Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 10.

Następnego dnia, kilka minut po jedenastej wszyscy razem jemy śniadanie. Tim jest bardzo w porządku i polubiłam go mimo, iż tak krótko go przecież znam. Jednak sam fakt, że jest przyjacielem mojego chłopaka i chce mu pomóc, wiele dla mnie znaczy. Justin na naprawdę świetnych przyjaciół.
- Więc - Thomas zaczyna poważnie, kiedy przenosimy się do salonu i pijemy kawę - Ruszamy pod wieczór. Na miejscu będzie czekało na nas osiemnaście osób z naszego teamu. Tim wszystkich zgrał i miejmy nadzieję, że akcja przebiegnie sprawnie i bez problemów. Minusem tego jest to, że nikt z nas nie zna układu tego domu. Nie wiemy, co gdzie się znajduje, ani gdzie trzymają chłopców. 
- Ten dom to pieprzony labirynt - mówię surowo i zwijam dłonie w pięści - Naprawdę łatwo się tam zgubić. Jednak jestem pewna, że trzymają ich w piwnicy. Trzymają tam wszystkich swoich więźniów.
- Skąd ta pewność, Ava? - Tim unosi brew i wpatruje się we mnie z lekkim rozbawieniem.
- Kiedy tam byłam, dołączył do mnie jeden chłopak. 
Myślę, że gdybym posiedziała tam trochę dłużej, uzbierałoby się nas zdecydowanie więcej. To miejsce jest przerażające i łamie psychikę.
- W porządku. Więc najpierw zejdziemy do piwnicy. Mimo, iż bardzo tego nie chcę i nie jest to dobry pomysł, Ava pójdzie z nami - Thomi spogląda na Tima, ale ten kręci głową zrezygnowany.
- To jest kurewsko zły pomysł, uwierz mi stary - obraca w dłoniach kubek z kawą i skupia na tym swój wzrok. Wiem, że może ma rację. Jednak jakie jest inne wyjście? - Justin się wścieknie!
- Daj spokój, poradzę sobie! Nie jestem dzieckiem - mówię ze złością, podnosi głowę i nasze oczy się spotykają. Patrzy na mnie, a jego oczy mówią: "owszem, jesteś dzieckiem" i tak się teraz czuję.

- Umiesz strzelać, Skarbie? - och! Tym mnie zaskakuje, ale nigdy tego nie robiłam - Po Twojej minie wnioskuję, że nie masz o tym bladego pojęcia - prycha z kpiną i wymownie spogląda na Thomasa - A jestem pewny, że do strzelaniny na pewno dojdzie. Pamiętajcie, że to nie jest wycieczka do zoo.
- Liczę na to, że uda nam się tego uniknąć. Musimy wejść po cichu, zachować ostrożność i znać drogę.
- Nie ukrywam, jesteś optymistą, Thomas - Tim mruga do niego zadziornie i upija łyk kawy.
- Dobra! To i tak nie jest kurwa ważne, jasne? Musimy tam wejść, bo są tam nasi przyjaciele, do cholery! Potrzebują nas! - Thomi podnosi głos, aż się wzdrygam. Takiego go jeszcze nie widziałam - Pieprzę strzelaninę! Jeśli będzie trzeba, rozpierdolę każdego, kto tylko stanie mi na drodze.

- Wiem - Tim wzdycha i pociera czoło - Piszę się na to, bo Justin to mój ziom. Stwierdzam tylko, że bez strzelaniny się nie obejdzie. Jesteś pewny, że ochronisz małą? - kiwa na mnie głową.
- Tak, Tim. Musisz zorganizować kamizelkę kuloodporną i lekki, mały pistolet. Da się zrobić?
- Jasne, nie ma żadnego problemu. Zaraz zadzwonię do Grega i mała będzie miała swój sprzęt. 

- Trzeba dobrze zabezpieczyć Avę. Gdyby nie znała domu, nie brałbym ją w sam środek piekła.
- Damy radę, z nami będzie bezpieczna. Jednak Justin skopie nam za to tyłki, jeśli wyjdziemy cało.
- Tsa! Żeby tylko to! - Thomas przewraca oczami, chwyta moją dłoń i ściska ją pocieszająco.

Czas mija bardzo szybko, spędzam go z małym i Niną. Rozmawiamy i staramy się nie przejmować tym, co czeka nas wieczorem. To właśnie Nina zostanie z Leo, jednak w domu będzie jeszcze czterech innych chłopców, przyjaciół Justina. Cieszę się z tego, bo i Nina i mały będą bezpieczni. 
W międzyczasie Thomas i Tim pokazują mi, jak się strzela. Mój pistolet jest mały, ale potrafi zrobić krzywdę. Mam go w razie obrony własnej, ale wcale nie chcę z niego korzystać i mam nadzieję, że nie będę musiała tego robić. Kiedy trafiam trzy razy w cel, Tim klaszcze zadowolony i posyła mi dumny uśmiech. Chwali się, że jest dobrym nauczycielem i powinnam dołączyć do jego zespołu.

Kiedy wybija godzina "zero", jestem zestresowana jak diabli. Mój brzuch jest ściśnięty na supeł i dopiero teraz zaczynam się bać. Jednak od razu przed oczami pojawia mi się twarz mojego chłopaka, mojego kochanego Justina! Tyle razem przeszliśmy. On walczył o mnie, teraz ja będę walczyć o niego. Nasz syn musi mieć ojca! Potrzebuje go i zrobię wszystko, aby wrócił do nas dzisiaj wieczorem. Wierzę z całego serca, że tak właśnie będzie. Nie dopuszczam do siebie innej możliwości.

- Jesteś gotowa, Ava? - Tim podchodzi do mnie i dokładnie sprawdza moją kamizelkę. Przytakuję głową, chociaż zaciska usta, aby się nie rozpłakać - Jesteś bardzo dzielna, wiesz? - och! - Nie każda dziewczyna zdecydowałaby się na taki krok. Podziwiam Cię. Justin ma wspaniałą kobietę.
- Robię to właśnie dla niego, Tim. To miłość mojego życia, ojciec naszego dziecka!
- Wiem - 
uśmiecha się pocieszająco i przytula do siebie. Oddycham głęboko, ale potrzebowałam otuchy i wsparcia - Chodźmy - chwyta mnie za rękę i schodzimy na dół, gdzie czeka na nas Thomas i czterech chłopców, których kojarzę ze skate parku. Minęło tyle czasu, a ja nadal pamiętam ich twarze. To właśnie oni zostaną z Leo i Niną - Dobra, wszystko gotowe. Każdy wie, co ma robić, tak? - chłopcy przytakują głowami i mobilizuję się nawzajem - No to zaczynamy przedstawienie. 
Wychodzę razem z Timem i Thomasem. Wsiadamy do czarnego vana i ruszamy w drogę do domu, w którym przeżyłam prawdziwe piekło!

Docieramy na miejsce szybciej, niż bym tego chciała. Tim parkuje kawałek od domu, na leśnej drodze. Idziemy boczną ścieżką i spotykamy kolegów Justina. Każdy ubrany na czarno, w kamizelce i z bronią w dłoni. Ja też mam pistolet, lekki i mały. Nawet nie wiem, czy umiem strzelać! Rany! Bardzo liczę, że nikt się nie zorientuje, że tam jesteśmy. Ale są na to marne szanse. Przecież to mafia!
- Dobra! Każdy ma krótkofalówkę, porozumiewamy się na kody, które każdy z was dobrze zna. Ja pójdę z Thomasem i Avą, wy czekacie na nasz znak. Wszystko jest dla was jasne?
- Tak, Tim. Zaczynajmy - mówi chłopak z niebieskimi oczami i kiwa do mnie głową - Trzymaj się. 
- Do dzieła - tym razem odzywa się Thomas i chwyta mnie za rękę - Trzymaj się blisko mnie, Ava - przytakuję tylko głową i ruszamy przed siebie. Pod dom docieramy w zaledwie minutę i stres zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem. Boję się, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji - Na trzy, Tim! 
Szybko podbiegamy pod ogrodzenie i kiedy je przekraczamy, dociskamy plecy do ściany domu. Jest dość cicho, co nieco bardziej mnie przeraża. Tim podchodzi pod drzwi i delikatnie je uchyla. Ku mojemu zaskoczeniu, są otwarte i pada z nich lekkie światło. Tim pokazuje dłonią na mnie i szybko do niego podbiegam. Chwyta mnie za rękę i kiedy tylko przekraczam próg tego domu, staję jak sparaliżowana. Gwałtownie nabieram powietrza, a w mój umysł przedostają się wspomnienia. Potworny ból pleców po chłoście, przerażenie, strach, zły Justin, Ethan, Marlon, moje nieudane próby ucieczki i niepokój, co mój porywacz ze mną zrobi. Wtulam plecy w tors Tima i czuję jego dłonie na ramionach. Ściska je nieco mocniej i zachęca mnie, żebym wreszcie weszła do środka.
- Wszystko w porządku, mała? - słyszę przy uchu jego cichutki głos i przytakuję głową. Nie mogę pozwolić, aby wspomnienia mnie teraz zablokowały. Jestem tutaj tylko w jednym celu, aby uratować chłopców których kocham i na tym muszę się skupić. Muszę być dzielna, dla nich! - Którędy teraz?
- W prawo - szepczę resztką sił i wskazuję palcem korytarz, który prowadzi do przeklętej piwnicy.
Tim obejmuje mnie ramieniem i szybko kroczymy do przodu. Za sobą słyszę kroki Thomasa, jednak kiedy tylko wychodzimy zza zakrętu, dostrzegam dwóch chłopców. Cofam się natychmiast i pociągam za sobą Tima. Orientuje się w sytuacji sekundę później i szybko otwiera drzwi do pierwszego z brzegu pokoju. Wpycha mnie do niego siłą, za nim wchodzi Thomas i cichutko przymyka drzwi. Jest to potwornie niebezpieczny ruch, bo tak naprawdę nawet nie wiemy czy kogoś tutaj nie ma. Rozglądam się, ale pokój wygląda na pusty. Mieliśmy sporo szczęścia i oby dopisało nam jeszcze przez chwilę.
- Jonathan wrócił wcześniej, planuje akcję - dociera do nas głos jednego z chłopców, którzy idą korytarzem - Kazał wszystko przygotować. Szkoda, że tak to się skończy. Justin był dobrym szefem.
- Wiem, pracowałem z nim kilka lat. Jonathan jest pojebany i ma siano zamiast mózgu. Jest taki sam jak Jeremy, ale w końcu to rodzina. To się nazywa mieć jebca na punkcie roboty. To chore.
Zaciskam usta, ale mój oddech szaleje! Mamy coraz mniej czasu, aby ich uratować, boże! Przeraża mnie ta myśl, ale muszę się opanować i nie pozwolić, aby strach przejął nad moim ciałem kontrolę. Nie w tym momencie! Rozmowa cichnie i czekamy jeszcze przez chwilę, aby wreszcie ruszyć dalej. Thomas uchyla drzwi, wystawia ostrożnie głowę i przeczesuje wzrokiem korytarz. 
- Czysto, idziemy - zarządza ostro, wychodzimy z ciemnego pokoju i idziemy w obranym kierunku.
Szybko przebiegamy pod schody i raz dwa jesteśmy na dole. Jest cicho i jest mało ludzi, nikt ich nie pilnuje? Bardzo dziwne. Jednak kiedy zbliżamy się do piwnicy, widzę chłopaka, który siedzi przed drzwiami i szpera coś w telefonie. Chowamy się za ścianą, a chłopcy cichutko coś szepczą. Trzeba usunąć chłopaka, inaczej nie dostaniemy się do piwnicy. Jednak potwierdza to moje przypuszczenia, że faktycznie chłopcy tam są. Inaczej nikt by tutaj bez powodu nie siedział.
- Hej, młody! - Tim wychodzi zza ściany, a ja zamieram! Czy on już do reszty zwariował?! 
- Kim u licha jesteś i kto Cię tutaj wpuścił? - chłopak jest zaskoczony i słyszę kroki.
- Mam Cię zmienić, nikt Cię o tym nie poinformował? Javier miał Ci dać znać, a to idiota!
- Nikt mi nie dał znać i nie wiem, kim do diabła jest Javier! - czyżby Tim blefował z imieniem?

- Chrzanić to! Jestem tutaj po to, żeby posiedzieć przy drzwiach. Jesteś wolny do rana. 
- Skoro tak - odpowiada obojętnie, ale nagle pojawia się przed Timem i na moje nieszczęście przekręca głowę. Nasze oczy się spotykają i wstrzymuję oddech - Co to za dziewczyna?
- Śliczna, prawda? - co?! - To jednak nie jest Twój problem - Tim uśmiecha się chytrze i jednym ruchem skręca mu kark. Pisk ucieka z moich ust, ale jestem zszokowana! Boże! Zrobił to tak szybko! Gdybym mrugnęła, zapewne bym to przegapiła - Ciii - doskakuje do mnie i zasłania mi usta - Spokojnie, już po wszystkim - patrzę mu w oczy i bardzo próbuję się uspokoić. Jest to niezmiernie trudne, ponieważ właśnie widziałam, jak na moich oczach ginie człowiek! - Musimy być cicho, mała. Tak trzeba było - trzyma moją głowę w swoich dłoniach i wpatruje się w moje oczy - Już dobrze? - przytakuję tylko głową, chociaż jestem w szoku! - Thomas, do roboty! - Tim krzyczy głośnym szeptem i chłopak rusza do przodu. Nie wiem o co chodzi, ale czekamy na niego i patrzymy na siebie. 
- Są! - słyszę jego podniesiony głos i od razu dociera do mnie, że znalazł Justina. Boże, tak!
- Justin!! - wydzieram się, już chcę ruszyć w tamtym kierunku, ale Tim trzyma mnie mocno.
- Kod niebieski, natychmiast! - Tim mówi do krótkofalówki, ale nie wiem, co oznacza pieprzony kod niebieski. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie musimy długo czekać, a obok nas zjawia się chłopak - Wiesz, co masz robić - przekazuje mnie blondynowi, który tuli mnie do siebie. Co jest?!
- Tim, co się dzieje?! Chcę tam iść, chcę zobaczyć Justina! - krzyczę i próbuję się uwolnić.
- Nie możesz, Ava. Musisz wrócić do naszej kryjówki, tutaj nie jesteś bezpieczna. 
- Chyba zwariowałeś! Nie ruszę się stąd, dopóki nie zobaczę mojego chłopaka! Rozumiesz?!
- Zabierz ją, raz dwa! - Tim zarządza surowo, zostawia mnie z blondynem i znika za zakrętem.

- Spokojnie, Ava - słyszę jego łagodny głos, ale nadal walczę. To na nic, bo wzmacnia uścisk i jest cholernie silny! Wiem, że nie mogę krzyczeć, bo mogę wszystko zepsuć, ale tak bardzo pragnę zobaczyć Justina. Upewnić się, że jest cały i zdrowy! Dlaczego Tim to zrobił?! Przecież jestem dosłownie kilka kroków od niego, kurwa! Czuję łzy na policzkach, ale jestem potwornie wściekła i rozżalona! Chciałam chociaż zobaczyć czy żyje, czy wszystko z nim w porządku! Spojrzeć tylko w jego oczy! Ale nadal muszę żyć w pieprzonej nieświadomości i teraz już szlocham - Spokojnie, Ava. Zaraz będziesz bezpieczna - blondyn bierze mnie na ręce, wychodzimy z piwnicy i opuszczamy dom. Nie wiem jakim cudem nam się to udaje, ale kiedy tak o tym myślę dociera do mnie, że jakoś nigdy w tym domu nie było zbyt dużo ludzi. Przynajmniej ja widziałam tylko Ethana i jeszcze trzech innych, którzy gonili mnie kiedy uciekałam do lasu i w pole kukurydzy - Już prawie jesteśmy na miejscu.
Podnoszę głowę w momencie, kiedy docieramy do bezpiecznego miejsca. Siadamy pod drzewem, chłopak opiera o nie plecy i układa mnie między swoimi nogami. Przytulam plecy do jego torsu, ale nie wypuszcza mnie z objęć, jakby bał się, że coś głupiego strzeli mi do głowy. Kto wie? Może i faktycznie bym to zrobiła? Trzyma mnie jeszcze szok, po skręceniu karku temu młodemu chłopakowi i jestem nieco oszołomiona. Jednak wzdrygam się, bo słyszę strzały! Kurwa! Co tam się stało? Chcę wstać na nogi, ale chłopak mnie przytrzymuje. Spoglądam na niego, ale on tylko kiwa przecząco głową. Mam tak tutaj czekać bezczynnie? Przecież zaraz umrę z pieprzonego niepokoju!
- Kod czerwony, kod czerwony! - słyszę poważny głos Thomasa przez krótkofalówkę chłopaka, który siedzi obok mnie, ale nie wiem, co oznacza ten kod! Co za idiotyczne szyfry?! 
- Zbieramy się! Szybko! - krzyczy jakiś chłopak,  wszyscy biegną w stronę domu i zostajemy sami.
- Chodźmy tam, błagam Cię! - mówię przez łzy i rozglądam się dookoła, chociaż jest ciemno. 
- Nie możemy tam pójść, nie widzisz co się dzieje? Rozpętało się piekło, musisz być bezpieczna.
- Chrzanię to, tam jest mój Justin! Przecież miało być spokojnie, bez strzelaniny! Co się stało?
- Widocznie coś poszło nie tak, Ava! Nic na to teraz nie poradzimy, stało się. Musimy tutaj poczekać.
- C-co z Justinem? - pytam szeptem, ale boję się tego, co mogę usłyszeć - Jest cały?
- Nie mam pojęcia, przykro mi. 
Wiem tylko tyle, że ich znaleźli. Jednak nie wiem w jakim są stanie.
- Boże - przykładam dłoń do ust i płaczę z bezradności. Blondyn odwraca mnie bokiem do siebie i przytula. Może to głupie, ale potrzebuję tego teraz jak tlenu i wczepiam się w niego jak rzep.
Zamykam oczy, ale pozostaję czujna i nasłuchuję nowych odgłosów. Wzdrygam się za każdym razem, kiedy słyszę strzał, a te niestety nie ustają. Zaciskam usta i modlę się, aby chłopcy wyszli z tego cało. Wszyscy! Są tacy młodzi, a poświęcili się dla Justina. Naprawdę są rodziną, może i chorą, zajmują się popieprzonymi rzeczami, ale wspierają się kiedy trzeba. Mogą też na sobie zawsze polegać i dociera do mnie, że jest to naprawdę niesamowita sprawa. Nie zawahali się, aby wejść do tego domu.

Nie wiem, ile czasu dokładnie mija, ale nagle robi się przerażająco cicho. Uchylam powieki, a niepokój zalewa moje serce. Coś mi tutaj nie pasuje i cisza jest potworna. S
koro nie strzelają, to chyba nie oznacza nic dobrego. Może wszyscy się tam pozabijali? Boże! Nawet nie chcę o tym myśleć! Przecież nic nie mogło im się stać, znają się na tym! Na pewno nie daliby się ot tak zabić!
- Kod żółty, kod żółty - nagle ciszę przerywa łagodny głos Tima w krótkofalówce blondyna.
- Co oznacza kod żółty? - pytam z nadzieją, że oświeci mnie i wyjaśni, czy to dobrze, czy źle.
- Wycofują się z akcji, wracają - mój oddech przyśpiesza i spinam się. Wracają! Nareszcie! 
- W-wszyscy? - to pytanie ucieka z moich ust, zanim zdążę się nad nim zastanowić.
- Tego niestety nie wiem - blondyn wzdycha, a mój niepokój sięga zenitu. Czy ktoś zginął?

Jak na zwołanie słyszę odgłos kroków. Ktoś przedziera się przez wysokie kępy trawy. Widzę światło, które pada z latarek, odwracam głowę w stronę nadchodzących chłopców i zamieram...







*******************************************************
Hello! :)
Przypuszczam, że mam przejebane za koniec w takim momencie haha. Ale to nie moja wina, że ja wręcz uwielbiam tak kończyć! Wiem, jestem okrutna :P
Cóż mogę napisać... mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba, bo nieco trzyma w napięciu. A co dalej? To już w następnym :)

Jestem ciekawa waszych reakcji ldjhfasjdlkh :D

Tulę was mocno i bardzo dziękuję za wszystkie pytania, cudowne i ciepłe słowa na asku. Nie macie pojęcia, jakie to miłe i jak wiele to dla mnie znaczy.

Kocham!

Kasia.


40 komentarzy:

  1. Błagaaaaaaaam dodaj dzisiaj <3 blagam na kolanach xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam dodaj jutro nowy rozdział :D pobijemy rekordy dla cb ale tylko daj nam kolejny rozdzial! A ten to... Wow! Tylko tyle mogę powiedziec bo zabrakło mi słów

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrób nam niespodzianke i dodaj dziiaj, prosze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdzial! Oby tak dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodaj jak najszybciej nowy błagam :-D

    OdpowiedzUsuń
  6. boże, boże, boże. co tam sie dzieje? Justin jest cały, nic mu sie nie stało. i kto tam do nich przyszedł. nie wytrzymam do następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialnee <3 Czekam na kolejny. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę że to jest Justin albo jego wujek albo Lucas:) czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny ♥ Mam nadzjieje,że wszyscy wyjdą z tego cało.Nie wiem czemu,ale czuje,że tym kimś kto wychodzi z lasu jest Lucas, a nie wujek Justina i Drew.Prosze dodaj jutro nowy lub dzisiaj.Nosz zostawiłąś w takim momencie

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu czytałam to i się trzęsłam. Masz rację za koniec w takim momencie powinnam cię udusić, ale nie mogę bo nie dowiem się co będzie dalej xd Jezu kto do nich idzie???? Czekam na nn xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny <3 czekam na next i mam nadzieje że dodasz może jutro bonusik :) prosimy

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże genialny! Jestem pewna że to Lucasss! Też bardzo proszę o bonus

    OdpowiedzUsuń
  13. boze potrzebuje go dzisiak blagam blagam bo ja nie usne w nocy
    jak zabilas justina jasona albo jacoba to cie znajde obiecuje hahahah
    dodasz dzisiaj rozdzial?:(blagam odpisz!

    OdpowiedzUsuń
  14. Awwwwwwww. Super rozdział . boze dawaj nn <33333

    OdpowiedzUsuń
  15. Błagam daj następny:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. O boże!!! Chce już następny; )

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie no mam ochotę cie udusić dziewczyno ! W takim momencie noo ! Nie wiem czy wytrzymam do wtorku :/ To jest takie cudowne ! Nie mogę się doczekać aż wróci Justin :) Ma wrócić cały !! :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak mogłaś to tak zakończyć!? muszę czekać do wtorku! O nie! :(

    OdpowiedzUsuń
  19. dodaj jutro następny! prosimy:(

    OdpowiedzUsuń
  20. No nie, nie, nie! Nie w takim momencie nooo....! :/
    Oby to byli chłopcy! A co jesteś to Lucas? Ald nieee....Z kąd on by się tam wziął.... To muszą być chłopcy, na 1000%! <3

    OdpowiedzUsuń
  21. proszę proszę dodaj szybko :( UWIELBIAM CIĘ <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Czaderski! Chce juz nowy:( tak strasznie mi sie podoba! Cholercia ,aż nie wiem co powiedzieć! TO JEST NAJCUDOWNIEJSZE,KOCHAM,TULE/ROSALIE

    OdpowiedzUsuń
  23. No zamorduje za takie zakończenie!!! KC <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  24. Takie zakończenie! Jak Ja mam teraz wytrwać na następny rozdział?! Jestem ciekawa kto jest w tym lesie...

    OdpowiedzUsuń
  25. Kur*a! Serio?! W takim momencie urwałaś? ;c Adrenalina, napięcie, a tu urywek.. Uduszę Cię kiedyś za to! <3
    Błagam szybko dodawaj kolejny rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Matko błagam wstaw jutro następny rozdział ;-;.Proszę :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wierze! To justin nie? TO MUSI BYC ON OMG ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  28. To na pewno Justin boże niech się na siebie rzucą i uprawiają gorący seks przy wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  29. W takim momencie? Ja chce jutro rozdział! P4eciez ja nie wytzrymam!

    OdpowiedzUsuń
  30. Zarąbiaaaszczy :* Licze jutro na rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. W takim momencie?? Jak tak można? Z niecierpliwością czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  32. błagam niech Justin tam do niej biegnie
    nie wytrzymam do następnego :/
    ale czekam :) bo rozdział świetny...
    udusiłabym cię chętnie za kończenie rozdziałów w takich momentach !

    OdpowiedzUsuń
  33. Jeju mam ochotę Cię zabić za przerwanie w takim momencie,haha!
    Czekam z niecierpliwością na następny,zaglądam tu co 5 minut.
    A tymczasem zapraszam do mnie. :)
    Dopiero się rozkręcam ale pomysł jest.
    http://huntjj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Masz przejebane i to bardzo! Nie doczekam sie chyba no!
    Rozdział megaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
  35. Czekammmmm już. Dawaj go x

    OdpowiedzUsuń