Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 47.

W salonie panuje grobowa cisza. Nikt nie wypowiada nawet słowa i panuje napięta atmosfera.
- Nie możesz pozwalać na takie zachowanie, synu - Jeremy przerywa ciszę. Teraz rozumiem jego spojrzenie, kiwanie głową. Chciał, żeby Justin to zrobił pokazał mi moje miejsce.
- Wiem, tato. Możesz być pewny, że na pewno na to nie pozwolę. Chyba trzeba od nowa nauczyć ją dobrych manier, nieco za dużo sobie ostatnio pozwala! - jego słowa nie robią na mnie żadnego wrażenia. Cokolwiek zrobi zniosę to, ale gdy tylko będę miała możliwość odbiorę sobie życie. Dociera to do mnie boleśnie i czuję łzy pod powiekami. Nie zobaczę nigdy więcej mojej rodziny, ale tak trzeba! Muszę to zrobić, nie mogę tak żyć. To się nigdy nie skończy, nie będę wiodła spokojnego, normalnego, beztroskiego życia. Ta historia nie skończy się dobrze - Prawda, Kotku?
- Cieszę się, że jesteś twardy - och, czyżbym wyczuwała nutkę dumy w jego głosie? Patologia!
- Masz ochotę na powtórkę z plecami, Kochanie? - mówi cichutko i uśmiecha się szyderczo.
- Justin - tym razem odzywa się Drew, och. Przebudził się? Justin spogląda na niego wyczekująco - Obiecałeś, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Pamiętasz? - słyszę, jak bardzo podłamany jest jego głos.
- Pamiętam, ale sam widzisz co się stało z moją małą dziewczynką. Jest bardzo nieposłuszna, a po ostatnim razie kiedy dostała baty, była taka spokojna. Powtórka jej nie zaszkodzi.
- Nie możesz tego zrobić i doskonale o tym wiesz! Wyluzuj, ok?
- Drew - głos Jeremiego brzmi ostro. Wszystko kontroluje i doskonale wie co robi.
- Zrób to - mówię praktycznie szeptem i wszystkie spojrzenia kierują się na mnie. Moje serce bije w szaleńczym tempie, ale chcę tego. Może zapomni się i wreszcie mnie zabije?
- Co powiedziałaś? - pyta z niedowierzaniem, marszczy czoło i uchyla usta.
- Zrób to, zmasakruj mi plecy, Justin - nie wiem dlaczego to robię, jestem na skraju własnej rozpaczy i wiem, że więcej nie zniosę. Wolę umrzeć, niż cierpieć.
- Dlaczego tego chcesz, Kochanie? Przecież sama mówiłaś, jaki to potworny ból.

- Wiem, ale chcę umrzeć - mówię resztą sił i czuję łzy pod powiekami. Nie mam więcej siły i jedyne o czym marzę, to zasnąć i nie czuć więcej bólu. Dlaczego wciąż mnie rani? Lubi to?
- Co takiego? - szok maluje się na jego twarzy i chyba nie tego się spodziewał.
- Zabij mnie, Justin. Nie zniosę więcej. To jest ten moment, najwyższy na to czas. Nie uważasz, że wszystkie granice zostały przekroczone? - patrzę na niego i mówię bardzo cicho - Wciąż mnie ranisz, a obiecałeś, że zaopiekujesz się mną, zatroszczysz. To były puste słowa, a ja w nie uwierzyłam - przełykam ślinę i odganiam łzy - Chciałabym, abyś wiedział - biorę się w garść i chcę mu to powiedzieć. Tak na wszelki wypadek, gdybym nie miała już do tego okazji - Naprawdę się w Tobie zakochałam. Mimo tych wszystkich złych rzeczy, które mi zrobiłeś.
 Za plecy, gwałt, za każde uderzenie, szarpnięcie, słowo powinnam Cię nienawidzić każdą częścią mojego ciała, ale nie mogę - spuszczam głowę i próbuję wyłączyć mózg - Wiem, że nasza historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, takie rzeczy dzieją się tylko w filmach - uśmiecham się lekko i patrzę mu w oczy, są takie śliczne i smutne w tym momencie - Więc zrób to, po prostu sponiewieraj mnie tak, żebym nigdy więcej nie otworzyła oczu. Pozwól mi umrzeć - zaciskam usta, ale to na nic, bo łzy płyną po moich policzkach. Chcę tego, nie zniosę więcej, a on nie przestanie mnie nigdy ranić.
W salonie panuje cisza. Nikt nie wypowiada nawet słowa. Justin patrzy na mnie zszokowany, trzyma dłonie na moich ramionach i widzę ból w jego oczach. Czego się spodziewał? Że rzucę mu się w ramiona? Niech dotrze do niego to, co ze mną robi. Jeśli nie ma zamiaru przestać, niech mnie zabije.
- Boże, Ava! - Drew zrywa się na równe nogi, podchodzi i odciąga mnie od Justina. Wpatruje się w moje oczy, ale ja ledwo widzę. Łzy zamazują mi jego twarz - Spójrz na mnie - ociera moje policzki i bierze moją głowę w dłonie - Nie waż się tak mówisz, rozumiesz? - mówi surowo i zaciska szczękę - Żadna z tych rzeczy się nie stanie, nie dopuszczę do tego! Zbyt wiele przeszłaś i mam w dupie, co chce zrobić mój brat. Możesz mieć pewność, że mu na to nie pozwolę. Nigdy więcej, Ava! - boże! Moje serce tłucze się w piersi i wybucham płaczem - Nie bój się, maleńka - mówi czule i mocno mnie do siebie przytula. Głaszcze po plecach, po włosach i próbuje uspokoić. Tulę się do niego, wręcz wczepiam w jego ciało i mocno ściskam jego koszulkę. Otwieram oczy i widzę przed sobą Justina. Nie poruszył się nawet o milimetr i wciąż gapi się na mnie zszokowany. Dostrzegam przerażenie i strach w jego oczach - Już dobrze, wszystko będzie dobrze - Drew bierze mnie na ręce i opuszczamy salon. Kiedy tylko wchodzi do pokoju na górze, układa moje ciało na łóżku, okrywa kocem i wciąż tuli do siebie. Pociera moje plecy i uspokaja mnie ten ruch. Przestaję płakać, odprężam się i oddycham głęboko. Próbuje wyłączyć mózg i odrzucić od siebie dręczące mnie myśli - Nikt Cię nie skrzywdzi, obiecuję - szepcze cicho, wtulam głowę w zagłębienie jego szyi i mocno obejmuję go w pasie. Przysuwa się bliżej i nie można by wcisnąć między nas kartki papieru. Jednak jego obecność działa na mnie kojąco i zamykam oczy.

Budzę się nagle i gwałtownie otwieram oczy. Wszędzie jest ciemno, za oknem również. Jestem sama i nie ma już Drew obok mnie, spinam swoje ciało i zaczynam się lekko bać. Chociaż, czy powinnam to robić? Przecież przygotowuję swoje ciało, mózg na śmierć, dlaczego miałabym się teraz bać? Był na to odpowiedni czas przez ponad dwa i pół miesiąca, chcę odpocząć.
Wtulam się bardziej w poduszkę i okrywam szczelniej kołdrą, nie chcę wstawać i wychodzić z pokoju. Chce mi się strasznie pić, ale muszę dać radę, naprawdę nie mam ochoty ich oglądać. Justin znowu się na mnie wyżyje i będzie wściekał o byle co. Nie mogę uwierzyć w to, że jestem tak głupia i zakochałam się w nim. Jak do tego doszło? Jak to w ogóle możliwe? Przecież jestem mądrą dziewczyną, rozsądną jak na swój wiek, więc co się stało? Już totalnie mnie zamroczyło? Nie wiem, ale kiedy przywołuję te dobre spędzone z nim chwile, uśmiecham się delikatnie. Potrafi być czuły, dobry, troskliwy. Nie raz mi to pokazał, czy nie mogłoby być tak być zawsze? Niech pracuje, robi swoje, ale gdy wraca do domu nie może być po prostu wobec mnie fair? Jestem słabym człowiekiem, nie wiem ile jeszcze zniosę. Decyzja o odebraniu sobie życia, jest w tym momencie bardzo rozsądna, cóż innego mi pozostało? Nie chcę żeby mnie krzywdził, moje ciało ma dość i to jest chore co robi. Ale widocznie musi to lubić, skoro do tego wychował go jego własny ojciec. On nie umie kochać, na pewno nie obdarzył mnie żadnym uczuciem. To tylko i wyłącznie dziwny rodzaj przywiązania, kontroli nad moim życiem i władzy. Lubi to, ale z miłością nie ma to nic wspólnego. 

Myślę jak mogłabym ze sobą skończyć. Może uda mi się zdobyć pistolet? Mają ich tutaj pod dostatkiem, wystarczy tylko znaleźć i pociągnąć za spust. Teraz żałuję, że nie zrobiłam tego kiedy miałam okazję. Złamałam się i poddałam zamiast po prostu się zabić! Jestem tchórzem, bo już dawno powinnam to zrobić w zamian za to, wciąż pozwalam mu aby mnie krzywdził. Może ogrodzenie? Nie wiem czy będzie mnie w stanie zabić. Justin wspominał, że wyrządza tylko krzywdę, a nie zabija. Nie mogę ryzykować. To musi być raz, a porządnie. Bez cierpienia. 
- Ava - słyszę jego głos i czuję dłoń na policzku. Wzdrygam się, bo mnie zaskoczył - Leżę obok Ciebie od kilku minut. Odpłynęłaś - och, aż tyle? Jak mogłam go nie zauważyć?
- Przepraszam - mówię cichutko, ale nawet nie wiem za co go przepraszam.
- Nie bój się, Kwiatuszku. Nie zrobię Ci krzywdy - wiele razy ją zrobiłeś, teraz już nie robi mi to żadnej różnicy. Oczywiście nie wypowiadam tego na głos, z
amykam oczy i czuję, jak tuli mnie do swojego ciała. Obejmuje mnie w talii i przysuwa blisko siebie. Odgarnia włosy z mojej twarzy i wpatruje się w moje oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy zapalił małą lampkę przy łóżku - Kocham Cię, Skarbie - mówi cicho do mojego ucha, a ja muszę mocno zacisnąć usta, żeby się nie rozpłakać. Nie, nie kocha mnie. Nie wierzę w to, nie tak okazuje się miłość osobie na której nam zależy - Wierzysz mi? - pyta z dziwną nadzieją w głosie. Przytakuję jedynie głową, nie mam siły na więcej. Wiem, że od razu załamie mi się głos, kiedy wypowiem choć jedno słowo - Przyrzekam, że nie zrobię Ci więcej krzywdy. Wybacz mi Kochanie za ten policzek, nie chciałem tego! Nie chcę Cię ranić - to dla mnie za dużo i wybucham płaczem, trzęsę się cała i mocno ściskam w dłoni jego koszulkę. To takie popieprzone! - Nie! Nie płacz, Skarbie! Proszę - odsuwa mnie od siebie i bierze moją twarz w swoje dłonie, ociera łzy i kiwa głową - Błagam, nie lubię patrzeć kiedy płaczesz. No już, spokojnie - gładzi moje policzki i patrzy prosto w moje oczy - Jesteś bezpieczna, obiecuję Ci to - dlaczego mu nie wierzę? - Proszę, nie płacz, maleńka - przesuwa się na moje ciało, układa między moimi nogami i przygniata do materaca - Nie płacz, nie - powtarza to ciągle i widzę jakąś dziwną rozpacz w jego oczach. Nie wiem o co chodzi, ale nagle gwałtownie wpija się w moje usta, och! Zaskakuje mnie tym, ale od razu wślizguje język w moje usta, pociera nim zachłannie o mój i wkłada w to wszystkie swoje uczucia, jeśli w ogóle jakiekolwiek ma. Bierze moje dłonie, splata swoje palce z moimi i układa nad moją głową. Pociera się o mnie i doskonale czuję, jak bardzo jest podniecony - Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, Ava! - mówi między pocałunkami, ale ja nadal płaczę i nie rozumiem jego zachowania - Nie zostawiaj mnie, nigdy. Liczysz się tylko ty, Kochanie - boże! Dlaczego mi to mówi? Schodzi na szyję i delikatnie ją zasysa, gryzie i dmucha. Wysyła tym przyjemne dreszcze do mojego ciała, przechylam głowę w prawą stronę żeby miał lepszy dostęp. Nawet nie wiem dlaczego tego nie przerywam, ale chcę tego! Potrzebuję go, poczuć odrobinę bezpieczeństwa, uczucia, jego dłoni na moim ciele - Jesteś moja, maleńka. Tylko moja - zwiększa swoje ruchy i czuję, jak rośnie we mnie podniecenie. Odchyla się i jednym ruchem ściąga ze mnie koszulkę, odpina stanik i bierze moje piersi w swoje dłonie. Masuje je delikatnie, z uczuciem i kiedy na niego spoglądam, ma cudownie uchylone usta i podniecenie widać na jego twarzy. Przygryza sutek i z moich ust natychmiast ucieka przeciągły jęk, boże! Czuję to w całym ciele i na dole. Wiem, że się niecierpliwi, szybko odpina guzik od moich jeansów i zsuwa je z bielizną. Patrzy prosto na moją kobiecość i ściąga z siebie spodnie razem z bokserkami. Układa się na moim ciele i czuję jego ciepłą skórę na mojej, obejmuję go za plecy i składam delikatny pocałunek na jego ramieniu. Odchyla głowę, patrzy w moje zapłakane oczy i marszczy czoło, jakby był zaskoczony moim gestem - Jesteś wszystkim co mam, Kochanie - mówi surowo i wślizguje się we mnie, och! Zamykam oczy, otwieram usta, a mój oddech przyśpiesza. Obejmuję nogami jego biodra i czuję, jak delikatnie przyśpiesza - Och, Skarbie. Jesteś cudowna, najlepsza, najseksowniejsza. Chcę tylko Ciebie, najbardziej na świecie! - rany! Nie rozumiem jego słów, o co chodzi? Dlaczego mi to wszystko mówi? Przecież mnie krzywdzi! Jak może mnie kochać, chcieć? - Zawsze będziemy razem, nie oddam Cię nikomu! - przyśpiesza znowu i wykonuje głębokie pchnięcia, cholera! Jest dobry i wie co zrobić, aby uderzyć w każdy nerw mojego ciała. Zaczynam jęczeć, bo przyjemność cudownie rozlewa się po moim ciele. Wyginam się na tyle, na ile tylko mogę i czuję, jak przejeżdża dłonią po moim ciele. Zaczyna od ramienia, a kończy na udzie które mocno ściska i przygryza płatek mojego ucha. Słyszę jak sam zaczyna ciężko, głęboko oddychać i urywane jęki uciekają z jego ust. Och, tak! Działa to na mnie i wiem, że wiele mi już nie brakuje. Skupiam całą uwagę na tym, jak mnie rozciąga, ociera się o moje ścianki, czuję jego ciepłą skórę na swojej i jak szybko bije moje serce. Nie rozumiem naszej relacji, co tak naprawdę się miedzy nami dzieje? Dlaczego mnie krzywdzi, a potem jak gdyby nigdy nic, kocha się ze mną i wyznaje mi miłość? Nie mogę rozszyfrować jego zachowania. Jest tak cholernie zmienny i gubię się w tym wszystkim - Otwórz oczy, Kotku. Chcę Cię widzieć - mówi to głosem przepełnionym pożądaniem i moje podniecenie zaczyna boleć! Potrzebuję spełnienia, inaczej zwariuję! Ale on doskonale o tym wie, uśmiecha się delikatnie i kiedy dobija naprawdę głęboko, dochodzę i wbijam palce w jego ramiona. Odchylam głowę w tył i po prostu oddaję się temu cudownemu uczuciu, które właśnie zalewa całe moje ciało - Chryste, Skarbie. Tak bardzo Cię kocham! - kiedy tylko kończy mówić, czuję jak przechodzi przez niego dreszcz orgazmu i mocno spina swoje ciało. Oddycha ciężko i mocno trzyma mnie w swoich ramionach.

Układa głowę na moich piersiach i wtula się w moje ciało. Oddycha szybko i dochodzi do siebie po orgazmie. Przeczesuję delikatnie jego włosy, ale żadne z nas nic nie mówi. Przykrywa nasze ciała kołdrą i robi się przyjemnie ciepło. Tak jest dobrze, normalnie, spokojnie i nie boję się teraz. Czuję jego ciało na swoim i wiem, że teraz jest ten Justin w którym się zakochałam. Dobry, czuły, troskliwy i może nawet faktycznie mnie kocha? Chciałabym, żeby został taki na zawsze.

Budzę się i czuję, jak coś mnie przygniata. Otwieram oczy i dostrzegam Justina. Dotykam jego włosów i porusza się nagle, przeciąga leniwie, mruczy coś pod nosem, ale mocniej wtula głowę w moje piersi i śpi dalej, och. Zasnęliśmy w takiej pozycji? Uśmiecham się pod nosem i układam dłonie na jego plecach, są ciepłe i delikatnie przejeżdżam palcami z góry na dół. Nie wiem o co chodziło ostatniej nocy. Dlaczego przyszedł do mnie, mówił tyle słodkich słów i kochaliśmy się? Co się stało? Naprawdę zmiany w jego zachowaniu są zdumiewające i nie wiem jaki jest w danej chwili. 

Moje rozmyślenia przerywa ciche pukanie do drzwi. Widzę Jacoba, który podchodzi do łóżka. 
- Jeszcze śpi? - prycha rozbawiony i przewraca oczami.
- Yhym, która godzina? - pytam, bo nawet nie wiem, ale jest już jasno za oknem.
- Dochodzi dziesiąta! Budź tego królewicza, mamy dzisiaj do załatwienia jedną sprawę - mruga do mnie wesoło, ale po chwili pochmurnieje - Jak się czujesz?
- Chyba w porządku, tak mi się przynajmniej wydaje - uśmiecham się delikatnie, nie chcę żeby się tym martwił - Czy wczoraj, stało się coś? - pytam, bo nieco zaskoczyło mnie zachowanie Justina.
- Właściwie tak - drapie się nerwowo w kark i mówi bardzo cicho - Justin pokłócił się z ojcem o Ciebie - robi dziwną minę, krzywi się jakby coś go bolało - Justin miał tego dość i powiedział ojcu, że się w Tobie zakochał - o.mój.boże! - Pierwszy raz widziałem coś takiego. Justin zawsze był posłuszny i bez mrugnięcia okiem wykonywał polecenia swojego ojca. Jeremy był w szoku i nie spodziewał się czegoś takiego. Solidnie się posprzeczali - o rany! Naprawdę Justin to zrobił? Pokłócił się z własnym ojcem o mnie? - Cieszę się, że Justin to zrobił. Jeremy grubo przesadzał, wywierał na Justinie ogromną presję, tłamsił go i chłopak się pogubił. Dlatego raz był dobry, a raz wkurwiony. Z jednej strony byłaś Ty, z drugiej ojciec który chciał nim rządzić - dopiero teraz zaczynam rozumieć zmienne zachowanie Justina - Wczoraj - ucina i wzdycha ciężko - Spojrzenie Jeremiego mówiło wszystko. Justin uderzył Cię, bo właśnie tego wymagał od niego ojciec. Złamał go tym, ale patrząc na was teraz, chyba Cię już za to przeprosił - uśmiecha się chytrze, a ja przewracam oczami - Najwyższy czas, Ava. Nie powinnaś więcej cierpieć. To wszystko naprawdę zaszło zdecydowanie za daleko. Mimo tego, że jesteśmy ludźmi z mafii nie zasługujesz na to, co Cię spotkało. Skoro Justin Cię kocha, powinien się wreszcie ogarnąć i zacząć Cię traktować tak, jak na to zasługujesz - o kurwa! Jestem zaskoczona jego słowami i muszę zacisnąć usta, aby powstrzymać napływające do oczu łzy. To naprawdę wiele dla mnie znaczy - Obudź go za chwilę, ok? - cmoka w powietrzu i wychodzi.

Zostaję sama z moimi myślami, naprawdę Justin to zrobił? Pokłócił się z ojcem? Przecież to szef mafii do cholery! Jednak jeśli to zrobił i powiedział ojcu, że mnie kocha, z pewnością nie posunąłby się do tego, gdyby nic do mnie nie czuł, prawda? Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Nie wierzyłam mu, kiedy mówił o swojej miłości, nie oszukujmy się, to nie jest zwykły chłopak, który może się ot tak zakochać. Jednak stało się i jestem tym bardzo zaskoczona. Można kogoś kochać i robić mu krzywdę? Może to jakiś nowy rodzaj miłości?
Czuję, jak Justin zaczyna się ruszać, przeciągać i ziewać. Otwiera oczy, prostuje ręce i podnosi głowę. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, wpatruje się we mnie bacznie. Podpiera łokcie po bokach mojej głowy i składa na moich ustach czuły pocałunek. Nie poznaję go. Pociera swoim nosem o mój i teraz już uśmiecham się szeroko, bo ten gest jest strasznie słodki.- Dzień dobry, Skarbie - mówi cichutko, ma grypkę i cudownie niski głos. 
- Cześć - odpowiadam szeptem i muskam jego usta swoimi. Uśmiecha się przez pocałunek.
- Jak Ci się spało? - pyta słodko i aż marszczę czoło, ktoś go podmienił?
- Dobrze, a Tobie? - dotykam dłonią jego policzka i bardziej wtula się w moją dłoń.
- Cudownie, bo z Tobą - mruga zadziornie i uśmiecha się cudownie. Jednak po chwili uśmiech znika z jego twarzy, jakby przypomniał sobie coś przykrego - Przepraszam za wczoraj, Kotku - przykłada swoje czoło do mojego i wzdycha ciężko - To nie powinno mieć miejsca, ale zapewniam Cię, że to się nigdy nie powtórzy. Wyjedziemy stąd, porwę Cię w jakieś cudowne miejsce. Co Ty na to? 

- A dokąd? - przejeżdżam kciukiem po jego brwi i patrzę na niego z czułością. 
- Dokąd tylko zechcesz! Powiedz miejsce, a będziesz tam za parę dni - wow!
- Hmm, może gdzieś, gdzie woda jest cudownie niebieska i przejrzysta?

- Woda? - uśmiecha się i cmoka mnie w czoło - Mówisz masz, Skarbie. Dopnę wszystko na ostatni guzik i zabiorę Cię - myśli chwilę, jakby kalkulował które miejsce spełni moje wymagania - Na wyspę, na Bali - och! - Zakochasz się w tym miejscu, Skarbie. Odpoczniesz i zrelaksujemy się.
- Brzmi naprawdę super - przeczesuję jego włosy i nie mogę nadziwić się, że jest taki uroczy.

- Justin!! - słyszmy nagle wrzask i doskonale wiem kto to, och!
- Cholera, zapomniałam! - Justin wpatruje się we mnie i marszczy czoło - Jacob kazał Cię obudzić, macie coś do zrobienia i nie wiele czasu do wyjścia - przepraszam go spojrzeniem.
- Nic się nie stało, Kotku. Jestem sam dla siebie szefem, więc mogą mnie cmoknąć - prycha rozbawiony - Niestety, chociaż nie mam na to najmniejszej ochoty, muszę Cię zostawić na trochę. Ale postaram się wrócić do Ciebie jak najszybciej, dobrze? - patrzy na mnie z czułością.

- Dobrze - odpowiadam cichutko, podnoszę głowę i całuję go w usta.
- Kocham Cię, Kruszynko. Najmocniej na świecie! Wierzysz mi? - patrzy na mnie wyczekująco. Potrzebuje zapewnień, czy wierzę w jego miłość? Wygląda tak, jakby się bał mojego odrzucenia.
- Wierzę, Justin. Ja Ciebie też bardzo kocham - mówię cicho i głaszczę kciukiem jego policzek. Ale taka jest prawda, czy tego chcę, czy nie. Pokochałam go mimo, iż tak bardzo mnie skrzywdził.
- To jest dla mnie najważniejsze, Ava. Nigdy nie wątp w moją miłość, Skarbie. Jesteś całym moim światem - o boże! Chce mi się płakać na jego słowa - A teraz niestety muszę uciekać - cmoka mnie w nos i wyskakuje z łóżka. Obserwuję go jak zakłada na siebie jeansy, czarną koszulkę i białe adidasy. Przeczesuje włosy i szybko nakłada na nie trochę żelu. Uwielbiam go w takim wydaniu! Wygląda uroczo, ale zarazem groźnie dzięki tym tatuażom, które pokrywają jego ramiona. Odwraca się, podchodzi i jeszcze raz namiętnie mnie całuje - Do później, Kochanie. Bądź grzeczna.
Prycham na jego słowa i kręcę głową. Wychodzi z pokoju, a ja leniwie się przeciągam.  Nie wierzę w to, jak skończył się wczorajszy dzień, a zaczął dzisiejszy.








***********************************************************
U la la... ależ jesteście niecierpliwe :P
Dobrze... jednak nie mam serca być suką, skoro tak ładnie prosicie i pod ostatnim rozdziałem było AŻ tyle komentarzy! WOW! :D

Tak więc macie nowy rozdział... jak wrażenia?
Chyba tego się nie spodziewałyście, co? Hihi i dobrze, o to chodziło :)
Jednak sporo hejtów pojawiło się na Justina... mam nadzieję, że już się zrehabilitował hihi :D
Pamiętajcie... Justin kocha Avę, tylko uczy się, jak ma jej to pokazać :)

KOCHAM WAS ogromnie mocno! 

Kasia.





45 komentarzy:

  1. KOCHAM CIĘ! !!!!!!!!!! SEŁNIŁAŚ MNIE!!!! NAJLEPSZA JESTEŚ NO!

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wrażenia są mega! !! Ty jesteś mega!! To opowiadanie jest mega!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szacun Justin! W końcu postawił się ojcu. XD
    Czekam na dalsze!
    xo

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaa wiedziałam ze to przez Jeremiego, mam nadzieje ze nie wpadnie na jakiś głupi pomysl żeby cos jej zrobić. A Justin jest taki wspaniały, kocham go normalnie Ciebie zreszta tez :D

    OdpowiedzUsuń
  6. my też cię kochamy !!!
    rozdział świetny
    nie spodziewałam się że tak zakończy się ich dzień myślałam już że ona serio się zabije...
    omgg wiem że jesteśmy niecierpliwe ale prosze zrozum nas.. my kochamy czytać to jak piszesz to opowiadanie... i proszeee dodawaj codziennie.
    wiesz dlaczego chcemy często rozdziały ? cóż są 3 powody
    1. KOCHAMY TO JAK PISZESZ
    2. JESTEŚMY UZALEŻNIONE OD TEGO JAK PISZESZ
    3. ZAWSZE KOŃCZYSZ ROZDZIAŁY JAK ZAPOWIADA SIĘ JESZCZE CIEKAWIEJ (hehe co jest dobre tylko trudno doczekać do następnego rozdziału)

    OdpowiedzUsuń
  7. Suuuuuuuuuuuuper! Czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja cie kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  9. Suuuuuuuper czekam na następny ∆∆∆

    OdpowiedzUsuń
  10. O omg ! Prawie się popłakałam jak czytałam wyznanie Ave :,(
    I w końcu coś dotarło do niego !! Ou jee; * czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  11. dziwie sie jej, na serio. wskoczył jej do łóżka i już mu wybaczyła. a on za tydzień zrobi to samo, znów ją skrzywdzi... i tak w kółko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały ♥ Nareszcie Justin się ogarną i jest taki kochany *.* Mam nadzieję,że jego ojciec niczego nie odwali i nie porwie na przykład Ave lub jej nie pobije.

    OdpowiedzUsuń
  13. nie umie sie doczekac nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  14. No wiec zaskoczona jestem na maxxxxa !! Ciesze sie ze byla akcja z Drew :* dobrze ze Juss sie poprawil :) bardzo mi sie podoba ^^ czekam na next blagam blagam szubciutko :) nie jestes suką kochana :* never xx nawet jak co tydzien bd dodawac tylko dokoncz :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ooooo meeeegaaaa <33333 Kocham tooooo <333

    OdpowiedzUsuń
  16. jezu jak placze przez ten rozdzial, ciekwe co bedzie w nastepnym, caluski ;**

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow Justin się ogarnął <333 Świetny rozdział ;>>>

    OdpowiedzUsuń
  18. Oooooo Justin ;>>> Świetnyyy ten rozdział jest ;)) Ava mu wybaczyła... awwwwwwwwwwww... <333 Nie mogę się już doczekać nn:*

    OdpowiedzUsuń
  19. Jesteś wspaniała maluchu !

    OdpowiedzUsuń
  20. Bize zarąbisty. Nie spodziewaam się tego myslalam ze ona się zabije czy cis kolo tego ale mila zmiana czekam na nn :* Kocham twoje blogi <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Drew mógł szczerze mówiąc szybciej zareagować :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Płakałam xD razem z Ava xd rozdział super <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Więc tak....
    rozdział świetny
    piszesz cudnie :)
    nie mogę doczekać się następnego
    ps. nie wiem co będzie dalej w opowiadaniu ale coś się domyślam, że ojciec justina tak szybko nie odpuści .. zgadłam ? :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Aaaa Justin w końcu był tak BARDZO KOCHANY <3 <3 <3 W końcu Ava poczuła sie bezpiecznie :-) Super rozdział słonko !!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Jej! Cudo! Jak Ava mowila o tym ze chce umrzec to prawie sie poplakalam :ooCzekam na nn <3 :**

    OdpowiedzUsuń
  26. lol kocham Justina! Ale Drew jest też fajny. Czekam na nn <3
    Mam nadzieję, że jutro dodasz.
    Kocham :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak zawsze swietny ;*
    czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  28. JEZU HESIFDVB *.* JUSTIN TAKI MRRRR XD

    OdpowiedzUsuń
  29. Chciałabym zobaczyć Justina za kilka lat z dziećmi :D rozdział świetny :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Awww cudowny !!! Justin w końcu taki słodki <3 Mam złe przeczucia co do taty Justina :-/

    OdpowiedzUsuń
  31. Nareszcie Justin zaczyna sie ogarniac :d czuuje ze bedzie ciekawie ! :*

    OdpowiedzUsuń
  32. boże kochana, jak ty to robisz ze piszesz takie swietne rozdzialy co ?! nawet nie wiesz jak bardzo jestes kochanaa dodajac codziennie love u <3 :*
    nie moge doczekac sie nn prosze dodaj jak najszybciej bo piszesz tak super za ze az grzech dodawac je pozniej. pozdrawiam i do nn :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Justin jest teraz taki asdffghhjklllmnnvcdygbn
    Mam przeczucie, ze jego ojciec jeszcze tutaj namiesza
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. no po prostu chciałam płakać. Ale musiałam się powstrzymać(makijaż) ;P
    chyba nie muszę mówić że piszesz świetne opowiadania prawda?? :D PS. KOCHAM !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. Super ugh jestes taka jddjhxcifjdbv

    OdpowiedzUsuń
  36. Czytam pierwsze zdania i myśle "O kurwa on ją zabije, biedna Ava" a tu prosze ;d Niespodzianka, Justin ze złego chuja przemienił się w czułego i kochającego chłopaka, jestem tylko ciekawa na jak długo nim pozostanie ;))
    Czekam na nexta! ;*

    OdpowiedzUsuń
  37. kocham to opowiadanie, czytalam ten rozdział 3 razy i dał mi duzo do myslenia dziekuje :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny zapraszamy tez na tego bloga jest o Justin'ie polecam http://trigger-fanfiction.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  39. ja tam bym wolała aby Ava była z Drew ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurwa fakt, że jestem Balieber, ale Justinowi odjebało i to pożądanie. Dobrze, że był tam Drew i uspokoił Evę. Wzruszyłam się na jego slowa ,, Zbyt wiele przeszłaś i mam w dupie, co chce zrobić mój brat. Możesz mieć pewność, że mu na to nie pozwolę. Nigdy więcej, Ava!". Kocham, kocham i jeszcze raz Kocham ciebie i to opowiadanie. Jest cudowne😘

      Usuń