Szablon wykonany przez Yassmine.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 6.

Gapię się na niego, uchylam lekko usta w szoku i nie wierzę, w to co do mnie mówi. Jak to Justina nie będzie bardzo długo? O co tutaj chodzi?! Czy on wie coś, czego ja nie wiem?!
- O czym Ty mówisz, Lucas? - mówię cicho, ale szok nadal mnie trzyma - Powiedz mi.
- Nie martw się, nie stanie Ci się żadna krzywda... małemu również - zerka na niego i widzę lekki uśmiech na jego twarzy. Coraz bardziej mi się to nie podoba - Ochronię Cię.
- Nie potrzebuję tego, Lucas. Jest ze mną Thomas, który to robi. Więc proszę Cię, wyjedź stąd i zostaw mnie w spokoju, dobrze? Nie jesteśmy przyjaciółmi i nie zachowuj się, jakby tak właśnie było.
- Och, Ava... nawet nie masz pojęcia, co się tak naprawdę wokół Ciebie dzieje.Kochaniutka.
- Więc mnie oświeć, no dalej. Jestem strasznie ciekawa - mówię z kpiną, ale mam dość jego chorych gierek. Leo odrywa usteczka od mojej piersi i marszczy swoje małe brewki. Wiem, że jest cholernie niespokojny, bo ja jestem zdenerwowana. Niech to szlag! - Ciii, maleńki - układam jego ciałko na ramieniu i klepię po plecach. Wtulam go w siebie i zrobię wszystko, aby go ochronić. Nawet, jeśli sama miałabym przypłacić to życiem. Malutki uspokaja się po chwili, wkładam mu smoczek do buzi i powolutku zasypia. Nucę mu cichutko jakąś melodię i kołyszę delikatnie - Właśnie tak, misiu. Śpij - cmokam go w główkę, podnoszę się i podchodzę do łóżka. Układam go na samym środku, ale wiem jak bardzo lubi ze mną spać. Czuje się wtedy bezpiecznie kiedy wie, że jestem obok niego. Przykrywam go cienkim kocykiem i odwracam się w stronę Lucasa - Porozmawiamy?
- Jasne - mówi cicho i patrzy na mnie z dziwną czułością, której kompletnie nie rozumiem. Przechodzimy na taras w naszym pokoju i siadamy na wiklinowych krzesełkach. Bardzo próbuję się rozluźnić i uspokoić oddech - Spokojnie, dobrze? - słyszę jego cichy głos i czuję, jak układa swoją dłoń na mojej. Delikatnie ściska moje palce i chyba próbuje dodać mi tym gestem otuchy - Lepiej?
- Tak, trochę lepiej - niestety niepokój i strach już zagnieździły się głęboko we mnie i nie pragnę niczego innego, jak być w ramionach mojego chłopaka - Więc? O co w tym wszystkim chodzi?
- Cóż, nie wiem, co mam Ci powiedzieć - co takiego?! On sobie żartuje? - Dobra, dobra już mówię. Masz minę zabójcy, Ava - kręci głową i uśmiecha się w najlepsze - Więc, wujek Justina był bardzo zaskoczony, kiedy ten pojawił się w bazie. Jonathan miał poważne plany i gdyby Justin nie wrócił, sam zostałby szefem. Oczywiście musiałoby się odbyć oficjalne głosowanie, ale zapewne ma swoje własne sposoby na to, aby ludzie wybrali właśnie jego. 
Justin popsuł mu cały plan, który układał sobie w głowie przez kilka miesięcy. Jest tym faktem cholernie niepocieszony, a doskonale wiemy, co to za rodzina. Jeremy był stuknięty, jego brat jest dokładnie taki sam. Mają jakiegoś dziwnego jebca i są solidnie pierdolnięci na tym punkcie. Ale może dlatego, że spędzili w mafii całe życie?
- Co masz na myśli mówiąc, że Justin popsuł jego plan? Nie bardzo rozumiem. 
- Jonathan chce się pozbyć bliźniaków - moje serce spada na podłogę i rozpieprza się na kawałki.
- Powiedz mi, że to jakiś chory żart? - robi mi się potwornie słabo, a moje gardło ściska pięść strachu.
- Chciałbym, jednak ma takie plany. Sam mi to powiedział przed wyjazdem, ale musi wszystko dokładnie zaplanować. Wiesz, żeby nie zostawić śladów. To nie taka prosta sprawa.
- Chryste - chowam twarz w dłoniach i wybucham płaczem. Szlocham i nie mogę w to uwierzyć. Justin, Drew i Jacob pewnie nawet nie wiedzą co się święci! Nie mają bladego pojęcia, że ich wujek chce zrobić im krzywdę! - Musimy coś zrobić - ocieram łzy i spoglądam na Lucasa.
- Dlaczego miałbym to zrobić, Kochanie? Justin to mój wróg, miałem przez niego solidnie przejebane. Myślisz, że chcę mu pomagać? - prycha z kpiną i posyła mi spojrzenie przepełnione pogardą.
- Skoro nie chcesz, to spieprzaj mi z oczu! - podnoszę się z miejsca i już chcę wyjść z tarasu, kiedy czuję na sobie jego dłonie. Mocno dociska moje plecy do swojego torsu i obejmuje mnie jedną dłonią w pasie, a drugą układa na mojej szyi. Nie ściska jej, po prostu delikatnie mnie trzyma i przejeżdża nosem po moim policzku. Wstrzymuję oddech i zaczynam się go naprawdę bać - Zostaw mnie.
- Nie mogę. Odnalazłem Cię tylko po to, aby się Tobą zaopiekować. Rozumiesz mnie, Ava? - kręcę przecząco głową, ale żadne słowo nie przejdzie mi przez gardło - Skoro Justin nie wróci, to ja zostanę z Tobą - boże, nie! Nigdy się na to nie zgodzę! - Zabieram Cię ze sobą, Kochanie - co takiego?! - Znalazłem przepiękny dom, na pewno Ci się spodoba - kurwa, oszalał?! Co on bredzi?

- Nie ma takiej możliwości, Lucas. Nigdzie z Tobą nie pójdę, to chore, co mówisz! 
- Oczywiście, że pójdziesz. Nie masz nawet wyjścia, bo od tego momentu jesteś moja.
- Nie mam pojęcia o czym Ty mówisz, człowieku. Zostaw mnie i wynoś się z mojego domu.

- Uspokój się, dobrze Ci radzę. Spakuj swoje rzeczy i rzeczy małego. Zabieram was w tej chwili.
- Nie zrobię tego - mówię praktycznie szeptem. Jestem przerażona, zaciskam usta, ale staram się brzmieć twardo i ostro. Nie mogę pokazać mu swojej słabości. Muszę być silna i walczyć.
- Naprawdę? - odwraca mnie w swoją stronę i trzyma za ramiona - Zrobisz to, albo zdenerwuję się, a nie wiesz do czego jestem wtedy zdolny. Masz pięć minut - patrzy na mnie surowo i wiem, że jest wkurzony. Jednak nie mogę tego zrobić! Jak on to sobie wyobraża? Kurwa! Boję się, że zrobi krzywdę mojemu synkowi, a nie mogę do tego dopuścić - Idź, ja popilnuję małego. Jak ma na imię?

- Leo - odpowiadam szeptem i schylam głowę. Popycha mnie i wchodzimy do pokoju.
- Podoba mi się - uśmiecha się, kiedy na niego spogląda - Pośpiesz się Ava - burczy pod nosem i kręci głową. Jestem rozdarta, to jak sen, z którego bardzo chcę się obudzić. Naprawdę mam z nim pójść? Tak po prostu? 
Odwracam wzrok i zamieram, bo leży obok mojego dziecka. Serce podskakuje mi w piersi niemal natychmiast - Spokojnie, Kochanie. Czekam, aż się spakujesz. Rusz się w końcu - przytakuję głową, wyciągam torbę i pakuję najpotrzebniejsze rzeczy dla siebie i dla Leo. Nie mam zamiaru ryzykować, bo faktycznie coś strzeli mu do głowy i zrobi mu krzywdę. Nie martwię się o siebie, ale o mojego maleńkiego synka, którego muszę chronić. Nie mogę go zdenerwować, muszę zachować spokój - Jesteś słodki - grucha do niego i dotyka piąstki. Leoś macha rączkami i zaczyna się niespokojnie wiercić - Już? - pogania mnie, ale nagle rozlega się cichy dzwonek mojego telefonu. Spinam się, Lucas marszczy czoło, podnosi się z łóżka i bierze go z komody. Przewraca oczami i podchodzi do mnie. To Justin! - Odbierz i powiedz, że u Ciebie wszystko w porządku. Ani słowa o tym, czego się ode mnie dowiedziałaś, rozumiesz? Masz być grzeczna, Ava. Jeśli jednak piśniesz cokolwiek - wyjmuje pistolet i celuje prosto w mojego syna, boże! - Dziecko zapłaci za Twój błąd, Skarbie.
- Proszę, nie - chwytam go za nadgarstek i błagam spojrzeniem, aby tego nie robił. Jest bardzo blisko mnie i nasze twarze dzieli dosłownie centymetr. Wpatruje się we mnie i oblizuje usta - Muszę odebrać - przełykam ślinię, naciskam zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha - Cześć, Kochanie.

- Hej, Kwiatuszku. Miałaś zadzwonić jak wrócisz od lekarza - jego głos jest jak balsam na moje serce.
- Przepraszam, wypadło mi z głowy. Wróciłam do domu, zajęłam się małym i zapomniałam.
- Wybaczam - chichocze uroczo, a mi zbiera się na płacz - Jak wizyta? Wszystko dobrze?

- Tak, już wszystko jest w porządku - uśmiecham się, ale Lucas wpatruje się we mnie uważnie.
- Bardzo się cieszę, Skarbie. Pytałaś o seks? - zmienia ton i rozpoznaję w nim seksowną nutkę.
- Pytałam. Powiedział, że nie widzi przeszkód. Tylko musimy być bardzo ostrożni.
- Och, Kotku... tak cholernie za Tobą tęsknię, wiesz? Chciałbym się do Ciebie mocno przytulić.
- Ja też bardzo tęsknię. Brakuje nam Ciebie bardzo i Leo marudzi przy kąpieli. Rozpieściłeś go.

- Aww, mój maleńki syneczek. Jak się ma? - wyczuwam rozczulenie w jego głosie.
- Dobrze. Je, śpi, trochę się porozgląda i tak w kółko. Ale jest bardzo słodki i kochany.
- Takiemu to dobrze, nie? Bardzo chciałbym być już z wami. Mam tego po dziurki w nosie.
- Ja też, Justin. Proszę, wracaj już do nas. Dobrze? Ile masz zamiar tam jeszcze siedzieć?

- Nie wiem. Wujek ciągle nie ma dla mnie czasu i zaczyna mnie to niepokoić. Chcę z nim wreszcie porozmawiać, ale dziwnie mnie unika i nie wiem o co chodzi - ja wiem! Planuje za Twoimi plecami, jak Cię sprzątnąć z tego świata! Tak bardzo chcę mu to powiedzieć, kurwa! Jak mam to zrobić?
- Uważaj na siebie, miej oczy dookoła głowy - Lucas wzdycha ciężko i przewraca oczami.

- Wiem, maleńka. Mam wszystko pod kontrolą, bądź spokojna - jasne! Teraz na pewno nie będę.
- Muszę kończyć, Leo się obudził - nie dam rady dłużej z nim rozmawiać, zaraz wybuchnę płaczem.
- Dobrze, Skarbie. Zajmij się naszym dzieckiem, a ja zadzwonię wieczorem, tak?
- Jasne, będę czekać. Pamiętaj, że bardzo mocno Cię kocham i tęsknię za Tobą.
- Ja Ciebie też kocham, Kruszynko. Ucałuj naszego syneczka i uważajcie na siebie.
- Na pewno to zrobię, buziaczki - cmokam w słuchawkę i kończę połączenie. Przykładam dłoń do ust i wybucham płaczem. Lucas przytula mnie, ale odpycham go od siebie. Jednak nie daje za wygraną i nie wypuszcza mnie ze swoim objęć. Pociera moje plecy, ale zamiast się uspokoić ja spinam się jeszcze bardziej - Dlaczego to robisz? - pytam go cicho, ale nawet nie patrzę mu w oczy.
- Żeby Cię chronić. Zbierajmy się, nie marnujmy czasu - puszcza mnie, bierze torbę i czeka na mnie.
Podchodzę do Leo i przenoszę go do fotelika samochodowego. Wychodzimy z pokoju i schodzimy do salonu, w którym dostrzegam Ninę. Wpatruje się we mnie i niepewnie spogląda na Lucasa.
- Ava? Dokąd idziesz? Co tu się dzieje? - pyta zaskoczona i podchodzi do nas - Co robisz?
- Nie zadawaj pytań! Zabieram Avę ze sobą - nim mam okazję odpowiedzieć, Lucas zabiera głos.
- Co takiego? Dlaczego? Nie możesz! Thomas się nami opiekuje, zaraz powinien wrócić.
- Idziemy, Ava. Chyba nie chcesz, aby doszło do strzelaniny. Prawda? - boże, oczywiście, że nie!
- Nie - mówię cichutko i przytulam do siebie Ninę - Nie martw się, jakoś to będzie - szepczę jej do ucha, ale sama w to nie wierzę. Cmokam ją w policzek, ale stoi zszokowana z rozchylonymi ustami.

Na miejsce dojeżdżamy po dobrej godzinie. Okolica jest śliczna, spokojna i jest dość mało domów. Lucas wjeżdża przez bramę, parkuje w garażu i wychodzimy z samochodu. Bierze torbę, a do drugiej ręki fotelik. Serce mi się zatrzymuje, ale na pewno nie pozwolę aby zbliżył się do mojego syna. Nie ma takiej opcji! Wychodzimy z garażu i ukazuje mi się prześliczny dom. Jest jednopoziomowy i naprawdę robi ogromne wrażenie. Przekraczamy próg i rozglądam się po pomieszczeniu. Wszystko urządzone jest w jasnych kolorach
, dopasowane do siebie, odpicowane i ktoś włożył w tą chatę kupę kasy. Od razu w oczy rzuca się patio które schodzi prosto do morza, dosłownie! Po schodkach można wejść do wody i pierwszy raz w życiu widzę taki wypas. Jednak nie skupiam na tym uwagi, biorę od niego fotelik i pytam, gdzie mogę przebrać małego. Przechodzimy do pokoju, wyciągam maluszka, układam na łóżku i przebieram raz dwa. Uśmiecham się do niego i tulę jego maleńkie ciałko.
- Jesteś głodna? Chce Ci się pić? Cokolwiek? - Lucas pyta z troską i odwracam się w jego stronę.
- Tak, mogę prosić trochę wody? - przełykam ślinę, ale od tego wszystkiego zaschło mi w gardle.
- Jasne, już Ci przyniosę - uśmiecha się, cmoka mnie w czoło i wychodzi. Nie wiem, jak to wszystko ma wyglądać. Ma zamiar zachowywać się jak zakochany chłopak? W jaki sposób niby ma mnie chronić? A jeśli będzie chciał ze mną spać? I nie tylko spać? Boże! Nie chcę, aby dotykał mnie w jakikolwiek sposób! Nawet nie chcę o tym myśleć, nigdy nie mogę mu na to pozwolić chociaż dobrze wiem, że gdy będzie tego chciał, nawet nie zapyta mnie o zgodę. Przeraża mnie ta myśl! - Proszę.
- Och, dzięki - zaskakuje mnie, kiedy nagle pojawia się obok. Wypijam prawie całą szklankę. Boję się tego człowieka, jest dziwny! Skąd mam pewność, że nie zrobi krzywdy mnie lub Leo?
- Jutro kupimy nowe łóżeczko i wózek, co Ty na to? - wpatruje się we mnie i uśmiecha.
- Nie chcę tutaj być, Lucas. Dlaczego tak bardzo zależało Ci na tym, aby mnie zabrać?
- Bo chcę, żebyś była tutaj ze mną? - odpowiada pytająco, jakby to była oczywista rzecz.
- Ale po co? Przecież tak naprawdę ledwo się znamy, widzieliśmy się tylko dwa razy.
- Wiem, ale nie mam nic innego do roboty, w LA nic mnie nie trzyma więc po co mam tam siedzieć? Nie musisz się obawiać, jesteś ze mną bezpieczna. Nie zrobię Ci nic złego, nie mam tego w planach. 

- Obiecujesz? - pytam niepewnie, wbijam zęby w wargę, a Lucas uśmiecha się uroczo.
- Obiecuję, Kruszyno - chwyta moją głowę w dłonie i kciukami pociera policzki. Uważnie wpatruje się w moje oczy, pochyla i nasze usta dzielą dosłownie milimetry! Mój oddech przyśpiesza, ale właśnie tego się obawiałam - Ava - czuję jego ciepły oddech, ale przekręcam głowę w stronę okna. 

- Proszę, nie rób tego. Nie mogę - zamykam oczy, tulę do siebie Leo i kołyszę go w ramionach. 
- Zjemy obiad? - wyskakuje mnie jego pytanie - Chodź, zamówiłem pyszne jedzenie. Połóż małego i pozwól mu się wyspać, tak? - uśmiecha się szeroko i wygląda jak beztroski chłopiec - Mogę? - wystawia dłonie i ostrożnie bierze ode mnie Leo. Moje serce się zatrzymuje i uchylam usta w szoku - Nie bój się, Skarbie. Nie zrobię mu krzywdy, możesz być spokojna - cmoka mnie w czoło i przytula do siebie mojego misia. Patrzę na to i po prostu mam ochotę krzyczeć z rozpaczy. Tak bardzo tęsknię za Justinem, nie pragnę niczego innego jak tylko mieć go obok siebie! To on powinien tulić do siebie syna, nie jakiś obcy facet do cholery! Nie chcę, aby w ogóle go dotykał, ani zbliżał się do niego! To mój syn! - Hop - odkłada go na łóżko, okrywa kocykiem i odwraca w moją stronę - Idziemy? - przytakuję niepewnie, Lucas bierze mnie za rękę i opuszczamy pokój. Idziemy długim korytarzem i docieramy do kuchni. Stół jest nakryty, co trochę mnie dziwi. Jak to wszystko zorganizował? - Odpręż się - pomaga mi usiąść na wysokim, barowym krzesełku i kiedy tylko to robię, masuje moje ramiona. Nie ma szans, abym się rozluźniła. To zbyt dużo dla mnie. Lucas po chwili siada obok i zaczynamy jeść. Danie naprawdę jest pyszne, ale ciężko przechodzi mi przez gardło. Jestem zestresowana i nie wiem, co czeka mnie przy Lucasie. Naprawdę mnie nie skrzywdzi? Niby dlaczego? Przecież mu na mnie nie zależy, nie znamy się! Jeśli będzie chciał zrobić mi krzywdę, to na pewno to zrobi! - O czym myślisz? - marszczy brwi i nie spuszcza ze mnie wzorku - Powiedz mi, Skarbie.
- Nie rozumiem tego, co się właśnie dzieje. Pojawiasz się tak nagle, zabierasz mnie od Niny i Thomasa i twierdzisz, że chcesz mnie chronić. Ledwo się znamy, po co miałbyś to robić? Jaki w tym sens?
- A musi być w tym sens? Dowiedziałem się, że los Justina jest już przesądzony. Potem zorientowałem się gdzie jesteś i przyleciałem. Jesteś dziewczyną mojego wroga, nawet jeśli Justin wyjdzie z tego cało wpadnie w furię, że jesteś ze mną - uchylam usta w szoku i nie wierzę, że właśnie o to mu chodzi!
- Więc to jest Twoja zemsta? - prycham ze złością, ale najchętniej bym mu przywaliła.
- Właściwie tak, to jest moja zemsta. Czyż to nie jest plan idealny? Na pewno poinformuję Justina, że jesteś ze mną. Nie wiem, jak Jonathan to wszystko rozegra, ale Justin nie jest głupi. Siedzi w tym wystarczająco długo, aby wywęszyć kłopoty. Jednak może mu tam trochę zejść, ale gdyby jakimś cudem udało mu się wyjść z tego cało... - oblizuje usta i posyła mi chytry uśmieszek. Mam ciarki na plecach, kiedy wspomina o tym, że los Justina jest przesądzony. To niemożliwe, on musi do mnie wrócić! Obiecał mi to! - Kiedy wróci i zobaczy Ciebie ze mną, jego serce pęknie na kawałki.
- Justin mnie odzyska i oboje o tym dobrze wiemy. Naprawdę myślisz, że tak to zostawi? 
- Możliwe, ale kto to wie? Do tego czasu będziemy się świetnie bawić, całować, kochać i postaramy się o drugie dziecko. To dobije go maksymalnie. Tak długo czekałem aby się zemścić, ale teraz kiedy o tym myślę dochodzę do wniosku, że warto było tyle czekać - zamieram, ale nie wierzę, w to, co mówi!
Czy ja kurwa dobrze usłyszałam?!






******************************************************
Dzień dobry :)
Przepraszam, że nie było wczoraj rozdziału. Miałam jakiś gorszy dzień i zwątpiłam we wszystkie swoje opowiadania lol. Dzisiaj jest już lepiej na szczęście :)

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba.

Buziam!
Kasia.

29 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny, on jest chory psychicznie! :O proszę, niech Justin ich szybko znajdzie, i zabierze do domu! Aż mi serce bije, normalnie gorzej niż po w-fie!
    Daj szybko następny, w miarę jeśli to możliwe <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże *.* Jak Justin sie dowie,że Ave jest z Lucasem to się chyba załamie,a jeśli plan Lucasa się ziści to Justin go zabije.On nie może zabrać Justinowi Ave i Leo.Durny psychopata.Jak chce rodzinę to niech se poszuka jakiejś dziewczyny,a nie.Wspaniały rodział.Jezu dawaj szybko następny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On się nie zalamie... Tylko Lucasa na pół złamie :P

      Usuń
    2. Hahahahahaha oplułam monitor! :D

      Usuń
    3. Oooo, milo, że śmiałas się dzięki mnie, tak mi się powiedziało :DD

      Usuń
  4. BOSKIE ! CZEKAM NA NEXT ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Złamałaś mi serce tym rozdziałem, a jeśli dojdzie do seksu miedzy Lucasem i Ava to załamie się totalnie, nie moze tak być, nie chce żeby Justin bardziej cierpiał, mam nadzieję, że tego nie zrobisz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie. Nie. Nie! Proszę cię, tylko nie zrób czegoś takiego, że Ava zajdzie w ciążę z Lucasem :( przecież to wszystko zniszczy :( nie ma szans żeby Justin się z tym pogodził i było by tak jak dawniej. Nie rób tego :( to będzie koniec :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Co co co ?!?! Ava moze byc tylko z Justinem !!!! Blagam zrob cos !!! Niech Nona jej jakos pomoze !!! Blagam

    OdpowiedzUsuń
  8. Bożee nie tylko nie to :( powiedz że Justin ją uratuje :/// czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Załamałaś mnie...

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG to jakiś psychol! Justin musi szybko przyjechać bo inaczej skdjskdsjd!!!!!! :O :Dc

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoje opowiadania są świetne! :) Czekam z niecierpliwością na Justina w opowiadaniu! :D :) Buziaaki! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. ale sie porobilo :o niech justin szybko wraca !
    rozdzial genialny :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oni juz tyle przeszli, ze nie masz prawa im tego zabierać! Justin nie moze umrzeć a Lucas nie ma prawa nawet palcem ruszyć Ava to byłby cios po niżej pasa, przeciez jakby on ja zgwalcil to ona by się po tym juz niepozbierala, Justin zreszta tez.

    OdpowiedzUsuń
  14. On ją napewno uratuje prawda ? No musi prwada ? Tak ... ?

    OdpowiedzUsuń
  15. proszę dodaj dzisiaj 7 rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Dodałas rozdział jeden dzień za późno, to teraz dodaj jeden dzień wcześniej :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Boski z reszta hak zwykle czekam z niecierpliwością na nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  18. Eeej kochana! Mam taki pomysł, masz 3 blogi, prawda? A zwykle jest tak ze dodajesz na dwóch blogach, jedno dania po rozdziale, zrób tak by np.
    1 dnia - a new beginging
    2 dnia- fatal mistake
    3 dnia- our time our love
    Wtedy każdego dnia był by rozdział i było by naprawdę świetnie! Oczywiście jeżeli pomysł ci się nie podoba to rozumiem, poprostu taki pomysł mi wpadł, i chciałam ci go przedstawić :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Our Time na pewno nie będę tak często dodawać :)
      Zastanawiam się nad rozdziałem raz w tygodniu.

      Usuń
    2. Ale kochana jeśli byś zrobiła tak jak mówię, to wyszło by na to samo, bo masz 3 blogi wiec muszą minąć 3 dni :*
      Ale skoro, zastanawiasz się nad rozdziałami raz w tygodniu, to już mój pomysł nie ma sensu :/ okej, to trzymaj się, o której nowy rozdział? :)

      Usuń