Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 15.

Następnego dnia wszyscy siedzimy w ogrodzie w domu, którego nie znam. Justin powiedział mi, że
to dom Tima. Jest bardzo przytulny, jasny, jednopiętrowy i czuć taką rodzinną atmosferę. 

Jemy śniadanie, Leo leży w foteliku na krześle i rozgląda się dookoła. Mruczy cichutko pod nosem i widzę, jak chłopcy z grupy Justina, którzy również tutaj są, zerkają na niego ukradkiem. Wiem, że to pewnie dla nich spory szok iż Justin ma dziecko. Jednak jest wspaniałym i troskliwym ojcem. 
- Więc? Co teraz? - Tim przerywa ciszę i patrzy na Justina - Jakie macie dalsze plany?
- Wracamy na wyspę, nic tu po nas. Nie ma sensu zostawać w LA, skoro nic mnie tu nie trzyma.

- Masz rację. Zrobiłem wszystko, co chciałeś. Twoja baza, ekipa już nie istnieje. Aż ciężko mi w to uwierzyć - Tim kręci głową i uśmiecha się smutno - Kiedy zobaczyłem Lucasa jak schodzi ze schodów i trzyma broń przy głowie Avy - zaciska szczękę i widzę, że się złości - Jak do tego doszło?! 
- To jest bardzo dobre pytanie, przyjacielu. Sam chciałbym to wiedzieć - Rob patrzy na mnie i wzdycha ciężko - To my mieliśmy pilnować Avy, Niny i Leo. Tego się nie spodziewałem! Nawet nie wiem, jakim cudem wszedł do domu! Na pewno nie przez drzwi, bo siedzieliśmy w salonie. 
- Wszedł przez okno - mówię cicho, a wszyscy się na mnie gapią - Nie ma co tego roztrząsać. Dla mnie liczy się fakt, że nie zrobił krzywdy mojemu dziecku. Ale obiecał mi, że nie skrzywdzi Leo. 
- Obiecał Ci? On? - Justin marszczy czoło i patrzy na mnie zaciekawiony - W zamian za co?
- Powiedziałam mu, że jeśli naprawdę chce kogoś skrzywdzić, niech to będę ja. Musiałam chronić Leo.

- Boże, Ava - Justin chowa twarz w dłoniach i robi mi się go żal. Przytulam się do niego mocno, pocieram jego plecy i chcę zapewnić go, iż wszystko jest w porządku.

O trzynastej trzydzieści, żegnamy się z kolegami Justina. Tulę wszystkich do siebie, a chłopców jest jeszcze więcej niż rano. Jednak jestem im cholernie wdzięczna za wszystko co dla nas zrobili. Kiedy przytulam się do blondyna który wyprowadził mnie wtedy z tego domu, trzymał blisko siebie i ochraniał, uśmiecham się do niego szeroko. Mierzy mi włosy i wreszcie dowiaduję się, że ma na imię Martin. Jest naprawdę w porządku.

Na lotnisko docieramy w kilkanaście minut. Jest to prywatny samolot Justina, a raczej jego ojca, ale dzięki temu będzie nam wygodnie. Cieszę się, że znowu wracamy całą ekipą do naszego cudownego miejsca. Kiedy rozsiadamy się wygodnie Drew przytula do siebie Ninę, Jacob i Thomas rozmawiają po cichu, a ja siedzę obok Justina i karmię Leo.
Nadal trudno uwierzyć mi, że to wszyscy się wydarzyło. Nigdy bym się tego nie spodziewała i naprawdę myślałam, że po wydarzeniach z moim porwaniem wreszcie będziemy mieli święty spokój.

Lądujemy w Turcji. Justin tak postanowił dla większego bezpieczeństwa. Dzięki temu w razie czego nawet pilot nie będzie wiedział gdzie jesteśmy. Jednak z Turcji na wyspę mamy cztery godziny lotu i nie mogę doczekać się, kiedy będziemy w domu.

Na miejsce docieramy kiedy dochodzi czwarta rano. Ledwo patrzę na oczy, jestem cholernie zmęczona i marzę o naszym wygodnym, ogromnym łóżku. Jednak kiedy wchodzę do naszego pokoju, dziwnie uderzają we mnie wspomnienia. Od razu przypomina mi się Lucas, który był w tym pokoju i leżał na tym łóżku. Nic nie mówię Justinowi o moich uczuciach. Nie chcę, aby dodatkowo się tym zadręczał. Ale bardzo cieszę się, że chce zamieszkać w innym rejonie i zmienimy dom. Może i nie jest to konieczne pod względem bezpieczeństwa, ale na pewno dobre będzie to dla mojej głowy.

- Hej Kotku - słyszę głos przy uchu i zanim otwieram powieki, uśmiecham się - Mam tutaj dla Ciebie takiego jednego, małego głodomorka - och! Otwieram oczy i widzę przed sobą mojego chłopaka, który cudownie się uśmiecha i Leosia. Justin trzyma dłonie pod jego brzuszkiem i robi mu „samolocik”. Malutki ściska piąstki, ale widocznie podoba mu się to, co robi tatuś. Uchyla usteczka i wygląda tak uroczo! - Jest głodny, niestety nie dam mu cyca - mruga zadziornie i uśmiecha się szeroko.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - kręcę głową, przeciągam się i tak dobrze wyspać się we własnym łóżku - No chodź, misiu. Czas coś zjeść - biorę małego i układam go obok siebie. Zmieniam pozycję i kładę się na boku.. Mały od razu zaczyna jeść, aż syczę. Auć! - Rany! Co on taki wygłodniały?
- No marudził już dobre dwadzieścia minut, ale nie chciałem Cię budzić. Musiałaś się wyspać. Nie martw się, nic mu nie będzie - mruga rozbawiony i siada obok mnie - Następnym razem musisz zostawić mi dla niego jedzenie. Dzięki temu będę mógł sobie z nim poradzić.
- Tak jest, tatusiu! Na pewno pomyślę o tym - 
biorę go za rękę i mocniej ściskam - Jesteś troskliwy.
- Oczywiście! Muszę dbać o moje jedyne dziecko, jak i o jego cudowną mamusię, którą kocham.
- Ja Ciebie też kocham - szepczę cicho i patrzę na niego z rozczuleniem - Jak się czujesz?
- Świetnie! Nie śpię od ósmej, więc wykorzystałem ten czas, poszperałem w necie i znalazłem dla nas nowy dom! A nawet dwa! - co takiego?! - Są całkiem niedaleko, więc możemy je dzisiaj obejrzeć. Liczę na to, że Ci się spodobają. Są zaraz obok plaży, pełen wypas!
- Naprawdę? To cudownie. Już widzę, jak będziemy się wylegiwać na piasku z Leosiem.
- Hej! A ja to co? - robi smutną minkę, wygina usta w podkówkę i schyla głowę. Aww!
- To oczywiście, że Ty również - głaszczę go po policzku i wiem, że chcę spędzić z nim całe życie.


Popołudniu zostawiamy Leo z Niną i chłopakami. Jedziemy obejrzeć dom i widzę podniecenie na twarzy Justina. Cieszę, bo jeśli jemu sprawia to przyjemność to mnie również. Potrzebujemy spokoju i odpoczynku od tego wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło. Może nowy dom nam w tym pomoże?
- Jesteśmy, Skarbie - Justin mówi cichutko i wychodzi z samochodu. Podchodzi od strony pasażera i otwiera dla mnie drzwi. Posyłam mu szeroki uśmiech, cmokam w usta i kierujemy się w stronę domu. Dzwonimy i otwiera nam jakaś Pani, wita nas uściskiem dłoni i wchodzimy do środka. Opada mi szczęka, bo dom jest przepiękny - I jak pierwsze wrażenie, Kochanie? - Justin szepcze mi do ucha.
- Nie wiem, co powiedzieć. Jest pięknie - rozglądam się z zachwytem, jednak dom robi ogromne wrażenie! Jest przestronny, jasny i minimalistyczni urządzony. Już go kocham! - Skarbie, potrzebny jest nam taki duży dom? Nasz obecny jest nieco mniejszy i wszyscy się w nim mieścimy.

- Potrzebny. Chcę Ci dać wszystko, co najlepsze - och! Rozczulają mnie jego słowa.
- Przecież mam wszystko, co najlepsze, Justin. Ciebie - całuję go czule w usta i idziemy dalej.

Miła Pani z biura nieruchomości pokazuje nam cały dom. Tłumaczy co, gdzie, jak i za ile. Cena mnie nieco przeraża, ale Justin zdaje się tym kompletnie nie przejmować. Jednak dom jest przepiękny i ma swój urok. Wyobrażam sobie nas wszystkich tutaj i nawet Justin pyta, czy nie chcę oddzielić się od chłopców i Niny. Może wreszcie czas abyśmy zamieszkali sami, tylko we trójkę. Podoba mi się ten pomysł, ale na pewno nie w tym domu. Na naszą trójeczkę jest zdecydowanie za duży.  

Dziękujemy Pani za poświęcony czas i jedziemy do drugiego domu. Mieści się niecałe dziesięć minut drogi od tego i chwilę później jesteśmy na miejscu. Ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie jest to jeden dom, tylko dwa! Marszczę czoło i kompletnie nie rozumiem o co tutaj chodzi.
Wychodzimy z samochodu i kierujemy się do domku po prawej stronie. Zakochuję się w nim z miejsca! Jest biały, kwadratowy, z ogromnymi oknami i schodami wprost na plażę. Rany! Coś wspaniałego! Uśmiecham się jak wariatka, odwracam się do Justina i przytakuję głową. 

- Tak, tak, tak! Kocham ten dom! - rzucam mu się na szyję i okręca mnie kilka razy.
- Ale wiesz, że zamieszkamy tutaj tylko we trójkę? - o kurcze! - To już najwyższa pora, Ava.
- Nie mam nic przeciwko temu. Jesteś pewny, że naprawdę tego chcesz? To ważna decyzja.

- Bardzo tego chcę, ale nie martw się. Ten dom po lewej stronie będzie dla chłopców i Niny.
- O, rany! Naprawdę? - piszczę radośnie, bo to cudowny pomysł - Jesteś cudowny, dziękuję!
- Nie masz za co. Wcale nie chcę się z nimi rozstawać, a dzięki temu będziemy mieli ich pod ręką.

- Są naszą rodziną i dobrze będzie mieć ich blisko. Kocham ich, są mi bardzo bliscy.
- Wiem, Kotku. Mam dokładnie tak samo - pociera nosem o mój i uśmiecha się uroczo.
- Jesteś najlepszym chłopakiem pod słońcem, wiesz? Troszczysz się o mnie i tyle dla mnie robisz.
- Jesteś moją dziewczyną, Ava. To chyba normalne, prawda? Dobrze wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko. Nie ma takiej rzeczy, która byłaby niewykonalna. Bardzo Cię kocham, maleńka.
- Ja Ciebie też - szepczę wprost w jego usta i całuję go namiętnie. 
Wsuwam palce w jego włosy, zaciskam dłonie w pięści, a nasze języki ocierają się o siebie zachłannie. Podniecenie strzela w moje ciało i naprawdę mam ochotę na więcej. Obejmuję jego biodra nogami, Justin opiera moje plecy o ścianę i nie przestaje całować. Zjeżdża ustami na szyję i pieści ją delikatnie. Przygryza zębami, liże i cichutki jęk ucieka z moich ust. Pragnę go, ale to nie jest odpowiednie miejsce na takie uniesienia. Chociaż jestem zaskoczona, bo nikt nas nie oprowadzał, nikogo oprócz nas tutaj nie ma - J-Justin - jąkam się i dreszcz przyjemności przebiega po moim kręgosłupie - Musimy przestać, to nie jest dobre miejsce, och - wbijam zęby w wargę, bo dociska się do mnie i czuję wybrzuszenie w jego spodniach. 
- To jest bardzo odpowiednie miejsce, Kotku. Pragnę Cię cholernie mocno! - mówi surowo, stawia mnie na podłodze i jednym ruchem zdejmuje ze mnie sukienkę. Dopada do moich piersi, rozpina stanik i pieści je delikatnie. Pociera sutki i mocno wbijam palce w jego ramiona. Jak przyjemnie.
- Justin, wróćmy chociaż do domu! Ktoś może tutaj wejść i zobaczyć nas w dwuznacznej sytuacji!
- Nikt nie wejdzie, możesz być tego pewna. Odpręż się i nie martw. Jesteśmy u siebie w domu. 

- C-co? - odchylam go od siebie i wpatruję w jego oczy - O czym Ty mówisz? Jak to u siebie?
- Normalnie? Kupiłem ten dom dzisiaj rano - porusza zabawnie brwiami i gryzie mnie w wargę.
- Jak to go kupiłeś? Przecież dopiero mi go pokazałeś, tak? Skąd wiedziałeś, że mi się spodoba?
- Po prostu wiedziałem? Znam Cię, Ava i czułem, że ten dom przypadnie Ci do gustu. Cena była naprawdę dobra, zaryzykowałem. Wpłaciłem zaliczę, podpisałem wstępną umowę i dom jest nasz.

- Mówiłam Ci już, że jesteś szalony? - kręcę głową, ale jestem ogromnie szczęśliwa! 
- Chyba kiedyś coś tam mówiłaś - ściska moje pośladki i napiera na mnie mocniej - Ten dom jest odpowiedni dla nas i naszego syna. Będziemy tutaj szczęśliwi, obiecuję - całuje mnie namiętnie i wraca do przerwanej czynności. Szybko zdejmuję z niego koszulkę, spodnie i dotykam go przez bokserki. Wzdycha ciężko, zaciska dłoń na moich włosach i mocno całuje. Jest podniecony i wiem, że nie poczeka zbyt długo. Jednak ja też nie chcę czekać, pragnę go całą sobą i w moje serce wlewa się ciepło. Nareszcie odzyskaliśmy spokój i możemy znowu zacząć normalnie żyć...



***************************************************************************
Dzień dobry! :)
Ale dawno nie było rozdziału lol, aż mi z tym trochę dziwnie ;)
No ale mamy dzisiaj i jest to w sumie przed ostatni rozdział. Następny to będzie już epilog i żegnamy się z Fatal Mistake :')
Aż łezka się w oku kręci, bo cholernie szkoda mi rozstawać się z tym opowiadaniem. No ale jak to się mówi... nic nie trwa wiecznie :)


Zapraszam również na nowy rozdział na OT - KLIK -

Miłej niedzieli pyszczki kochane :*

Kasia.

13 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział ♥ Nie wierze,że to już ostatni i został tylko epilog.Czytam to opowiadanie od września i doskonale pamiętam pierwsze rozdziały,a tu już koniec.Po prostu nie wierze.Zżyłam się z tym opowiadaniem.Jak się skończy to chyba zacznę czytać od nowa gdyż ono jest cudowne.Cieszę się,że w końcu znaleźli spokój.To opowiadanie pokazał olbrzymia zmianę Justina dla dziewczyny,która została porwana przez pomyłkę,a tyle namieszała w życiu głównego bohatera. Cieszę się,że doprowadziłaś to opowiadanie do końca,bo jest ono cudowne.Na pewno jeszcze wiele razy do niego wrócę.
    Buziaki :*
    Do epilogu :(

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOWNY ! CZEKAM NA NEXT ! :) SZKODA, ŻE TYLKO EPILOG ZOSTAŁ :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny ten rozdział!!!!! Szkoda tylko, że to już prawie koniec tego ff, kocham je i się bardzo do niego prziwiązałam. Czekam na epilog:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wierze ze juz sie konczy. Kocham te opowiadanie calym sercem trudno bedzie sie pożegnać. Moze Jus jej sie oswiadczy ?? Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  5. super nie chcę końca ;-( przeczytam sobiewszystko jeszcze raz :D super

    OdpowiedzUsuń
  6. och..jak ja Ciebie kocham !!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, już niedługo koniec, jak ja to przeżyje? :'( cóż... Mam mowę końcową ale to na epilogu juz bardziej wypada, haha :'D
    Tak sie ciesze ze wszystko między nimi się ułożyło, no poprostu super, kocham to całą sobą <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Wkoncu!! Czekam na nexta :))

    OdpowiedzUsuń
  9. super rozdział! szkoda że to już prawie koniec bo uwielbiam te opowiadanie, czekam na epilog!

    OdpowiedzUsuń
  10. Będę płakać i czekać na epilog ;c kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham to fanfiction!!! ♥♥♥ jak i resztę twoich opowiadań ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Aw jak slodko ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  12. <3 Szczęśliwego Nowego Roku 2015!

    OdpowiedzUsuń