Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 30.

Popołudniu jadę z Justinem do banku wypłacić pieniądze, które chłopak ma na koncie. Nie wiem po co, bo w torbie ma ich jeszcze od cholery, ale nie pytam o to. Na pewno wie, co robi.
Załatwiamy wszystko raz dwa i wracamy do hotelu. Justin prowadzi samochód, ale jedną dłoń kładzie na moje udo i kreśli na nim różne wzroki. Dzisiaj jest dość pochmurno i lada chwila zacznie padać deszcz, ale mimo to mam dobry humor. Cały czas w głowie siedzi gnębiąca mnie myśl, co dzieje się między mną, a chłopakiem, który siedzi obok mnie. Nie zaczynam jednak tego tematu, bo boję się, co tak naprawdę mogłabym usłyszeć. Doskonale zdaję sobie sprawę, jakim człowiekiem jest Justin i jakie życie prowadzi. Nie zmieni się ot tak w kochającego chłopca, który obdarzy mnie uczuciem i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nie ma takiej możliwości. Jak ja sobie to wyobrażam? Przecież tak nie da się żyć, chcę wrócić do domu, do mojej rodziny! Nie marzę o niczym innym.
- O czym tak intensywnie myślisz, Kochanie? - głos Justina wyrywa mnie z transu.
- O niczym konkretnym - uśmiecham się do niego i układam swoją dłoń na jego, którą nadal trzyma na moim udzie. Ściska mocniej moje palce, podnosi moją dłoń i cmoka delikatnie. Nie rozumiem tych gestów jak i tego, że od początku zwraca się do mnie tak czule.
- Wiesz, że Ci nie wierzę? Dlaczego nigdy nie chcesz mi powiedzieć, o czym myślisz? 
- To nic istotnego, takie tam bzdury - posyłam mu uśmiech, ale odwracam głowę w stronę okna. 
- Chcę wiedzieć, co czujesz i o czym myślisz, Ava - mówi cicho.
- Dlaczego chcesz to wiedzieć, Justin? - patrzę na niego i wpatruję się w jego profil. Nic nie odpowiada, milczy. Właśnie to mnie denerwuje! Chce wiedzieć, co myślę, czuję, a sam nie mówi mi nic. Obdarza mnie czułymi gestami, słówkami, ale nic więcej nie wiem. Doskonale zdaję sobie sprawę, dlaczego tutaj jestem, sam mi przecież powiedział. Nie wiem, dlaczego łudzę się, że mógłby obdarzyć mnie jakimkolwiek uczuciem! Serio jestem aż tak głupia i naiwna? - No właśnie - mówię po chwili milczenia - Mam Ci wszystko mówić, a sam nie mówisz mi nic! To niesprawiedliwe, Justin. Może najwyższy czas, abyś to Ty powiedział mi, co myślisz i czujesz? Też chciałabym to wiedzieć.
- Ja sam tego nie wiem, tak? - podnosi nieco głos i złości się. Świetnie! - Gdybym wiedział to z pewnością byś o tym wiedziała, ale kurwa mam mętlik w głowie i błagam Cię, nie drąż tego tematu! - dlaczego jest wściekły? Przecież to normalna rozmowa! Nic wielkiego.
- W porządku, skoro tak. Tylko nie oczekuj, że ja będę Ci się spowiadać z moich uczuć! - też podnoszę głos, bo mam serdecznie dość tego wszystkiego.
- Nie tym tonem, Ava! - mówi surowo i mocniej ściska palce mojej dłoni. 
- Jak sobie życzysz - szepczę cicho i znowu spoglądam w boczne okno. 
- Jesteś taka trudna, wiesz? - mówi z wyrzutem - Po prostu mnie słuchaj, tak? Nie lubię tego, kiedy podnosisz na mnie głos. Pamiętaj, kto tu jest szefem! - och, serio? 
- Nie martw się, pamiętam o tym. Nawet na chwilę nie dajesz mi o tym zapomnieć - prycham z kpiną.
- Ava! - spoglądam na niego, ale już jest wkurwiony i mocno zaciska szczękę. Posyła mi wściekłe spojrzenie, ale nie rozumiem, dlaczego się zdenerwował. Przecież nic nie zrobiłam! - Jesteś kurewsko niegrzeczna, wiesz? - przewracam oczami. Przecież nie jestem dzieckiem! - Masz mnie słuchać, rozumiesz? - burczy surowo, ale nie mam okazji mu odpyskować. Czuję mocne szarpnięcie pasów, ogromna siła odrzuca samochód i przewraca się na bok. Boże! Co to było?! Uderzam głową w szybę i ledwo kontaktuję. Resztką sił spoglądam na Justina, ale jest przytomny i odpina swój pas - Kochanie, jesteś cała? - przytakuję tylko głową, nie mam siły na więcej - Spokojnie, zaraz Ci pomogę - mówi cicho i uwalnia się z pasów. Szybko podchodzi od mojej strony i próbuje mnie wyciągnąć. Odpina pas, układam ręce na dachu i jednym ruchem Justin mnie uwalnia. Chwyta mnie w ostatniej chwili, dzięki czemu nie upadam. Wyciąga mnie z samochodu i ogląda moje ciało - Boli Cię coś?
- Głowa - przykładam do niej dłoń i widzę na palcach trochę krwi.
- Masz solidne rozcięcie, nie dotykaj - odciąga moją dłoń i kuca obok mnie. 
- Czyż to nie urocza chwila? - słyszę nagle ten głos i moje serce praktycznie przestaje bić! 
- Marlon - Justin podnosi się i ciągnie mnie w górę. Trudno mi ustać na nogach, bo moje ciało jest słabe i boli mnie głowa. Justin zasłania mnie swoim ciałem i ściskam w dłoniach materiał jego bluzy.
- Naprawdę słodko razem wyglądacie - zerkam zza Justina i widzę, jak szyderczo się uśmiecha - Zakochałeś się w porwanej przez siebie dziewczynie, to bardzo ciekawe. Powiem Ci, że tego się nie spodziewałem. Zaskoczyłeś mnie! - klaszcze w dłonie i kręci głową - A myślałem, że nie masz uczuć - zakłada ręce na piersiach i opiera się o maskę samochodu. 
- Bo nie mam - odpowiada pewnie, a ja zaczynam szybko oddychać.
- Właśnie widzę - mruga do niego - Zasłaniasz dziewczynę własnym ciałem, cóż. Jeśli nic do niej nie czujesz, odsuń się od niej - mruży oczy i przekrzywia głowę na bok. Nic się nie dzieje, stoimy nadal w tej samej pozycji i jeszcze mocniej wtulam się w plecy Justina. Co zrobi? Czy faktycznie odsunie się ode mnie? Jeśli to zrobi, będę wiedziała już wszystko. Nie ma uczuć i jestem dla niego jedynie laską do pieprzenia, niczym więcej. Jednak chłopak nie wykonuje żadnego ruchu, Marlon wpatruje się w niego i wybucha śmiechem, co za chory człowiek! - Tak myślałem, zakochałeś się! - cholera, jak to możliwe? - To dobrze, naprawdę. Cieszę się Twoim szczęściem, chłopcze - zagryzam wargę, tak cholernie nienawidzę tego człowieka! - Jaka szkoda, że będę musiał was niestety rozdzielić - zamieram! Nie chcę żeby Justinowi stała się krzywda, nie mogę do tego dopuścić!
- Mimo zakazu mojego ojca, robisz to nadal. Naprawdę chcesz umrzeć? Przez jebaną pomyłkę? 
- To nie jest pomyłka! Dziewczyna zabrała diamenty. Jesteście ślepi i uwierzyliście jej, bo ma śliczną buźkę! Tak bardzo Cię omamiła? Czy może pieprzenie jej tak Ci się spodobało, że nie chciałeś mi jej oddać? Możesz mieć każdą dziewczynę, Justin! 
- W tym problem, że nie chcę żadnej innej - mówi pewnie, a ja opieram czoło o jego plecy, boże!
- Awww, to takie słodkie - uśmiecha się szeroko i patrzy wprost na chłopaka, który stoi przede mną - Szkoda, że akurat nie ma szans na to, abyście mogli być razem. Wiesz, jaki los ją czeka, prawda? Gdybyś mnie posłuchał na samym początku, nie musiałbyś patrzeć na jej śmierć. Jednak teraz, kiedy coś do niej czujesz, będzie Ci zdecydowanie ciężej znieść ten widok. 
- Nie możesz jej zabić, Marlon. Ona jest niewinna! - podnosi głos i zaciska dłonie w pięści.
- Gówno prawda! - złości się, wyciąga broń i celuje prosto w nas, kurwa! - Odsuń się od niej, Justin. Zabieram ją ze sobą, mamy pewne sprawy do wyjaśnienia. 
- Nie mogę tego zrobić - mówi cicho, boże! Nie może zginąć przeze mnie!
- Musisz, chłopcze. Ryan, Zac - kiwa do chłopaków, którzy stoją przy samochodzie i dopiero teraz dostrzegam, że w ogóle tam byli! - Przyprowadźcie do mnie dziewczynę - uśmiecha się, a chłopcy wykonują jego polecenie. Wiem, że Justin nie ma przy sobie broni, została w samochodzie. 
- Nie chcecie tego robić - Justin mówi do nich, kiedy tylko stają przed nim. 
- Nie chcę, jednak muszę wykonywać polecenia mojego szefa, Justin -  mówi jeden z nich.
- Nie musisz, Marlon nie jest szefem i dobrze o tym wiesz. Mój ojciec was ochroni.
- Szybciej, chłopcy! Nie mamy czasu! - krzyczy Marlon i pogania ich. 
- On Cię zabije, Justin. Błagam Cię nie rób tego, ok? Naprawdę nie warto!
Zabije go? Moje serce niebezpiecznie przyśpiesza i dziwna panika strzela w moje ciało. Nie mogę na to pozwolić. On musi żyć i wiem, że muszę ochronić go tak, jak on ochronił mnie wtedy pod magazynem. Nawet nie wiem, co robię, ale wychodzę zza Justina i staję obok Ryana. 
- Ava! - Justin od razu wyciąga rękę w moim kierunku, ale ten drugi chłopak natychmiast go unieruchamia, a Ryan łapie mnie za ramiona i przyciąga do siebie - Co Ty zrobiłaś?! - krzyczy, ale ja kiwam tylko głową. Widzę ból w jego oczach i do moich oczu napływają łzy. 
- Nie może Ci się stać krzywda, nie przeze mnie! Musisz żyć, Justin! - Ryan rusza w stronę Marlona i słyszę tylko, jak Justin się szarpie i klnie do chłopaka, który go mocno trzyma! Boję się, cała się trzęsę i przeraża mnie mężczyzna, do którego się zbliżamy. Mruga do mnie szyderczo i oddaje strzał, och! Wzdrygam się, ale natychmiast odwracam się za siebie. Uchylam usta w szoku, moje serce zamiera i nie wierzę w to, co widzę! - Justin!!!! - drę się niemiłosiernie i szarpię, aby uwolnić się z uścisku Ryana - Nie!!! - krzyczę i szlocham głośno. Chłopak upada na kolana i trzyma się za ramię, kurwa! Prawie brakuje mi powietrza od płaczu i szarpię się na wszystkie strony. Dlaczego to zrobił?! Przecież mnie ma do cholery, a tego właśnie chciał! Walczę i nie wiem, jakim cudem, ale wbijam Ryanowi łokieć w żebra. Syczy z bólu i poluźnia uścisk na moim ramieniu. Wyrywam się i rzucam biegiem do Justina. Klęczy na kolanach, podpiera się dłońmi o ziemię i kiedy tylko do niego dopadam, podnoszę jego głowę. Patrzę mu w oczy, chociaż ledwo cokolwiek widzę przez łzy - Skarbie - przytulam go mocno do siebie, a on układa dłonie na moich plecach. 
- Ciii, nie płacz, maleńka - mówi słabo i opiera głowę na moim ramieniu - Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Uratuję Cię - boże! Tak bardzo się boję! 
- Przepraszam! - wczepiam się mocno w jego ciało i szlocham żałośnie - Nie chciałam tego, wybacz mi! - ściskam w dłoniach jego koszulkę i nie wierzę, że ten chory człowiek mógł go zranić!
Nagle czuję mocne szarpnięcie za włosy, ktoś pociąga mnie w górę i krzyczę niemiłosiernie. Jest to bardzo brutalny i cholernie bolesny uścisk. Justin próbuje się podnieść, ale nie ma na to siły. Z jego ramienia obficie sączy się krew i kiedy na to patrzę, umieram w środku. 
- Czas na nas, Kochanie - Marlon mówi ostro i ciągnie mnie w stronę samochodu.
- Ava - słyszę cichy głos Justina i kiedy odwracam się w jego stronę, nasze oczy się spotykają. 
Dociera do mnie, że być może już nigdy go nie zobaczę. Nie przytuli mnie, nie powie, że jestem dla niego śliczna, ani nie poczuję ciepła, które od niego dostawałam. Rozpieprza to moje serce na kawałki i czuję, że muszę się z nim pożegnać. Bezgłośnie wymawiam dwa słowa: "Kocham Cię". Doskonale wiem, że zrozumiał wszystko z ruchu moich ust. Patrzy na mnie zszokowany, uchyla usta i chyba nie tego się spodziewał. Wiem, że musiałam to powiedzieć. Być może była na to ostatnia szansa. Zakochałam się w chłopaku, który mnie zgwałcił, zmasakrował moje plecy i zniszczył mi życie.

Budzę się nagle i oddycham głęboko. Panika przejmuje kontrolę nad moim ciałem i nerwowo się rozglądam. Niestety jest ciemno i praktycznie nic nie widzę, gdzie ja jestem? W pomieszczeniu jest dość zimno i czuję, że mam związane dłonie z tyłu. Cholera, doskonale wiem, że będzie źle i z pewnością umrę tutaj, Marlon nie podaruje mi życia tak jak Justin.
- Obudziłaś się - słyszę jego cichy głos i dopiero teraz zapala małą lampkę. Mrużę oczy i próbuję przyzwyczaić się do światła. Kiedy odwracam głowę i nasze spojrzenia się spotykają, mruga zadziornie i pali cygaro. Siedzi rozłożony w wygodnym fotelu z założoną nogą na nogę i robi kółeczka z dymu. Fajnie, że chociaż on świetnie się bawi! - Spałaś całe dwie godziny, Kochanie - och, aż tyle? - Ale nie mam Ci tego za złe, Ryan trochę przesadził ze środkiem nasennym - chichocze wesoło, ale ja schylam głowę. Naprawdę nie marzę o niczym innym, jak być bardzo daleko od tego miejsca - Więc, chcesz mi coś powiedzieć? Chciałbym zakończyć tą sprawę raz na zawsze i pójść dalej. Zbyt wiele czasu straciłem na Ciebie, wiesz? - nic nie odpowiadam, milczę. Słyszę jednak jak podnosi się z fotela i podchodzi do mnie. Staje pewny siebie i podnosi moją głowę do góry, mruży groźnie oczy, kiwa głową i wymierza mi cholernie mocny policzek. Krzyczę i łzy płyną już po policzkach - Och, bolało? Jeśli nie powiesz mi tego, co chcę wiedzieć - kuca przede mną i trzyma mocno w dłoni moją szczękę - Możesz być pewna, że doświadczysz o wiele mocniejszego bólu niż ten policzek, ba! O wiele mocniejszego niż baty, które przyjęły Twoje plecy - uśmiecha się szyderczo. Nie wiem czy jest gorszy ból niż ten, którego doświadczyłam w piwnicy - Więc, jak? Dogadamy się?
- Nie mam Twoich diamentów, nic o nich nie wiem i nigdy nie wiedziałam. Wiem, że mnie zabijesz, ale niczego się ode mnie nie dowiesz - mówię cicho, ale bardzo się boję - Gdybym miała takie informacje możesz być pewny, wiedziałbyś to już na samym początku.
- Nie satysfakcjonuje mnie Twoja odpowiedź - wstaje i wymierza mi drugi policzek, kurwa! Znowu krzyczę i czuję w ustach smak krwi. Moim ciałem wstrząsa fala płaczu i nie mogę się uspokoić - Czekam, Kochanie. Nie masz za dużo czasu, wiesz o tym? - tak, zaczyna to do mnie powoli docierać. Zginę tutaj i wiem, że będzie to bardzo niedługo. Jak mam się do tego przygotować? Czy śmierć boli? Cholernie się boję i po raz ostatni przywołuję obraz mojej mamy, która robiła mi śniadania, kiedy wychodziłam do szkoły, pocieszała mnie, kiedy byłam smutna i zawsze potrafiła mnie rozbawić. Myślę o tacie i jego pracy, kiedy ciągle był w rozjazdach i w domu przebywał tylko kilka razy w roku. Jednak kochał mnie i troszczył się o nas bardzo. Pamiętam, jak w święta kupił mi wypasioną lalkę, ale kiedy tylko mnie zobaczył po prawie pięciu miesiącach nieobecności, po prostu się roześmiał i stwierdził, że chyba powinien kupić mi stanik zamiast lalki. Nie spodziewał się, że tak szybko wyrosłam i ze słodkiej dziewczynki stałam się nastolatką. Wiem, że przegapił wiele wspólnych chwil z nami i bardzo tego żałował, jednak życie to życie i tak czasami trzeba. Myślę o moim bracie, o wszystkim naszych kłótniach, okładaniu się pięściami, ale też o dobrych momentach, kiedy spędzaliśmy wakacje nad jeziorem, odrabiałam z nim lekcje i jego ostatnie urodziny, kiedy kupiłam mu słuchawki, które tak bardzo chciał dostać. Pracowałam przez cały miesiąc u cioci w kawiarni żeby na nie uzbierać, jednak jego radość wynagrodziła mi wszystko - Jesteś śliczna - z moich rozmyśleń wyrywa mnie jego głos - Wcale nie dziwię się, że Justin trzyma Cię blisko siebie. Może dam moim chłopcom trochę swobody i będą mogli się zabawić? - mruga rozbawiony i chyba bawi go ta sytuacja. Nie chcę tego, wolałabym już umrzeć, niż przeżywać to ponownie! - Zaraz wracam - nie, proszę!
Wychodzi z pomieszczenia, a ja zaczynam się bać. Moje ciało wpada w trans i bardzo się trzęsę. Nie mogę nad nim zapanować, ale nie chcę żeby ktokolwiek dotykał mojego ciała! Boże! Tak bardzo chciałabym być teraz obok Justina, żeby mocno mnie przytulił! To wszystko jest solidnie popieprzone i bardzo żałuję, że nie mogliśmy się spotkać w normalnych okolicznościach. Na przykład na cholernej ulicy! Mogliśmy na siebie wpaść i po prostu się w sobie zakochać! Czyż nie byłoby o wiele prościej? 
Drzwi się otwierają i wraca Marlon, trzyma coś dziwnego w dłoni i nie bardzo rozumiem, co to takiego. Podchodzi i okrąża mnie kilka razy, zanim robi coś, co mnie szokuje. Przykłada do mojego ramienia dziwne urządzenie, które wysyła prąd do mojego ciała. Jestem tak zaskoczona, że praktycznie przestaję oddychać! Natężenie nie jest duże, jednak spina każdy nerw i moje ciało dziwnie sztywnieje. Kiedy tylko przestaje, walczę o oddech i czuję łzy na policzkach, kurwa! To nie jest normalne co on robi! Podnoszę głowę i patrzę mu w oczy, uśmiecha się do mnie lekko. 
- Dlaczego to robisz? - mówię słabo i czuję, jak bardzo moje ciało jest zmęczone. 
- Chcę wyciągnąć z Ciebie prawdę, Kochanie to wszystko. Jeśli mi powiesz, to przestanę - uśmiecha  się i znowu przykłada urządzenie do mojego ciała. Tym razem do uda i moje ciało znowu nieprzyjemnie się spina. Przytrzymuje dłużej i kiedy uwalnia moje ciało od bólu, znowu walczę o oddech, kurwa! Co za dziwne uczucie, jakby moje mięśnie odmawiały posłuszeństwa i robią się wiotkie. Przykłada znowu i mam serdecznie dość! Strasznie osłabia to moje ciało i czuję po chwili, jakbym nie miała nad nim władzy - To na wszelki wypadek, gdybyś miała zamiar uciec - kuca przede mną, podnosi moją głowę i wpatruje się we mnie - Dziwne uczucie, prawda? Jakby opuściły Cię wszystkie siły i ciało jest wiotkie i bezwładne - dokładnie tak jest i nie rozumiem tego. Powtarza ten sam ruch jeszcze kilka razy i cierpię niemiłosiernie - Jeśli nie zaczniesz mówić, zaraz zawołam jednego z moich chłopców żeby się z Tobą zabawił, może to skłoni Cię do tego aby wyjawić mi prawdę, hmm? - mruga wesoło i wychodzi z pokoju. 
Wybucham żałosnym płaczem, moje ciało się trzęsie, mimo, iż nie mam nad nim praktycznie żadnej kontroli. Jednak nie to jest teraz ważne, zaraz stanie się coś, co przeżyłam miesiąc temu, ale doskonale wiem, że będzie to o wiele gorsze, niż mój pierwszy raz z Justinem.








****************************************************************
Ba bum tsss! 
Się porobiło, co? Biedna Ava... jak myślicie, Justin zdąży ją uratować?
Czy może nie będzie szczęśliwego zakończenia? 

Dziękuję za komentarze jhfksjdfhks jesteście kochane! :)

Kocham! 

Kasia.


42 komentarze:

  1. O mój boże ! Miałaś racje w tym rozdzial wiele się dzieję. Mam tylko nadzieję, że Justin ją uratuję. :-) Czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej nie spodziewałam się tego

    OdpowiedzUsuń
  3. Bize kocham to opowiadanie czekam na nn!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. O ja pieprze.. Porobiło się. Jeremy powinien jakoś zareagować osobiście, a nie ludzi wysyła..
    Ciekawa jestem jak Justin przetwarza słowa Avy. :)
    Czekam na ciąg dalszy.
    xo

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże mam nadzieje że Justin ją uratuje xd świetne czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże czemu kończysz w takim momencie ! Czekam na nn !!! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialnyyy <3 Kocham to opowiadanie !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo nieee ! Mam nadzieje że Justin ją uratuję !!! Dodasz dzisiaj jeszcze jeden ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooo Ava powiedziała mu że go kocha ....piękneee <3 Chciało mi się płakać haha Mam nadzieje że wszystko się dobrze skończy :) Dodasz dzisiaj ?

    OdpowiedzUsuń
  10. O nieee !!! Ava !!! Mam nadzieje że uratuję ją ktokolwiek a Justinowi nic nie będzie !

    OdpowiedzUsuń
  11. Justin musi ją uratować !

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jest genialny! KC <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham tooo opowiadanieeee <3 Jesteś wielkaaaa <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow ale akcja ....wszystko będzie dobrze ...MUSI ! KOCHAM ICH <3 Dodaj dzisiaj następny !!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak bardzo proszę o następny DZISIAJ !!! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. KOCHAM KOCHAM KOCHAM

    OdpowiedzUsuń
  17. Ava !!! biedactwooo i Justin nieeee to się nie dzieje on ją musi uratować !!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniały ! Tyle się działooo ...dodasz dzisiaj ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny i też dołączam się do pytania

      Usuń
  19. Dodaj jeszcze jeden dzisiaj proszę <3 Wspaniały

    OdpowiedzUsuń
  20. pisz dluzsze roozdzialy

    OdpowiedzUsuń
  21. Czekam na nastepny rozdział !! Mam pytanie. Rozdzialy beda codziennie ? Świetny! ! Kocham i prosze nie rob przerwjak inni po miesiacach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz trwa "tydzień z ff" więc rozdziały pojawiają się codziennie, aż do czwartku :)
      Po tym czasie, rozdziały pojawiają się regularnie co dwa dni, więc na pewno nie planuję takiej przerwy :)

      Usuń
    2. Ah dziękuje !! a powiedz mi tylko czy będziesz długo pisać? chciałabym żebyś ciągneła to jak najdłużej. kocham to FF ! jak skończysz.. to może zrobisz 2 sezon że np ona ma już jedno dziecko i będzie w ciąży. i znów coś się będzie dziać... chciałabym żeby te ff sie nigdy nie kończyło bo jest świetne !

      Usuń
    3. Całe opowiadanie ma 56 rozdziałów, więc w sumie jakoś niezbyt wiele. Ale kto wie? Może wymyślę drugą część? ;)
      Dziękuję za miłe słowa ♡

      Usuń
    4. jeeeeeeeej :) to mnie pocieszyłaś dziękuje !!! kocham ten blog. o której jutro dodasz kolejny rozdział ? mogłabym mieć prośbę aby był przed 7:10 ? chciałabym sobie rano włączyć i iść do szkoły.. bo w szkole nie mam wi-fi i w domu jeszcze bym sobie to puściła i bym mogła czytać później.. ogromna prośba ! ♥ właśnie jeszcze mojej kol daje linka do tego ff :) bo mega mi sie podoba ♥ plss odpowiedz

      Usuń
    5. O 7:10 rano?! Haha nie ma opcji Słoneczko ;) O tej godzinie to ja jeszcze smacznie śpię :) Więc prwnue standardowo będzie około południa.
      Mam nadzieję, że koleżance również się spodoba :D

      Usuń
    6. Mysle ze tak. Mega swietnie piszesz. Powiem tylko ze mnie to uzaleznilo. W ciagu 2 dni przeczytalam 30 rozdzialow :D

      Usuń
  22. Cudowny rozdział.Kocham to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  23. dzis tezz dodasz jeszcze jeden :D

    OdpowiedzUsuń
  24. lol kocham to ff i czekam na nn i dziękuję że je piszesz choć ryjesz mi tym psychikę to i tak cię kocham. <3

    OdpowiedzUsuń
  25. błagam powiedz że Justin tam żyje i ją uratuje razem z Drew i ina jest w ciąży.. ale najważniejsze dla mnie jest to że Justin ma żyć i być z nią ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. Jezu, biedna Ava, nie mogę doczekać się nn, super jest ta ff, kocham ;***

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja pierdole ;o Co sie w tym rozdziale dzieje... Mam nadzieję że Jeremy zajebie tego Marlona na śmierć. Jezuu.. Oby Justin ją uratował, to było takie słodkie jak wyznała mu miłość. Jestem ciekawa czy Justin będzie mieć odwagę przed samym sobą jak i przy Avie i czy przyzna się że ją kocha. ;))
    Do jutra! ;3

    OdpowiedzUsuń
  28. Ava biedna ;c boże nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy ;o kocham i czekam na next o i mam nadzieję że Justin żyje <3 ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  29. Kocham Ciebie i kocham bloga <3 <3 ♥

    OdpowiedzUsuń