał prawie dwie godziny, ale było naprawdę fajnie. Ten park jest śliczny.
- To prawda. Cieszę się, że byłaś grzeczna - wyczuwam dziwną nutkę w jego głosie, jakby ostrzeżenie - 
Może jutro wybiorę się z wami? - zaciskam usta i wchodzę do domu. Spacer to jedyna chwila, gdzie mam święty spokój i odpoczywam od wszystkiego. Nawet to chce mi odebrać? - Coś nie tak?
- Nie wiem, po prostu... - zacinam się i myślę, co mu powiedzieć - Lubię chodzić sama. Potrzebuję chwili spokoju i podczas spaceru mogę się wyciszyć, rozluźnić, a nie mogę się denerwować. 
- Dlaczego nie możesz się denerwować? - patrzy zaskoczony, ale zapewne mało wie o dzieciach.
- Ponieważ karmię małego. Wyczuwa moje zdenerwowanie i przez to sam jest bardzo niespokojny. 

- Och, rozumiem! No dobrze, skoro wolisz chodzić sama niech będzie. I tak mamy sporo czasu dla siebie w ciągu dnia. Prawda? - mruga okiem, ale wchodzimy na niebezpieczny dla mnie temat.
- T-tak. Wiesz, jestem potwornie głodna! Mogłabym coś zjeść? - muszę zmienić tor rozmowy.

- Nie dziwię się, ostatnio jadłaś o jedenastej. Mam dla Ciebie obiad, chodź - wystawia dłoń, zostawiam wózek ze śpiącym Leo w salonie i idę z nim do kuchni. Lucas szybko odgrzewa obiad i po chwili wcinam przepyszny makaron z kurczakiem i sosem, mmm! - Cieszę się, że spacer przebiegł bez problemów - och, zaskakuje mnie tym - Niczego nie próbowałaś, to bardzo dobrze, Ava. Współpracuj ze mną, a wszystko będzie okej. Jeśli jednak mnie nie posłuchasz i zrobisz coś, co mi się nie spodoba... będę bardzo zły. Wiesz, kto na tym ucierpi najbardziej? - przytakuję głową, a mój brzuch boleśnie się zaciska - Cieszy mnie to, że się rozumiemy - odgarnia moje włosy, ale ma jest poważny.
Doskonale wiem, że muszę być bardzo ostrożna. Tutaj chodzi o mojego syna! Nie mogę ryzykować, aby Lucas zrobił mu krzywdę. Jestem jego mamą i zrobię wszystko, aby był bezpieczny.

O dwudziestej kąpię misia w nowej wanience. Jest spokojny, rozgląda się z zaciekawieniem i marszczy nosek. Jest uroczy i kocham go całym sercem! Grucham do niego słodko, głaszczę go po główce i naprawdę mogłabym patrzeć na niego godzinami. Po kąpieli przewijam mu pieluszkę, zakładam białe body z napisem "I♥daddy", spodenki w szare paseczki, a na stópki zakładam mu skarpetki. Karmię go i maluszek momentalnie zasypia. Mój kochany syneczek.

Dopiero po odprężającym, ciepłym prysznicu czuję, jak dopada mnie zmęczenie. Ziewam przeciągle, rozczesuję wilgotne włosy i myję zęby. Marzę o łóżku i śnie, który pozwoli mi odpocząć i zregenerować siły na następy dzień. Gaszę światło, uchylam drzwi i wchodzę do pokoju. Jestem zaskoczona, ale Lucas leży na łóżku i wpatruje się w Leo. Moje serce podskakuje w piersi, ale nie wygląda, aby chciał zrobić mu krzywdę. Wręcz przeciwnie, całuje go czule w czółko i uśmiecha czule. Ten widok mnie łamie, ponieważ to nie Lucas powinien leżeć obok mojego dziecka, a jego ojciec, który jest tysiące kilometrów stąd i nie mam pojęcia, co się z nim teraz dzieje. To dla mnie zbyt wiele.

- Jesteś - Lucas wstaje z łóżka, podchodzi i wsuwa palce w moje włosy - Pięknie pachniesz - przytula się do mnie i zaciąga moim zapachem. Po moim odprężeniu nie ma już śladu.
- Jestem zmęczona, chciałabym się położyć i trochę odpocząć - wzdycham i próbuję się uwolnić.
- Wiem - pociera nosem o mój, układa dłonie na moich plecach i dociska mnie do siebie. Czuję jego usta na mojej szyi i natychmiast domyślam się, czego ode mnie chce - Kochaj się ze mną, Ava.

- L-Lucas... - zacinam się, ale przerażenie strzela w moje żyły. Nie mogę do tego dopuścić!
- Ciii, nie mam zamiaru zrobić Ci krzywdy. Chcę sprawię Ci przyjemność, moja śliczna - szepcze cicho, odchyla głowę i całuje mnie w usta. Jestem zszokowana, ale stoję jak sparaliżowana! - Odpręż się - próbuje wślizgnąć język do środka, ale nie uchylam ich i nie pozwalam na tak intymną bliskość. Całować może mnie tylko i wyłącznie Justin - Ava, współpracuj ze mną - jego głos już nie brzmi czule, bo przeważa w nim nutka złości. Mój strach się potęguje, ale mam solidnie przechlapane!

- Nie chcę, Lucas. Proszę, daj mi spokój - słowa ledwo przechodzą przez moje gardło.
- Chcę Cię, rozumiesz? - zaciska szczękę, wygląda groźnie i czuję, że stanie się coś złego.





*****************************************************
Hello :)
Nie wiem co mam napisać, bo jakoś dzisiaj brakuje mi weny hihi :)
Napiszę tylko, że was mocno kocham :*

Kasia.

24 komentarze:

  1. Ooo nie jest dobrze :-\
    Niech ich ktoś uratuje no :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział *.* Kocham cię.Poprawiłaś mi humor po dzisiejszym ciężkim dniu :) Mam nadzieje,że Justin lub Thomas w porę zareagują i uratują Ave

    OdpowiedzUsuń
  3. Dam dam dam daaaam! Eeh, dziwne ze Lucas pozwolił jej wyjść, serii, ok niby ją pilnował ale w takim czasie to ona mogła uciec, w sesię nie, dobrze że nie uciekła, to mogło się dla niej źle skończyć, chodzi mi o to, że jej zaufał, i nawet telefon pozwolił wziąść :O
    A w następnym rozdziale wspaniały Justin wpada do domu, zabiera Ave, i wszyscy żyją dłuuuugo i szczęśliwie ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. BOSKIE ! CZEKAM NA NEXT ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Błagam żeby nie było seksu....

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko święta! Co to za zjeb i psychol! Teraz Justin powinien wpaść w tym momencie! I wszystko było by piękne! Czekam na nn i kocham!

    OdpowiedzUsuń
  7. O skurwesyn! ;O

    OdpowiedzUsuń
  8. JUUUUUUUUUSTIN WRACAAAAAAAJ!
    Lucas poprostu nie może jej już dotykać! Nie moge nawet tego czytać! Jeżeli dojdzie do no hm.. to kurde przylatuje tam do nich i rozpierdalam tego Lucasa w drobny mak hahah! :)
    Buziaki i do nn:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Thomas musi ją uratować !!!
    rozdział jak zwykle doskonały <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie moge sie doczekac nastepnego... A tak wgl to super rozdzial ! Jak zawsze! ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Lucas jest okropny noo ! :( chce Justina:( świetny rozdział ! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jezu!! Justin Tomas wróćcie po nią !! błagam

    OdpowiedzUsuń
  13. gdzie są wszyscy kiedy są najbardziej potrzebni!?!?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  14. O S Z T Y W D U P E ! ! ! ! ! ! ! ! ! nic dodać nic ująć :o M A S A K R A ;c czekam na next ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Jebany dupek -.-

    OdpowiedzUsuń
  16. OOO niech tylko ten dpuek tknie Ave, to ja go tak tkne że juz nigdy dzieci nie bd mógł mieć !!!!! -.-

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale super czekam z niecierpliwością na nn kocham ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedy wstawisz nastepny ?

    OdpowiedzUsuń