Szablon wykonany przez Yassmine.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 52.

Podnoszę głowę i patrzę na niego. Widok zamazują mi łzy, ale tym momencie potrzebuję wsparcia.
- Przytul mnie - wystawiam ręce i obejmuję go za szyję. Mija chwila zanim dociera do niego co się dzieje i przytula mnie do siebie. Jestem zaskoczona, że mnie nie odepchnął.
Podnosi delikatnie moje ciało, wtulam się w niego mocniej i szlocham cichutko. Żadne z nas się nie odzywa, stoimy na środku salonu i czuję, jak Justin kołysze mnie delikatnie na boki. 

Mija dobre kilka minut, aż powoli uspokajam się w jego ramionach. Odchyla mnie od siebie i uważnie skanuje moją twarz, ocieram policzki z łez i kiedy nasze oczy się spotykają widzę w jego, jak bardzo jest smutny i marszczy czoło, jak gdyby nie rozumiał mojego wybuchu.
- W porządku? - pyta cicho, a ja tylko przytakuję głową - Przepraszam - zaskakuje mnie tym.
- Za co? - marszczę czoło i posyłam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Nie powinienem krzyczeć - och! On tak na serio? - Rozumiem, że tęsknisz za rodziną, przyjaciółmi to zrozumiałe. Myślałem, że coś napisałaś dlatego się zdenerwowałem.
- Po co miałabym pisać? Co tak naprawdę by to zmieniło? Nic. Nie wróciłabym do domu, a rodzice jeszcze bardziej by świrowali - taka prawda. Nie pomogłabym im w ten sposób.
- Och, Ava, tak bardzo Cię kocham, Kwiatuszku - całuje mnie w usta i jest to czuły pocałunek.
- Ja Ciebie też kocham - odpowiadam cichutko, kiedy odkleja się ode mnie.
- Powiedziałaś to drugi raz, wiesz? - uśmiecha się uroczo i odgarnia kosmyk włosów z mojej twarzy.
- To prawda - również się uśmiecham i słyszę nagle, jak ktoś mocno trzaska drzwiami.
- Co tak trzaskasz do cholery?! - chłopak odwraca się w stronę drzwi, a ja zamieram! - Tata? Co Ty tutaj robisz? - Justin jest tak samo zaskoczony jak ja.
- Wpadłem w odwiedziny do syna? Czyż to nie oczywiste? - mruga okiem i ma dobry humor. Przysiada na kanapie i posyła mi dziwne spojrzenie - Pogadamy?
- Jasne - Justin siada na kanapie i sadza mnie na swoich kolanach - O czym?
- Na przykład o tym, że nie dokończyłeś chrztu? - o cholera! - A wiesz, że musisz to zrobić, prawda?
- Po co? Zabiłem chłopaka, czy to nie wystarczy? - wzrusza obojętnie ramionami.
- Nie, Justin. Chrzest to chrzest i trzeba go przejść w całości, więc kiedy będziesz gotowy na drugą część? - czy on mówi o tej dziewczynie?! Cholera, dlaczego czuję uścisk w brzuchu?
- Nie wiem, chciałem wyjechać na kilka dni - odpowiada i widzę, jak Jeremy mruży oczy.
- Wyjechać? Znowu przerwa? Trochę ostatnio zaniedbujesz swoje obowiązki, nie uważasz?
- Nie, robię co do mnie należy. Nie mam żadnych zaległości, wszystko jest tak jak ma być.
- Przedtem pracowałeś cały czas, Justin a teraz? Wpadasz na kilka godzin i to wszystko. Nie uważasz, że skoro jesteś szefem wymaga się od Ciebie teraz nieco więcej?
- Tato, powiedz mi o co Ci chodzi. Będzie nam prościej. Nie chce mi się domyślać, co masz na myśli.
- Dobrze, chcę Cię widzieć dzisiaj punkt dwudziesta w bazie, musisz dokończyć chrzest.
- Czy to naprawdę cokolwiek zmieni, jeśli przelecę tą panienkę?
- Nic - wzrusza beztrosko ramionami i uśmiecha się szeroko - To po prostu dopełnienie chrztu, to wszystko. Nic się nie zmienia, ani nie wprowadza to nic nowego. To chyba nic skomplikowanego?
- Tato - słyszę jak chłopak wzdycha ciężko, ale Jeremy natychmiast mu przerywa.
- O co chodzi? W czym widzisz problem? Mam namawiać Cię do seksu? To chyba kurwa jakiś żart? Byłeś zawsze pierwszy do tego, co się z Tobą stało? - złości się i wygląda poważnie jak diabli.
- Nic się nie stało, jednak jest Ava i to zmienia co nieco - wolałabym żeby mnie tutaj nie było. Jednak po jego słowach czuję dziwne ciepło, nie chce tego zrobić ze względu na mnie, rany!
- Taaaa, właśnie ostatnio to zauważyłem i nie bardzo podoba mi się ta sytuacja, wiesz? Zawsze mogłem na Tobie polegać, nigdy mnie nie zawiodłeś a teraz? Zaślepiła Cię i praca zeszła na dalszy plan, a poświeciłem całe życie na to, żeby wychować Cię na godnego zastępcę.
- Przecież Cię nie zawiodłem, tak? Robię wszystko to, co należy do moich obowiązków. Niczego nie zaniedbuję. Zupełnie nie wiem o co Ci chodzi w tym momencie.
- Nie powinieneś mieć dziewczyny, Justin - och, kurwa! Zaciskam usta i czuję, jak jego ciało momentalnie się spina - Nie jesteś słodkim chłopcem, który jest czuły, wrażliwy i kocha. Nie tego Cię uczyłem! - podnosi głos i zaczynam się nieco obawiać - Dlatego byłoby dobrze, gdybyś pozbył się dziewczyny i wrócił do swoich obowiązków, tak jak należy.
- Pozbył się dziewczyny? O czym Ty do chuja mówisz?! - Justin podnosi głos, aż się wzdrygam.
- A jak myślisz? To chyba oczywiste, prawda? Przecież nie mówię, że masz ją wypuścić - prycha z kpiną i uśmiecha się szyderczo. Zawsze się go obawiałam i całkiem słusznie, jak widać!
- Wiesz dobrze, że tego nie zrobię! Dlaczego to mówisz?
- Bo zaniedbujesz pracę! Doskonale wiemy z jakiego powodu - zerka na mnie przelotnie i posyła mi groźne spojrzenie - Nie podoba mi się to po prostu. Nie miałeś się zakochać, Justin! Nigdy! Nie tego od Ciebie wymagam, Drew mnie zawiódł, ale Ty tego na pewno nie zrobisz. Nie pozwolę na to, zbyt wiele poświęciłem dla Ciebie, rozumiesz? Jesteś moim następcą, synu!
- Nie wierzę, że to mówisz - Justin otwiera usta w szoku, sadza mnie na kanapie, a sam wstaje i podchodzi do kominka. Przeczesuje nerwowo włosy i wiem, że jest wściekły - Jesteś moim ojcem! Jak możesz być tak cholernie nie czuły, co? Jak to miałem się nigdy nie zakochać? Przecież jestem kurwa człowiekiem! - patrzy na niego z niedowierzaniem i kręci głową.
- Ale nie tak Cię wychowałem! Miałeś być bezwzględny, bez uczuć! Miałeś być brutalny, brać to co Ci się należy i rządzić kiedy mnie zabraknie! A czym Ty się zajmujesz? Dziewczyną, nie pracą!
- Przecież to robię do cholery! Ava nie ma z tym nic wspólnego, po prostu jest i cieszy mnie to. Dlaczego tak trudno Ci to pojąć? Tak! Pokochałem ją, ale dobrze mi z tym. Uwielbiam ją, tato! Czy nie powinno Cię to cieszyć? To, że Twój syn jest szczęśliwy? - boże! Moje serce momentalnie przyśpiesza.
- Cieszyć? Czyś Ty kurwa zwariował?! - wstaje i podchodzi do chłopaka - Nie, nie cieszy mnie to, ani trochę. Zmieniłeś się i zrobiła się z Ciebie miękka pizda, synu! Nie tego chciałem dla Ciebie.
- Ja pierdole! Nie jestem miękki! Nawet tak kurwa nie mów! - ta rozmowa nie idzie w dobrym kierunku, gniew powoli przejmuje ciało Justina i mam dziwne wrażenie, że nie skończy się to dobrze.
- Nie jesteś miękki? Hmm, udowodnij mi to, synu - Jeremy uśmiecha się szyderczo.
- Jak? Powiedz słowo, a udowodnię! - zaciska mocno dłonie w pięści i oddycha ciężko. Dopiero teraz widzę, jak bardzo negatywny wpływ ma na niego ojciec.
- Zabij ją - kiwa głową w moją stronę, wyjmuje zza paska pistolet i podaje Justinowi.
Moje serce natychmiast spada na podłogę i rozbija się na drobne kawałki! Chryste! Naprawdę kazał mu to zrobić? Tak po prostu? Przenoszę wzrok na chłopaka i widzę, że bierze broń od swojego ojca, czy to jest ten dzień kiedy umrę? Justin odbezpiecza broń, celuje ją we mnie, a ja przestaję oddychać. Gapię się prosto w jego oczy, uchylam usta i czekam na to, co się zaraz stanie. Jednak oczy Justina się zmieniają. Nie patrzy na mnie jak na swoją ofiarę, patrzy na mnie jak chłopak, który kocha swoją dziewczynę, ochroni ją przed całym światem i nie da zrobić krzywdy.
- Mogę zabić każdą osobę w tym mieście, ale na pewno nie będzie to ona - mówi cicho, zabezpiecza pistolet i oddaje ją swojemu ojcu - Powinieneś już iść - mówi cicho, ale nie patrzy na ojca.

Podchodzi do mnie, bierze moją dłoń i wchodzimy na górę. Zamyka za nami drzwi naszego pokoju i układamy się na łóżku. Przytula mnie mocno do swojego ciała, a ja od razu wtulam głowę w zagłębienie jego szyi. Obejmuję go w pasie i oddycham z ulgą, nie zabił mnie! Nawet nie widziałam jakiejkolwiek chęci aby chciał to zrobić w jego oczach. Dostrzegłam miłość, bezpieczeństwo  i wsparcie. Jak to możliwe, że chłopak z mafii pokochał zwykłą nastolatkę? 

Cały wieczór spędzamy w łóżku, po prostu rozmawiamy o głupstwach, cieszymy się swoją obecnością i Justin w międzyczasie dzwoni do chłopaka ze skate parku i tłumaczy, że z imprezy niestety nici. Cieszę się, że jednak nigdzie nie wychodzimy. Taki wspólny wieczór dobrze nam zrobi.
- Myślałam, że mnie zabijesz - mówię cichutko i dotykam palcami jego policzka.
- Naprawdę? - wyczuwam nutkę zaskoczenia w jego głosie - Jak mógłbym to zrobić, Ava? Przecież codziennie mówię Ci, jak bardzo Cię kocham. Naprawdę masz co do tego wątpliwości?
- Teraz już nie mam - zerkam na niego i uśmiecham się - Trudno mi w to uwierzyć, wydaje się być to nierealne przecież jesteśmy z dwóch różnych światów, Justin! Jakim cudem to się stało?
- Nie wiem, naprawdę. Jednak może takie jest nasze przeznaczenie? Mieliśmy być razem i jesteśmy?
- Może - czy tym samym, moim przeznaczeniem jest nigdy więcej nie zobaczyć bliskich? Zyskałam miłość, ale w zamian za nią mam przypłacić aż tak ogromną cenę?
- O czym myślisz? - Justin wpatruje się w moje oczy i naprawdę ciężko mi uwierzyć, że to ten sam chłopak który zgwałcił mnie trzy miesiące temu, zmasakrował mi plecy i uderzył. To naprawdę brzmi nierealnie, czy takie rzeczy w ogóle dzieją się w prawdziwym życiu?
- Ogólnie rozmyślam, jak ma niby wyglądać nasze życie? - pytam smutno.
- Normalnie? Myślę, że dokładnie tak samo jak do tej pory. Jesteśmy tutaj, zajmuję się tym do czego zostałem wychowany i to w tej chwili musi nam wystarczyć, Kwiatuszku. Nie mogę obiecać Ci, że kiedykolwiek to się zmieni, czy będziesz mogła zobaczyć rodzinę. Jednak naprawdę liczę, że może kiedyś przyjdzie taki dzień, że dane Ci będzie się z nimi spotkać - och cholera!
- Naprawdę tak myślisz? - patrzę na niego z nadzieją. Byłoby cudownie!
- Naprawdę wiem, jak bardzo ich kochasz i tęsknisz za nimi. Ja niestety nie znam tego uczucia.
- Kim jest ta śliczna dziewczyna ze zdjęć? Obejmuje Ciebie, Drew i śmiejecie się wszyscy razem - nie wiem dlaczego o to pytam. Może dlatego, że kompletnie nic o nim nie wiem?
- To moja siostra. Ma na imię Jazzy, ma dziewiętnaście lat i bóg jeden wie, gdzie się teraz znajduje.
- Co masz przez to na myśli? - marszczę czoło, bo nieco mnie tym zaskoczył.
- Mama ją zabrała, nie chciała dla niej takiego życia i absolutnie nie zgodziła się aby ojciec i ją zmienił w potwora, tak jak mnie. Uciekła z nią pewnej nocy i ślad po nich zaginął, ojciec przeszukał chyba pół świata, ale to na nic. Nie znalazł ich, a minęło dobre pięć lat.
- Aż tyle jej nie widziałeś? - o rany! Nie wyobrażam sobie tego, jak musiało być mu z tym ciężko.
- Tak, aż tyle. W naszej rodzinie z dziewczynami jest nieco inaczej. Nie trenuje się ich od małego, tylko dopiero od piętnastego roku życia. Kiedy Jazzy zbliżała się do tego wieku, ojciec od razu oświadczył mamie, co się stanie kiedy skończy piętnaście lat. Jednak mama nie chciała się na to zgodzić. Jazzy była chorowita, drobna i nie poradziłaby sobie za cholerę. Może to dziwne, ale popierałem ją. Nie chciałem żeby moja siostra podzieliła mój los, była na to zdecydowanie za dobra. Mam nadzieję, że z nimi wszystko w porządku i są bezpieczne.
- A co z Twoją mamą? - pytam cicho.
- O co dokładnie pytasz? - patrzy na mnie z czułością i głaszcze po głowie.
- No ogólnie, jakie miałeś z nią relacje? Byliście ze sobą związani?
- Oczywiście. Kochała całą naszą trójkę, ale nienawidziła ojca za to, do czego nas przygotowywał, chociaż doskonale wiedziała czym zajmuje się tata. Nigdy się z tym nie pogodziła, ale mimo wszystko wspierała nas i pomagała nam jak tylko mogła. Niestety ojciec dawkował nam spotkania. To nie tak, że była z nami cały czas. Ojciec twierdził, że zmiękczyłaby nas swoją dobrocią, miłością a doskonale wiemy, czego oczekiwał od nas tata. Spotykałem ją tylko raz w tygodniu, ale były to cudowne chwile i kiedy o tym myślę, tęsknię za nią jak i za Jazzy. Nie pozwalam sobie często na to uczucie, ale liczę, że jeszcze kiedyś je spotkam - zaciskam usta, bo chce mi się płakać. Jego życie naprawdę było, jest solidnie popieprzone. Jak własny ojciec może aż tak wpływać na swoje dzieci? Robić z nich maszyny do zabijania? Przecież to jest chore podejście! - Nie myśl o tym, Ava - dotyka palcami mojego policzka, a ja wtulam się mocniej w jego ciepłą dłoń - Ważne jest tu i teraz, Ty. Nie wierzę, że się w Tobie zakochałem, to brzmi tak banalnie! Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny, a tu proszę. Mimo iż ojciec wpajał mi inne wartości, potrafiłem obdarzyć Cię uczuciem. Nie wiem jak to możliwe.
- Myślisz, że w ogóle mamy jakieś szanse na normalny związek?
- Nigdy nie będzie normalnie, Ava. Jesteś porwaną przeze mnie dziewczyną, nigdy pod względem bezpieczeństwa nie będę mógł Ci zaufać. Przykro mi Kochanie. Jednak wiesz co do Ciebie czuję, ochronię Cię przed każdym kto stanie mi na drodze, tego możesz być pewna. Przepraszam, że nie będziesz mogła żyć jak reszta Twoich znajomych, to po prostu nie jest możliwe.
- Wiem - mówię smutno i wzdycham - Jest wrzesień, chciałabym wrócić do szkoły.
- Do szkoły? - 
marszczy czoło, wpatruje się we mnie zaskoczony i chyba się tego nie spodziewał.
- Tak, to normalne, Justin - uśmiecham się delikatnie - Przed porwaniem chodziłam przecież do szkoły. Musiałam się uczyć, chciałam pójść na studia - od razu się smucę, miałam tyle planów.
- Skarbie - chyba sam nie wie, co ma mi odpowiedzieć. Myśli nad tym jak rozwiązać tą sytuację, ale przecież tutaj nie ma dobrego wyjścia - Możesz się uczyć w domu, co Ty na to?
- W domu? - o cholera, teraz to ja jestem zaskoczona.
- Tak, będzie do Ciebie przychodził nauczyciel i przerobi z Tobą cały materiał który normalnie robi się w szkole. Tylko to mogę dla Ciebie zrobić, jeśli chodzi o szkołę.
- Może być  - mimo wszystko to jakaś rozrywka, a ja mam dość nudy!
- No dobrze, jak wrócimy z wyspy to zaczniesz się uczyć, może tak być?
- Jasne - kurcze, naprawdę nie przywykłam do takiego Justina. Dobrego, czułego.
- Już późno, nie jesteś śpiąca? - pyta z troską i przejeżdża kciukiem po moich ustach.
- Trochę - odpowiadam i mocniej wtulam się w jego ciało.
Wyłącza lampkę, głaszcze mnie delikatnie po plecach, po włosach i bardzo mnie to uspokaja. Jest mi dobrze w jego ramionach, jestem spokojna, odprężona i wiele się dzisiaj o nim dowiedziałam. Wiem, że moje życie nie będzie normalne, przecież mnie porwał, jak niby miałabym żyć inaczej niż w zamknięciu? Justin mi nie ufa i nawet wcale mu się nie dziwię, gdybym była na jego miejscu też bym sobie nie ufała. Mogę sprowadzić na niego kłopoty. Wiem zbyt dużo, gdybym tylko dostała się w ręce policji byłoby po wszystkim. Dlatego nie może sobie pozwolić na roztargnienie i aby dać mi za dużo swobody. Nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać, ale jestem zmęczona aby o tym teraz myśleć.



23 komentarze:

  1. Omgggg ten rozdzial jest piekny. A Justin taki czuly ze normalnie awwwwwwww

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały *.* Boże uwielbiam to opowiadanie i nie chcę żeby się skończyło. Ave i Justin są tacy słodcy *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kooooooooooooocham !!! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :D czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny ♥
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  6. ♥♥♥
    czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu świetny jak zawsze czekam a nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle mega!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Tez sądzę, że ma talent! Podziwiam i uwielbiam ją za to <3

      Usuń
  10. Super rozdział czekam na następny :)

    Zapraszam do mnie :) http://jb-realy-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Błagam daj dzisiaj następny rozdział :* prooooooszę *-* :*

    OdpowiedzUsuń
  12. djcjdjckfiwncodkxjdnxifnakzlkcnfkeix WOW!!!!! Nie pomyślałam że Justin tak szybko się uspokoi i w ogóle sądziłam raczej że ją uderzy czy coś. A co do rozdziału całkiem super!!!!!! :D czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  13. boski, zawsze jakies fajne momenty sa w rodzialch kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham cie! Dawaj szybko rozdzial ;*

    OdpowiedzUsuń