Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 32.

Budzę się bardzo powoli, najpierw docierają do mnie czynniki zewnętrze i próbuję otworzyć oczy. Jest to jednak trudniejsze niż myślałam, mimo moich prób, one wcale mnie nie słuchają.
- Uspokój się, Justin! - nagle słyszę głos gdzieś blisko siebie.
- Jak mam się kurwa uspokoić, Drew? Śpi ponad sześć godzin! - och, Justin i Drew!
- Widocznie tego potrzebuje jej ciało, widziałeś w jakim była stanie do cholery! Obudzi się, wyluzuj. Oddycha i wszystko jest w porządku. Daj jej trochę czasu na regenerację.
Dociera do mnie myśl, że Justin jest cały! Ktoś musiał mu pomóc i nie został sam na tej drodze, umierający. W moje ciało wlewa się natychmiast fala ulgi i cichutki jęk ucieka z moich ust.
- Ava - chłopak doskakuje do mnie i czuję jego dotyk na moim policzku - Obudź się, błagam Cię! - naprawdę się staram, jednak idzie mi to strasznie opornie. Poruszam delikatnie głową, marszczę czoło i uchylam usta - Właśnie tak, dobrze Ci idzie - słyszę jego cichutki głos i walczę, aby otworzyć oczy - Jeszcze troszeczkę, dasz radę - głaszcze mnie po włosach, po policzku i jego dłoń jest tak cudownie ciepła. Czuję jak bierze moją dłoń, mocniej ściska palce i składa na niej delikatny pocałunek - Jesteś już bezpieczna, Kochanie - całuje mnie w czoło i przytula swoją głowę do mojej - Nikt już nie zrobi Ci nigdy krzywdy, obiecuję - wreszcie zmuszam swoje ciało i uchylam delikatnie powieki. W pokoju świeci się tylko mała lampka i jest dość ciemno. Pierwszy w oczy rzuca mi się Drew, który stoi naprzeciwko łóżka. Uśmiecha się pocieszająco i mruga do mnie okiem, och.
- Cześć, mała - Drew podchodzi do łóżka i przysiada na skraju.
- Skarbie - Justin przekręca moją głowę w swoją stronę, jakby domagał się mojej uwagi. Widzę ból w jego oczach - Nareszcie - pochyla się i mocniej mnie do siebie dociska.
To naprawdę się dzieje? Żyję? jakim cudem? Jednak w mój umysł natychmiast dostają się szczątki z tego, co się wydarzyło. Postrzał Justina, to jak Marlon mnie zabrał, tulił, przykładał do mojego ramienia to dziwne urządzenie i jego twarz z dziurą w głowie. Zaczynam szybko oddychać, przerażenie obejmuje moje ciało i przed oczami mam przerażający widok twarzy Marlona.
- Justin - Drew mówi cicho i chłopak odrywa się ode mnie. Spogląda na brata, który kiwa głową w moją stronę i kiedy Justin patrzy na mnie, widzi w jakim jestem stanie.
- Ava, co się dzieje? - chwyta mnie za ramiona i delikatnie mną potrząsa. Jednak ja jestem jak w transie. Szybko oddycham, mam szeroko otwarte oczy i czuję łzy na policzkach - Spokojnie, Kochanie nic się nie dzieje. Jesteś bezpieczna, no już - pociera moje ramiona, ale to na nic. Zamykam oczy, zaciskam usta i wybucham żałosnym szlochem. To zbyt wiele jak dla mnie, nie da się tego ot tak zapomnieć i po prostu żyć, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Justin siada obok na łóżku, bierze moje ciało i przenosi na swoje kolana. Otula mnie szczelnie kołdrą i mocno wtula w swoje ciało. Kołysze delikatnie i głaszcze po plecach - Ciii, już dobrze - ściskam w dłoniach jego koszulkę i naprawdę próbuję uspokoić swoje ciało - Jestem przy Tobie, maleńka.

Nie wiem ile czasu tak siedzimy. Nie śpię, wpatruję się tępo przed siebie, ale żadne z nas się nie odzywa. Chłopak trzyma mnie w swoich ramionach, pociera moje ramię i kołysze delikatnie na boki. Uspokajam się w jego ramionach, przestaję płakać i normuję swój oddech. Justin jest bezpieczny, nic mu się nie stało i to jest teraz dla mnie najważniejsze. Oddycham głęboko, ale o
trzeźwia mnie nagle dziwne ciepło między moimi nogami. Odchylam delikatnie kołdrę i dociera do mnie, że to krew! Kurwa! Przecież nadal mam okres! Kompletnie o tym zapomniałam!
- Co się dzieje, Ava? - słyszę głos Justina, ale nic nie mówię, tylko po prostu mu pokazuję - Och - od razu wstaje razem ze mną w swoich ramionach, przechodzi do łazienki i stawia mnie na podłodze. Zdejmuje ze mnie koszulkę, bieliznę i pomaga mi wejść pod prysznic. Kiedy go biorę on znika na chwilę, ale woda cudownie odpręża moje obolałe ciało. Moje mięśnie nie do końca jeszcze wróciły do siebie po dawkach prądu. Ledwo stoję na nogach i na samo wspomnienie od razu się wzdrygam. Odganiam jednak od siebie bolesne wspomnienia, myję swoje ciało, włosy i czuję się zdecydowanie lepiej. Justin wraca po chwili, pomaga mi się wytrzeć i widzę, że przyniósł mi świeże ubrania oraz tampony. Uśmiecham się do niego nieśmiało, kiedy biorę z jego rąk małe pudełeczko. Zostawia mnie samą, przebieram się raz dwa i czuję się jak nowo narodzona. Zerkam przelotnie w lustro i dotykam mojego sinego policzka i rozwalonej wargi. Widzę jak bardzo trzęsie mi się ręka, kiedy przykładam ją do mojej twarzy. Wzdycham ciężko, przymykam oczy i bardzo staram się wziąć w garść. Muszę być dzielna! Jeśli wspomnienia przejmą na nade mną kontrolę, będzie po wszystkim.
- Ava - słyszę głos Justina zza drzwi - Już?
- Tak - odpowiadam słabo i przełykam ślinę, cholernie zaschło mi w gardle.
Justin wchodzi do środka, uśmiecha się delikatnie i podaje mi swoją dłoń. Chwytam ją od razu i kierujemy się w stronę schodów. Idziemy powoli, podpieram się o ścianę i czuję jak moje nogi dziwnie się trzęsą. W salonie siedzą chłopcy i jakiś mężczyzna. Patrzę przerażona na Justina, ale uspokaja mnie swoim spojrzeniem i obejmuje mnie opiekuńczo ramieniem. Siada na kanapie i układa mnie na swoich kolanach, przytula mocno do siebie i opiera brodę na moim ramieniu. Przykładam swój policzek do jego czoła i przymykam oczy, jestem cholernie zmęczona.
- Jak tam, mała? - słyszę głos Jacoba, uchylam powieki i nasze spojrzenia się spotykają.
- Nie wiem - odpowiadam słabo, ale naprawdę nie wiem.
- Justin - słyszę w tonie Jacoba dziwne poczucie winy, chłopak przenosi spojrzenie na swojego przyjaciela - Wiesz, że nie wiedziałem o tym nadajniku, prawda? - och!
- Oczywiście, Jacob! Nawet przez moment nie myślałem inaczej.
- Kurwa, naprawdę nie sądziłem, że może posunąć się do czegoś takiego! Nic nie podejrzewałem!
- To było do przewidzenia, Marlon doskonale wiedział jaka łączy nas przyjaźń i wykorzystał to. Przewidział, że prędzej czy później dotrzesz do mnie i świetnie to sobie zaplanował.
- Możliwe, ale nie wybaczę sobie tego! - Jacob zaciska szczękę i spuszcza głowę na dół. Szkoda mi go, padł ofiarą Marlona. Perfidnie wykorzystał fakt iż jest przyjacielem Justina.
- Nie myśl o tym stary, teraz jest to najmniej ważne. Żyjemy, odzyskaliśmy Avę i to się teraz liczy najbardziej. Nie winię Cię za to, pamiętaj o tym. Jesteś moim przyjacielem i ufam Ci jak bratu! - to naprawdę niesamowite, jaka cudowna przyjaźń ich łączy.
- Dzięki, stary. Naprawdę to doceniam - przybijają sobie żółwika i uśmiechają szeroko.

- Powinnaś coś zjeść, Kotku - Justin mówi cicho, ale ja od razu się krzywię.
- Nie wiem czy dam radę, nie jestem głodna - spuszczam głowę i bawię się czarną bransoletką, którą założył mi Thomas. Dopiero teraz dociera do mnie pewna myśl - To dzięki bransoletce wiedziałeś gdzie jestem? - spoglądam na Justina, a on przytakuje głową - Więc wychodzi na to, że uratowała mi życie dwukrotnie - mówię słabo i wysilam się na lekki uśmiech.
- Nie myśl o tym, dobrze? Jesteś już bezpieczna, nic Ci nie grozi. Nie spuszczę z Ciebie wzroku.
- Yhym - mruczę tylko i znowu opieram głowę o jego.
- Więc, to Ty jesteś Ava - słyszę nagle obcy dla mnie głos i spinam swoje ciało.
- Spokojnie, Kochanie. To mój tata, nie bój się - chłopak tuli mnie do siebie mocniej.
- Tak, to ja - odpowiadam nieśmiało i zerkam w stronę mężczyzny.
- Miło Cię w końcu poznać - uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
- Mnie Pana również - staram się, aby móc głos się nie załamał, ale zbytnio mi to nie wychodzi.
- Mów mi po imieniu - mruga do mnie i jestem tym nieco zaskoczona - Dobrze, skoro tak potoczyły się sprawy myślę, że powinniśmy wrócić do LA. Nic tu po nas.
- Kiedy chcesz wracać? - pyta go Drew, ale zerka na mnie.
- Jeśli tylko będziecie gotowi. Wcale nam się nie śpieszy, mamy mnóstwo czasu.
- Przyleciałeś swoim samolotem? - pyta go tym razem Justin.
- To chyba proste, synu - uśmiecha się do niego promiennie.
- To dobrze, nie będziemy musieli się tłuc zwykłymi liniami - Justin oddycha ciężko i przenosi swoje spojrzenie na mnie - Naprawdę powinnaś coś zjeść i nabrać sił, Ava.
- Chce mi się tylko pić - mówię cicho i spuszczam głowę. Kątem oka widzę, jak chłopak kiwa głową niezadowolony, ale sadza mnie na kanapie a sam wychodzi do kuchni. Podwijam nogi pod pupę, opieram głowę na oparciu kanapy i od razu napotykam wzrok jego ojca na sobie. Momentalnie się spinam i czuję, jak mój oddech niebezpiecznie przyśpiesza. Nie wiem dlaczego tak na niego reaguję, ale wygląda po prostu groźnie i boję się go. Na dodatek nie wiem, jaki los mnie teraz czeka. Jakby nie patrzeć, jest szefem mafii. Może mnie zabije? Zaciskam usta i spinam swoje ciało ze strachu, słowo ich ojca jest tutaj kluczowe i nawet Justin może nie mieć tutaj nic do powiedzenia.
- Nie bój się - słyszę głos Jeremiego i wpatruję się w jego oczy - Widzę jak reaguje Twoje ciało i dostrzegam panikę w Twoim spojrzeniu. Nie obawiaj się mnie, dobrze?
- Dobrze - mówię to praktycznie szeptem. Jednak nie jestem co do tego przekonana.
Wraca Justin, siada obok mnie i podaje mi wodę. Przystawiam ją do ust i pociągam kilka łyków, od razu się krzywię tak cholernie zaschło mi w gardle. Czuję teraz wszystkie spojrzenia na sobie i krępuje mnie to. Dlaczego muszą na mnie patrzeć? Spuszczam głowę i gapię się w szklankę z wodą.
- Nie martw się, maleńka. Wszystko jest w porządku - Justin tuli mnie do siebie, opiera brodę na mojej głowie i układa dłonie na moich plecach. Obejmuję go wolną dłonią w pasie i mocno wtulam głowę w jego pierś. Chce mi się płakać i jestem przerażona tym wszystkim, co się wydarzyło kilka godzin temu. Pozwalam łzom wypłynąć, a po chwili już szlocham żałośnie. Ciężko mi się uspokoić, moje ciało dziwnie się trzęsie i robi mi się zimno - Hej, nie płacz - Justin odrywa się ode mnie i wyciera moje łzy - Nikt Cię już nie skrzywdzi, Ava - zmusza mnie, abym na niego spojrzała. 

Przekręcam oczy w prawą stronę i spotykam jego wzrok, od razu coś dziwnego ściska mnie za serce i dociera do mnie, że jest bezpieczny! Marlon go przecież postrzelił, podnoszę dłoń do jego ramienia i delikatnie dotykam palcami to miejsce przez jego koszulkę. Widzę jak bacznie mnie obserwuje i marszczy brwi, jakby był zaskoczony moim ruchem. Wyczuwam pod spodem zgrubiały materiał i domyślam się, że jest to bandaż. Boże! Mógł tam przecież zginąć! Zaciskam usta i powstrzymuję łzy, jest bezpieczny i to jest w tym momencie najważniejsze. Przypomina mi się jak mówił mi, że myślał o mnie kiedy Marlon związał go wtedy w magazynie, razem z Drew i Thomasem. Czuję jak moje serce mocno bije, praktycznie jakby chciało wyskoczyć mi z piersi.
- Wtedy - zaczynam cicho, ale od razu się zacinam. Oddycham głęboko i próbuję wyrównać mój szalejący oddech - W tym magazynie - patrzę na niego i czuję ogromną gulę w gardle - Kiedy Marlon złapał Ciebie, Drew i Thomasa - widzę lekkie zaskoczenie na jego twarzy, kiedy o tym wspominam - Mówiłeś, że przygotowywałeś się na śmierć - przełykam ciężko ślinę i w pomieszczeniu panuje taka cisza, że można by usłyszeć muchę - Powiedziałeś mi, że myślałeś wtedy o mnie - widzę zdezorientowany wzrok Justina, ale mówię dalej - Ja też myślałam tylko o Tobie, kiedy Marlon mnie zabrał - znowu czuję łzy na policzkach, ale mówię dalej - Tylko o Tobie! - panika obejmuje moje ciało - Kiedy raził mnie prądem, też myślałam o Tobie! - podnoszę głos i nie rozumiem swojej reakcji - Kiedy trzymał mnie w swoich ramionach, też myślałam tylko o Tobie! - teraz już prawie krzyczę, Justin chwyta mnie za ramiona i mocno mnie za nie przytrzymuje - Kiedy mówił, że będzie mnie pieprzył, też myślałam tylko o Tobie!! - wrzeszczę i nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie mogę zrozumieć własnego zachowania, ale jestem na skraju własnej wytrzymałości.

Moje ciało wpada w trans, ale Justin działa natychmiast. Wyjmuje z moich dłoni szklankę i nawet nie wiedziałam, że tak mocno ją ściskam. Bierze mnie na ręce i szybko wychodzi z salonu, a ja szlocham żałośnie i moja głowa opada do tyłu. Przykładam dłoń do czoła i jestem w totalnej rozsypce. Mój mózg przywołuje wszystkie złe rzeczy, które się wydarzyły. Od momentu, kiedy zostałam porwana, jak Justin okładał moje plecy, jak mnie gwałcił, po jego dziwną czułość, opiekuńczość. Aż do rąk Marlona na moim ciele. Dawki prądu która spinała każdy nerw mojego ciała, jego przerażającym pustych oczu i dziury w głowie. Justin wchodzi do pokoju i układa mnie na łóżku, jednak to na nic, bo ja szlocham głośno i za nic nie mogę się uspokoić. Dopada do mnie, chwyta mnie za ramiona i mną potrząsa. 
- Ava! No już! Jest dobrze, nic Ci nie grozi - mówi nieco głośniej, ale do mnie mało dociera - Jesteś bezpieczna, Skarbie. Obiecuję, już nigdy nikt nie zrobi Ci żadnej krzywdy! - słyszę w jego głosie dziwny ból - Spójrz na mnie, proszę - mówi błagalnie, ale ja nie mogę tego zrobić. Płaczę głośno i nie mogę skupić myśli na niczym innym, jak na złych rzeczach które mnie spotkały. Czuję jak nadal mną potrząsa, nawet delikatnie klepie mnie po policzku, ale ja nie reaguję. Bierze mnie znowu na ręce i gdzieś idzie, stawia mnie po chwili i czuję, jak na moje ciało spada strumień zimnej wody. Krzyczę, bo totalnie się tego nie spodziewałam, dlaczego to zrobił?! Opieram dłonie na ścianie i oddycham głęboko, moje zęby odbijają się od siebie i jest mi jeszcze zimniej niż wcześniej, cholera! Jednak dopiero teraz dociera do mnie, że wraca mi świadomość. Bardzo powoli uspokajam swój oddech i moje ciało delikatnie się odpręża. Trzęsę się z zimna i po chwili chłopak zakręca wodę. Spoglądam na niego i obejmuję moje ciało ramionami. Sam jest cały mokry, więc poświęcił się aby wejść ze mną pod tą koszmarnie lodowatą wodę. Odgarnia włosy z mojej twarzy, całuje w czoło i wychodzimy z kabiny. Rozbiera mnie, wyciera i owija suchym puchatym ręcznikiem. Robi to samo ze swoim ciałem i przechodzi do pokoju. Od razu układa mnie do łóżka i szczelnie owija kołdrą, aż po samą szyję. Cofa się jeszcze do łazienki i wraca z jeszcze jednym ręcznikiem w który zawija moje włosy - Wszystko w porządku? - pyta, kiedy układa swoje ciało obok mnie i mocno przytula.
- Tak - odpowiadam cicho i wpatruję się w jego oczy.
- Boże, Ava. Przestraszyłaś mnie. Nie rób tak więcej - opiera swoje czoło o moje.
- Przepraszam - podnoszę dłoń dotykam palcami jego policzka.
Zamykam oczy i mocniej wtulam się w jego ciało. Nic już nie mówimy. Zaczyna robić mi się cudownie ciepło, moje ciało ogarnia jakaś dziwna ulga, jakby właśnie tego było mi potrzeba. Takiego wybuchu, aby wszystko ze mnie wreszcie zeszło.








****************************************************************
Hello!
Rany... nie wierzę w to co się tutaj dzieje :D
Normalnie jestem w szoku... 50 komentarzy?! Mogłam sobie jedynie o tym pomarzyć! Jednak dziękuję wam ślicznie, że tak cudownie, żywo reagujecie na rozdział. To dla mnie ogromna radość, bo robię to wszystko z myślą o was. Naprawdę każdy wasz komentarz wywołuje na mojej twarzy ogromny uśmiech i daje mi to niesamowitą radość :)
Fajnie jest pisać opowiadanie i wiedzieć, że komuś się to w ogóle podoba... to naprawdę zajebiste uczucie!

Założyłam oficjalnego twittera opowiadania - KLIK - mogę was prosić o RT tweetów? Byłabym BARDZO wdzięczna :)

Dobra... zostawiam was z rozdziałem :D
Ps. Nie myślcie, że teraz Justin zamieni się w kochającego, słodkiego chłopca :P


KOCHAM! ♥

Kasia.





29 komentarzy:

  1. Marlon nie żyje, więc pewnie Ava wróci do domu. Nie wierzę, że Justin się zmieni, to nie ten typ... Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ps. Nie myślcie, że teraz Justin zamieni się w kochającego, słodkiego chłopca :P"

      Usuń
  2. Świetny <3 Kocham te opowiadanie :D Dziękuję z bonus :*

    OdpowiedzUsuń
  3. matko sieta, dziewczyno czemu ty jestes dla nas taka dobra, cudowny frozdzial, boje sie tego ze Justin moze sie znowu zrobic okropnu dla Avy, caluski ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ! Jak dobrze że dodałaś dzisiaj bonus <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaahhhh fantastyczny tak jak poprzedni <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekaj, skoro Marlon nie żyje to Ava wróci do domku tak? No ale co wtedy będzie z Justinem? Koniec ich "przyjaźni"? ;o Nie! On ma jej wyznać miłość, mają się pobrać, mieć dzieci, piękny dom... Ahh;/ Odleciałam... Przecież to jest nie realne. On nigdy raczej nie będzie kochającym chłopakiem.. A szkoda.. Mam nadzieję że chociaż wyzna Avie to, co do niej czuje... ;c Plosie! ;//
    Do jutra! (a może jeszcze jeden bonusik? Tak, też cię kocham! :*)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham to ff, najlepsze na świecie! Justin Pany!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże kocham to :)
    czekam na więcej ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie bedzie juz taki kochajacy ? Niech maja dzieci i niech sa malzenstwem. Blagaam. Uzaleznilas mnie skarbie hahaha

      Usuń
    2. Hej hej, spokojnie. Przecież to dopiero 32 rozdział :P
      Akcja dopiero się rozkręca hue hue. Jeszcze duuużo się wydarzy ;)

      Usuń
  10. Pocieszylas mnie ;) a mozesz cos zdradzic co do dalszego ciagu? :D jestemtwoja fanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie mogę zdradzić :D
      Napiszę tylko, że będą wzloty i upadki :)

      Usuń
  11. Okej. Dzieki. Rozumiem :) a do ktorej jutro bedzie rozdzial ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Booze wspaniale opowiadanie !!! Jak zobavzylam ze kolejny rozdzial tak szybko to sie popłakałam !!! Nie wytrzymam chyba do nastepnego rozdzialu !!! Boze Niech Justin powie Avie ze ja kocha !!!!!!! Ps kocham to opowiadanie i ciwbie ze je piszesz <3333

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyno kocham cie!
    Aż się boję co będzie jak to się skończy.Chyba pójdę na terapie bo jestem totalnie uzależniona ♥♥♥
    Mimo że Marlon nie żyje to dalej spodziewam się po tobie wszystkiego
    Całuski :-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże to jest takie cudowne! Ciekawe jak to będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham to. To ff jest świetne. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A nam niesamowita radosc daja Twoje rozdzialy! :) <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Proszę Cię niech będzie chociaż trochę spokoju. Ten rozdział jest po prostu niesamowity. Nie dziwie się że Ava tak zareagowała po prostu kiedyś musiały jej puścić nerwy, nie jest do czegoś takiego przyzwyczajona. Justin jest taki kochany... ale wiem to tylko chwilowe :). Ciekawe co na ten wybuch Avy, powie reszta... acha mam prośbę... no wiesz brat Justina tez powinien znaleźć sobie jakąś dziewczynę...

    OdpowiedzUsuń
  18. Jezu genialne !! Kocham twoj styl pisania i cala historie ktora tu przedstawiasz. Dziekuje ci <333

    OdpowiedzUsuń