Szablon wykonany przez Yassmine.

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 12.

Czuję łzy na policzkach i wybucham płaczem. Nie z powodu Justina lecz tego, że wszystko sobie przypominam. Twarz Lucasa, jego dłonie na moim ciele i jego pocałunki. To jak mnie zabrał, mój strach o naszego maleńkiego syneczka. To dla mnie zbyt wiele i potwornie się wtedy bałam. 
- Przepraszam, aniołku! - Justin od razu puszcza moje ramiona i mocno do siebie przytula. Pociera moje plecy, głaszcze po włosach i kołysze delikatnie na boku - Wybacz, poniosło mnie. Nie chciałem zrobić Ci krzywdy, Kochanie - mówi cichutko wprost do mojego ucha i zaczynam się powoli uspokajać. Odchyla mnie od siebie i ociera moje policzki z łez. Wpatruje się w moje oczy, cmoka w usta i opiera swoje czoło o moje - Już dobrze, maleńka. Jestem przy Tobie i już nigdy Cię nie zostawię, obiecuję! - boże! Moje serce zaciska się boleśnie na jego słowa. Czuję się teraz jak biedne, zagubione dziecko, które bardzo potrzebuje wsparcia i opieki. Tak cholernie cieszę się, że Justin jest cały i zdrowy, że Lucas nic mi nie zrobił i Leoś jest bezpieczny. Nadal nie mogę w to uwierzyć - Już lepiej? - przytakuję głową i uśmiecham się przez łzy - Och, Skarbie - wyczuwam dziwny ton w jego głosie, jakby złość na samego siebie - Jestem taki wybuchowy - wzdycha, siada na krześle i układa mnie na swoich kolanach - Opowiesz mi wszystko na spokojnie? - wpatruje się we mnie i odgarnia moje włosy.
- Yhym - mruczę cichutko i kiedy lekko podnoszę głowę, spotykam spojrzenie Niny. Zaciska usta i widzę łzy na jej policzkach. Wiem, że też to wszystko przeżyła - Wracałam od lekarza i w drodze powrotnej wstąpiłam na plażę. Siedziałam sobie i podziwiałam przepiękny widok, kiedy nagle obok mnie znikąd pojawił się Lucas - ciało Justina natychmiast się spina, ale mówię dalej - Mówił, jak bardzo się za mną stęsknił i przyjechał, aby się mną zaopiekować. Wrócił ze mną do domu i jak gdyby nigdy nic, kazał spakować mi swoje rzeczy i rzeczy Leo. Stwierdził, że Twój los jest już przesądzony i zabiera mnie ze sobą. Więc poszłam, bo celował bronią w małego i... - nie kończę zdania.
- Co?! - Justin ponownie podnosi głos, ale tego się nie spodziewał - Celował do mojego dziecka?!
- Tak, dlatego byłam posłuszna i robiłam, co kazał. Nie mogłam dopuścić do tego, aby zrobił mu jakąkolwiek krzywdę. Opowiadał takie bzdury Justin - wzdycham ciężko i przykładam dłoń do czoła - Chciał się na Tobie zemścić, odbierając Ci mnie. Pieprzył coś, że kiedy przypadkiem udałoby Ci się wyjść z tego cało, wróciłbyś i to złamałoby Ci serce. Chciał mieć ze mną dziecko - czuję jak zaciska mi się supeł w brzuchu na samą myśl. Tak bardzo się bałam, Justin. Nie chciałam, żeby mnie dotykał.
- Ja pierdole, Kotku - dociska mnie do siebie i wtula głowę w zagłębienie mojej szyi - Zrobił Ci coś?
- Nie, na szczęście Thomas mnie uratował. Zdążył na czas, inaczej Lucas posunąłby się dalej.

- Posunąłby się dalej? - Justin odchyla głowę i marszczy brwi - To znaczy, chciał Cię zgwałcić?!
- Nie chciałam tego, więc można to tak nazwać. Tylko mnie dotykał i pocałował. Chciał seksu, bo otwarcie mi o tym powiedział. Skłamałam wtedy, że po porodzie nie mogę się jeszcze kochać. 

- Chryste! Nie wierzę w to, co słyszę! Przecież to popieprzone! Jakim kurwa prawem to zrobił?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Jednak najważniejsze jest to, że jesteś tutaj. Razem jesteśmy.

- Tak, Kotku. To jest najważniejsze. Mimo wszystko, do mojego planu właśnie doszła druga osoba.
- Jeden trup więcej raczej nie powinien zrobić różnicy, nie? - Thomas mruga rozbawiony. Co?!
- Dokładnie, przyjacielu. Nie podaruję mu tego. To już trzeci raz, kurwa! Co za kawał skurwiela! 

- Nie denerwuj się, Skarbie - przeczesuję jego włosy, ale jest spięty i przewraca oczami na moje słowa. Wzdycham ciężko, ale nagle rozlega się płacz Leo. Jak poparzona zeskakuję z kolan Justina, biegnę do domu i po dwa schodki wbiegam na górę. Wpadam do pokoju jak tornado, biorę Leo w ramiona i przytulam do siebie. Moje serce chce wyskoczyć z piersi, ale jestem dziwnie przestraszona. Na dodatek mały nie przestaje płakać, więc siadam w fotelu, zsuwam bluzkę, stanik i zaczynam go karmić. Nawet nie wiem, czy faktycznie jest głodny, ale przy piersi zawsze się uspokaja. Teraz też jak na zawołanie płacz ustaje i skupia się na ssaniu. Mimo to jest niespokojny i zastanawia mnie to - Ciii, mamusia jest przy Tobie, syneczku - nakrywam dłonią jego maleńką główkę i głaszczę kciukiem.
- Kochanie? - do pokoju wchodzi Justin. Kuca naprzeciwko mnie i uważnie mi się przygląda - Co jest?
- Wszystko w porządku, tak mi się wydaje - mówię niepewnie i posyłam mu lekki uśmiech.
- Na pewno? Przestraszyłaś się, a przy okazji mnie. Nigdy wcześniej nie reagowałaś tak na jego płacz.

- Wiem, ale kiedy byłam z Lucasem nie odstępowałam małego na krok. Bardzo się o niego bałam, że może zrobić mu krzywdę. Wydaje mi się, że po tych wydarzeniach jestem bardzo przewrażliwiona na punkcie małego. Po prostu musi minąć trochę czasu, a dotrze do mnie, że to już koniec.
- Nie wiem, co powiedzieć - schyla głowę i opiera czoło o moje kolano - Tak bardzo jest mi źle z myślą, że nie było mnie przy was kiedy najbardziej mnie potrzebowaliście - zaczyna cicho i czuję gulę w gardle. Nie chcę, aby obwiniał się o to wszystko. Przecież sam był w ogromnym niebezpieczeństwie.
- Jest dobrze, Skarbie. Poradzimy sobie z tym, tak? - podnoszę jego głowę i dotykam policzka z uczuciem - Chodź, przeniesiemy się - mrugam do niego i przechodzę na łóżko razem z Leo w ramionach. Układam się na boku, żebym dalej mogła go karmić. Justin kładzie się za mną, obejmuje mnie w talii i mocno przytula się do mojego ciała. Tak dobrze znowu poczuć jego silne ramiona.
- Jakim cudem Lucas Cię znalazł? Przecież to niemożliwe, bo nikt nie znał naszej miejscówki.
- Powiedział mi, że od Twojego pilota. Przystawił mu pistolet do głowy i zarządzał, aby mu wszystko powiedział. Szantażował go, że zrobi krzywdę jego rodzinie i złamał się. Na pewno był przerażony.

- Niech to szlag! Jest sprytniejszy, niż myślałem. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby stała wam się jakaś krzywda. Jak mogłem tego nie przewidzieć, Ava? Był cały czas w bazie i zniknął tak nagle.
- Mnie też zaskoczył. Był ostatnią osobą, którą spodziewałam się spotkać. Przestraszył mnie kiedy powiedział, że zabiera mnie ze sobą
 - odklejam Leo od piersi i układam go między nami. Justin uśmiecha się i głaszcze go po główce. Malutki rozgląda się z zaciekawieniem, cmoka smoczek, a po chwili przeciągle ziewa. Jest taki uroczy! - Bardzo się o niego bałam i liczyło się tylko to, aby Lucas go nie skrzywdził. Ze mną mógł zrobić cokolwiek, skrzywdzić, ale nie jego. Tego bym nie przeżyła.
- Boże, Ava - ściska moje palce i kiedy patrzę mu w oczy, mam ochotę wybuchnąć płaczem. Są złamane, przerażone i poczucie winy wymalowane jest na jego twarzy - Byłaś sama z tym pojebem! Nie mogę znieść tej myśli! - wzdycha ciężko i zamyka oczy - Nigdy sobie tego nie wybaczę, nigdy.
- Hej - podsuwam palce pod jego brodę i uchyla powieki - Nie pozwalam Ci, abyś się obwiniał. Rozumiesz mnie? - wpatrujemy się w siebie, ale moje spojrzenie jest poważne i ostre - To nie jest Twoja wina, Justin. Po prostu mieliśmy pecha, tak? Ja właśnie tak to traktuję, bo nie widzę w tym wszystkim Twojej winy. Lucas jest sprytny i wykorzystał fakt, że pilot znał miejsce naszego pobytu. Więc proszę nie obwiniaj się. Nie mogę patrzeć na Twój smutek, bo wtedy też jestem smutna - posyłam mu delikatny uśmiech i pocieram kciukiem jego policzek. Boże! Tak bardzo go kocham!
- Jesteś wspaniała, wiesz? - mówi z uczuciem, ale jego kąciki ust lekko unoszą się ku górze - Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że Cię mam - bierze moją dłoń i składa na niej czuły pocałunek - Na dodatek jesteś cudowną mamą, Skarbie - och, spoglądam na niego i widzę uczucie w jego oczach - Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. A teraz dodatkowo dałaś mi coś tak cennego - naszego syna. Nigdy nie sądziłem, że odnajdę się w tej roli i bardzo żałuję, że zachowałem się tak podle, kiedy byłaś w ciąży po raz pierwszy. Jednak to miejsce mnie zniszczyło i nie mogłam inaczej.
- Nie myśl teraz o tym - pochylam się i cmokam go w usta - To przeszłość i teraz już nic z tym nie zrobimy. Musimy chronić naszego syna, Justin. Oboje musimy to zrobić, to nasz obowiązek.
- I tak właśnie będzie, Kochanie. Dorwę wujka w swoje ręce, na pewno nie podaruję mu tego wszystkiego! On nie miał dla mnie litości, ja również mu jej nie okażę. Gdyby nie jakaś pilna sprawa, już dawno bylibyśmy martwi! - boże! Naprawdę mało brakowało, a byłoby po wszystkim - Ale nadejdzie jego pora. Tim ma dowiedzieć się gdzie jest wujek. Kiedy tylko będę to wiedział, obmyślimy dobry plan i po prostu zakończymy to raz na zawsze. Nasza baza poszła w powietrze, został tylko wujek który nie ma przy sobie nikogo. A potem? Wrócimy do Indii i liczę, że Lucas nadal tam będzie. Muszę się z nim osobiście rozmówić. Przekroczył granicę, a nigdy nie powinien był tego robić.
- Wątpię, że Lucas wciąż tam jest. Z pewnością czuje, co się świeci i już dawno uciekł. 
- Możliwe. Ale nie wie, że wróciłaś do Los Angeles i nie wie, co się tutaj wydarzyło. Jednak nie wiem, co siedzi mu w głowie i musimy być ostrożni. Po nim można spodziewać się dosłownie wszystkiego.
- Tu się z Tobą zgodzę - oddycham głęboko, ale nagle rozlega się pukanie do drzwi - Proszę.
- Hej - w drzwiach pojawia się Tim i jego zadziorny uśmieszek - Mam info o Jonathanie. 

- Jasne, już schodzę - Justin podnosi się z łóżka, Tim znika i zamyka za sobą drzwi.
- Znaleźli go? W tak szybkim tempie? Jak to możliwe? - nie ukrywam, ale jestem zaskoczona.
- Och, Skarbie
. U nas zawsze wszystko działa natychmiast. Tak właśnie działa mafia, informacje masz w mgnieniu oka - uśmiecha się i pociera kciukiem mój policzek - Kocham Cię, maleńka.
- Ja Ciebie też kocham - biorę jego dłoń, przytulam do policzka i całuję czule jej wnętrze.

Leo zasypia, zostawiamy go w pokoju aby mógł spokojnie pospać i schodzimy z Justinem na dół. W salonie siedzi Jacob, Drew, Thomas, Nina, Tim i ten boldyn który wczoraj mnie trzymał. Uśmiecha się do mnie uroczo i również posyłam mu nieśmiały uśmiech.
- Gdzie jest ten kutas? - Justin od razu przechodzi do rzeczy, kiedy tylko siadamy na kanapie.
- Jest w swoim domu. Zaszył się i doskonale wie, że jest w czarnej dupie. Został sam, nie ma już przydupasów z bazy więc nikt go nie ochroni. Tak mi przykro, że aż wcale! - Tim mruga zadziornie.
- Jaki jest plan? - pyta tym razem Jacob.
- Prosty! - Justin prycha z rozbawieniem – Wchodzimy i rozpiedalamy gościa!
- Spokojnie, bracie - Drew jak zawsze zachowuje zimną  krew - Trzeba to zrobić z głową, żeby niczym nas nie zaskoczył. Znasz go, jest popieprzony i nigdy nic nie wiadomo.
- Drew ma rację - Jacob wpatruje się w Justina i kręci głową - Niby jest sam, ale nie mamy do końca takiej pewności. Naprawdę musimy to dobrze przemyśleć i zrobić wszystko po cichu, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Następne kłopoty to ostatnie, czego nam teraz potrzeba.
- Na pocieszenie dodam... - zaczyna Tim i wszyscy przenosimy na niego spojrzenia - Że cały czas obserwują go nasi chłopcy. Nie wychodzi z domu od samego rana, jest zesrany ze strachu! To jest nasza przewaga, trzeba atakować! Nie mamy czasu.
- Jestem „za”, Tim. Im szybciej, tym lepiej. Wcale nie mam zamiaru tutaj bezczynnie siedzieć i czekać na lepszą okazję - Justin się niecierpliwi i nerwowo podryguje nogą - Chce go mieć z głowy, bo został mi jeszcze jeden do sprzątnięcia - boże!
Dziwnie mi tego słuchać, bo nigdy nie mogłabym zrobić komuś żadnej krzywdy! Ledwo zdobyłam się na to, aby postrzelić tego chłopaka który znalazł mnie w lesie dawno temu. Jednak wtedy walczyłam o własne życie i nie miałam nawet innego wyboru. Teraz, kiedy słucham o tym, że planują morderstwo czuję się nieswojo. Rozmawiają o tym, jak o pogodzie!
- Proponuję uderzyć dzisiaj po zmroku. Nie ma tam nikogo, jest sam! Czym może nas zaskoczyć?! Przecież nikt nie przyjdzie mu z pomocą, kim on jest? Nikim! To Justin jest szefem i myślicie, że ktokolwiek mu pomoże? Nie ma opcji! - Tim chce działać szybko, zupełnie tak jak Justin.
- Masz rację, robimy to dzisiaj wieczorem - Justin jest dziwnie zły i wiem, że nie chce czekać ani chwili dłużej. Oby nie wróżyło to nic złego - Tim, potrzebuję nieco sprzętu.
- Wszystko będzie gotowe na miejscu. Kamizelki, broń... czego jeszcze potrzebujesz?
- Niczego, wystarczy mi tylko spluwa. Nawet najmniejsza, ale zrobi swoje.
- No to załatwione. Dzisiaj o dwudziestej spotykamy się przy naszym magazynie.
- To mi się podoba! - Justin uśmiecha się zadziornie i zaciera ręce.
Spoglądam niepewnie na Ninę, ale jej wyraz twarzy jest dokładnie taki sam jak mój. Jest przerażona! Ona też to wszystko przeżyła, bo życie Drew również było zagrożone. Teraz, kiedy wreszcie odzyskałyśmy naszych chłopców, oni znowu idą na wojnę. Mam serdecznie dość tego dramatu i nie marzę o niczym innym, jak po prostu znowu zaszyć się w bezpiecznym miejscu i móc nacieszyć się spokojem, który został nam tak nagle odebrany...

Wieczorem Justin kąpie Leo. Siedzę na szafce obok zlewu, jem jabłko, macham nogą i wpatruję się w nich jak zahipnotyzowana. To jest niesamowicie cudowny widok i mogłabym tak siedzieć godzinami i podziwiać mojego chłopaka, który kąpie takie maleństwo. Od początku, kiedy tylko Leoś się urodził nie bał się go kąpać. Ja byłam na to zbyt obolała, a on tak świetnie sobie radzi. Jest ostrożny, delikatny i uśmiecham się na ten widok. 
- Jesteś cudownym ojcem, wiesz? - mówię cichutko i Justin podnosi głowę. Spogląda w moje oczy i marszczy czoło, jakby był zaskoczony moimi słowami - Świetnie sobie radzisz mimo iż wcześniej nie miałeś w rękach dziecka. To niesamowite, wiesz?
- Wiem... - uśmiecha się szeroko i pochlapuje delikatnie Leo wodą. Rozgląda się i mruczy cichutko, jest taki śliczny! - To mój syn, Ava. Jak mógłbym sobie nie poradzić? - mruga zadziornie i wyciąga małego z wanienki. Wyciera go ręcznikiem, zakłada pieluszkę, szary pajacyk i białe, maleńkie skarpeteczki. Nawet przeczesuje jego ciemne włoski mięciutką szczotką i całuje w czoło - To tyle z mojej strony, syneczku. Niestety najważniejszej rzeczy nie mogę zrobić... tylko mama ma dla Ciebie cycusia - prawie wybucham śmiechem kiedy to mówi. Ale Justin mruga do mnie rozbawiony i posyła mi cudowny uśmiech. Przenosimy się do pokoju, siadam na fotelu, Justin podaje mi maluszka i od razu zaczyna jeść - Tak cholernie mocno go kocham, wiesz? - och... gwałtownie podnoszę głowę i patrzę na Justina. Głaska Leo po piąstce i widzę w jego oczach tą miłość do synka. Rozczula mnie to, bo mimo wszystko to twardy gość.
- Obiecaj, że dzisiaj będziesz ostrożny, Justin - zmieniam temat, bo chcę aby to wiedział - Musisz do nas wrócić, bo Leo Cię potrzebuje. Ja również - wpatruje się w moje oczy i marszczy czoło - Więc kiedy już tam będziesz, nie działaj pod wpływem emocji, impulsu. Jesteś porywczy, ale nie daj się temu ponieść. Pamiętaj, kto czeka na Ciebie w domu.
- Obiecuję, Kochanie - szepta cichutko i całuje mnie w dłoń.
Jednak mimo wszystko cholernie się boję, bo znowu będzie w niebezpieczeństwie...






*********************************************************
La, la, la no i po spokoju ;)
Jak myślicie... co się wydarzy? Czy wszystko pójdzie sprawie, czy może jednak stanie się coś złego?

A teraz ogłoszenia PARAFIALNE! :D
Tak więc... serdecznie zapraszam was na mojego NOWEGO bloga -->> KLIK <<---
Nie wiem czy dobrze robię, no bo wiecie... jest takie przysłowie "co za dużo, to nie zdrowo" haha. A to będzie moje... szóste opowiadanie :O
No ale dobra! Same chciałyście, to macie haha :P

11 komentarzy:

  1. Boże rozdział jest niesamowity tak jak zawsze! Muszę ci powiedzieć ze naprawdę masz duży talent do pisania :* i bardzo się ciesze bo zaraz przeczytam nowe opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział ♥ Taki słodki. Jak ja kocham takie momenty Ave,Justina i Leo oni są słodcy. Jestem ta cholernie ciekawa jak im pójdzie choć coś czuję,że nie pójdzie po ich myśli i coś się stanie któremuś z chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
  3. 6 opowiadanie ??? ja znam tylko FM LITD ANB OTOL jakie jeszcze masz ??? chętnie poczytam :) cudny rozdział ! mam nadzieje że Jusowi się nic nie stanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FM i LITD są dwie części, nie zapominaj ;)

      Usuń
    2. a no racja. to masz FM FM2 LITD ANB OTOL i teraz nowe :) Nawet nie wiesz jak się cieszę! :) twoje nowe opowiadanie wydaje się świetne :)
      p.s. czytałam czytam i bd czytać wszystkie twoje opowiadania :)

      Usuń
  4. CZEKAM NA NASTĘPNY <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski ! Czekam na next ! Mam nadzieje, że wszystko pójdzie dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bajdzio fajowe

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooh! A myślałam, że będzie juz spokojnie! Ale cóż... Dzięki temu jest ciekawiej ;))
    Przepraszam,, że nie skomentowałam wcześniej, ale nie miałam internetu!
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń