Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 24 października 2014

Rozdział 36.

Następnego dnia, ubrana w biały t-shirt i krótkie, słodkie jeansowe ogrodniczki popijam kawę w wypasionym ogrodzie. Bujam się na huśtawce i wiatr rozwiewa delikatnie moje włosy. Czuję, jak boli mnie twarz, ale staram się być dzielna. Jakoś muszę dać radę. Po dwóch ciosach Marlona nie doszłam jeszcze do siebie, a już przyszedł trzeci. Czyż to nie popieprzone? Dlaczego każdy mnie bije?
Po chwili obok mnie przysiada Drew, Patrzy na mnie smutno i kręci głową. 

- Przykro mi, Ava - mówi cicho i przekręcam głowę w jego stronę - To wszystko nie powinno mieć miejsca, Justin nie powinien Cię tak traktować. Nienawidzę, kiedy to robi! - och!
- Jest dobrze, Drew. Nie przejmuj się tym - uśmiecham się lekko do niego.
- Jak mam się nie przejmować? Jesteś niewinną osobą, która i tak zapłaciła za to wysoką cenę, na dodatek mój brat nie ma dla Ciebie litości! - podnosi głos i jestem nieco zaskoczona jego reakcją - Nie zasługujesz na to - spuszcza głowę i widzę, jak mu z tym ciężko. 

- Widocznie takie jest moje przeznaczenie - sama nie wierzę w to co mówię! Jednak ściskam pocieszająco jego ramię, bo nie chcę żeby się tym martwił.
- Jesteś taka dobra, wiesz? - patrzy mi w oczy i widzę w nich jakieś dziwne rozdarcie - Popatrz na siebie - kiwa na mnie głową i prycha - Jesteś taka drobna, słodka, śliczna. Jak mój brat może być taką świnią i po tym co przeszłaś, fundować Ci dodatkowy stres? Ojciec go zepsuł.
- Nie mów tak, wiesz do jakiego życia Justin był wychowywany - dlaczego go bronię?
- Wiem, ale to nic nie zmienia. Naprawdę powinien się ogarnąć i przestać robić Ci krzywdę, co jest z nim nie tak do cholery? - wzdycha ciężko i przeczesuje dłonią włosy.
- Spokojnie, Drew - mówię cicho i opieram głowę o jego ramię. Ściska mocno moje palce i aż trudno uwierzyć, że jest tak inny od swojego brata. Właśnie chyba za to go polubiłam. Za jego spokój, pozytywne nastawienie, poczucie humoru i dobroć.
Do ogrodu wchodzi Justin i jego spojrzenie natychmiast ląduje na nas. Drew nawet się nie rusza i nie robi to na nim żadnego wrażenia, jednak ja gwałtownie się od niego odrywam. Modlę się w duchu, żeby Justin znowu mnie nie sponiewierał. Ostrzegał mnie przed tym i w każdej chwili może odciąć Drew ode mnie. Nie wiem dlaczego, ale bardzo bym tego nie chciała, naprawdę lubię z nim rozmawiać i jest chyba jedyną osobą, przy której całkowicie potrafię się rozluźnić.
- Chyba wam za dobrze, co? - Justin przysiada się do nas i władczo obejmuje mnie w talii.
- Tylko rozmawialiśmy, spokojnie - mówię cicho i upijam łyk kawy.
- Tak, właśnie widziałem - prycha z kpiną i kręci głową.
- Nie spinaj się i przestań zachowywać się jak skończony kutas! - Drew wybucha, wstaje i wychodzi.
- Nie powinniście się kłócić - nie wiem dlaczego to mówię.
- Jest taki irytujący! Jednak widzę, że chyba za bardzo go polubiłaś, Kochanie.
- To fajny chłopak - podnoszę głowę i patrzę prosto przed siebie - Przy nim nie muszę się bać i mogę chociaż na chwilę rozluźnić mięśnie - mówię cicho i zaciskam usta.
Justin wyciąga kubek z mojej dłoni i wkłada go do uchwytu w huśtawce. Układa dłonie na moich biodrach i jednym ruchem przenosi mnie na swoje kolana. Prawie przestaję oddychać, kiedy nasze twarze dzieli dosłownie centymetr. 
Wpatruje się we mnie i nie mogę odwrócić wzroku. 
- Boisz się mnie, Kwiatuszku? - szepcze prosto w moje usta.
- Tak - odpowiadam cichutko i spuszczam wreszcie głowę.
- Nie chcę, żebyś się mnie bała - Justin wtula moje ciało w swoje i głaszcze po plecach - Chcę żebyś czuła się swobodnie. Jesteś ze mną bezpieczna i nikt nie zrobi Ci krzywdy.
- Ty robisz mi krzywdę, Justin - zanim pomyślę, te słowa same opuszczają moje usta.
- Tak, ale tylko wtedy kiedy na to zasłużysz. Jeśli będziesz grzeczna nic złego Cię z mojej strony nie spotka, Kochanie - mówi to z dziwną czułością, a ja mocno zaciskam usta. To chore! - Mówiłem Ci jak masz się zachowywać, jeśli będziesz przestrzegać moich zasad, będzie nam ze sobą naprawdę dobrze - odchyla moją głowę, przytrzymuje ją w dłoniach i uśmiecha się do uroczo - Nie musisz się bać. Zależy mi na Tobie, przecież to wiesz - dotyka swoimi ustami moich i chociaż tego nie chcę, nie odrywam się od niego. Wiem, że mu się to nie spodoba i znowu przekroczę granicę. Muska je delikatnie, z uczuciem. Przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze i delikatnie uchylam usta. Nie czeka na nic i wślizguje swój język do środka. Pocałunek jest czuły, zmysłowy i bardzo delikatny. Nigdzie się nie śpieszy, zupełnie jakby całował mnie pierwszy raz i delektuje się smakiem moich ust - Uwielbiam Cię całować, Skarbie - mówi cichutko w moje usta i przenosi dłonie na moje pośladki, dociska mnie bardziej do siebie i czuję wybrzuszenie w jego jeansach. Nie chcę tego, nie chcę uprawiać z nim seksu. ie doszłam do siebie i po jego policzku mam po prostu dość.
Ryzykuję i odrywam się od niego, zaciskam usta i opieram głowę na jego ramieniu. Nic nie mówię, tylko przytulam się do niego. Czuję jak przenosi dłonie na moje plecy i pociera z góry na dół, zamykam oczy i oddycham głęboko. Siedzimy tak przez kilka dobrych minut, aż dzwoni jego telefon. Sadza mnie na huśtawce, odbiera telefon i przechodzi dalej w ogród. Obserwuję go i nie mogę nadziwić się, że tak cudownie zbudowany, przystojny chłopak ma taką czarną duszę. Wygląda teraz jak model, żywcem wyciągnięty z okładki magazynu. Z ułożonymi do góry włosami, w jasnych dopasowanych jeansach i czarnej przylegającej do jego mięśni koszulce. Wygląda jak milion dolców i każda dziewczyna z pewnością zrobiłaby dla niego wszystko. Jak to możliwe, że jest tak popaprany, zmienny i brutalny? Zaciskam usta i odwracam głowę, czuję łzy pod powiekami i ruszam się z miejsca. Wchodzę do salonu i chłopców, którzy siedzą przed telewizorem. Wyluzowani piją piwo i zajadają chipsy. Oddycham szybko i tak bardzo zazdroszczę im tego, iż mimo ich chorej pracy są tacy beztroscy i niczym się nie przejmują, kiedy ja walczę o przetrwanie. To takie niesprawiedliwe!
Czuję łzy na policzkach i opieram się biodrem o komodę. Stoję za kanapą, gdzie siedzą chłopcy, dzięki czemu nie muszą patrzeć na moje załamanie i słabość. Jestem żałosna i nie umiem sobie poradzić sama ze sobą! Tęsknię za rodzicami, za bratem i pragnę być obok nich! Dlaczego to tak bardzo niemożliwe? Chcę uciec, być jak najdalej od tego miejsca, od Justina! Jednak kiedy tylko o nim myślę, moje serce już boleśnie się zaciska! Niech go szlag! Dlaczego musiałam go pokochać? Przecież wcale tego nie chcę do cholery! A moje ciało, serce samo zdecydowało, nawet nie pytając mnie o zdanie! Odwracam głowę i przykładam pięść do ust. To jest ten moment, kiedy naprawdę mam dość i wiem, że zwariuję jeśli o tym nie zapomnę! Nie umiem tak żyć, zbyt wiele się wydarzyło. Spuszczam wzrok na podłogę, ale gwałtownie znowu podrywam głowę i dostrzegam na komodzie pistolet! Jak to możliwe? Ktoś się zapomniał i ot tak go zostawił? Od razu ruszam w jego stronę i biorę go w dłonie. Jest leciutki, z długą końcówką i wygląda na bardzo elegancką broń. Czy ktoś zostawił ją tutaj przypadkiem, czy może jest to moje przeznaczenie? Czuję jak mocno bije moje serce, jakby chciało wyskoczyć na zewnątrz. Stoję i przytulam pistolet do piersi. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Zastrzelić się? Wiem, że nie dane jest mi zobaczyć więcej mojej rodziny, naprawdę chcę tak żyć? Zamykam oczy, oddycham głęboko trzy razy i wyłączam myślenie. Po cichutku siadam po turecku, opieram plecy o ścianę i słucham, jak chłopcy śmieją się z czegoś co właśnie oglądają. Łzy zamazuję mi widok, ale również się uśmiecham. Cieszę się, że są bezpieczni i Jacob uratował ich wtedy w tym magazynie. Myślę o Justinie, o tych wszystkich złych rzeczach, które mi zrobił a moje serce praktycznie wyrywa się do niego. Nie chcę niczego innego w tym momencie, jak być w jego ramionach żeby mocno mnie do siebie przytulił, pocieszył i powiedział mi, że na pewno wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży i świetnie sobie z tym poradzę, jednak to się nie stanie. Justin nie ma w sobie uczuć, które chciałabym od niego dostać. Tak, dawał mi ciepło którego potrzebowałam, całował mnie i dotykał. Jestem taka głupia! Sama siebie nienawidzę za to, że go pokochałam!
- Ava - słyszę głos i odwracam głowę w stronę z którego dochodzi, Thomas - Co robisz, mała? - widzę przerażenie w jego spojrzeniu, ma rozchylone usta i gapi się na mnie. A ja siedzę pod ścianą, jak biedne zagubione dziecko, przytulam do swojej piersi pistolet, a moja twarz zalana jest łzami. Nie wykonuję jednak żadnego ruchu, wpatruję się w jego oczy i naprawdę chcę zniknąć - Proszę, odłóż pistolet, dobrze? - mówi spokojnie i cicho, jakby chciał mnie uspokoić. A ja przecież jestem spokojna, otępiała i jest mi dobrze w tym momencie - Ava, spójrz na mnie - nie wiem o co mu chodzi, przecież patrzę prosto w jego oczy. Podchodzi do niego Drew z Jacobem i po prostu zamierają.
- Hej, maleńka - Drew mówi szeptem, ale widzę przerażenie na jego twarzy - Co się dzieje? - próbuje się uśmiechnąć, ale wychodzi z tego bardziej grymas.

- Co tu się dzieje? - do salonu wchodzi Justin i spoglądam na niego. Uśmiecham się lekko na jego widok, ale on gapi się na mnie zszokowany - Ava, Kochanie. Nie chcesz tego zrobić.
- Chcę, Justin - mówię słabo i przymykam oczy - Bardzo chcę.
- Proszę - podchodzi nieco bliżej i od razu przykładam pistolet do swojej głowy - Ava! Nie rób tego! Błagam Cię! - słyszę dziwny ból w jego głosie, jakby był przerażony tym co chcę zrobić, dlaczego? 
- Nie chcę tak żyć, Justin - słowa ledwo przechodzą przez moje gardło - Wolę umrzeć.
- Nie, Ava. Nie chcesz umrzeć! Spójrz na mnie, Kochanie - otwieram oczy i spogląda w jego - Jesteś młodziutka, Skarbie. Całe życie przed Tobą. Dasz radę, jesteś silna. Pomogę Ci, zaopiekuję się Tobą - patrzę na niego, ale nic nie czuję. Chyba już w nic nie wierzę - Oddaj mi broń, dobrze?
- Nie mogę, po prostu pozwól mi umrzeć. Uwolnisz się ode mnie, będziesz miał spokój. 
- Ale ja wcale tego nie chcę, maleńka. Pragnę tylko Ciebie, przecież doskonale to wiesz.
- Nie prawda - kiwam głową na boki - Lubisz mnie krzywdzić. Wciąż to robisz, Justin.
- Przepraszam! Nigdy więcej tego nie zrobię, tylko proszę, oddaj mi pistolet, Ava.
- Chcę umrzeć, jestem taka zmęczona - zamykam oczy i mocniej dociskam broń do głowy.
- Kwiatuszku - słyszę uczucie i troskę w jego głosie i otwieram oczy - Uwielbiam Cię, nie rób tego. 
- Tak ładnie o tym mówisz, wiesz? - uśmiecham się lekko - A jutro znowu mnie skrzywdzisz. Zabiję się i nie będziesz musiał się mną przejmować. Wrócisz do swoich obowiązków, do dawnego życia. 
- Spójrz na mnie, Ava - mówi pewnie i kiedy je otwieram widzę, że jest blisko mnie. Mocniej ściskam pistolet w dłoni, a Justin kuca aby móc mnie lepiej widzieć - Nie chcę dawnego życia, chcę Ciebie Kruszynko. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję - cudownie słyszeć takie słowa z ust chłopaka, który nigdy nikogo nie kochał - No dalej, zrób to i oddaj mi broń. 
Gapię się na niego tępo, moje serce bije w szaleńczym rytmie i naprawdę wiem, że powinnam pociągnąć za spust. Ulżyć sobie samej, uwolnić się od cierpienia i bólu, który funduje mi chłopak którego kocham. Tak czy siak, to nie skończy się dla mnie dobrze, a ja więcej nie dam rady.
- Chcę do mamy - wybucham żałosnym płaczem. Czuję, jak bardzo trzęsie się moja dłoń w której trzymam pistolet. Mocno zaciskam oczy, a moje ciało wpada w dziwny trans.

Ktoś porywa moje ciało do góry i wyjmuje pistolet z mojej dłoni. Gwałtownie otwieram oczy i spotykam oczy Justina. Tuli mnie do swojego ciała i wczepiam się w niego z całych sił. Krztuszę się łzami, a on głaszcze mnie po plecach i kołysze na boki. Moje ciało jest zmęczone i zamykam oczy. 
- Już dobrze, Kochanie - słyszę jego łagodny głos i jeszcze mocniej mnie do siebie przytula.

Budzę się i rozglądam po pokoju. Rozpoznaję go i uspokajam się. Jestem przykryta ciepłą, miękką kołdrą, w oknach zasłonięte są szare zasłony. Jest mi ciepło i wpatruje się w ścianę. Bardzo powoli dociera do mnie to, co miało miejsce w salonie. Chciałam się zastrzelić. Naprawdę byłabym do tego zdolna? Sama odebrać sobie życie? Powinnam to zrobić, uwolnić się od cierpienia.
- Hej - słyszę głos Justina, który układa się obok mnie. Odgarnia włosy z mojej twarzy i uśmiecha się uroczo. Unoszę kąciki ust, a on głaszcze kciukiem mój policzek - Jak się czujesz, maleńka?
- Dobrze, chyba - sama tak naprawdę nie wiem, jak się czuję.
- Spałaś prawie osiem godzin - och! Aż tyle? Jestem zaskoczona, chociaż nie powinnam. Sen to dobry sposób na wyłączenie myślenia - Potrzebowałaś tego. Jesteś głodna? Nie wiele ostatnio jadłaś - dlaczego tak się o mnie martwi? Jego głos jest słodki, opiekuńczy i bardzo spokojny.
- Tak, jestem głodna - uśmiecham się delikatnie i czuję, jak burczy mi w brzuchu.
Leżymy jeszcze chwilę razem, chłopak tuli mnie do swojego ciała, bawi się moimi włosami i jestem spokojna, rozluźniona i nie boję się teraz. To przyjemne uczucie i żałuję, że nie może trwać wiecznie.
- Chodź - ciszę przerywa Justin i pomaga mi wstać z łóżka. Jestem w samych majtkach, koszulce i zakładam na siebie legginsy, które wyciągam z walizki - Musimy się wreszcie porządnie rozpakować - mruga do mnie, bierze za rękę i schodzimy do salonu. Chłopcy od razu niepewnie na mnie spoglądają, ale posyłam im nieśmiały uśmiech i przechodzimy do kuchni. Justin podaje mi ciepły obiad i jestem tym nieco zaskoczona. Jednak mój brzuch domaga się jedzenia i wcinam ze smakiem. Czuję na sobie jego spojrzenie, ale kiedy podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają, uśmiecha się do mnie i całuje w czoło - Cieszę się, że wreszcie masz apetyt - och - Jedz i o nic się nie martw, dobrze? Wszystko jest w porządku, maleńka - nie wiem o co chodzi, ale skoro tak mówi.

Po zjedzonym posiłku przenosimy się do chłopców. Justin rozkłada się na ogromnej kanapie i sadza mnie między swoimi nogami, opieram głowę na jego piersi i przekręcam się na bok. Drew posyła mi uśmiech i mruga okiem, od razu kąciki moich ust unoszą się ku górze. Muszę odpocząć, tak bardzo tego potrzebuję. Trochę więcej spokoju, a mniej przemocy. Zbyt dużo się tego nagromadziło.
- Dlaczego chciałaś to zrobić? - słyszę głos Thomasa i spoglądam na niego.
- Co chciałam zrobić? - nie od razu rozumiem, o co mnie pyta.
- Chciałaś się zastrzelić, Ava! - podnosi nieco głos i nie rozumiem jego tonu.
- Jestem zmęczona bólem, strachem. Nie radzę sobie i wiem, że prędzej czy później i tak umrę.
- O czy Ty mówisz, Kochanie? - Justin jest szczerze zaskoczony moimi słowami.
- Kiedyś Ci się znudzę i to pewne, że mnie zabijesz albo oddasz do burdelu - mówię cicho i bawię się palcami. Doskonale wiem, że tak właśnie będzie. Nie okłamujmy się, że będzie inaczej.
- To się nigdy nie stanie, Ava - mówi pewnie i teraz już odchylam głowę, aby na niego spojrzeć.
- Nie masz pewności, Justin. Nie możesz przewidzieć przyszłości.
- Na pewno Cię nie zabiję, ani nie oddam do burdelu. Nie mógłbym tego zrobić! - podnosi głos i wtula moją głowę w swoją pierś. Nie rozumiem tego wszystkiego, ale nic już nie mówię.

Kiedy odprężam się w jego ramionach i przysypiam co mnie dziwi, bo spałam bardzo długo, słyszymy dzwonek do drzwi. Wzdrygam się i otwieram szeroko oczy. Cholera! Prawie dostałam zawału!
- Otworzę - Drew podnosi się z kanapy i podchodzi pod drzwi. Kiedy je otwiera ukazuje się w nich drobna, nie wysoka kobieta. Ma brązowe włosy upięte w koka, jest ubrana w spódnicę, marynarkę i wygląda nawet dość sympatycznie - Marie, wejdź proszę - chłopak przepuszcza ją w drzwiach.

Podchodzi niepewnie do nas i uśmiecha się do każdego z chłopców. Kiedy jednak zatrzymuje swoje spojrzenie na mnie, jej wyraz twarzy się nieco zmienia. Robi się czulszy, jakby była moją mamą i jej uśmiech dziwnie wyraża przyjaźń, pozytywne nastawienie i kompletnie nie rozumiem co to za kobieta.
Justin zmienia pozycję, wstaje i teraz siedzę mu na kolanach. Marszczę czoło i nie bardzo wiem o co tu chodzi, to jego mama? Nigdy jej nie widziałam, nawet na zdjęciach.
- Ty jesteś Ava, tak? Miło mi Cię poznać - uśmiecha się przyjaźnie i wystawia dłoń.
- Tak, to ja - mówię cichutko, niepewnie, ale ściskam jej ciepłą dłoń.
- Chcesz ze mną porozmawiać? - pyta i nadal się uśmiecha.
- Porozmawiać? O czym? - jestem szczerze zaskoczona.
- O czym tylko będziesz chciała, rozmowa zostanie między nami - o czym ona mówi?
- Nie bardzo rozumiem o co chodzi - garbię ramiona i otulam nimi moje ciało.
- Jestem psychologiem, Kochanie - mówi cicho i zerka na mnie ze współczuciem.
- Psychologiem?! - podnoszę nieco głos i teraz jestem już w szoku.
- Spokojnie, Ava - odzywa się Justin i pociera moje ramię - Marie to nasza psycholog, pomaga nam i jest w naszym zespole. Nie bój się, dobrze? - ale ja się nie boję, jestem po prostu zaskoczona.
- Nie potrzebuję psychologa, Justin. Nie jestem wariatką! - zaczynam panikować.
- Wiem, Kochanie. Potrzebujesz z kimś porozmawiać, to wszystko.
- Nie chcę - ucinam krótko, zakładam ręce na piersiach i spuszczam głowę.
- Spróbuj, dobrze? Rozmowa z Marie naprawdę dobrze Ci zrobi.
- Nie chcę z nikim rozmawiać - odpowiadam stanowczo i zaciskam usta.
- Proszę, zrób to dla mnie - och, patrzę na niego i marszczę czoło.
Dlaczego niby mu na tym zależy? Gapię się na niego i naprawdę nie chcę tego robić. Jestem przytłoczona i nie czuję potrzeby, aby zwierzać się obcej kobiecie. Kiwam tylko przecząco głową, nerwowo bawię się palcami i opieram swoją głowę o jego.






****************************************************************
BA BUM TSS!
Chcieliście "trochę" grozy, to macie :D
A w następnym też będzie ciekawie se se se. Mam nadzieję, że wam się spodoba :D
W ogóle jakoś szybko idzie to opowiadanie, już 36 rozdział buuu... pamiętajcie, że jest tylko 55!
I w tym momencie, nie mam kompletnie weny, ani pomysłu na drugą część mimo, iż naprawdę chciałabym coś jeszcze napisać o losach Avy i Justina, blech! Kupa :P

Okej... zostawiam was z rozdziałem :D
Buziam, tulę, ściskam i KOCHAM! ♥


Kasia.



21 komentarzy:

  1. O w dupe jego mac. bardzo fajny, weszlam o 12:10 a tu nie ma i mówię no nie... pewnie dodasz jak będę u lekarza agh prosze! jaka niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu poplakalam sie, uwielbiam cie, chce wiecej takich akcji przy ktorych da sie plakac jejku bhgvfcdxgrthjnbv

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku ...świetny !!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ten rozdział.Jest taki cudowny.Ciekawa jestem czy kiedyś Justin wyzna Ave miłość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny <3 Justin jest taki nieprzewidywalny :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham ten rozdział ! I kocham Ave i Justina <3 Jesteś najlepsza kochanie :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wsumie jak będziesz chcieć to mogę ci pomóc z napisaniem drugiej części bo mam dużo fajnych pomysłów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz je na mojego maila :) Może akurat coś mi się spodoba i pociągnę wątek :D
      ameneriiss@gmail.com

      Usuń
    2. Dobrze ale nie wiem jak się skończy to opowiadanie

      Usuń
  9. cudowny, placze bardzo, zrob w ktoryms ze ava w koncu dorwie sie jakiejs rzeczy zeby mogla wykonac probe samobojcza ale jej sie nie uda, super by bylo, ja kocham te opowiadanier najbardziej, czekam bardzoooo na next ;***

    OdpowiedzUsuń
  10. Super podziwiać cie ten blog jest za.... Nie no nie wiem co powiedzieć czekam na nn !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiedziałam że spróbuje się zabić ...ale całe szczęście nic się nie stało :) Świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak bardzo kocham to opowiadanie <3 Wspaniale by było gdyby była druga cześć !!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak bardzo boski rozdział .!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku , cudoo <333 Nie za dużo tych czułości? Hahahha , czekam na nn <3 :**

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny.. nie mogłam sie doczekać :)

    OdpowiedzUsuń