Szablon wykonany przez Yassmine.

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 14.

Próbuję wyrwać się z uścisku Lucasa, ale trzyma mnie i mam marne szanse. Jednak najważniejsze jest to, że Justin podnosi się i podpiera swoje ciało na kolanach. Ma schyloną głowę i nie widzę wyrazu jego twarzy. Jakim cudem w ogóle się podniósł? Przecież strzelił prosto w jego brzuch!
- Justin! - krzyczę przerażona i jak na zawołanie rozlega się płacz Leo. Niech to szlag! Nie pomyślałam o nim! - 
Lucas, pozwól mi do niego pójść, proszę! Muszę go uspokoić, inaczej nie przestanie płakać.
- Nie ma opcji, Skarbie. Popłacze i przestanie - mówi surowo i nie ma w nim za grosz czułości. Jest zimny jak lód i nienawidzę go jeszcze bardziej, a płacz Leosia rozdziera moje biedne serce.
- Błagam Cię! - czuję łzy na policzkach i cholerną bezradność - To tylko dziecko, potrzebuje mnie.
- Ty - Lucas wskazuje bronią na Ninę - Idź po niego, masz trzy minuty. Nic nie kombinuj, jasne?
- Tak - Nina przytakuje głową i biegnie na górę. Wolałabym, aby moje dziecko było jak najdalej stąd, ale nie jest to możliwe - Jestem - Nina wraca szybko, tuli małego do siebie i uspokaja się wreszcie.

- Lucas - spoglądam na Justina, który klęczy na kolanach i nie podnosi głowy. Jego głos brzmi poważnie i cicho. Nie widzę ani grama krwi, chociaż go postrzelił - Puść ją, załatwimy to po męsku.
- Może nie chcę tego załatwiać w ten sposób, huh? Mam ochotę na trochę dramatu, krwi. Czyż to nie jest o wiele ciekawsze? - czuję jego oddech na moim uchu i natychmiast się spinam.
- Nie zabiłem jej, Lucas - och! Marszczę brwi, ale nie mam bladego pojęcia o czym mówi - Byłem tam, owszem. Widziałem to na własne oczy, ale to nie byłem ja! Po co miałbym to robić? Jaki w tym sens? 
- Może Ci się spodobała? Przecież pieprzyłeś mnóstwo panienek! Skąd mam pewność, że jej również nie przeleciałeś? - podnosi głos i robi się nerwowo. Czuję, że zbliżamy się do końca.
- Kurwa, stary! Byłeś moim przyjacielem, bratem! Myślisz, że mógłbym zrobić coś takiego? - Justin podnosi głowę i patrzy na Lucasa. Widzę coś dziwnego w jego spojrzeniu, jakby naprawę był szczery w tym, co mówi. Szkoda, ze do Lucasa nic nie dociera - Nie zasłużyła na to, ale nic nie mogłem poradzić. Twój ojciec po prostu wyciągnął spluwę i strzelił jej w głowę! Nawet się nie zawahał.

- Zamknij się! - Lucas syczy przez zęby i wzmacnia uścisk na moim brzuchu. Jeśli nikt nic nie zrobi, to nas pozabija! - Skoro twierdzisz, że zrobił to mój ojciec, dlaczego powiedział mi, że to byłeś Ty?
- A jak myślisz? Ot cudownie miał się do tego przyznać? Jak to brzmi, Lucas? "Synu, wybacz, ale zabiłem Twoją dziewczynę". To chyba proste, że lepiej zwalić winę na kogoś innego.
- Nie wierzę Ci, Justin. Mówisz to tylko dlatego, żebym odpuścił. Doskonale Cię znam.
- Chyba zbyt mało, jak się okazuje. Nigdy nie mógłbym zrobić Ci czegoś takiego, przecież tyle razem przeszliśmy, a Ty bez mrugnięcia okiem uwierzyłeś w taką tandetną bajeczkę. Twój ojciec był dokładnie taki sam, jak mój. Zaślepiła ich mafia i obaj skończyli tak samo. Kazał Ci wyjechać, bo bał się, że wszystko się wyda. Znienawidziłabyś go za to - Justin oddycha głęboko i patrzy na Lucasa.
- To nie jest teraz ważne, mam w dupie mojego ojca! Ważne jest to, że Sophia, moja ukochana nie żyje! I teraz poczujesz to samo, co ja czułem, kiedy umarła! Przekonasz się, jak ból zabija Cię codziennie! Ciągle od nowa, nie daje spokoju i męczy! - boże! Kiedy to mówi, robi mi się go dziwnie żal, bo wiem, że cierpi. Stracił ukochaną osobę i do tej pory nie może sobie z tym poradzić. To smutne i tragiczne, ale sama mogę zaraz zginąć i tylko tym powinnam się teraz martwić.

- Przykro mi, naprawdę. Jednak Ava nic Ci nie zrobiła, nie wplątuj ją w sprawy między nami. 
- Masz rację, nic mi nie zrobiła, ale jest Twoją dziewczyną. To mi wystarczy - prycha z kpiną, Justin podnosi się, ale ku mojemu zaskoczeniu, ponownie oddaje strzał w jego stronę. Justin upada, a moje serce roztrzaskuje się na kawałki. Walczę z nim, próbuję się wyrwać i robi się lekkie zamieszanie. Leo wybucha płaczem, chłopcy patrzą na siebie spanikowani i nie wiedzą, co robić. Lucas wcale nie chce mnie zabić, inaczej już dawno by to zrobił. Gra na zwłokę i chce zabić Justina! Zbyt wielką chowa do niego urazę, aby odpuścić i pozwolić mu żyć - Ucisz tego bachora, do cholery!! - wrzeszczy niemiłosiernie, aż się wzdrygam. Jego krzyk nie pomaga, a Leo płacze jeszcze głośniej. Jest przestraszony, ale nigdy nikt przy nim nie krzyczał. Boi się i pragnę mocno go do siebie przytulić. Nie jest mi to jednak dane, a Nina bardzo stara się go uspokoić - Długo jeszcze?! Jeśli zaraz nie przestaje ryczeć, to pierwszy zarobi kulkę. Jasne?! - o, boże! Mój oddech przyśpiesza i czuję dziwną złość. Mam go serdecznie dość i najchętniej sama wpakowałabym mu kulkę w łeb! Pieprzony sukinsyn!
- Puszczaj mnie! - drapię jego dłonie i walczę. Czuję, jak przystawia pistolet do mojej głowy, a na twarzach chłopców widzę wyraz czystego szoku. Boją się, że Lucas pociągnie za spust i będzie po mnie. Jednak działam instynktownie i wbijam łokieć pod żebra Lucasa. Natychmiast zwalnia uścisk i słyszę syk, który wydostaje się z jego ust. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że teraz jest cholernie wściekły, jednak nie mam nawet okazji, aby się o tym przekonać. bo znowu słyszę strzał. Ten jest cichy, jakby przytłumiony i nie robi praktycznie żadnego hałasu. Odwracam się w stronę Lucasa i zamieram! - O boże - szepczę cichutko i gapię się na jego ciało, które leży na podłodze. 
- Trzeba zrobić porządek - głos Tima brzmi poważnie i ostro. Jestem w szoku, przykładam dłoń do ust i zastanawiam się, jakim cudem to się stało? Kto to zrobił? Podnoszę głowę, rozglądam się i mój wzrok trafia na Justina, który wciąż wystawia dłoń, w której trzyma pistolet. Co jest?! Przecież sam jest ranny! Rzucam się w jego stronę i dopiero teraz widzę wystającą spod jego koszulki czarną kamizelkę kuloodporną. Taką samą, jaką miałam, kiedy szłam z chłopcami do domu, aby ich odzyskać. Wybucham płaczem, Justin mocno mnie do siebie tuli i głaszcze po plecach - Już po wszystkim - słyszę za sobą ruch i kątem oka dostrzegam, jak Tim wyjmuje czarny worek z torby. Podchodzą do Lucasa, biorą go za nogi, za ręce i przenoszą do worka. Justin jednak odwraca moją głowę i wtula w swoją pierś. To lepiej, nie chcę na to patrzeć - Bierzemy go, nie powinno nam długo zejść. Przenieście się do mojego domu, dobra? - Tim rzuca Justinowi pęk klucz. Biorą worek i po prostu wychodzą.
Zapada cisza i nikt nie wypowiada nawet słowa. Wciąż trzyma nas szok, po tym, co się przed chwilą wydarzyło. Nie wiem, jakim cudem Lucas się tutaj dostał, ale cieszę się, że jest już po wszystkim.
- Leo - szepczę cicho, podchodzę do Niny i biorę go na ręce. Tulę jego drobne ciałko i całuję w główkę. Tak bardzo się o niego bałam, jak i o to, że nigdy go już nie zobaczę - Mój maleńki.
- Zbierajcie się, za chwilę opuszczamy ten dom - Justin podchodzi do mnie, układa dłoń na moich plecach i prowadzi na górę. Otwiera drzwi od pokoju i zabiera się za 
pakowanie rzeczy do jeszcze nie rozpakowanej do końca walizki. Jest cichy, wkurzony i trochę mnie to martwi.
- Kochanie? - odkładam Leo na łóżko, podchodzę do niego i przytulam się - 
Powiedz coś, proszę.
- Co mam powiedzieć? - burczy pod nosem, ale nie obejmuje mnie. Och, co się z nim dzieje?

- Nie wiem, cokolwiek? Dlaczego jesteś taki zimny? Zrobiłam coś nie tak? Porozmawiaj ze mną!
- Cokolwiek? Okej! Jestem wściekły, Ava! - podnosi głos do głośnego szeptu i bierze moją głowę w dłonie - Jak mogłem kurwa do tego dopuścić, huh? Jestem kretynem! - patrzy na mnie i zaciska szczękę z nerwów - To wszystko zaszło za daleko! Nie ochroniłem was po raz drugi, rozumiesz?
- Przestań - kręcę głową, moja warga drży i czuję łzy na policzkach - Proszę, nie mów tak!
- Nie, Ava. Mogłaś dzisiaj zginąć, dociera to do Ciebie? Trzymał broń przy Twojej głowie, a moje serce praktycznie umarło z niepokoju. Mogłem Cię stracić, jak miałbym bez Ciebie żyć? - boże! Szlocham głośno i widzę wszystko w jego oczach. Ból, poczucie winy, żal, ale widzę również miłość, troskę i bezpieczeństwo - Wybacz mi - natychmiast staję na palcach, obejmuję go za szyję i przytulam się z całej siły. Mam dość. Te ostatnie kilka dni były dla mnie prawdziwym koszmarem, którego się nie spodziewałam. Jedyne, o czym marzę to wyjechać stąd i po prostu zapomnieć - Już nigdy nie spuszczę z was oka, przysięgam! - jego ciałem wstrząsa dreszcz i czuję na policzku jego łzy. To łamie moje serce, bo tak bardzo nie chcę, żeby się obwiniał - Tak cholernie mocno Cię kocham, maleńka.
- Wiem, ja Ciebie też - tulę się do niego, głaszczę po plecach i oboje pozbywamy się nagromadzonych emocji i strachu - No już! Nie płacz, Skarbie. Jestem cała i zdrowa, nasz syn również. Wszyscy jesteśmy bezpieczni i to jest najważniejsze - odchylam się, przeczesuję jego włosy i całuję czule w usta. Pociąga nosem, dochodzi do siebie i głaszcze mój policzek - Jesteś dla mnie najważniejszy.

- Tak samo, jak Ty jesteś najważniejsza dla mnie - opiera czoło o moje i oddycha głęboko - Już zawsze będziemy razem. Nie opuszczę was nawet na chwilę i ochronię przed wszystkim.
- Bardzo podoba mi się ten pomysł - mrugam do niego, ale pora rozładować tą napiętą atmosferę.

- Moja śliczna - uśmiecha się, odgarnia moje włosy i ociera łzy - To głupie pytanie, ale jak się masz?
- Biorąc pod uwagę to, co się niedawno wydarzyło to całkiem nieźle. 
Myśl, że Lucas już nigdy do mnie nie przyjdzie podnosi mnie na duchu. Bardzo się bałam, ale jego już nie ma. Jestem bezpieczna. 
- Jesteś, już nikt nigdy Cię nie skrzywdzi. Przepraszam, Kotku. Zawiodłem i Ciebie i Leo.
- To nieprawda! Nie zawiodłeś nas, Justin. Nie pozwalam Ci tak mówić, rozumiesz? To nie jest Twoja wina, Lucas wszystkich nas zaskoczył i nie doceniliśmy jego sprytu. Jednak nic poważnego się nie stało, Leo jest bezpieczny i nic zrobił mu krzywdy. Nigdy bym do tego nie dopuściła. 

- Boże, maleńka! Jesteś taka dzielna! Cudowna, wspaniała, najlepsza! Nawet przyszłaś do mnie z chłopakami! Do domu, w którym przeżyłaś koszmar, w którym Cię skrzywdziłem! Dlaczego? Myślałem, że zabiję chłopców jak się o tym dowiedziałem. Kto wpadł na tak durny pomysł, huh?
- Nikt, sama tego chciałam. Wiedziałam, że jesteście w piwnicy, a chłopcy nie znali tego domu.
- Och, Ava - kręci głową i przewraca oczami - Wiesz, że uratowałaś nam życie? - przytakuję głową i cieszę się, że pokonałam swój strach i przekroczyłam próg tego przeklętego domu - Okej, a teraz musimy się stąd wynosić.
 Mam nadzieję, że już jutro wrócimy na wyspę. Mam dość LA.
- Czy będziemy tam bezpieczni? Lucas mówił mi, że nikt nie wie o jego przyjeździe. Jednak nie wiadomo, czy mówił prawdę. Jak wiemy, był nieobliczalny i solidnie szurnięty.
- Myślę, że to wciąż bezpieczne miejsce. Dla pewności zmienimy dzielnicę i dom. Dobrze?
- Tak będzie najlepiej - odklejam się od niego i spoglądam na Leo - Hej, co z wujkiem? Zabiliście go?

- Tak, kompletnie się tego nie spodziewał. Naprawdę myślał, że przyszedłem porozmawiać - prycha z kpiną i kręci głową - Był w szoku, kiedy wyciągnąłem pistolet i wycelowałem prosto w niego. Nawet błagał mnie, żebym tego nie robił! Jednak porozmawiałem z nim, ale nie zmieniło to mojej decyzji. Gdybym go nie zabił doskonale wiem, że nie dałby mi spokoju, a ja nie mogłem aż tak ryzykować. Zresztą, sam chciał pozbawić mnie życia, jak mógłbym mu to podarować? Przekroczył granicę.
- Zrobiliście porządek? - pytam niepewnie, a Justin marszczy brwi - No wiesz... z ciałem? 
- Oczywiście, Kochanie - posyła mi zadziorny uśmieszek i odgarnia moje włosy - Pamiętaj, czym się zajmowałem przez całe swoje życie. Takie rzeczy to pestka, mam je w jednym palcu.
- Obiecaj mi, że to już za nami i nie wrócisz do zabijania, Justin. Nie chcę, żebyś to robił, wiesz?
- Wiem, Kotku i wcale nie mam takiego zamiaru. Zmieniłem się. Wiesz, że nie miałem wyjścia, prawda? - kiwam głową, bo doskonale o tym wiem - Teraz wrócimy do naszego małego raju i będziemy mieli święty spokój. Wszystko wróci do normy, obiecuję. Nasza baza wyleciała w powietrze, nie ma już mojej grupy. Wszyscy ludzie, którzy odwrócili się ode mnie poszli z dymem.

- Cieszę się. Może nie powinnam, bo Ci ludzie nie żyją, ale dzięki temu będziemy mogli normalnie żyć.
- Nie przejmuj się tym, zaczynamy od nowa. 
Opuścimy to miejsce, które przywołuje bolesne wspomnienia. Najważniejsze jest to, że w końcu jesteśmy bezpieczni, cali i zdrowi. 
- Justin! - wzdrygam się, kiedy dociera do nas głos Drew. Wchodzi do pokoju i patrzy na nas z zaciekawieniem - Gotowi? Czekamy na was na dole. Samolot umówiłem jutro na czternastą.
- Świetnie! Jesteś wielki, bracie! - Justin mruga do niego okiem i zabieramy się za dalsze pakowanie.

Dziesięć minut później wsiadamy do vana. Justin układa fotelik z Leo obok mnie, ale sam również siada z tyłu. Uśmiecham się do niego i przytulam. Jacob prowadzi samochód, jest cicho, ciemno i dochodzi prawie czwarta rano. Jestem zmęczona i naprawdę marzę o tym, aby wreszcie odpocząć.





*****************************************************************************
No i wszystko skończyło się dobrze. Miałam przez chwilę myśl, aby jednak nie skończyło się to szczęśliwie. Jednak nie jestem pewna, czy taki koniec by was usatysfakcjonował ;)
No cóż... mam nadzieję, że nie czujecie się rozczarowane :)

Został jeszcze tylko 15 rozdział, epilog i KONIEC! :)

No nic, lecę robić sernik hihi :D
Buziam was :*

Kasia.



29 komentarzy:

  1. Ojej! Tak się cieszę, że on jednak żyje! Miałam wątpliwości do tego czy będzie żył, ale przeee ogromnie się ciesze, że jest cały, zdrowy :')
    No i nareszcie nie ma Lucasa! Chociaż jak wysłuchałam to o jego dziewczynie, to zrobiło mi się go trochę żal... Kochał ją bardzo, to człowiek mafii, wiec to serio wielkie wow. Ale cieszę się że ich historia kończy się szczęśliwie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to 😍
    TWOJE OPOWIADANIA SĄ NAJLEPSZE 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże nie wierze że to już koniec tego opowiadania :) zakończyłąś już jedno i kończy się drugie ale na szczęście zaczęłaś kolejne i masz jeszcze OTOL :D
    Świetny rozdział ! coś przeczuwałam że Justin jeszcze ma tą kamizelkę :) czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu byłam taka wystraszona, że on postrzelił Justina a tu taka niespodzianka ! :D Wiesz jak zaskoczyć haha :) Tak bardzo nie chce się rozstawać z tym opowiadaniem :( do następnego ✌ :(

    OdpowiedzUsuń
  5. oMg sUper ooooommggg zajebiste!

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialnie jak zawsze :* czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdzial suuuper ! Swietnie piszesz i szkoda ze to juz prawie koniec :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże jak dobrze że Justin przeżył! Szkoda że już zaraz koniec bo ff jest świetne, czekam na 15 ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. O boże nie ogarniałam czemu Justinowi nic się nie dzieje po tych strzałach i myślałam kurde ale twardziel lub że Lucas po prost nie trafia a on miał na sobie kamizelkę haha moja mina po przeczytaniu że ją ma była bezcenna.Cieszę się że wszystko się ułożyło.Ciekawa jestem co będzie w next może znowu będzie w ciąży.No nic czekam na następny i Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże cudowny ♥ Tak się cieszę,że wszyscy wyszli cało i im się udało.Teraz zaczną nowe,lepsze życie.Tak strasznie nie chce końca.Kocham to opowiadanie,lecz wiem,że wszystko kiedyś się kończy.Coś czuję,że jak się skończy to opowiadanie to zacznę je czytać jeszcze raz.
    Buziaki ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny. <3 Zakochałam się w tym opowiadaniu. :D Będzie mi smutno jak skończysz. ;c Ale mam nadzieje, że będziesz jeszcze przez dłuższy czas prowadzić Twojego nowego bloga. :D Jest świetny. <3 Każde Twoje opowiadanie jest genialne <3 I mam nadzieje, że nie skończysz pisać. :*
    Buziaki. :* Wesołych Świąt. ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju kocham to :* jestes cudowna i ja nie wiem co bede robic jak skonczy sie juz 2 ff :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze że się nic nie stało :) czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Rany, ten rozdział jest mega! :)
    Szkoda, że już bd kończyć drugą część tego opowiadania ;c
    Jednak bardzo spodobał mi się twój cały blog. Poprostu jest wspaniały <3
    Życzę Ci wesołych świąt i pijanego sylwestra ;)
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Omg! Płakałam jak głupia :oo uwielbiam tego bloga! ❤️
    Pozdrawiam i wesołych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  16. 01:17 a ja czytam twojego bloga xD Jak zawsze wspaniały! KC <3 Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ni mogę uwierzyć ze to juz koniec.
    Moja codziennosc opierala sie za tym,ze caly dzien czekalam by przeczytac kolejne losy Avy a tu juz koniec..:)
    Jestes genialna pisarka i zycze Ci duzo weny:)
    Kocham��

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobry rozdziwl. Troche dramy i akcji. ;)
    Dobrze ze sie dobrze skonczylo
    Czekam na n3xt. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekam na nastepny.:D

    OdpowiedzUsuń
  20. super rozdział czekam na next'a :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Halooo kiedy następny????? Bo ja ttu sie nie moge skupic!!! Proszeeee szybkooo :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Błagam dodaj już następny rozdział! Jest 02:15, a ja nadal czekam xD KC <3

    OdpowiedzUsuń