Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 17 października 2014

Rozdział 28.

Po seksie, bierzemy razem prysznic. Czuję się zażenowana całą sytuacją. Justin jednak uśmiecha się szeroko i totalnie niczym nie przejmuje, nawet zastanawiam się czy uprawiał wcześniej seks z dziewczyną podczas okresu. Wychodzi na to, że tak skoro nie robi to na nim żadnego wrażenia. 
- Nie musisz się wstydzić, Kochanie. Okres to normalna sprawa, nic wielkiego - cmoka mnie w ramię i przytula się do mnie od tyłu, kiedy wreszcie robię kawę.
- Wiem, ale ja nigdy nie uprawiałam seksu podczas okresu, więc dla mnie jest to nieco krępujące - wzdycham ciężko i słodzę kawę. Dobrze, że stoi za mną i nie widzi mojej czerwonej twarzy!
- Domyślam się. Z tego co wiem, z nikim nie uprawiałaś seksu oprócz mnie, maleńka.
- To prawda - smutno mi na myśl o moim pierwszym razie - Zawsze wyobrażałam sobie to nieco inaczej, niż miało to miejsce w rzeczywistości - mówię cichutko i upijam łyk gorącej, pysznej kawy. 

- Taaa, dziewczyny zawsze marzą o kochającym chłopaku, romantycznym miejscu, świecach, bla bla bla. To takie oklepane i denne - on tak na serio?! Mam ochotę się roześmiać.
- Ja o tym nie marzyłam - mówię cicho i wpatruję się w kubek z napojem.
- Więc o czym? - pyta szczerze zaskoczony. Nie wierzę, że się nawet nie domyśla. 
- Żeby po prostu było miło, a już na pewno nie o tym, że ktoś mnie do tego zmusza i robi to siłą. O tym nigdy na pewno nie marzyłam - mówię smutno i zaciska usta. 
Justin wyjmuje kubek z moich dłoni i odwraca mnie w swoją stronę. Wpatruje się w moje oczy i nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że jest zły. Nie chcę tego i nie sądziłam, że moje wyznanie może go wkurzyć, dlaczego? Przecież taka jest prawda. 
- Doprowadziłem Cię do orgazmu, Ava! - podnosi głos i nie rozumiem jego zachowania. 
- Ale wcześniej mnie zgwałciłeś, Justin - zamykam oczy i chce mi się płakać.
- Takie dostałem polecenie, przykro mi. Pamiętaj, że Marlon jest szefem i wciąż myśli, że zabrałaś diamenty. Miałem Cię złamać! - mówi surowo i zaciska szczękę.
- Teraz to i tak nie ma już żadnego znaczenia, po prostu się stało.
- Mogłem to zrobić siłą - och, nie tego się spodziewałam - Mogłem po prostu wziąć co chciałem i pójść w cholerę, ale nie zrobiłem tego. Chciałem, żeby było Ci dobrze, chciałem być delikatny, Ava! - podnosi nieco głos i obawiam się, żeby nie zrobił mi krzywdy - Sprawiłem, że byłaś podniecona, mokra dla mnie - dopiero teraz, kiedy o tym myślę muszę przyznać, że ma trochę racji. Faktycznie mógł wziąć to siłą, ale próbował być ostrożny - Spójrz na mnie, Skarbie - mówi cicho i powoli podnoszę głowę - Staram Ci się to wynagrodzić, tak? - przytakuję tylko głową - Nie jestem słodkim chłopcem, maleńka - uśmiecha się uroczo - Jestem złym człowiekiem i nigdy nie okazywałem nikomu żadnych uczuć. Nie wiem jak to jest, więc wobec Ciebie też ich nie okazałem. Jednak tak właśnie działamy w mafii. Nie wiesz jak wygląda nasze życie, ale uwierz mi, to nie jest bajka. Mam polecenie, które muszę wykonać i nie mam nic do gadania. Zapomnisz o tym, Kotku - och, zaskakuje mnie tym nieco - Postaram się o to - uśmiecha się uroczo i naprawdę ciężko nadążyć mi za tym człowiekiem - Będzie nam ze sobą dobrze, obiecuję. Zrobię wszystko, żeby tak było.
Pochyla się i łączy nasze usta w pocałunku, jednak szybko się ode mnie odkleja i przytula mnie do swojego ciała. Pociera moje plecy, wzdycham ciężko i sama już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Jestem skołowana zmianami jego nastroju i ciężko mi go czasami zrozumieć. Jak to możliwe, że w jednej chwili potrafi być brutalny, zły, a w drugiej jest czuły i delikatny?
Ciszę w domu przerywa dzwonek telefonu. Justin bierze mnie za rękę, biorę kubek z kawą i przechodzimy do salonu, gdzie leży urządzenie. Do salonu wchodzi Drew z Jacobem i ten pierwszy mruga rozbawiony. Justin odbiera telefon i kiedy słucha przez chwilę wyraz jego twarzy zmienia się niemal natychmiast. Marszczy brwi, zaciska usta i kręci głową. Kto dzwoni?
- Wiem, rozumiem to - mówi cicho, ale jest przygaszony - Nie mogłem postąpić inaczej, nawet Ty mnie nie rozumiesz? Marlon zdążył nagadać Ci pewnie totalnych bzdur, mam rację? - wzdycha ciężko, ale uważnie słucha osoby po drugiej stronie - Nie ma mowy! Na tą chwilę na pewno nie wrócę, nie ma nawet takiej opcji. Marlon mnie zabije i doskonale o tym wiesz! - wstaje i nerwowo chodzi po salonie. Wszyscy wpatrujemy się w niego, ale nic nie rozumiem z jego rozmowy - Jak to wracasz? Tak po prostu? Dlaczego? - jest szczerze zaskoczony - Nie chcę tego robić - o rany! Zaczynam się bać, bo Justin ma dość dziwny wyraz twarzy - To nie przejdzie, tato - co takiego? Rozmawia ze swoim ojcem? - Oczywiście, że wiem do jakiego życia starałeś się mnie przygotować, ale popatrz jak wszystko się zmieniło - chłopak przeczesuje dłonią włosy i jest zdenerwowany - Serio? Jeśli tylko Ava pojawi się w pobliżu Marlona, nie zawaha się jej zabrać a ja nie mogę do tego dopuścić, tato! - rany! W moje serce od razu wlewa się fala ciepła. Kiedy przekręcam głowę, spotykam spojrzenia chłopców. Drew marszczy czoło, jakby nie rozumiał rozmowy Justina - Nie wiem, naprawdę. Muszę to po prostu przemyśleć, dobrze? - słucha chwilę i wzdycha ciężko - Dzięki, tato. Zadzwonię do Ciebie niebawem. 
Kończy rozmowę, jednak stoi w miejscu i gapi się w podłogę. Nie wiem o co chodzi, ale dość dziwnie się zachowuje i ciekawa jestem o czym rozmawiał z tatą.
- Chcesz mi powiedzieć, że rozmawiałeś kurwa z ojcem? - pierwszy odzywa się Drew.
- Tak, jestem w szoku, że do mnie zadzwonił - Justin siada obok i obejmuje mnie ramieniem.
- Powiesz coś więcej? Czy mam wszystko od Ciebie wyciągać? - Drew się niecierpliwi.
- Cóż, przekonywał mnie do tego, abym wrócił i zabrał Cię ze sobą. Razem z Jacobem i Thomasem - Drew prycha i kręci głową - Stwierdził, że odsunie Marlona od całej sprawy i zabroni mu pokazywać się w rejonie naszego domu w LA. Nadal będziemy robić swoje, ale szefem będę ja.
- Och, kurwa! To się tatuś postarał - Drew jest wściekły i zupełnie nie wiem dlaczego.

- Masz zamiar wrócić? A co z Avą? - pyta Jacob i patrzy wprost na Justina. 
- Tata obiecał mi, że będzie bezpieczna i nikt jej nie dotknie. Marlon nie będzie miał do tego prawa, a jeśli tylko to zrobi, poniesie surowe konsekwencje.
- Mówisz poważnie? Oczywiście, że Marlon to zrobi i nawet ojciec go przed tym nie powstrzyma. Kiedy tylko przekroczysz próg domu, zobaczysz co się stanie. Naprawdę w to wierzysz? Chyba nie jesteś taki naiwny braciszku? - Drew złości się, zaciska dłonie w pięści i kręci głową.

- Nie wiem w co mam wierzyć, Drew. Jednak pamiętaj, że tata zawsze był po naszej stronie. Nigdy nas nie zawiódł i wspierał nas w każdej sytuacji.
- Tsa, dopóki nie wyjechał i zostawił nas z tym pierdolniętym Marlonem - wzdycha i przeciera twarz rękami - Nie wiem, Justin. Mam przeczucie, że sprawa z Marlonem nie przejdzie. Niby ot tak, cudownie da spokój i uwierzy, że Ava nie zabrała diamentów? Jest zaślepiony i nic go nie przekona! Swoją drogą, ojciec uwierzył, że Ava jest niewinna? To dość ciekawa kwestia, nie uważasz?
- Też mnie to zastanawia. Przecież z nim o tym nie rozmawiałem, ba! Ostatnio widziałem go może z pół roku temu! - o kurcze! - Jestem pewny, że Marlon zdał mu całą relację co się wydarzyło.
- Wydaje mi się, że to po prostu jebana pułapka i tyle - jestem zdziwiona, że to Drew w tej sytuacji zachowuje zimną krew i patrzy na to racjonalnie. Próbuje wszystko przewidzieć.
- Myślisz, że własny ojciec chciałby nas zabić? - Justin jest szczerze zaskoczony słowami brata.
- Nie wiem? - odpowiada pytająco i wzrusza ramionami - Może nie chodzi mu o nas, tylko o dziewczynę? Na pewno tata nas nie zabije, jesteśmy jego dziećmi i jakby nie patrzeć, jesteśmy kurwa pod ochroną. Jednak ciekawi mnie fakt, czy Marlon wspomniał tatusiowi, że próbował nas sprzątnąć?
- Wątpię - odzywa się teraz Thomas - Gdyby Jeremy o tym wiedział, Marlon już dawno zarobiłby od niego kulkę i przypuszczam, że nawet by się przed tym nie zawahał. 
- Może po prostu trzeba uświadomić tatusia i opowiedzieć mu historyjkę z magazynem? Na pewno zaciekawi go fakt, jak zachował się jego podwładny względem jego dzieci! - Drew jest wściekły i pierwszy raz widzę go w takim stanie. Zawsze jest wesoły i uśmiechnięty, a teraz naprawdę myśli za wszystkich i kalkuluje wszystkie za i przeciw - Oddzwoń do niego i wypytaj dokładnie o co mu chodzi.
Justin kręci głową, ale słucha brata. Nie czeka długo i przełącza na tryb głośnomówiący.

- Justin? - słyszę głos jego ojca i jest tak poważny, że już się boję!
- Cześć, tato - odzywa się jednak Drew i uśmiecha się pod nosem.
- Och, Drew! Co u Ciebie, synu? Dawno się nie odzywałeś, wszystko w porządku?

- Było w porządku, dopóki Twój popaprany pracownik nie próbuje dorwać się do dupy mojego brata!
- O czym Ty mówisz, Drew? - ton ich ojca brzmi na szczerze zaskoczony.
- Co dokładnie powiedział Ci Marlon, tato - tym razem pyta Justin.
- Zawiodłeś jego zaufanie i nie wykonałeś polecenia, które Ci zlecił. Czyli złamanie dziewczyny. 

- Tylko tyle?! - Justin podnosi głos i jest zszokowany. Prycha i zaciska szczękę.
- Tak, właściwie to chyba tyle. Czy coś pominął? Powinienem wiedzieć o czymś jeszcze?
- Czy coś pominął? Praktycznie wszystko, tato! Powiedział Ci bardzo okrojoną wersję! 
- Więc może powiecie mi nieco więcej? Jestem teraz nieco zdezorientowany. 
- Po pierwsze i najważniejsze - zaczyna Justin - Ava nie wzięła diamentów.
- Co takiego? Jak to nie wzięła diamentów? O czym Ty mówisz, Justin?
- Właśnie o tym! Nie wzięła ich, jestem tego pewny na stop procent. Ktoś na górze się pomylił.

- Chyba sobie ze mnie żartujesz, synu. Na górze nikt się nigdy nie myli. Pamiętaj, że jestem szefem, to ja zlecam ludziom wykonanie zadania. Mark się tym zajął i nie wierzę, że mógł się pomylić. Więc nie rozumiem, dlaczego wierzysz dziewczynie która z pewnością wmawia Ci, że ich nie wzięła!
- Niczego nie musiała mi wmawiać, tato. Gdybyś ją zobaczył, sam byś w to uwierzył. Zastosowałem wobec niej protokół dwa i cztery, nie złamała się i doskonale wiedziałem, że to nie ona! Byłeś przy tym, kiedy Jacob łamał tą blondynkę, pamiętasz? - o boże! Nie wiem, czy chcę to słyszeć.
- Owszem, nie da się tego zapomnieć. To było bardzo skuteczne - och, kurwa!
- Co zrobiła po dwóch ciosach? Zaczęła śpiewać jak z nut! Wymieniła nam wszystkie nazwiska, które chcieliśmy znać. Ava dostała trzy ciosy ode mnie i trzy od Ethana, tato. Naprawdę myślisz, że nie powiedziałaby gdzie są diamenty po takiej dawce? Była złamana na kawałki i dotarło do mnie, że mamy tą osobę, której nie powinniśmy mieć - Justin kończy i zerka na mnie. Nawet nie wiedziałam, że to robię, ale chłopak ociera moje policzki z łez i cmoka w usta - Ava jest niewinna tato, ale do Marlona to nie dociera. Ethan nagadał mu dodatkowo bzdur i teraz nie da nam spokoju. 
- Jestem w szoku - faktycznie, jego głos brzmi cicho i niepewnie - Jak mogło do tego dojść? Przecież nigdy nam się to nie przytrafiło, odkąd żyję! Takie rzeczy nie mogą się dziać!
- Wiem, tato. Też byłem zaskoczony. Musisz to sprawdzić, tato i dokładnie wyjaśnić.
- Nie martw się, na pewno to zrobię. Ale chyba nie masz zamiaru wypuścić dziewczyny?
- Oczywiście, że nie! Widziała zdecydowanie za dużo, nie ma takiej możliwości - mój brzuch natychmiast się kurczy. Nigdy nie wrócę do domu - Mogłaby sprowadzić na nas policję. Ale chodzi również o jej rodzinę. Jestem pewny, że Marlon ma na nich oko i liczy, że Ava się tam pojawi.
- Jest jeszcze jedna sprawa - zaczyna Drew - Marlon poluje już nie tylko na Avę, ale również i na nas.
- Co takiego?! O czym Ty mówisz, Drew? - jejku, ich ojciec o niczym nie ma pojęcia!

- Cóż, Marlon stwierdził, że Justin nie złamał Avy, więc tym samym nie wykonał jego polecenia. Obił ryj Ethanowi, a tego nam robić nie wolno. Niestety później go zabił, ale tak mi kurwa przykro, że aż wcale! No i dodatkowo zwiał, co go po prostu rozjuszyło i podąża naszym tropem. 
- Nie wolno mu tego robić! Jesteście pod ochroną, do cholery! Nikt nie może was tknąć małym palce, przecież to wie! Co on sobie wyobraża?! Jesteście synami szefa mafii, czy on jest kurwa głupi?! - jego głos tnie powietrze. Nawet go tutaj nie ma, a w moim ciele pojawia się strach. Musi być naprawdę przerażającym i groźnym człowiekiem - Gdzie jesteście? To bezpieczne miejsce?
- Jesteśmy daleko od domu, tato. W Europie - Justin mówi cicho i spogląda na mnie.
- W Europie?! - auć, ale wrzeszczy! - Dlaczego, Justin? Przecież macie swój dom w LA!
- Kurwa, tato! - Drew podnosi głos i po prostu gotuje się w nim złość - Musimy uciekać przed tym zjebem, tak? Kiedy to w końcu do Ciebie dotrze? Chciał nas zabić!  
- To nie przejdzie. Jak to możliwe? Czy może mi to ktoś łaskawie wyjaśnić?!
- Spotkał nas w magazynie, kiedy odbieraliśmy fałszywe dokumenty, zjawił się tam ze swoimi kolesiami i domagał się abym oddał mu dziewczynę. Nie zrobiłem tego oczywiście i kazałem jej uciekać. Związał mnie, Drew i Thomasa w magazynie. Gdyby nie Jacob, nie rozmawialibyśmy teraz.
- Cóż - chrząka i chyba nie spodziewał się czegoś takiego - To oznacza tylko jedno, Marlon jest do likwidacji skoro odważył się wycelować w was broń. Rozumiecie to, prawda? - o boże!
- No jasne! Lepiej żebyś się pośpieszył, bo Marlon nie będzie czekał. Nawet nie mamy pewności, czy czasami już nie przyleciał do Europy i nie zapuka do naszych drzwi. 
- Wyślę odpowiednich ludzi, którzy się nim zajmą. Zostańcie tam gdzie jesteście i nie wychylajcie się. 
- Nie mam zamiaru stać przed domem i czekać na niego z otwartymi ramionami. 
- Drew, nie kpij! - ups, ton ich ojca od razu się zmienia. Brzmi ostro i surowo.
- Oj daj spokój, tato. Przestań być takim sztywniakiem, jestem twoim synem do cholery!
- Och, Drew. Pyskaty jak zawsze! - mówi poważnie, ale można wyczuć nutkę troski w jego głosie. 
- Tato - odzywa się Justin i ma bardzo skupioną minę - Kiedy dowiedziałeś się o tym wszystkim?
- Hmm, w sumie to całkiem niedawno. Jak dobrze pamiętam to chyba przedwczoraj - co takiego? 
- Ja pierdole - Justin chowa twarz w dłoniach i kiwa głową - Marlon się nie śpieszył.
- O co chodzi, Justin? Masz dla mnie jeszcze jakieś rewelacje? 
- Uciekamy od ponad trzech tygodni, tato.
- To jakiś jebany żart?! Nie wiem, ukryta kamera? Dlaczego nigdy nie wiem co się dzieje w moim mieście, kiedy muszę opuścić je na jakiś czas?! - aż się wzdrygam od groźnego tronu w jego głosie. Jest poważny i bardzo surowy - To zaszło zdecydowanie za daleko! Biorę się do roboty. Bądźcie ostrożni i dzwońcie do mnie, gdyby coś się działo. Jasne?

- Jasne, na razie - Drew kończy rozmowę i w salonie zapada cisza. Nikt nic nie mówi i jest jakoś dziwnie - Mam nadzieję, że ojciec zrobi porządek z tym zjebem! - Drew zaciska szczękę i jest bardzo wkurzony. Nie wiem dlaczego, ale kładę dłoń na jego plecach i pocieram pocieszająco. Od razu przekręca głowę w moją stronę i kiedy spotyka moje spojrzenie, uśmiecha się ciepło - Jedna, mała dziewczynka, a tyle kłopotów - kręci głową, ale bierze moją dłoń i ściska mocniej moje palce.
Uśmiecham się do niego i opieram głowę na ramieniu Justina.

Czy mamy jakieś szanse wyjść z tej popieprzonej sytuacji cało?







****************************************************************
Dzień dobry!

Rozdział trochę spokojniejszy, ale to tylko wstęp do akcji ;)
Pojawił się też tata Justina i Drew, który zostanie już na dłużej. Fotka w zakładce "bohaterowie".

Oczywiście dziękuję za komentarze. Kocham was normalnie!
Jak je czytam to śmieję się jak wariatka lol :D



Ściskam was! :*
Kasia.


15 komentarzy:

  1. Normalnie się uzależniłam od tego opowiadania. Justin jest taki kochany, a to zdanie "Jeśli tylko Ava pojawi się w pobliżu Marlona, nie zawaha się jej zabrać a ja nie mogę do tego dopuścić, tato! " po prostu mnie rozwaliło. Niby taki gangster bez uczuć....dobre sobie. Życze weny i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham ten ff i czekam z niecierpliwością na następny <3 Justin i Drew najlepsi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ! Czekam na next :D Jak dobrze że jest ten tydzień ...hahaha :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski, czekam z niecjerpliwoscia na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy następny ???

    OdpowiedzUsuń