Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 31.

Czas mija, ale nic się nie dzieje. Jestem strasznie słaba i boli mnie pół twarzy po jego cholernie mocnych ciosach. Wspomnienia uderzają we mnie ze zdwojoną siłą i płaczę cichutko z bezradności. Wiem, że nie wyjdę z tego cało. Trafiłam do piekła, a stąd się żywym nie wychodzi. Justin mnie zniszczył, później uratował, ale widocznie takie jest moje przeznaczenie skoro znowu dostałam się w ręce Marlona. Tak czy siak, muszę umrzeć, czy tego chcę czy nie. Jednak przynajmniej chciałabym umrzeć spokojnie, bez bólu. Dlaczego mam dziwne przeczucie, że tego nie dostanę? Będę cierpieć i bóg wie, co jeszcze Marlon ma dla mnie w zanadrzu. Wiem jedno, wolę znosić ten koszmarny ból niż to, żeby ktoś znowu zrobił mi krzywdę i dotykał mojego ciała. Chociaż czy w tym momencie powinno robić mi to jakąkolwiek różnicę? Skoro i tak umrę, to nie będę musiała o tym nigdy więcej myśleć. Uderza we mnie nagle myśl, jak potoczył się los Justina. Czy umarł tam na środku drogi, czy może ktoś go uratował? Przywołuję jego złamane spojrzenie, kiedy powiedział mu te dwa słowa, jego postrzelone ramię i sącząca się krew z rany. To, jak bardzo chciał mi pomóc, ale nic nie mógł zrobić, bo sam był ledwo żywy. Bardzo chciałabym, aby nic mu nie było, żeby ktoś mu pomógł, chociaż nie było tam żywej duszy. Moje serce boleśnie zaciska się na myśl o nim, wbijam zęby w wargę i nie mogę uwierzyć w to, że się w nim zakochałam. Po tym wszystkim, co się wydarzyło. Czy to ze mną jest coś nie tak, czy z moim sercem, które go wybrało? Jednak jakie to ma teraz znaczenie? Niedane nam jest być razem i jest to całkowicie zrozumiałe. Należymy do dwóch różnych światów, których nie można ze sobą połączyć. On robi złe rzeczy, kiedy ja prowadziłam codziennie, beztroskie życie.



Przysypiam, kiedy robi się zamieszanie, ktoś biega za drzwiami i krzyczy. Nie wiem o co chodzi, ale zaczynam się bać i strach przejmuje moje ciało. Co się dzieje?
- Cześć, mała - ktoś wchodzi do pomieszczenia, ale to nie Marlon. Jakiś młody chłopak mruga do mnie i szybko przecina liny, które wiążą moje nadgarstki.
- Co się dzieje? - mówię słabo i ledwo te słowa przechodzą przez moje gardło. Jestem słaba, obolała i kiedy stawia mnie na nogach, praktycznie od razu upadam.
- Hej, hej. Powoli - podnosi mnie za ramiona w górę - Dasz radę iść? Musimy zmienić miejscówkę - uśmiecha się i kiedy nasze spojrzenia się spotykają widzę, że chłopak jest bardzo przystojny, umięśniony i ma ładne, brązowe oczy. Wpatruję się w niego tępo i uchylam usta, tak bardzo jego oczy są podobne do oczu Justina! - No dalej, musimy iść - pogadania mnie, ale ja tylko kiwam przecząco i moja głowa opada do przodu, nie mam siły - No dobrze - mówi cicho i zwinnym ruchem bierze mnie w swoje ramiona - Jesteś leciutka, Słoneczko - prycha pod nosem. Idzie dość szybko, kołysze moim ciałem i czuję jak bardzo chce mi się spać. Dawki prądu skutecznie osłabiły moje ciało - Nie zasypiaj, mała - jego głos przedostaje się do mojej świadomości, ale ledwo słyszę - No już - klepie mnie po policzku i czuję, że leżę na czymś twardym. Powoli otwieram oczy, chłopak pochyla się nade mną i marszczy czoło - Musisz wstać, szybko! - chwyta mnie za ramiona i stawia na nogach, powodzenia kolego. Czuję, że się lekko uśmiecham i moje powieki znowu się zamykają - Kurwa!
- Masz ją? - słyszę inny głos, ale nie otwieram oczu - Cholera, nie jest dobrze!
- Prawie w ogóle nie kontaktuje! Nawet nie może ustać na nogach! Niech to szlag!
- Trzeba ją przenieść, tutaj zaraz rozpęta się piekło. Raz, raz nie mamy czasu!
Znowu ktoś bierze mnie na ręce, moja głowa opada do tyłu i czuję jakby moje ciało było z waty. Coś przekręca się w moim brzuchu i kołysanie wcale mi nie pomaga. 
- M-muszę - zaczynam słabo, ale chłopak nie reaguje - P-proszę - uchylam powieki, ale dawka światła uderza w moje oczy. Mrużę je i otwieram ponowie, aż całkowicie przyzwyczajają się do światła - Zatrzymaj się - ledwo mówię, ale chłopak spogląda na mnie i zatrzymuje się.
- O co chodzi? - pyta groźnie, wzdycha ciężko i marszczy czoło.
- Postaw mnie na ziemię - mój oddech przyśpiesza, a w moje ciało uderza dziwna fala ciepła.
- Nie mamy kurwa na to czasu! - krzyczy, aż się wzdrygam. Kiedy tylko kończy mówić, dopada mnie pierwsza fala wymiotów. Plamię sobie koszulkę, ale chłopak od razu stawia mnie na ziemi, pochyla i przytrzymuje moje włosy - Kurwa! Mogłaś mi powiedzieć! - próbowałam idioto!

Wymiotuję trzy razy i kiedy mój żołądek jest już pusty, oddycham głęboko. Siadam na ziemi, podpieram się rękami o żwirową drogę i czuję, jak małe kamyczki wbijają mi się w dłonie. Jednak mało mnie to obchodzi, bo walczę w tej chwili aby odzyskać kontrolę nad swoim ciałem.
- Co się tutaj dzieje?! - słyszę krzyk i doskonale wiem, do kogo należy ten głos - O co was prosiłem panowie? To chyba nie było nic trudnego, prawda?! Na nikogo nie można liczyć!
- Sorry, Marlon. Zachciało jej się rzygać! - prycha jeden z chłopców.
- To od dawki prądu, wszyscy tak reagują - mówi z kpiną - Ludzie nie są odporni na takie rzeczy - mówi to tak, jakby sam był kurwa z żelaza! - Wstawaj, Ava nie mamy czasu na Twoje fanaberie - mocno szarpie mnie za ramię i stawia na nogi. Sprawia mi to trudność, bo nie do końca odzyskałam nad nimi kontrolę. Jednak Marlon wlecze mnie i mocno ściska moje ramię, krzywię się i próbuję poluźnić jego chwyt. Jednak, kiedy odwraca głowę w moją stronę, posyła mi tak mordercze spojrzenie, aż na moim ciele pojawia się gęsia skórka - Bądź grzeczna, Kochanie. Mam przy sobie to fajne urządzenie, w każdej chwili znowu mogę potraktować Cię dawką prądu. Może zwiększę troszeczkę częstotliwość? Zastanowię się nad tym, a teraz ruszaj tyłek, kurwa! - podnosi głos, a ja oddycham głęboko i boję się tego człowieka jak cholera! Nagle znowu robi się zamieszanie i słyszę serię strzałów - Do lasu! - Marlon próbuje biec, ale ze mną mu się to nie uda, ledwo stawiam kroki i nie wiem jakim cudem w ogóle stoję! - Kurwa! - kiedy jesteśmy już przy linii lasu, mocno szarpie mnie za ramię i przyciąga do swojej twarzy - Musisz biec, rozumiesz mnie?
- Nie dam rady - odpowiadam słabo i ledwo trzymam głowę w pionie.
- Mało mnie to obchodzi! Masz biec, albo Cię kurwa zastrzelę, rozumiesz mnie?! - wrzeszczy niemiłosiernie, ale nie obchodzi mnie to. Ledwo kontaktuję i nie mam siły na nic.
- Zrób to, nie dam rady zrobić nawet kroku - oddycham ciężko i czuję, jak bardzo jestem spocona.

- Puszczaj ją, Marlon!! - słyszę wrzask i wzdrygam się w ramionach mężczyzny, który mocno trzyma mnie za ramiona. Wbija w nie palce i naprawdę jego uścisk bardzo mnie rani.
- Och, kogo mu tu mamy! Trochę zajęło Ci odnalezienie Twojej zguby!
O czym on mówi? Odwracam głowę w prawą stronę i widzę Justina, Jacoba, Thomasa i Drew. Nie, to na pewno sen i po prostu mi się to wydaje. Justin był przecież ranny, poważnie! Jakim cudem miałby się tutaj znaleźć? Ale wygląda dobrze i w jego oczach płonie gniew.
- Puść ją w tej chwili! - mówi surowo i jego głos tnie powietrze. Jest ostry jak brzytwa.
- Ani mi się śni - Marlon prycha z kpiną, przenosi moje ciało do przodu i opiera moje plecy o swój tors. Mocno obejmuje mnie w talii i podnosi delikatnie. Nie ma szans abym ustała sama na nogach. Gapię się przed siebie, ale ledwo widzę. Moja głowa jest strasznie ciężka! Opada do tyłu i opieram ją na ramieniu Marlona. Tak bardzo chciałabym być w pełni przytomna i móc popatrzeć na twarz Justina.

- Boże, coś Ty jej zrobił?! - krzyczy Justin i słyszę przerażenie w jego głosie.
- Och, to nic wielkiego. Robiłeś to naszym ofiarom wiele razy. To tylko mała dawka prądu.
- Mała?! Po małej dawce nie byłaby w takim stanie! - teraz chłopak już wrzeszczy, a ja marszczę czoło. Czuję jak mój żołądek boleśnie się zaciska i znowu muszę zwymiotować.

- M-muszę - zaczynam się jąkać, ale Marlon nie zwraca na mnie uwagi.
Trzyma mnie mocno w pasie, moje stopy nie dotykają ziemi i czuję, jak mój brzuch zaczyna dziwnie pulsować. Pochylam się do przodu i znowu wymiotuję. Marlon natychmiast mnie puszcza i moje bezwładne ciało upada na ziemię. W ostatniej chwili podpieram się rękami, ale przychodzi mi to z ogromną trudnością. Jestem taka słaba i nie czuję własnych mięśni!
- Podnieść ją! Może się zadławić, kurwa! - dociera do mnie zrozpaczony głos Justina.
- Ani mi się waż! Jeśli zrobisz choćby krok, strzelę jej w głowę - czuję na głowie coś twardego i zimnego. Mną jednak targają dziwne torsje, mój żołądek się kurczy i próbuje znowu wszystko zwrócić, jednak jest pusty i nie mam czym wymiotować. Układam swoje ciało na trawie i oddycham głęboko, jestem zmęczona i bardzo chce mi się spać. Jednak Marlon ma inne plany - Wstawaj! - szarpie mnie mocno za włosy i krzyk ucieka z moich ust. Bardzo boli, nie mogę ustać na własnych nogach, a on trzyma mnie tylko za włosy. Szlocham żałośnie i próbuję odciągnąć jego dłonie. 
- Kurwa, Marlon! Przestań to robić! - zaciskam usta, głos Justina jest tak bardzo przesiąknięty bólem.
- Bolesny widok, prawda? - podciąga mnie jeszcze wyżej i znowu wrzeszczę resztką sił. Chwyta mnie w pasie i odwraca w swoją stronę, przytula mnie do swojego ciała i moja głowa natychmiast opada na jego ramię - Jest śliczna, prawda? Może sam powinienem się nią zaopiekować, co Ty na to Justin? - brzydzę się tym, co mówi, mógłby być moim ojcem do cholery!
- To się nie stanie, Marlon. Nie dotkniesz jej już nigdy więcej! Możesz być tego pewny!
- Och, dotknę i to w bardzo przyjemny sposób - całuje mnie w bok głowy, ale jestem zbyt słaba żeby na to zareagować - Naprawdę myślałeś, że możesz przede mną uciec?
- Skąd wiedziałeś gdzie jesteśmy? - głos Justina brzmi bardzo ostro.

- Och, to proste! Naprawdę na to nie wpadłeś? Zastanów się przez chwilę, kto jest Twoim najlepszym przyjacielem - o cholera, Jacob? - Właśnie tak, nadajnik w jego telefonie. Naprawdę myślałeś, iż nie wiem, że Jacob ma z Tobą kontakt? Nie doceniłeś mnie, Justin - niech to szlag! Cały czas wiedział gdzie jesteśmy i uderzył w najbardziej odpowiednim momencie. Zaplanował to idealnie!
- Dość tej zabawy! - słyszę nowy głos, ale doskonale wiem, do kogo należy.
- Jeremy - Marlon mówi to praktycznie szeptem i spina swoje ciało. O mój boże! Ojciec Justina i Drew?! Tutaj? - Pofatygowałeś się aż do Europy? Jestem pod wrażeniem! - prycha z kpiną.
- Puść dziewczynę, Marlon. To jest moje polecenie, jako Twojego szefa!
- Zabrała coś, co należy do nas! - podnosi głos i boję się, że zaraz wpadnie w szał i rozpęta się piekło.
- Ja o tym zdecyduję, to moja rola - jego głos jest poważny i surowy.
- Doskonale wiemy, że Justin Cię przekona do tego, iż dziewczyna jest niewinna! Przecież się w niej zakochał i naprawdę myślisz, że jestem tak głupi i uwierzę Ci, że chcesz ją przycisnąć?
- Mój syn wszystko mi opowiedział, nie darzy dziewczyny żadnym uczuciem - o boże! Czuję łzy na policzkach i moim ciałem wstrząsa szloch. Trzęsę się i moczę łzami koszulę Marlona.
- Och, chyba Twoje słowa ją nieco zraniły, szefie - w jego tonie jest tyle jadu i nienawiści! - Chcesz zobaczyć jej twarz, Justin? - jednym zwinnym ruchem odwraca mnie przodem do nich. Obejmuje ręką moją talię, przytrzymuje w miejscu, ale moje ciało jest bezwładne i Marlon tuli mnie do siebie. Odgarnia włosy z mojej twarzy i przytula swoją głowę do mojej. Oddycham głęboko, ale bardzo nie chcę jego dotyku. Mam zamknięte oczy, jestem cała zapłakana i tak bardzo trzęsie się moje ciało. Mam wszystkiego dość, niech mnie w końcu zabiją! Dlaczego muszę przez to wszystko przechodzić?! Przecież nic złego w swoim życiu nie zrobiłam, żeby mnie aż tak pokarało! Opieram głowę na ramieniu mężczyzny i nie mam więcej sił, aby walczyć. Chcę po prostu zasnąć i obudzić się w innym miejscu, gdzie będę bezpieczna i moje serce nie będzie rozwalone na milion kawałków.
- Ava - słyszę głos Justina, ale mocno zaciskam usta i nie otwieram oczu. 
- Nie płacz Kochanie - Marlon mówi słodko, ale tak aby wszyscy go usłyszeli - Chyba nie myślałaś, że mógłby Cię pokochać? Justin nie ma uczuć, jest maszyną do zabijania i nigdy nie będzie umiał nikogo obdarzyć uczuciem - dotyka mojego policzka i czuję coś zimnego i twardego, pistolet - Popatrz, jak bardzo ją zraniłeś! - zwraca się do Justina i jego ton brzmi tak, jakby go karcił za złe zachowanie - Nie ładnie, dziewczyna ma teraz złamane serduszko, czyż to nie jest smutne? - znowu przytula swoją głowę do mojej i delikatnie kołysze mnie w swoich ramionach.
Zapada cisza i nie wiem, co się teraz dzieje. Nie otwieram oczu, nie chcę na nikogo patrzeć. Moje serce właśnie pękło na milion kawałków i tak naprawdę dociera do mnie fakt, że sama jestem sobie winna. Jestem głupia i żałosna skoro zakochałam się w człowieku, który wyrządził mi taką krzywdę!
- Zabij mnie, Marlon - mówię cicho i czuję, jak mocniej obejmuje mnie w talii.

- Och, naprawdę tego chcesz, Kochanie? - mówi głośno, specjalnie żeby Justin to słyszał - No popatrz chłopie, co narobiłeś. Twoja dziewczyna chce umrzeć - czuję jak kręci głową.
- Kotku, spójrz na mnie - znowu słyszę jego głos, przekręcam głowę na prosto i otwieram oczy. Widzę jego złamane spojrzenie i dostrzegam w jego oczach mnóstwo bólu, uczucia, troski, zmartwienia i cierpienia. Nie rozumiem tego, ale kiedy zamykam oczy, trudno mi je na powrót otworzyć. Chciałabym żeby ten koszmar już się skończył - Wszystko będzie dobrze.
- Tak, z pewnością! - Marlon śmieje się szyderczo - No cóż, na nas już czas - poprawia moje ciało w ramionach, odwraca mnie znowu przodem do siebie i przytula do siebie. Jestem na wpół przytomna, bardzo chce mi się spać i moje ciało jest bardzo słabe - Widzisz, Justin, jeszcze na koniec powiem Ci małą rzecz. Wyciągnę od niej całą prawdę, możesz być tego pewny skoro Ty nie umiałeś tego zrobić. A później będę ją pieprzył tak długo, aż opadnę z sił! - mówi to bardzo brutalnie i z obrzydzeniem. Doskonale wiem, że robi to specjalnie, aby wkurzyć Justina.
- Nie powinieneś był tego mówić - słyszę groźny głos chłopaka i słyszę strzał. Ciało Marlona upada na ziemię, a ja razem z nim. Jednak jego uścisk wcale się nie zmniejsza i mocno mnie do siebie tuli. Upadam na jego klatkę piersiową i kiedy odchylam głowę w szoku, dostrzegam jego twarz. Z szeroko otwartymi oczami, dziurą w głowie i patrzy wprost na mnie. Zaczynam szybko oddychać, przerażenie strzela w moje ciało i wrzeszczę na całe gardło. Próbuję się od niego odsunąć, ale nie mam na to po prostu siły. Zaciskam mocno oczy i szlocham głośno. Czuję po chwili mocne szarpnięcie do tyłu i ląduję w czyichś ramionach - Spokojnie, Kochanie - to głos Justina! - Uspokój się - głaszcze mnie po plecach, ale ja płaczę żałośnie. Brakuje mi powietrza i jestem w ogromnym szoku. Czuję jak bardzo moje ciało się trzęsie i za cholerę nie mogę nad nim zapanować. Justin odchyla moją głowę, odgarnia włosy z mojej twarzy i wpatruje się w moje oczy. Jednak moje ciało ma zdecydowanie dość - Ava - nie słyszę nic więcej, odpływam i tracę przytomność.







****************************************************************
Dzień dobry :)

A jednak Justin zdążył... no, ale jak mogłoby być inaczej, prawda? :D
Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział i was nie rozczarowałam :)

Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem, jestem w szoku! 
Kocham was ogromnie! ldshfladsfhjsdaf

Btw. Jeśli możecie, podawajcie dalej - KLIK -
Dziękuję :*

Do jutra, pyszczki moje kochane! :)

Kasia.






53 komentarze:

  1. Zdąrzył!!!! Nawet nie wiesz jak się ciesze! Ciekawe czy Justin wyzna Avie miłość.. Marlon nie żyje hahah! Szkoda że Ava straciła przytomność, miałam wrażenie źe Justin chciał jej coś powiedzieć ;))
    Do jutra! ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne !! Kocham ten blog.. czekam do jutra

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm ... chyba nie umie doczekać się jutra tak bardzo.. ! ciekawe czy Justin jej wyzna miłość.. i ciekawe czy te wymioty nie są czasem przez jakąś ciąże ? nie moge sie doczekać :) czekaaam :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak się cieszę że Justin zdążył

    OdpowiedzUsuń
  5. O mój boże, nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że Justin zdążył. Rozdział cudowny ! Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietny jak zawsze kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  7. Oooo bożeee ile emocji !!!!!!! Cudowny !!! <3 Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały ! Dobrze że Justin zdążył uffff :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny !!! Justin zdążył jejeje :D :D :D Wczoraj dodałaś bonusik w tamtym opowiadaniu a dzisiaj dodasz tu ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny !!! <3 <3 Dołączam się do pytania wyżej :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Marlon nie żyje!!!!! Hahahaha ma za swoje hiena jedna :P O taaak bonusik dzisiaj ??

    OdpowiedzUsuń
  12. Boski <3 <3 <3 Jak dobrze że Justin zabij Marlona haha :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiedziałam, że to Jacob! Ha. Byłam przekonana, że któryś z nich ma coś wspólnego z Marlonem.
    Rozdział świetny.
    xo

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział jest genialny! KC <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow ale się działo ...tyle akcji ! Świetny rozdział <3 Bonusik dziś ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Fantastyczny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Marlon nie żyjeeee !!! W końcu :D Biedna Ava się nacierpiała :(

    OdpowiedzUsuń
  18. To się porobiło ...Marlon nie żyje jeejejejejeje :D Ale Jacob okazał się zdrajcą ...:( Dodasz dzisiaj bonus ?

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow !!! Wspaniały :* :* :* Cudownie piszesz !!! Kocham cieeeeeeeee <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Fantastyczny <3 Biedna Ava ....

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobrze Justin !!! Brawo za zabicie Marlona hahha <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Cudeńko , tyleee emocji <3 Ciekawe co powie jej Justin....czy ją kocha ?!

    OdpowiedzUsuń
  23. Awww Justin bał się o Ave ...on napewno coś do niej czuje !!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Super !!! Jacob ...nie spodziewałam się że to on :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Kocham ten rozdział !!! Justin zabił Marlona :D I wiedziałam że zdąży ją uratować <3

    OdpowiedzUsuń
  26. OOOOO BOŻEEEE KOCHAM TOOO <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Na tym drugim ff dodalas bonusowy rozdzial. Prosimyyy dodaj tutaj dzisiaj bonusowy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy
    Prosimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się !!!! Prosimy prosimy prosimy prosimy prosimyyyyyyyy <3 <3 <3

      Usuń
    2. Tak dodaj dzisiaj tutaj bonus proszę ....tak bardzo proszę !!! Nie rób nam tego :P :P <3 <3

      Usuń
  28. Pa Marlon hahah :P Mam nadzieje że Justin powie Avie że ją kocha !!! Genialny <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Hahaha kocham was! Jesteście niemożliwe! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Proszę proszę ...Nie możesz nam odmówić prawda ? Tak bardzo nas kochasz jak my ciebie hahaha <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladniee
      Blagajmy ja.. wiem ze ma do nas slabosc.

      Usuń
  31. Haha uzaleznilas nas.. blagaam !!!! Dodaj bonusowy dzisiajj.. chcielibysmy przeczytac dalej teraz blagamy na naszych kolanach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha śmieję się sama do siebie jak wariatka! :D
      Naprawdę jesteście kochane, bardzo! ♥

      Usuń
    2. Dodasz ? @galaxyofbella

      Usuń
  32. Heh. Blagaaaamy kochamy to jak piszesz blagamy dodaj terazzz.. zlituj sie nad nami bo juz nas bola kolana od kleczenia i rece bo mamy zlozone jak do modlitwy

    OdpowiedzUsuń
  33. Blagamy
    Blagamy
    Blagamy
    Dodaj
    Dodaj
    Dodaj
    Teraz
    Teraz
    Teraz
    Rozdzisl
    Rozdzial
    Rozdzial
    Bardzo
    Bardzo
    Bardzo
    Nam
    Nam
    Nam
    Zalezy
    Zalezy
    Zalezy
    Prosze
    Prosze
    Proszr

    OdpowiedzUsuń
  34. Omggg dziekujeeee !!! Za ile ? Bd czekac :D omgg ciesze sie jak glupia

    OdpowiedzUsuń
  35. OOOO tak tak dziękujemy <3

    OdpowiedzUsuń
  36. DZIĘKI DZIĘKIIIII DZIĘKIII <3

    OdpowiedzUsuń
  37. Najlepszy, dziewczyno masz najlepsza fanfikcje na caaaaalym swiecie, boski roddział, caliski;**

    OdpowiedzUsuń
  38. Odpowiedzi
    1. kurwa przecież ja to już komentowałam -,- Lol xD Skleroza...

      Usuń