Szablon wykonany przez Yassmine.

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 11.

Stoję jak wmurowana i gapię się prosto przed siebie. W moim kierunku idzie cała grupa chłopców, tak! Cieszę się, że są bezpieczni i nic im się nie stało! Jednak dostrzegam nagle, jak obok Thomasa i dwóch innych chłopców idzie Drew i Jacob. Moje serce boleśnie się zaciska na ich widok, boże! Tak dawno ich nie widziałam, tak bardzo tęskniłam! Ale chwila, gdzie jest Justin? Rozglądam się nerwowo, ale nigdzie go nie widzę. Nie! Błagam! Tylko nie to! Nie mogło mu się stać nic złego, proszę!
- Thomas! - podbiegam do niego i zarzucam dłonie na jego szyję - Gdzie jest Justin?! 

- Spokojnie, Ava - tuli mnie do siebie i głaszcze po plecach. To na nic, bo wpadam w panikę.
- Maleńka - słyszę cichy głos Drew, odklejam się od Thomasa i spoglądam na brata mojego ukochanego. Uśmiecha się niepewnie, rozkłada ramiona i czeka, aż do niego podejdę. Trzęsę się od płaczu, podchodzę i mocno się do niego przytulam. Kołysze mnie lekko na boki, uspokaja i całuje w bok głowy - Ciii, już dobrze - głaszcze mnie po włosach, a w moje biedne serce wkrada się szczęście.
Jest zdrowy i bezpieczny. Odchylam głowę i wpatruję się w jego twarz. Wygląda dobrze, oprócz siniaka na prawym policzku nie widzę żadnych obrażeń. Cmokam go w policzek i zerkam na Jacoba. Też wygląda dobrze, jednak na jego twarzy nie ma ani śladu siniaków. Przytulam się do niego i naprawdę w moje serce wlewa się fala ulgi, że są cali i zdrowi. Opieram głowę na jego piersi, ale czuję, że stało się coś złego. Coś, czego nie przeżyję. Zbieram się w sobie, chociaż bardzo się boję.
- G-gdzie jest Justin? - wpatruję się w chłopców i zaraz zemdleję ze strachu - Czy coś mu się stało?

- Nie, Ava. Z Justinem wszystko w porządku, jest cały i zdrowy - och, naprawdę?! - Nie martw się.
- Jak mam się nie martwić?! - wybucham, ale mam dość - Gdzie on do cholery jest?! 

- Uspokój się, nie masz powodu do nerwów - przekręcam głowę i patrzę na Tima. Kręci głową, jakby chciał mi przekazać bez słów, że Justin to twardziel i świetnie sobie poradził. Chcę go zobaczyć na własne oczy, przytulić! Moje serce boleśnie zaciska się na tę myśl, bo tak dawno go nie widziałam! - Zaraz go zobaczysz, nie płacz - odgarnia włosy z mojej twarzy i posyła mi delikatny uśmiech. Gapię się na niego i marszczę czoło. Naprawdę nic mu nie jest? Wyszedł cało z tego koszmaru?
- Kotku - zamieram, kiedy dociera do mnie znajomy, zmęczony głos. Dosłownie moje serce się zatrzymuje i przestaję oddychać. Nie odrywam oczu od Tima, ale moje są wielkie jak spodki. Robi mi się słabo, zaciskam usta i zwijam dłonie w pięści - Hej, spójrz na mnie - biorę się w garść i bardzo powoli przekręcam głowę w jego stronę. Widzę Justina, mojego Justina! Wygląda dobrze, owszem ma lekkiego siniaka na policzku jak jego brat, ale oprócz tego stoi na własnych nogach i chyba nic poważnego mu nie dolega. Chowam twarz w dłoniach i szlocham głośno. Rozpieprza mnie od środka, bo tak potwornie za nim tęskniłam! Bałam się o jego życie, wariowałam z niepokoju, ale żyje i stoi zaledwie kilka kroków ode mnie! - Nie przywitasz się ze mną? - odsłaniam twarz i patrzę mu w oczy. Uśmiecha się w ten swój uroczy sposób i puszczam się biegiem w jego stronę. Wskakuję w jego ramiona i mocno go do siebie tulę. Płaczę głośno, krztuszę się łzami i nie mogę uwierzyć, że jest cały i zdrowy! Boże! Udało się! Chłopcy go uwolnili i nareszcie jest bezpieczny! - Nie płacz, Skarbie. Cii, jestem przy Tobie, już zawsze będę. Obiecuję! - kołysze mnie w swoich ramionach i wreszcie czuję, jak moje ciało obejmuje ulga - Moja śliczna - ogarnia włosy z mojej twarzy i składa pocałunek na moim czole. Tak dobrze czuć jego bliskość - Jestem, wróciłem do Ciebie. Wszystko będzie dobrze, przysięgam - przytakuję głową, ale jestem zbyt zszokowana, aby wykrzesać z siebie cokolwiek.
- Musimy się zbierać, nie mamy czasu - odzywa się Thomas i chłopcy pakują się do samochodów. 
- Och, Skarbie! Tak bardzo za Tobą tęskniłem! - Justin ignoruje Thomasa i mocniej mnie do siebie dociska. Wtula głowę w moje włosy, a ja obejmuję go za szyję. Muszę go czuć, inaczej oszaleję!
- Ja za Tobą też - 
uśmiecham się smutno, odchylam się i opieram swoje czoło o jego - Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo - patrzy mi w oczy i widzę w nich dziwny przebłysk bólu.
- Justin! Nie mamy czasu! Rusz tyłek, bracie! - Tim się niecierpliwi i pogania nas. 
Justin przenosi dłonie na moje pośladki, owijam nogi wokół jego bioder i wsiadamy do czarnego vana. Nie wypuszcza mnie z objęć, mocno tuli do siebie i posyła mi cudowny uśmiech, który tak bardzo kocham. Kiedy tylko odjeżdżamy kawałek, słyszę ogromny huk i wzdrygam się w ramionach Justina. Podnoszę głowę, ale ten widok mnie zaskakuje. Cały budynek idzie w powietrze, a chmura dymu unosi się ku górze. Uchylam usta, bo czegoś takiego się nie spodziewałam. Mimo wszystko cieszę się, że wysadzili to przeklęte miejsce w cholerę. Ten dom sprowadził na mnie cierpienie...

Kiedy docieramy do domu, odczuwam niesamowitą ulgę. Nie wiem wprawdzie co z wujkiem Justina, bo nie było go w tym domu, jednak jestem pewna, że mój chłopak zrobi z nim porządek. Nie podaruje mu tego, co chciał zrobić. I słusznie! Nawet nie chcę myśleć o tym, jak mało brakowało.
Wchodzimy do salonu, a w oczy rzucają nam się chłopcy, którzy pilnowali Niny i Leo. Spoglądają na nas zadowoleni, uśmiechają się szeroko i witają po męsku. Ach te ich klepnięcia i poszturchiwania!
- Dobra robota! Jesteście kurwa najlepsi! - mówi jeden z nich i szeroko się uśmiecha - Justin, bracie! 
- No cześć Jack. Też się cieszę, że Cię widzę - Justin mruga do niego okiem, a ten szturcha go zadziornie w bok. Wita się jeszcze z Drew i Jacobem i wszyscy przenoszą się na kanapę.
- Wiedziałem, że wam się uda! Ten plan był wręcz idealny! Było ciężko? Ilu ich tam było?
I zaczyna się! Chłopcy z podekscytowaniem opowiadają dosłownie całą akcję. Od A do Z. Jak weszliśmy do domu, odnaleźliśmy chłopców, aż do tego, jak rozpętało się piekło i zaczęła się strzelanina. Słucham z zaciekawieniem, bo sama nie wiedziałam, co się tam właściwie stało. Dobrze wiedzieć, że Tim zabił sześciu, a Thomas czterech ludzi. Tego mi właśnie było potrzeba - ironia!

Och rozmowę przerywa Nina, która zbiega ze schodów. Staje jak sparaliżowana, zasłania usta dłonią i patrzy wprost na Drew. W moim brzuchu wszystko przewraca się na drugą stronę, bo w niej dokładnie widzę własne odbicie. Reaguje na Drew tak samo, jak na reaguję na Justina. Jej oczy wypełniają łzy, Drew podnosi się i podbiega do niej porywając ją w swoje ramiona. Okręca się dookoła, Nina piszczy, ale uśmiecha się szeroko. Gapię się na nich, ale aż miło popatrzeć, jak bardzo są w sobie zakochani. Drew nie przejmuje się widownią i zachłannie wpija się w usta swojej dziewczyny. Chłopcy gwiżdżą rozbawieni na ten widok, Drew wystawia środkowy palec, bierze Ninę na ręce i znika na górze.
- Dobra, panowie! Jestem cholernie zmęczony i jedyne o czym marzę, to ciepły prysznic - Justin wzdycha i przeciera twarz rękami - I o tym, żeby zobaczyć mojego syna - uśmiech wkrada się na jego piękną twarz i ja szeroko się uśmiecham - Do jutra, chłopcy - żegnamy się z nimi i idziemy po schodach na górę. Wchodzimy do pokoju, gdzie na środku łóżka śpi Leo. Justin od razu rusza w jego kierunku, bierze go delikatnie w swoje ramiona i tuli do siebie - Ależ urosłeś, syneczku - czuję łzy na policzkach, ale widzę, że Justin również płacze. Podchodzę do niego i przytulam się do jego boku. Stoimy na środku pokoju i nic nie mówimy. Po prostu płaczemy.

Następnego dnia budzi mnie pocałunek na czole. Uchylam powieki i widzę piękną twarz mojego chłopaka. Serce zaciska mi się na ten widok i właśnie o tym marzyłam odkąd tylko wyjechał.

- Cześć, Kotku - uśmiecha się zadziornie, przesuwa na moje ciało i pociera nosem o mój.
- Hej, Skarbie - układam dłonie na jego ciepłych, umięśnionych plecach i drapię delikatnie. 

- Nie masz pojęcia, jak bardzo czekałem na tę chwilę - oddycha głęboko i zamyka oczy - Myślałem tylko o Tobie i o małym. Przez cały czas, w tej przeklętej, ciemniej piwnicy - wbijam zęby w wargę, ale bolą mnie jego słowa. Boli mnie to, że cierpiał - Wybacz mi, Ava - marszczę brwi, ale nie rozumiem - Wybacz mi to, że was zostawiłem. Nie powinienem był tego robić. Nie wiele brakowało, a w ogóle bym nie wrócił. Zdajesz sobie z tego sprawę? - widzę poczucie winy na jego twarzy. 
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Ale czy to ma teraz znaczenie? Jesteś tutaj, wróciłeś do nas.
- Tak bardzo Cię kocham, maleńka. Jesteś dla mnie najważniejsza, tak samo, jak nasz syn.
- Wiem, Justin. Ja Ciebie też kocham, najmocniej na świecie 
- uśmiecham się i cmokam go w usta. Oddaje pocałunek i czuję, że wkłada w niego wszystkie swoje uczucia. Miłość, tęsknotę, ból i rozdarcie. Ten czas bez niego, był dla mnie naprawdę ciężki. Nie rozstawaliśmy się przez cały rok,
na dodatek kiedy jego życie było zagrożone, moje serce złamało się na milion kawałków - Jestem teraz taka szczęśliwa - szepczę cichutko, Justin przesuwa usta na moją szyję, przygryza ją i dmucha. 
Jest to cholernie przyjemne uczucie i bardzo tęskniłam za jego dotykiem. Kiedy robił to Lucas czułam, że jestem w niewłaściwym miejscu, z niewłaściwym chłopakiem. 
- Ja też - mówi cicho i jednym ruchem ściąga ze mnie krótką koszulkę. Dopada do moich piersi i pieści je zachłannie - Rany! Są takie duże, Skarbie - uśmiecha się zadziornie i pociera kciukami o sutki. Natychmiast na to reaguję, wbijam paznokcie w jego plecy, ale zapomniałam już, jakie to cudowne uczucie! - Och, Kochanie! Tak cholernie mocno Cię pragnę - jego głos przepełniony jest pożądaniem i czuję to w całym ciele - Możemy, prawda? - przytakuję głową i Justin znowu namiętnie mnie całuje. Kompletnie się nie hamuje, zsuwa ze mnie majtki i już ociera się o moją kobiecość. Oddycha głęboko prosto do mojego ucha i potwornie to na mnie działa! Nie muszę długo czekać, a już wślizguje się do środka i zaciskam wszystkie swoje mięśnie, jest tak cudownie! Podniecenie strzela w moje ciało i naprawdę bardzo go potrzebuję. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się kochaliśmy i tym bardziej go pragnę. Jego bliskości, miłości, po prostu chłopaka, którego kocham całą sobą! 

Po cudownym seksie bierzemy razem prysznic, uśmiechamy się do siebie, a moje serce przepełnia nieopisana radość. Wpatruję się w mojego przystojnego chłopaka i wzdycham zadowolona. Porządnie mnie wymęczył, ale brakowało mi tego tak samo, jak i jemu. Zbyt długo byliśmy daleko od siebie, ale teraz przyszedł czas, aby wszystko nadrobić. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.
Myjemy swoje ciała nawzajem i sprawia nam to mnóstwo frajdy. Jednak mam dziwne wrażenie, jakbym kochała go jeszcze mocniej niż przed jego wyjazdem. A może faktycznie tak jest? 

Wychodzę z kabiny, ogarniam twarz raz dwa i ubieram na siebie granatową, krótką sukienkę. Spoglądam na Leo, który już nie śpi i doskonale wiem, że jest głodny. Biorę go w ramiona i siadam na wygodnym, wypasionym fotelu. Karmię go, kiedy z łazienki wychodzi Justin. Ma na sobie tylko bokserki i uśmiecham się do niego szeroko. Kuca przede mną i układa dłonie na moich kolanach. 
- Wyglądasz cudownie, kiedy go karmisz. Wiesz? - oblizuje usta i wpatruje się we mnie.
- Co w tym cudownego? - dotykam palcami jego policzka i przymyka oczy pod moim dotykiem.
- Ten widok ściska mnie za serce, jest taki słodki. Mógłbym na was patrzeć godzinami, to
- Aww, jesteś kochany i uroczy - podnosi moją dłoń i składa na niej czuły pocałunek.
- Staram się, najdroższa - mruga do mnie i podchodzi do szafy. Nawet nie wiem czyj to pokój, ale chyba jakiegoś chłopaka, bo w środku są męskie ubrania - Zobaczmy, czy jest tutaj coś w moim stylu - Justin stoi przed szafą, drapie się po brodzie i przeczesuje spojrzeniem ubrania. Wyjmuje czarne jeansy i zakłada na siebie. Ku mojemu zaskoczeniu, idealnie na niego pasują. Do tego ubiera czarny t-shirt z czaszką i wygląda cudownie - No, może być - mruga do lustra, a ja kręcę głową.

Schodzimy na dół, Justin trzyma w ramionach małego i tuli go do siebie. W salonie jest Nina, Jacob, Drew i Tim. Rozmawiają cicho, ale śmieją się radośnie. Siadamy obok nich, Justin układa Leo na swoich kolanach, ale nie śpi, chociaż nie ogarnia, co się wokół niego dzieje. Z tego się akurat cieszę.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek doczekam takiego widoku - Tim prycha rozbawiony i spogląda na mojego chłopaka - Jak do tego doszło, stary? Jesteś ojcem, do jasnej cholery! To szalone!

- Cóż, chyba nie muszę Ci tłumaczyć, jak się robi dzieci, co? - Justin szturcha go w ramię i przewraca oczami - To jest naprawdę bardzo proste, a jakie przyjemne! Chętnie to powtórzę - co takiego?!
- Wiem, jak się robi dzieci, idioto! Chodzi mi o to, no wiesz... przecież jesteś twardym gościem, z mafii, a nie materiałem na ojca. Bez urazy oczywiście! - wystawia ręce w geście obronnym.
- To prawda. Nie jestem materiałem na tatusia i popatrz, los sam za mnie zdecydował i jestem nim. Jednak to zajebiście dobre uczucie, stary. Polecam! Jestem pewny, że Ci się bardzo spodoba.
- Robienie dzieci? Z pewnością! Jednak nie jestem przekonany do bycia tatusiem, wybacz.
- Tak Ci się tylko wydaje, dziecko to coś niesamowitego - 
Justin podnosi Leo i przytula do siebie. 

Popołudniu jemy wszyscy razem obiad, Leo śpi na górze i jest tak cicho i spokojnie. Naprawdę to miła odmiana i fajnie jest mieć trochę spokoju po ostatnich, przykrych wydarzeniach. Oddycham głęboko i wreszcie odprężam się całkowicie. Mam obok siebie chłopców, których kocham i wszystko kliknęło na swoje miejsce. Właśnie tak powinno być, do tego jestem przyzwyczajona i niech tak zostanie.

- Więc? Co robimy dalej? - moje rozmyślenia przerywa Drew - Wiesz, chodzi mi o Jonathana.
- Jak to, co? Trzeba zaplanować akcję i go rozpierdolić! - Justin zaciska dłonie w pięści i złości się.
I po moim spokoju - Chyba nie myślisz, że podatuję mu to wszystko? Nie wiem jak Ty, ale ja na pewno nie pozwolę mu kurwa żyć! To chore, co chciał zrobić. Jest dokładnie taki sam, jak ojciec.

- Wiem - Drew burczy pod nosem i patrzy na brata - Wciąż nie wierzę, że uszliśmy z życiem. Było tak blisko! - słyszę udręczenie w jego głosie i aż czuję ciarki na plecach - Jak mogliśmy tego nie przewidzieć? Wujek miał przecież dla nas tak mało czasu! Powinniśmy go kurwa przejrzeć!
- Daj spokój, Drew! - Jacob karci go jak dziecko - Ile czasu nie widziałeś wujka? Dwa, trzy lata?
- Zwariowałeś? Dobre pięć! - prycha i kręci głową - Miał nas w dupie i ojca zresztą też.

- No widzisz! Nie interesował się tym, co dzieje się w bazie. Aż tu nagle wraca i chce być szefem. Sorry, ale to nie przejdzie. Co on sobie kurwa w ogóle myślał? Przecież to mu się nawet nie należało.
- Dlatego musimy go kropnąć, nie widzę innego wyjścia - Justin beztrosko wzrusza ramionami.
- Trzeba to dokładnie przemyśleć, Justin! - Drew beszta go, ale są słodcy, kiedy tak się nawzajem przekomarzają. Jednak to Drew zawsze zachowywał zimną krew i działał ostrożnie. Justin w porównaniu do niego, idzie na żywioł i jest strasznie narwany - Nie możemy działać pod wpływem chwili. Musimy ułożyć plan i zachować ostrożność. Chyba nie chcesz, żeby sytuacja się powtórzyła?
- Oczywiście, że nie chcę. Ale mam dość pierdolenia się z nim, musi za wszystko zapłacić.
- Skarbie - przerywam ich rozmowę, kiedy przypominam sobie o czymś. Justin przekręca głowę w moją stronę i marszczy brwi - Czy odczytałeś moją wiadomość, którą wysłałam Ci ostatnio?

- Wiadomość? Nie, nie odczytałem. Niestety zabrali mi telefon i nie miałem jak. O co chodzi, Ava?
- Napisałam Ci w nim coś bardzo ważnego - mówię cicho i zaczynam szybciej oddychać. Cholera jasna, on nic nie wie! Nie ma pojęcia, że Lucas mnie zabrał. Jak bardzo się bałam o naszego syneczka i o siebie. Że chłopak zrobi coś, z czym nie będę mogła się nigdy pogodzić. I dobrze wiem, że zrobiłby to gdyby Thomas nas nie uratował! Co zrobi Justin, kiedy mu o tym wszystkim powiem? - Skoro go nie odczytałeś to znaczy, że o niczym nie masz zielonego pojęcia. Prawda? Nie wiesz, co się stało.
- Kochanie, zaczynasz mnie martwić. Co takiego w napisałaś i co się stało, o czym nie wiem.
- Kiedy wyjechałeś, po kilku dniach ktoś mnie odwiedził - Justin przekręca się w moją stronę i zaciska usta. Najgorsze dopiero przede mną i zaczynam się obawiać jego reakcji - Twój wróg.

- Mój wróg? - pyta zaskoczony i prycha z niedowierzaniem - Kto? Nikt nie wiedział, gdzie jesteśmy.
- On wiedział - wpatruję się w jego oczy i czuję spojrzenia chłopców na sobie - To był Lucas. 

- Lucas? - pyta szeptem i uchyla usta zszokowany. Nie spuszcza ze mnie wzorku, ale doskonale wiem, że właśnie w jego głowie szaleje prawdziwy huragan myśli. Coś się zmienia w jego spojrzeniu, napina szczękę i zwija dłonie w pięści - Powiedz, że żartujesz, Ava. To żart, tak? - pyta ostro, ale kręcę głową, bo chciałabym żartować - Kurwa! - krzyczy, aż podskakuję. Zrywa się na równe nogi, chodzi tam i z powrotem i szarpie za włosy - Ja pierdole! To nie może być prawda! Jakim cudem, do cholery?! - wrzeszczy niemiłosiernie, a w moim brzuchu wszystko się skręca. Strach - Mów wszystko po kolei, Ava! Natychmiast! - podchodzi, chwyta mnie za ramiona i zmusza abym się podniosła. Jestem nieco przerażona i nie spodziewałam się aż takiego wybuchu! - No mów do chuja! - zaciskam usta i czuję łzy na policzkach. Wspomnienia wracają do mnie jak bumerang.




****************************************************
Cześć! :)
WOW! Ile komentarzy pod poprzednim rozdziałem! Podoba mi się to, tak trzymajcie ;)
Tak... więc na wszystko skończyło się dobrze, ale... chyba nie myślicie, że to koniec? Nie! Będzie się jeszcze działo! La, la, la :D

A teraz zostawiam was z rozdziałem.
Cmokam moje kochane pyszczki! :*

Kasia.


30 komentarzy:

  1. O matko no i po co on się tak denerwuje :) niesamowite czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuper. Uwielbiam cię <3 czekam na nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały *.* Boże jak się cieszę,że wszyscy są cali.Jej był Justina i Leo moment może krótki,ale był ♥ Oby Justin nic nie zrobił Ave przecież to nie jej wina,że Lucas ją znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo suuper ! Justin się trochę zdenerwował :/ do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Fajnie że wrócił <3 Ciekawe czy Justin znajdzie Lucasa haha xd
    Buziaki :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza !!! *.* No ten rozdział jest taki tdjaorsca *.* Czekam na next jest zajebisty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku czemu on sie tak denerwuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu? To chyba proste? Wraca i dowiaduje się, że Ava i jego syn zostali porwali przez jego wroga. Jak ma zareagować? To oczywiste, że wpadł w szał :)

      Usuń
  8. Ooo jaaaa! Dziewczyno co ty ze mną robisz!? I kto by się takiego końca spodziewał?! Napewno nie ja! Ooogh, znów problem z czekaniem! Okej, zamy rade.... Kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Justin nie moze jej nic zrobic niee !! Ava i tak duzo pdzeszla przez lucasa a tu jeszcze mozliwie ze oberwie od Jusa. Współczuję Avie. Świetny rozdzial czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochaam :* Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział genialny! Już nie mogę doczekać się kolejnego!
    Zapraszam do mnie - http://huntjj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Super!Jak zawsze! Czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  13. Co za zmienny chuj, rozdział zajebisty czekam na nn :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. Super rozdział tak dłużył mi czas w oczekiwaniu na niego !Udało Im sie wydostać! Już widzę co zrobi Justin jak się dowie co ten idiota Lucas wymyślał! Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  15. Oho oho dzieje sieeeee

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajny rozdział
    zachwyca mnie fakt, że po pojawieniu się dzidziusia napięcie akcji wcale nie zmalało! Twoje opowiadanie nadal jest niesamowicie wciągające :D
    Zazwyczaj jest tak, że gdy pojawi się dziecko, akcja gwałtownie "zwalnia" a opowiadanie staje się mega nudne...
    Naszczęście wiesz, co dobre i jak trzymać w napięciu! Buziaczki <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Cieszę się, że nic im się nie stało. No to teraz powraca zły Justinek ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. Łał! Nie spodziewałam się takiego wybuchu Justina!

    OdpowiedzUsuń
  19. Fantastyczny!!! Justin nie drzyj się na nią to przecież nie jej wina że Lucas miał takie pojebane myśli. genialny i czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny :3 mam nadzieję, że Justin zabije w końcu Lucasa, bo mnie wkurza :D

    OdpowiedzUsuń
  21. lalalalalalala extra rozdziała czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń