Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 22 października 2014

Rozdział 34.

- Ava - słyszę przez sen, jak ktoś wypowiada moje imię - Hej, obudź się - wzdycham ciężko, ziewam, ale nie otwieram oczu. Wtulam się w koc i chcę jeszcze spać. Dlaczego ktoś mnie budzi? Czuję dotyk i delikatne pocieranie mojego policzka, przekręcam głowę żeby się tego pozbyć, ale niestety ktoś nie daje mi spokoju i jest strasznie upierdliwy! Zmuszam się i otwieram powieki, mrugam kilka razy i widzę przed sobą Justina - Wylądowaliśmy, Kwiatuszku. Czas się zbierać, przespałaś praktycznie całą podróż - och, aż tyle? - Śpij, wezmę Cię na ręce.
- Nie trzeba - mówię sennie i próbuję się szybko dobudzić. Opornie mi to idzie.
- Spokojnie, Kotku. Niepotrzebnie Cię budziłem, śpij - cmoka mnie w czoło.
Otula mnie kocem, bierze mnie na ręce, a ja układam głowę na jego ramieniu i przeciągle ziewam. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale jestem koszmarnie zmęczona, a przecież spałam tyle godzin!

Budzę się nagle, gwałtownie podrywam swoje ciało do pozycji siedzącej i ciężko oddycham. Rozglądam się nerwowo po pomieszczeniu, ale nigdzie nikogo nie widzę, na dodatek jest to obce dla mnie miejsce i czuję, jak panika strzela w moje ciało. Serce niebezpiecznie przyśpiesza, przykładam do niego dłoń i bardzo staram się uspokoić. Jednak to na nic i w moim ciele szaleje strach. W pomieszczeniu jest dość ciemno i nie ma Justina. Powoli wstaję i kiedy tylko zerkam na siebie widzę, że ktoś mnie przebrał i jestem jedynie w samych czarnych bokserkach i białej koszulce, och. Jednak nie przejmuję się tym teraz, podchodzę do drzwi, szybko je otwieram i wychodzę. Idę wzdłuż korytarza i podpieram się ręką ściany. Co to za miejsce? Czy ktoś znowu mnie porwał? Cholera! Ledwo oddycham, bo dziwnie mnie przytyka i jestem przerażona. Docieram do schodów, schodzę powoli i wchodzę do salonu, gdzie są wszyscy. Oddycham z ogromną ulgą kiedy tylko dostrzegam Justina. Jest bezpieczny, uśmiecha się do swojego taty, rozmawiają cicho i nie wiem dlaczego, ale wybucham płaczem. Natychmiast wszyscy przekręcają głowy w moją stronę. Justin marszczy brwi, ale podnosi się ze swojego miejsca, podchodzi do mnie i bierze mnie w ramiona.
- Cichutko, co się stało? - pyta, kiedy pierwsza fala płaczu przechodzi.
- Marlon - odpowiadam cicho i opieram głowę na jego ramieniu.
- Marlon? O co chodzi? - czuję jego ciepły oddech, który odbija się od mojej skóry.
- Śnił mi się - mówię słabo i zaciskam dłoń w pięść.
- Och, to tylko sen, Kochanie. Jego już nie ma i nigdy nie zrobi Ci już żadnej krzywdy, obiecuję - pociera dłonią moje plecy i powoli uspokajam się w jego ramionach. Oddycham głęboko i widzę, jak chłopcy oraz tata Justina wpatrują się we mnie. Jednak jestem dziwnie otępiała i nawet mi to zbytnio nie przeszkadza. Czuję tylko, jak przez moje ciało przechodzi dreszcz zimna.
- Tato, dasz mi koc? - Justin odwraca się w stronę salonu, tym samym nie widzę nikogo i wpatruję się w ścianę na której jest mnóstwo rodzinnych fotografii. Skupiam na nich uwagę i rozpoznaję Justina, Drew i tą dziewczynę którą widziałam już wcześniej. Ciekawe kto to?
- Lepiej? - głos Justina wyrywa mnie z rozmyśleń i czuję jak okrył mnie kocem.
- Tak, dużo lepiej - uśmiecham się delikatnie, kiedy siada na sofie i układa mnie na swoich kolanach.
- Jesteś głodna? Nic ostatnio nie jadłaś. Naprawdę potrzebujesz nabrać sił.
- Jakoś średnio chce mi się jeść - mówię cicho i spuszczam głowę.
- Nie obchodzi mnie to, Ava. Musisz coś zjeść, czy tego chcesz czy nie. Zbyto długo nie jadłaś, Kochanie. Nie możesz się głodzić - jego ton brzmi dość surowo.
- Nie głodzę się tylko nie mam apetytu, to wszystko - wzruszam lekko ramionami.
- Zjesz coś i nawet nie chcę słyszeć marudzenia, zrozumiano? - przytakuję tylko głową, nie mam przecież zamiaru teraz się z nim kłócić - Super, masz na coś ochotę? Płatki? - przytakuję i liczę, że przejdą mi przez gardło - W porządku, zaraz wracam.
Justin znika w kuchni i wraz z nim wychodzi Jacob i Drew. Zostaję tylko z tatą Justina i Thomasem, który na moje nieszczęście również po chwili wychodzi, kurwa! Spuszczam głowę, otulam się szczelniej kocem jakby miał mnie przed wszystkim ochronić i próbuję nie panikować.
- Nie bój się - słyszę głos Jeremiego i kątem oka widzę, że przysunął się bliżej mnie - Naprawdę nie mam najmniejszego zamiaru zrobić Ci krzywdy. Naprawdę uważasz, że mógłbym Cię skrzywdzić?
- Nie wiem - odpowiadam cicho, przecież nie mam pewności. To człowiek z mafii!
- Uwierz mi, nie mógłbym - uśmiecha się do mnie pocieszająco - Jak się czujesz? Widzę, że ostatnie wydarzenia nie dają Ci spokoju - wzdycha ciężko i opiera łokcie na kolanach.
- To prawda, za dużo się tego nazbierało w zbyt krótkim czasie. Mam nadzieję, że dojdę do siebie, bo jest to strasznie męczące. Nie chcę się bać - mówię cichutko i czuję łzy pod powiekami.
- Nie musisz, jesteś tutaj bezpieczna. Justin Ci to obiecał, więc powinnaś mu uwierzyć.
- Wierzę - och, serio? Sama powinnam sobie przywalić za takie myślenie, jestem taka naiwna! - Chociaż on też zrobił mi krzywdę i boję się, że nadal może to zrobić.
- Tak, pewne sprawy nie poszły po naszej myśli. Justin dostał złe namiary. Ktoś pomylił nazwiska i zamiast Harrison poszło Harris, czyli Twoje - tylko dwie literki i musiałam przejść przez piekło?! - Nie wiem czyja to wina, jednak stało się i już się nie odstanie. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem i nie ukrywam, że jestem tym strasznie zaskoczony. Takie rzeczy nie mogą się dziać.
- To znaczy, że będę mogła wrócić do domu? - w moje serce od razu wkrada się nadzieja! Przecież nie ma już Marlona, nic mi nie zrobi i moja rodzina jest bezpieczna.
- Oczywiście, że nie - och, moją nadzieję momentalnie szlag trafia - Widziałaś zdecydowanie za dużo, nie uważasz? Nie możemy ot tak, cudownie wypuścić Cię do domu, od razu policja zapukałaby do Twoich drzwi, a na to nie możemy pozwolić. Jesteś porwaną przez nas dziewczyną, Ava. Nie możesz trafić w ręce policji, bo będzie to dla nas koniec - jego wyraz twarzy naprawdę jest groźny.
- Czyli co dalej ze mną będzie? - pytam niepewnie, ale naprawdę chcę to wiedzieć.
- Na razie nic się nie zmienia, zostajesz z Justinem. Nie wrócicie jednak do tego domu w którym przebywałaś po porwaniu. Mój syn doszedł do wniosku, że nie powinnaś tam wracać. Masz z tego miejsca nie najlepsze wspomnienia, prawda? - przytakuję tylko głową - Przeniesiecie się do mojego domu i po prostu tam zostaniecie. Justin jednak musi wrócić do pracy, bo ma sporo zaległości - o kurwa! Do pracy? Do robienia ludziom krzywdy? Znęcania się? Okładanie im pleców? - Będziesz tam bezpieczna i nikt Cię nie znajdzie, zawsze ktoś będzie z Tobą dla bezpieczeństwa. Nadal bransoletkę, więc to daje nam dodatkowe zabezpieczenie - uśmiecha się delikatnie, ale doskonale wiem, że wszystko co do mnie mówi jest poważne i brzmi jak ostrzeżenie - Nie rób żadnych głupich numerów, Ava a będzie wszystko w porządku. Rozumiesz, prawda? - wpatruje się we mnie przenikliwie.
- Tak - tylko tyle jestem w stanie z siebie wykrzesać. Cóż innego mogłabym mu powiedzieć? Że się nad tym zastanowię? - Daleko jesteśmy od mojego domu? - nie wiem dlaczego o to pytam!
- Czy ja wiem, jakieś siedemset pięćdziesiąt kilometrów - mruga do mnie okiem, och.
- To sporo - spuszczam głowę i bawię się palcami. Rany! Jestem tak daleko od mamy!
- Dosyć, jednak pamiętaj o tym wszystkim co Ci przed chwilą powiedziałem. Żadnych numerów, tak?
- Tak, wszystko rozumiem - odpowiadam pewniej i spoglądam na niego.
- To naprawdę zadziwiające - uśmiecha się przyjaźnie - Jakim cudem obdarzyłaś uczuciem mojego syna, po tych wszystkich złych rzeczach które Ci zrobił?
- Nie wiem, czasami sama zadaję sobie to pytanie - również się delikatnie uśmiecham.
- Mój syn Cię lubi - stwierdza z przekonaniem - Tego też nie mogę pojąć, nigdy nie miał dziewczyny ani nawet koleżanki, brał co chciał i tyle. A tu proszę - prycha z rozbawieniem i kręci głową - Nie mogę w to uwierzyć, przecież to chłopak z mafii, a Ty? Jesteś nastolatką, Kochanie. Jesteście z dwóch różnych światów i nie wiem, czy da się to ze sobą połączyć - wzdycha ciężko i nie bardzo rozumiem, co chce przez to powiedzieć - Jednak Justin ma tutaj decydujące słowo i obiecałem mu już, że nie będę się w to wtrącał. Zrobi po swojemu, tak jak będzie uważał. O nic się nie martw i nie bój się, wszystko będzie dobrze - ściska pocieszająco moją dłoń - Możesz już wejść synu - och! Kiedy tylko kończy mówić, do pokoju wchodzi Justin z moim śniadaniem. Podsłuchiwał?
- Proszę, Twoje płatki - podaje mi miseczkę z ciepłym mlekiem i moimi ulubionymi płatkami.
- Dziękuję - uśmiecham się do niego i czuję, jak całuje mnie w skroń.
- Jak poszła rozmowa? - spoglądam na niego, ale on patrzy wyczekująco na ojca.
- Bardzo sprawnie. Ava to bardzo mądra dziewczyna - co?
- Wiem - mówi Justin i zerka na mnie dziwnie. Nie bardzo wiem o co im chodzi.
- Możecie się przenieść do domu jeszcze dzisiaj, jeśli tylko macie na to ochotę.
- Tak zrobimy, muszę odespać i trochę odpocząć, zanim wrócę do pracy - Justin wzdycha ciężko, a ja aż cała sztywnieję na samą myśl o tym, czym się zajmuje.
- Ile potrzebujesz czasu? Wiesz, pytam tak orientacyjnie nie musisz się wcale śpieszyć.
- Chciałbym być trochę przy Avie. Nie wiem, tydzień? Odpowiada Ci to?
- Jasne, synu. Dobrze, pójdę pogadać z chłopakami, czy zechcą do mnie wrócić.
Ojciec Justina wychodzi z salonu i zostajemy sami. 
Skupiam się na jedzeniu chociaż czuję, jak mój żołądek się kurczy. Niepotrzebnie wspominali o pracy, teraz siedzi mi to w głowie i trudno mi jeść. 
- Wszystko w porządku? - ciszę przerywa Justin i odwraca się w moją stronę. 
- Wrócisz do tego strasznego domu, w którym mnie trzymałeś? - pytam praktycznie szeptem.
- Tak, Ava. To moja praca, muszę wrócić - odpowiada spokojnie i wpatruje się we mnie.
- Będziesz robił nadal te straszne rzeczy ludziom? Wiesz.. to z plecami? Albo prądem? 
- Nie myśl o tym, dobrze? To już Ciebie nie dotyczy, nigdy więcej Cię to nie spotka.
- Ale Ci ludzie cierpią, Justin - spuszczam głowę i myślę o tym strasznym miejscu.
- Wiem. Oni mają cierpieć, Kochanie. Nie trafiają do nas przez przypadek, tylko z jakiegoś konkretnego powodu. Nie będziemy ich głaskać, bo dostają od nas trzy ostrzeżenia zanim decydujemy się ich zabrać. Taka jest moja praca, tak zostałem wychowany i lubię czuć ten dreszczyk adrenaliny - mruga zadziornie, a mój brzuch nieprzyjemnie się zaciska. 
- Jak mnie biłeś, też czułeś ten dreszczyk adrenaliny? - złoszczę się, chociaż nie wiem, że źle robię. Justin mruży oczy, kręci głową i zaciska szczękę. Nie chcę, żeby się zdenerwował.
- Nie chcesz tego, Skarbie - och, czego? - Więc proszę nie przekraczaj granicy, dobrze? Zależy mi na Tobie, ale nie jestem złotym chłopcem i jeśli będzie trzeba, poniesiesz karę za swoje złe zachowanie.
- Czyli w każdej chwili możesz zrobić mi krzywdę, tak? - prycham z niedowierzaniem - Na przykład zgwałcić mnie, albo poharatać moje plecy? - zaczynam głęboko oddychać i zwijam dłonie w pięści. Justin nic nie odpowiada, tylko gapi się na mnie surowo. Jestem wściekła! Po co ta cała gadka uspokajająca? Żeby zmydlić mi oczy?! - Dlaczego mówisz mi, że jestem bezpieczna?! - podnoszę głos i odstawiam miseczkę na stół - Po co mówisz mi, żebym się nie bała, co?! Skoro w każdej chwili wszystko może się powtórzyć! To chore, że wmawiasz mi to wszystko mając świadomość, że możesz mi to znowu zrobić! - wybucham złością, odrzucam koc i podnoszę się z kanapy. Pewnie każdy mnie usłyszał, kuchnia jest zaraz obok i od razu przechodzi po mnie dreszcz, na wspomnienie o jego ojcu. Prawie dochodzę do schodów, kiedy czuję dłonie na mojej talii. Mocno mnie szarpie, przytula moje plecy do swojego torsu i unosi. Walczę z nim, ale wiem, że nie mam żadnych szans.
- Jesteś czasami taka pyskata - mówi cicho do mojego ucha - Mam ochotę sprać Cię na kwaśne jabłko, żebyś wreszcie nauczyła się, jak masz się do mnie zwracać - przerzuca moje ciało przez ramię i wchodzi na górę. Nie wiem o co mu chodzi, ale kiedy tylko przekracza próg pokoju, trzaska drzwiami i rzuca mnie na łózko. Natychmiast zdejmuje ze mnie koszulkę, bokserki i dopada do moich ust. Jestem zaskoczona jego zachowaniem i nieco przestraszona. Układa swoje ciało na moim, zzuwa z siebie spodenki i pociera główką penisa o moją kobiecość - Jednak dzisiaj jest ten dzień, kiedy nie chcę Cię krzywdzić, a pieprzyć do utraty tchu, Kochanie - szepcze do mojego ucha, och! Przejeżdża palcami po mojej kobiecości i wiem co czuje - Kurwa! Jesteś cudownie mokra i gotowa na mnie, maleńka - nie jestem, ale nie czeka tylko wślizguje się we mnie. Wbijam palce w jego ramiona, kiedy zaczyna się szybciej poruszać. Wpija się w moje usta i czuję, jak bardzo jest napalony. Myślałam, że jest wkurzony i zrobi mi krzywdę, jednak uspokoił się i wybrał inną opcję. Nie jestem gotowa na więcej bólu po ostatnich wydarzeniach i doskonale wiem, że nie zniosłabym tego - Ava - szepcze w moje usta i wracam na ziemię - Nie myśl o tym teraz. Odpręż się, Kotku - jego głos przesiąknięty jest pożądaniem i czuję, jak mocno się we mnie wbija. Podniecenie przejmuje kontrolę nad jego ciałem i z jego ust zaczynają uciekać urywane jęki, och. Jednak robi coś, co nieco mnie zaskakuje. Podnosi swoje ciało, przesuwa się na skraj łóżka i sadza mnie na swoich kolanach - Teraz Twoja kolej - mruga zadziornie, ale ja nawet nie wiem czy mam na to siłę - Pomogę Ci - szepcze cichutko, chwyta mnie za biodra i zaczyna poruszać moim ciałem. Nie robię tego jednak szybko i gwałtownie tak jak on przed chwilą, tylko delikatnie i z uczuciem. Obejmuję go mocno za szyję, wtulam się w jego ciało i zmysłowo poruszam biodrami na tyle, ile mam w sobie jeszcze sił. Nie przypomina to seksu, który uprawiliśmy do tej pory. Jest inaczej, lepiej, czulej. Justin odchyla głowę, wpatruje się w moje oczy i marszczy czoło. Ma lekko uchylone usta i wygląda tak, jakby się nad czym intensywnie zastanawiał. Przenosi dłonie na moją talię, odchylam swoje ciało w tył i czuję, jak bardzo jestem podniecona. Przyśpieszam delikatnie i zaciskam wszystkie mięśnie, jest tak cudownie i przyjemnie. Cholera! Wiem, że jestem na skraju. Już czuję to przyjemne ciepło w dole brzucha, mocno zaciskam usta, ale jęk i tak ucieka z moich ust - Boże, Ava. Tak cudownie teraz wyglądasz, Skarbie - mówi w moje usta i to jest ten moment, kiedy dłużej nie wytrzymam i moim ciałem wstrząsa fala cudownego orgazmu. Odchylam swoje ciało jeszcze bardziej w tył, mocno trzymam ramiona Justina i wbijam w nie swoje palce z przyjemności, która strzela w moje ciało - Och, Kochanie - kiedy to mówi, czuję jak cały się spina i zaczyna drżeć. Wiem co to oznacza i uśmiecham się do siebie.








****************************************************************
Helloł :)
No dobra... macie jeszcze trochę czułości, ale to by było na tyle hue hue :D
W następnym już nie będzie tak miło, se se se :D
Kocham Was i dziękuję za komentarze ♥


Kasia.


19 komentarzy:

  1. Nie będzie tak milo mam nadzieje w sensie ze znowu sie "pokłócą" a nie znowu ja ktos porwie, bo tak mi jej szkoda taka jest biedna :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny !!! Ja tam lubie ich takich <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham te opowiadanie <3 Świetnie piszesz :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne !!! ile razy już ci pisałam że kocham jak piszesz ? :) Czekam na następny i mam nadzieje że jeszcze będzie czułość między nimi ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, czekam na next :****

      Usuń
  5. Wow, naprawdę. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. kocham. czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowny kochanie, ciesze sie straaaasznei ze robisz nam takie tygodnie, caluski ;****

    OdpowiedzUsuń
  10. jezu jak ja kocham twoje opwioadania, sa najlepsze po sloncem, kochanie prosze cie w nastepnych aby bylo troche grozy, buziole xdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę rozdziałów na bieżąco. Opowiadanie jest już skończone :)

      Usuń
  11. OMG !!!!!!!! Kocham <33 Kiedy nn? :**

    OdpowiedzUsuń