Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 29 października 2014

Rozdział 42.

Mija miesiąc od tamtego wydarzenia i ponad dwa i pół miesiąca od mojego porwania. Powoli, małymi krokami doszłam do siebie. Staram się nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Wiele mnie to kosztuje.
Kilka razy odwiedziła mnie także Marie, psycholog. Nie wiem dlaczego, ale rozmowy z nią naprawdę bardzo mi pomogły. Dostawałam od niej słowa otuchy i ogromne wsparcie. Czasami nawet czułam się, jakbym rozmawiała z moją mamą. Marie była bardzo miła, przyjacielska i nie raz płakałam w jej ramię. Zawsze mocno mnie do siebie tuliła i po prostu była, kiedy tego potrzebowałam.
Zażywałam również małe, różowe tabelki które przepisała mi Lisa. Nie wiem nawet co to było, bo nie miałam ulotki aby poczytać. Jednak łykałam je codziennie i tak myślę, że te tabletki musiały jakoś wpływać na moje samopoczucie i nastrój. Prawie w ogóle nie płakałam, nie dopadło mnie załamanie, przybicie. Czułam się dobrze i nic mnie nie bolało.
Wyłapałam także zmianę w zachowaniu Justina. Był przy mnie przez pierwsze dwa tygodnie, potem wrócił do swoich obowiązków. Jednak to był dobry czas dla nas. Starał się bardziej niż zwykle, opiekował się mną, przytulał i naprawdę czułam się dobrze. Oczywiście nigdy nie wybaczę jemu, jak i sobie tego co stało się z naszym dzieckiem, to po prostu siedzi w głowie i nie ma szans, aby o tym ot tak zapomnieć. Jednak od tamtej pory, ani raz nie poruszyliśmy tego tematu.
Justin oczywiście zabezpieczył się i nie dopuści, aby taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła. Lisa od razu przepisała mi tabletki antykoncepcyjne i biorę je codziennie. Dzięki temu, Justin niczym nie musiał się martwić i widziałam ulgę na jego twarzy.

- Chcesz coś do picia, mała? - pyta mnie Drew i kiedy na niego spoglądam, uśmiecha się delikatnie.
- Tak, jest jeszcze sok pomarańczowy? - wystawiam nogi i opieram je o brzeg kanapy.
- Jasne! Wczoraj zrobiłem mały zapas, jesteś od niego uzależniona! - kiwa głową i wychodzi do kuchni. Uśmiecham się pod nosem, ale chyba faktycznie tak jest - Proszę.
- Dzięki, jesteś kochany - mrugam do niego i upijam łyk pysznego, zimnego soku.
Nagle dzwoni dzwonek do drzwi i marszczę czoło, raczej nikt nas nie odwiedza i przeważnie jestem tylko w towarzystwie któregoś z chłopców dopóki nie wracają z "pracy" i jesteśmy wtedy w komplecie.
Tak, mieszkam z czterema chłopakami, ale teraz nie robi to na mnie wrażenia. Trochę ich już poznałam i wiem, że są wobec mnie w porządku. Fajnie, że mamy ze sobą dobry kontakt.
- Otworzę, to pewnie fachowcy - zastanawiam się o co chodzi, ale idę razem z Drew. Chłopak uchyla drzwi i faktycznie przed nami stoi trzech mężczyzn w roboczych ubraniach - Dzień dobry - witają się, jakby doskonale się znali i wychodzą przed dom. Ja stoję w drzwiach, opieram się o futrynę i bacznie ich obserwuję. Dzisiaj jest piękna pogoda, świeci słońce, jest bardzo przyjemnie i ciepło. Tak sobie myślę, może Drew mógłby zabrać mnie na spacer? Jedyne miejsce gdzie mogę wyjść to ogród, który jest ogromny, ale to ciągle to samo miejsce - Ava? Wszystko w porządku?
- Tak - odpowiadam niepewnie i uśmiecham się do niego - Myślisz, że moglibyśmy pójść na spacer?
- Na spacer? - widzę zaskoczenie na jego twarzy. Chyba tego się nie spodziewał - Dokąd?
- Nie wiem, nie musimy iść daleko, możemy po prostu przejść się kawałek drogą? Albo pochodzić po lesie? Cokolwiek, siedzę ciągle w domu, Drew. Mam dość! - mówię naburmusza.
- Nie wiem czy Justin będzie zadowolony z tego pomysłu - no tak! Pan i władca!
- Przecież nie musi o tym wiedzieć. To tylko spacer, Drew! Patrz - pokazuję mu nadgarstek gdzie mam nową, wypasioną, jeszcze lepszą od poprzedniej bransoletkę. Mruga na niej malutkie, zielone światełko i doskonale wiem, że Justin nawet gdy nie ma go w domu, wie gdzie jestem - Nic złego się nie stanie. Jestem pod ciągłą obserwacją, nie zapominaj o tym.
- Zadzwonię do niego i zapytam, dobrze? - jezu! Jest dzisiaj taki marudny!
- Nie rób tego. Wiesz przecież, że się na to nie zgodzi. Potrzebuję powietrza, przejść się. Proszę?
- Dobra! Ale bez żadnych numerów, Ava. Rozumiesz mnie? - auć, ależ jest poważny.
- Rozumiem. Nie musisz być taki spięty, to tylko spacer - uśmiecham się do niego promiennie, staję na palcach i przytulam się do jego ciała. Od razu obejmuje mnie w pasie i pociera moje plecy.
- Jesteś nieznośna, wiesz? - burczy pod nosem. Jednak ja tylko czochram mu włosy i teraz już przewraca oczami, podchodzi do komody i wyciąga klucze od domu. Zamyka na zamek i bierze mnie za rękę, och. Podchodzimy pod bramkę gdzie stoi jeden z fachowców - Ja na chwilę muszę wyjść, ale róbcie swoje, dobrze? Nie powinno to zająć dużo czasu, gdyby coś to dzwoń.
- Jasne, Drew. O nic się nie martw. Myślę, że zejdzie nam tu trochę, chociaż zadzwoniłem już po ekipę i w szesnaście osób pójdzie nam sprawniej - mruga okiem i zastanawiam się o co chodzi.

Chłopak zabiera mnie na dróżkę, która prowadzi do miasta, jednak ciągnie się w nieskończoność i kiedy pytam go, ile dzieli nas od miasta odpowiada, że dobre dwadzieścia pięć kilometrów, rany! Jakim cudem chciałam tam dojść na własnych nogach? Jestem tym nieco zaskoczona i to był najgłupszy pomysł na jaki mogłam wpaść, zaszkodziłam sobie tym bardzo i straciłam coś cennego. Jednak odganiam od siebie te przykre myśli, chcę cieszyć się tym spacerem, bo doskonale wiem, że taka chwila nie nadejdzie zbyt szybko. Uśmiecham się do Drew, który trzyma mnie za rękę i dziękuję mu, że zgodził się mnie zabrać na chwilę z tego domu, naprawdę bardzo tego potrzebowałam.

- Lepiej Ci? Zadowolona - pyta mnie, kiedy powoli dochodzimy pod dom.
- No pewnie! Nawet nie wiesz, jak fajnie było gdzieś wyjść. Dziękuję, jesteś kochany.
- Cieszę się, ale zostanie to naszą małą tajemnicą, dobrze? Oboje wiemy, że mój wybuchowy braciszek zrobiłby z tego aferę na pół miasta - przewraca oczami i wzdycha.
- Żeby tylko na pół - wystawiam mu język i uśmiecham się szeroko - Drew
 - zaczynam nieśmiało, kiedy widzę ilu robotników teraz pracuje wokół domu. Co to za armia? - Co oni robią? 
- Och, to tylko nowe ogrodzenie - odpowiada swobodnie, ale coś mi tu nie pasuje.
- Ale po co nowe ogrodzenie? Przecież poprzednie było chyba w porządku?
- Było, ale Justin zażyczył sobie nowe i co poradzisz? Wiesz, jakie on ma czasami pomysły.
- Nie mówisz mi wszystkiego, prawda? - naprawdę chciałabym wiedzieć co się tu wyprawia.
- Mówię, Ava. Nowe ogrodzenie, co więcej mogę dodać? - doskonale wiem, że Justin nie zmieniłby dobrego ogrodzenia na ot zwykłe nowe, ładniejsze. Na pewno ma w tym jakiś interes.
- Może to, że z pewnością nie jest to zwykłe ogrodzenie? - unoszę brew i zakładam ręce na piersiach.
- O czym Ty mówisz? - patrzy na mnie i marszczy czoło, jakby był zaskoczony.
- Och serio myślisz, że Twój brat ot tak, robił by sobie tyle trudu i wymieniał dobre ogrodzenie?
- To dla niego pestka, Ava. Może sobie kurwa sprowadzić tutaj odrzutowiec w trzy minuty, jeśli tylko będzie miał taki kaprys. Myślisz, że to ogrodzenie to coś wielkiego? - o, cholera!
- Nie wiem, Drew, ale wiem, że nie mówisz mi wszystkiego i nie wiem dlaczego.
- Bo nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć, mała. Wiem tylko tyle, tak?
O nic więcej nie pytam, podchodzimy pod dom i Drew otwiera przede mną bramkę. Od razu podchodzi do nas ten sam facet z którym rozmawiał, kiedy wychodziliśmy. Nie było nas dobre dwie godziny, a ogrodzenie prawie jest gotowe! Jakim cudem? Parzcież to ogromna przestrzeń!
- Prawie wszystko gotowe - uśmiecha się do chłopaka - Jeszcze tylko podłączymy prąd i chyba to wszystko z naszej strony - zerka w papiery, a ja otwieram usta w szoku.
- Prąd?! - gwałtownie przekręcam głowę w stronę Drew, naprawdę mi o tym nie wspomniał? To jakiś żart?! - Serio?! To jest według Ciebie, to zwykłe ogrodzenie?! - jestem wściekła!
Kiwam głową, biorę klucze od chłopaka, mijam ich i po prostu wchodzę do domu. Ja pierdole! Co odwaliło Justinowi, aby robić ogrodzenie podłączone pod prąd? Opieram dłonie na komodzie, kiedy tylko przekraczam próg pokoju. Czyż to nie oczywiste dlaczego to zrobił? Żebym nie uciekła! Zrzucam z komody wazon z kwiatami, które zerwałam w ogrodzie. Szkło lata po całym pokoju, woda rozbryzguje się na wszystkie strony, a ja czuję jak moje ciało przejmuje gniew. Jak mógł to zrobić?! Naprawdę myśli, że ucieknę? Po tym wszystkim co mnie spotkało nie mam już nawet siły, aby walczyć o powrót do domu. Doskonale wiem, że to niemożliwe mimo, iż nie ma już Marlona. Wiele razy przez ten miesiąc powtarzał mi, że nikomu mnie nigdy nie odda, jestem jego i zależy mu na mnie. Właśnie widzę, jak bardzo! Chce mnie tutaj zamknąć, oddzielić od świata! Nagle do pokoju wpada Drew.
- Ava! Co się stało do cholery?! - podnosi głos i skanuje pokój. Ja jednak milczę, siadam na podłodze i chowam głowę w kolana. Dociera do mnie, że jestem więźniem w tym domu! A myślałam, że Justin chociaż trochę mi ufa, jestem taka głupia! Oczywiste jest to, że nigdy nie obdarzy mnie zaufaniem, przecież nie raz próbowałam od niego uciec, ale czy to takie dziwne? Chcę wrócić do swojego dawnego życia, dlaczego nie chce mi na to pozwolić? Przecież jestem w nim zakochana do cholery! Równie dobrze moglibyśmy się spotykać, a ja mogłabym wieść normalne życie, które tak brutalnie mi odebrał! Prycham, naprawdę o tym pomyślałam? Nigdy do tego nie dopuści, a tym ogrodzeniem dał mi do zrozumienia, że jestem jego własnością! Mimo tego wszystkiego co przez niego przeszłam, może w każdej chwili zrobić ze mną co tylko zechce - Ava? - Drew szturcha mnie lekko w ramię.
- Co? - mówię ze złością, ale nie mam ochoty na jakąkolwiek rozmowę.
- Co się stało? - pyta cichutko, siada obok i przytula mnie do siebie.
- Nic, oprócz tego, że ogrodzenie jest pod jebanym prądem! Czy wyście do reszty poszaleli?!
- Nie mam z tym nic wspólnego, to pomysł Justina i moje zdanie tutaj nie ma nic do rzeczy, doskonale o tym wiesz. Jest uparty i jak coś sobie postanowi, to nie ma zmiłuj.
Opieram głowę na ramieniu chłopaka i siedzimy tak w ciszy. Żadne z nas nic nie mówi, ale chyba tak jest lepiej. Naprawdę jest tutaj coś jeszcze do powiedzenia? No właśnie.
- Co się tutaj dzieje? - słyszę nagle głos Justina, przelotnie na niego spoglądam, ale nie ruszam się z miejsca, ani nie zabieram głowy z ramienia jego brata. Wpatruje się w nas lekko zszokowany i chyba nie takiego widoku się spodziewał - Drew? Ava? Ktoś mi to wyjaśni?
- O co dokładnie pytasz? - pytam cicho i gapię się w jego oczy.
- Dlaczego jest tutaj pełno szkła, wody? I co ważniejsze, dlaczego tulisz się do mojego brata? - mocno zaciska szczękę i zwija dłonie w pięści. Wiem, że się wkurza.
- Tulę się, bo tego potrzebuję - odpowiadam cicho i wzruszam ramionami.
- To nie przejdzie, Kochanie. Mówiłem Ci kiedyś, co się stanie jeśli zbytnio zaprzyjaźnisz się z moim bratem, pamiętasz? - och! Oddzieli mnie od niego, a nie chcę tego!
- Pamiętam - od razu odklejam się od Drew i widzę zaskoczenie na jego twarzy.
- Co masz przez to na myśli, bracie? Bo za bardzo nie rozumiem o czym mówisz.
- Ava rozumie - odpowiada szorstko i groźnie. Naprawdę mógłby trochę wyluzować.
- Ale może zechcesz mi to wytłumaczyć, hmm? - Drew wstaje na równe nogi i pomaga mi zrobić to samo. Podchodzi do swojego brata i wpatruje się w nieco zaciekawiony.
- Och, to chyba proste, tak? Nie mogę do tego dopuścić, Drew. Ava jest moja i nie mam zamiaru z nikim się nią dzielić. Rozumiesz mnie, prawda? Dlatego będę zmuszony oddzielić Cię od niej, jeśli sprawy zajdą za daleko. Właściwie zastanawiam się, czy już nie zaszły - prycha wkurzony.
- Możesz być spokojny, nic się między nami nie dzieje. Ava jest moją przyjaciółką, tak? Przestań zachowywać się jak zazdrosny gówniarz - och! Wbijam się w szok, ale zaciskam usta. Uwielbiam w Drew to, że nie boi się Justina i mówi co myśli. Ma w nosie jego zdanie i doskonale wiem, że nie pozwoliłby aby nas od siebie oddzielono - Idę zobaczyć jak idzie robota - i już go nie ma.
Justin zakłada ręce na piersiach, opiera się o ścianę i patrzy prosto na mnie. Spuszczam głowę i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jeszcze przed chwilą byłam na niego wściekła, a teraz się boję.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - pyta nagle, ale w jego głosie pobrzmiewa nutka gniewu.
- Nie, chyba nie - odpowiadam cicho, wbijam zęby w wargę i bawię się palcami.
- Jesteś pewna? Spójrz na mnie - mówi ostro, podnoszę głowę i wpatrujemy się w siebie - Czujesz coś do mojego brata? - och! Kompletnie mnie tym zaskakuje i aż uśmiecham się do siebie! Jest zazdrosny? Nie powiem, to całkiem fajne uczucie, bo oznacza, że jednak faktycznie mu na mnie zależy. Niby powiedział mi, że mnie kocha, ale podchodzę do tego z dystansem. Naprawdę mógłby to zrobić, skoro nigdy nikogo w swoim życiu nie kochał? - Ava?
- Oczywiście, że nie - odpowiadam wreszcie, przechodzę przez pokój i układam się na łóżku - Lubię go, to wszystko - nie wiem czy mnie nawet słyszy, bo leżę na brzuchu i mówię w poduszkę.
Justin już nic nie mówi, słyszę tylko jak krząta się po pokoju i po chwili układa swoje ciało na moim, och! Musiał się rozebrać, bo czuję jego nagą skórę na nogach. Przygniata mnie delikatnie, ale zbytnio mi to nie przeszkadza. Składa pocałunek na moim uchu i szepcze cichutko.
- Lepiej żeby tak było, Kochanie - jego ton nadal jest dość poważny - W przeciwnym wypadku będę bardzo zły, a wiesz do czego jestem wtedy zdolny - całuje mnie w szyję i dmucha na nią. Przytulam ramię do policzka, bo mnie gilgocze. Wiem, że się uśmiecha, ale nie przerywa tego co robi. Czuję na pośladkach jego podniecenie i zadziwia mnie, że wystarczy mu dosłownie chwila do tego! Jednak od mojego poronienia kochaliśmy się tylko jeden, jedyny raz. Musiałam dojść do siebie i widziałam, jak przez ten czas strasznie go nosi. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak seks jest dla niego ważny i potrzebuje go naprawdę sporo. Typowy facet który musi się wyżyć, zaspokoić i moje ciało właśnie do tego mu służy - Och, Kotku, jesteś czasami taka niegrzeczna! - mówi prosto do mojego ucha i podsuwa moją krótką sukienkę do góry, och! - Masz ochotę na słodką karę? - mruczy cichutko, przesuwa moje majtki na bok i dotyka mnie palcami. Mocno zaciskam usta, kiedy zaczyna pocierać i sprawiać mi tym cholerną przyjemność. Poruszam delikatnie biodrami żeby bardziej się do niego dopasować, aby sprawić sobie jeszcze więcej przyjemności - Hmm, widzę, że tak - przygryza płatek mojego ucha i już czuję jak wślizguje się do środka, och cholera! Zaplanował to sobie i jak widać, jest świetnie przygotowany! Cichutki jęk ucieka z moich ust, a pozycja sprawia, że wbija się dzięki niej naprawdę głęboko. Jednak jest bardzo ostrożny, delikatny i czuły. Przygniata moje ciało do materaca, przyśpiesza, oddycha wprost do mojego ucha ciężko i głośno, co potęguje moje podniecenie. Zaciskam w dłoniach narzutę, przekręcam głowę w prawą stronę i skupiam całą uwagę na tym, jak cudownie mnie rozciąga - Kurwa, Skarbie! - mówi surowo, słyszę w jego głosie pożądanie i podniecenie. Chwyta moje dłonie, splata swoje palce z moimi i układa je nad moją głową. Wsuwa się raz za razem, głęboko i jęczę jeszcze głośniej - Uwielbiam być w Tobie, maleńka - rozszerza delikatnie moje nogi swoimi kolanami i teraz już się nie hamuje. Przyśpiesza tempo i mocno ściska moje palce - Jesteś cholernie ciasna, Kwiatuszku - wypowiada te słowa wprost do mojego ucha i słyszę jego urywane jęki - Cudownie się na mnie zaciskasz, och - przechodzi przed niego dreszcz orgazmu. Spina swoje ciało, opiera czoło o tył mojej głowy i mocno wbija palce w moje biodro. 










*********************************************************
Cześśśśśść :)
Hue hue, ale Justin pojechał z ogrodzeniem, nie? Normalnie Pan i Władca! :D
Cholera... nie mam dzisiaj weny na notkę, więc musicie mi wybaczyć :)
Wrr... miałam nie dodawać codziennie rozdziałów i nie wiem dlaczego to robię :P

Ach... dziękuję za PRZE zajebistego e-maila od Natalii i Ani. Miałam ogromnego banana na buzi, kiedy go czytałam. Tyle cudownych słów...

No nic... zostawiam was z rozdziałem i do następnego :)
Tulę was mocno! ♥

Kasia.



22 komentarze:

  1. Dodajesz codziennie rozdzialy dlatego ze nas kochasz tak bardzo jak my cie. Swietny rozdzial :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg! Rozdział cuuudo <3 Kocham tego bloga i ciebie ;** Bardzo sie ciesze że dodajesz codziennie rozdziały! :D Ciekawe jak długo będzie tak słodko <33 Czekam na nn :))
    P.S Pierwszaaa <33 :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogrodzenie na prąd? Serio Justin?!
    Ostatnia scena! Awwww*-*
    Czekam na nn:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ;)
    szkoda że Justin nie da jej jakieś małej wolności poklucą się i że ona nie ucieknie ale nie do swojego domu tylko gdzieś daleko .. a po 1 roku nie wróci do domu i Justin nie dostanie cynka a potem zobaczy ją z innym chłopakiem XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczny i mam nadzieję że powstanie druga część ten wspaniałej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahah...i aaww ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Aww jak miło, że tu wspomniałaś o e-mailu ode mnie i Natalii. Teraz mam jeszcze większego banana na twarzy niż wczoraj jak odpisałaś.<3
    Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny rozdzial :* tak to bardz bardzo milo ze o nas wspomnialas :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Serio ? Ogrodzenie pod prądem ? Rozdział cudowny ! Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny <3 Haha co za "słodka kara" :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajebisty jak zawsze! Czekam nn! Mam nadzieję że powstanie druga część! <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  12. KOCHAM TO FF I MOŻESZ DODAWAĆ CODZIENNIE.
    CO DO NOWEGO OPOWIADANIA TO CZY MOGŁA BYŚ DODAĆ BOHATERÓW BO JAKOŚ SIĘ LEPIEJ CZYTA KIEDY SB MOŻNA ICH WYOBRAZIĆ. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterowie są dodatni :)
      Szukaj w tym szarych kółeczkach po lewej stronie szablonu.
      Zresztą, wkleję Ci link :) - KLIK

      Usuń
  13. Cudowny ten rozdział z resztą jak każdy.Kocham to ff.Justin trochę przegiął z tym ogrodzeniem.Bez przesady Ave na pewno nie uciekła by skoro jest dobrze,a wie,że i tak ją znajdzie.Mam nadzieję,że Justin nie zabroni się kontaktować i spotykać z Drew,bo oni są na prawdę fajnymi przyjaciółmi/
    Pozdrawiam xoxox i życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Boski już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Dodasz nn? 😋 😏

    OdpowiedzUsuń