Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 15 października 2014

Rozdział 26.

Kiedy wieczorem leżymy rozłożeni na kanapie w salonie, oglądamy film akcji, wcinamy popcorn, chipsy i Justin tuli mnie do swojego ciała, nagle nasz seans przerywa dzwonek telefonu. 
- Słucham? - jest zaskoczony, bo nikt przecież nie zna tego numeru - Marlon - o nie! Justin od razu przełącza na tryb głośnomówiący chyba po to, żeby chłopcy też mogli słyszeć i ścisza telewizor.
- Witaj chłopcze, jak się miewasz? - ot zwykłe pytanie, po tym jak chciał go zabić.
- Darujmy sobie te czułości, Marlon. Skąd masz ten numer i po co dzwonisz?
- Naprawdę sądzisz, że tak trudno zdobyć mi zwykły numer telefonu? - prycha z kpiną.
- No tak, to było głupie pytanie. Przejdźmy do tego drugiego.
- Dzwonię żeby powiedzieć Ci, że to co wydarzyło się w magazynie bardzo mi się nie spodobało. 
Wypuściłeś dziewczynę! Jak mogłeś to zrobić, Justin? Gdzie ona teraz jest? - och, czyżby myślał, że Justin po mnie nie wrócił? Od razu widzę, jak chłopcy porozumiewają się spojrzeniami, Drew kiwa przecząco głową, a Thomas pokazuje dwa gesty dłonią, których nie rozumiem.
- Nie wiem gdzie jest, uciekła w las i tyle ją widziałem - nie wierzę, że Justin mnie chroni.
- Doprawdy? Nie szukałeś jej? Przecież darzysz ją uczuciem - ciekawa jestem czy to faktycznie prawda. Czy Justin w ogóle umie kochać? Po tym wszystkim co przeszedł w tamtym miejscu?
- Skąd Ci to przyszło do głowy, Marlon? Jak mógłbym czuć cokolwiek do dziewczyny, skoro nigdy nikt nie pokazał mi, jak to jest kogoś kochać? Nie ma we mnie żadnych uczuć.
- Nie wiem, Ty mi to powiedz. Dziewczyna jest ładna, słodka i taka niewinna. Nie uważasz? Spędziłeś z nią sporo czasu, nawet ją pieprzyłeś, Justin! - podnosi głos i czuję jednak na sobie spojrzenia Drew i Thomasa. Spuszczam głowę i moje serce natychmiast przyśpiesza - Może Ci się spodobało, co?
- Serio, Marlon? Ja i uczucia? To nie przejdzie, zresztą to tylko zwykła dziewczyna i mogę zapewnić Cię, że nic do niej nie czuję. Jest mi obojętna - zaciskam usta, a moje serce się kurczy. Tak jak myślałam, Justin nie ma uczuć i nie mógłby mnie nimi obdarzyć, to nie ta bajka, nie ten czas. Po co mówił, że mu na mnie zależy? Co to za puste słowa, które nic nie znaczą? Czuję, jak chwyta mnie za rękę i mocniej ściska moje palce, podnoszę głowę i nasze spojrzenia się spotykają. Kiwa głową jakby dawał mi do zrozumienia, że wszystko, co mówi jest nieprawdą. Nic już nie wiem.
- Widziałem jak na nią patrzysz, mnie nie oszukasz. Zresztą, gdyby była Ci obojętna oddałbyś mi ją i byłoby po problemie. Jednak Ty wolałeś ją wypuścić i wychodzi na to, ze jednak Ci na niej zależy.
- Do czego zmierza nasza rozmowa? Przejdź do rzeczy, będzie nam zdecydowanie prościej.
- Do tego, że chcą ją odzyskać. Ma wiedzę, która jest mi potrzeba i wyciągnę to z niej, czy Ci się to podoba, czy nie! Rozumiesz mnie, Justin? Zrobiłeś coś, czego nie powinieneś był robić! Twój ojciec włożył wiele wysiłku, żeby wyszkolić Cię na porządnego człowieka mafii, udało mu się to. Jednak jedna, mała dziwka zakręciła Ci w głowie i proszę co się z Tobą stało! - Justin zaciska szczękę i drugą dłoń w pięść. Drew szturcha go w ramię i kiwa głową, jakby mówił mu, żeby był spokojny.
- Życie, Marlon. Tak się czasami po prostu dzieje. Może mafia to nie było moje przeznaczenie?
- Przestać pieprzyć! Mafia to jest Twoje przeznaczenie! Miałeś przejąć rolę Twojego ojca! Był z Ciebie taki dumny, a Ty to wszystko zniszczyłeś! Twój brat okazał się niewypałem i Ty też nim będziesz?
- Odjeb się od mojego brata, Marlon! Miał przynajmniej jakiś wybór i wybrał najlepiej jak mógł!
- Wiesz, że to się tak nie skończy, prawda? Jesteś człowiekiem mafii, masz swoje obowiązki które musisz wykonać. A widzę, że czekają Cię dokładnie dwadzieścia trzy zlecenia, których nie zrobiłeś. W tym sprzątniecie M.K i wykonanie testu na jednym śmieciu z długiem - brzmi to przerażająco!
- Zleć to któremuś z Twoich przydupasów, na pewno wykonają to z uśmiechem na twarzy!
- Nie wiem, co się z Tobą stało. Zmieniłeś się. Przecież kochałeś to co robisz! Ta mała dziwka nie mogła Cię aż tak zmienić! To niemożliwe! To tylko mała dziewczynka, do cholery!
- Ona nie ma z tym nic wspólnego, to moja decyzja i nikt mnie do tego nie zmuszał. Sam tak postanowiłem, najwyższy czas spróbować innego życia niż w tym gównie.
- Och, więc teraz jesteśmy gównem? Dzięki nam jesteś tym, kim jesteś! Masz wszystko czego chcesz! Zapomniałeś już o tym?! - podnosi głos, a ja mocniej ściskam dłoń Justina.
- Nie zapomniałem, nawet choćbym bardzo chciał, po prostu się nie da. Ale to jest nie ważne w tym momencie, Marlon. Nie mam Avy i nie mam pojęcia gdzie się znajduje.
- Dlaczego Ci nie wierzę? - następuje chwila ciszy i zastanawiam się nawet, czy połączenie nie zostało zerwane - Ach tak! Dlatego, że jestem przekonany iż nie wypuściłbyś jej za cholerę!
- Tak jak powiedziałem, Ava uciekła i nie wiem gdzie obecnie się znajduje.
- Serio? Może jest z Tobą w Europie? - o kurwa! To niemożliwe! Nie ma szans na to, aby wiedział gdzie jesteśmy, niby jakim cudem? Widzę spojrzenia chłopców i Drew kiwa głowę niezadowolony - Naprawdę myślałeś, że nie wiem gdzie jesteś? Wiem wszystko, Justin. Nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo, potrzebuję dziewczynę. Jeśli mi ją oddasz, może podaruję Ci życie?
- Nie mam jej, przeszukaj las może nadal tam jest. O ile nie zjadły jej wilki - bardzo zabawne, Justin.
- Nie pogrywaj ze mną! Doskonale wiem, że jest z Tobą. Może nawet siedzi obok Ciebie? - rany! To zbyt wiele dla mnie i zaczynam się obawiać tego człowieka jeszcze bardziej, on nie odpuści - Na dodatek zabrałeś mi również Jacoba, co mnie zaskoczyło i rozczarowało.
- Jacob sam podjął decyzję, do niczego go nie zmuszałem.
- Och, wiem. Zawsze był Twoim przyjacielem. Miło patrzyło się na was, jak byliście ze sobą zżyci, razem mordowaliście ludzi, znęcaliście się nad nimi, szykanowaliście i pieprzyliście razem panienki - praktycznie przestaję oddychać. Mocno zaciskam usta i przekręcam głowę w prawą stronę, żeby nie patrzeć na Justina. Jednak spotykam współczujący wzrok Thomasa i czuję łzy na policzkach. Spuszczam głowę i przykładam dłoń do ust, żeby Marlon mnie nie usłyszał. Chcę wstać, ale Justin na mnie spogląda i przytrzymuje mnie w miejscu. Próbuje przekręcić moją głowę w swoją stronę, ale jestem uparta i nie odwracam jej - Co tak zamilkłeś, hmm? Czyżbym powiedział za dużo?
- Ta rozmowa nie ma sensu. Nie mam Ci nic więcej do powiedzenia, Marlon.
- Ja również, jednak chciałem dodać, że niebawem się spotkamy. Bądź gotowy.
Połączenie zostaje przerwane i w salonie panuje krępująca cisza. Nikt nic nie mówi, każdy patrzy w inną stronę tylko Justin wpatruje się we mnie, ale ja mam spuszczoną głowę. Podnoszę się z kanapy i po prostu wychodzę z salonu. Kiedy tylko przekraczam próg naszego pokoju, zrzucam z siebie ciuchy i wchodzę pod prysznic. Ciepła woda uderza w moje ciało, a ja potrzebuję się odprężyć.
Sama nie wiem, dlaczego tak dziwnie dotknęły mnie słowa Marlona. Naprawdę dziwi mnie fakt, że Justin i Jacob robili te straszne rzeczy ludziom? Przecież moje plecy zostały poharatane dwukrotnie! Nigdy tego nie zapomnę. Ten ból, który rozdzierał na kawałki każdy nerw mojego ciała. Nie zapomnę tego, że Justin mnie zgwałcił a teraz zamienił się w cudownego, słodkiego chłopca! Co się tutaj w ogóle kurwa wyprawia? Gdzie ja trafiłam? Kręcę głową i próbuję odepchnąć od siebie te cholerne, przygnębiające myśli. Mogę sobie wyobrazić ile ludzi cierpiało katusze, kiedy sprawiali im ogromny ból. Przypuszczam, że ranienie pleców to nie jedyna atrakcja, jaką mają w zanadrzu. Skoro znęcali się nad ludźmi, to z pewnością możliwości mają w cholerę! Rany, jakie to popieprzone! Jakim cudem w ogóle trafiłam do tych ludzi? Dlaczego mnie pomylili? Wiodłam spokojne, normalne życie, a jeden dzień a raczej wieczór, potrafił wszystko zmienić! Nadal ciężko w to uwierzyć.
- Ava - słyszę cichutki głos Justina przy uchu i aż się wzdrygam, cholera!
- Przestraszyłeś mnie! - przykładam dłoń do serca, o mało nie dostałam zawału.
- Przepraszam, znowu byłaś zamyślona. Co się stało? - przytula mnie od tyłu i obejmuje.
- Nic, a co miało się stać? - stoję przodem do ściany i nie widzę wyrazu jego twarzy.
- Dlaczego płakałaś? - szepcze do mojego ucha, a jego ciepły oddech odbija się od mojej skóry.
- Nie wiem - nie chcę mówić mu prawdy i tak to nic nie zmieni.
- Oczywiście, że wiesz. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Takie tam moje fanaberie - wyciskam żel na dłoń i rozcieram na ramionach, piersiach i brzuchu.
- Ava, chcę wiedzieć co czujesz - serio? Niby od kiedy obchodzą go moje uczucia?!
- Nie chcę o tym rozmawiać, Justin - odwraca mnie w swoją stronę, podnosi moją głowę i patrzymy sobie w oczy. Marszczy czoło i skanuje uważnie moją twarz.
- Mów co się dzieje, Ava - jego ton brzmi teraz dość poważnie.
- O nic, naprawdę. Po prostu jestem zmęczona, potrzebuję trochę spokoju.
- Wiesz, że Ci nie wierzę? - jezu! Co jest z nim dzisiaj nie tak?
- Daj mi spokój. Nie chcę o tym rozmawiać, dobrze?! - podnoszę głos, bo zaczyna mnie irytować.
- Nie tym tonem, Ava! - mówi ostro i zupełnie nie rozumiem, o co chodzi w tej sytuacji.
- Dobrze - mówię spokojnie - Mogę wyjść? - niestety trzyma mnie w ramionach.
- Dlaczego ode mnie uciekasz? - wtula twarz w moje mokre włosy i tuli do siebie.
- Nie uciekam, Justin. Jestem zmęczona i naprawdę chcę się położyć.
- No dobrze - przepuszcza mnie i sam zaczyna wcierać żel w swoje ciało.
Wychodzę z kabiny, wycieram się puchatym ręcznikiem i suszę delikatnie włosy. Przebieram się w bokserkę, majtki i jestem gotowa do snu. Wczoraj ani dzisiaj w ogóle nie bolały mnie plecy, jestem trochę zaskoczona, ale to fajne uczucie. Strupki poodpadały i są jedynie dziwne szramy, chciałabym żeby też zniknęły, ale nie mam na to większych nadziei. Wskakuję do łóżka, przekręcam się na prawy bok i układam kołdrę między nogami i pod głową. Moja ulubiona pozycja. Jest wygodnie, ciepło, ciemno i moje powieki praktycznie same się zamykają.

Następnego dnia tak jak obiecał mi Justin, wybraliśmy się wszyscy do centrum Londynu. Jechaliśmy nowym samochodem, który był fajny i terenowy. Był dość wysoki i kiedy tylko próbowałam do niego wejść, chłopcy mieli niezły ubaw. To nie moja wina, że mam tylko metr sześćdziesiąt trzy wzrostu, a ten samochód naprawdę ma wysokie zawieszenie! Jednak wszyscy od rana mieli dobre humory.

Poruszamy się po mieście, wchodzimy do różnych sklepów i ogólnie dobrze się bawimy. Widzę, jak Justin skanuje otoczenie i jest bardzo ostrożny. Kiedy wychodziliśmy z domu widziałam, jak chowa broń za paskiem swoich jeansów. Jednak wiem, że zachowuje środki bezpieczeństwa.

- Mam ochotę na loda - słyszę głos Thomasa i przekręcam głowę w jego stronę - Woohoo, Ava! Dlaczego masz taką dziwną minę? - wystawia ręce w geście obronnym.
- Taką? To znaczy jaką, Thomas? - mrużę groźnie oczy, ale chce mi się śmiać. 
- Nie wiem, wyglądasz dziwnie podejrzanie. Wyluzuj, maleńka. Nie o takiego loda mi chodziło - och!
- Ej kurwa! Jestem tutaj, tak? - odzywa się Justin - Zapomnij, Thomas!
- Jezu! Chodziło mi o normalnego loda, tak? Takiego z maszyny, jesteście tacy zboczeni!
- Tsa, my? To Ty pierwszy powiedziałeś o lodzie - wystawiam mu język i uśmiecham się do niego.
- Jesteś niemożliwa dziewczyno! Justin Cię zepsuł! - wybucha śmiechem, a ja marszczę czoło.
- Zepsuł mnie? W jakim sensie? - pytam go, bo trochę mnie zaciekawił.
- Oj, normalnie? - odpowiada pytająco - Za dużo seksu i myślisz tylko o jednym! - prycha pod nosem, a ja praktycznie zamieram! Czuję jak zaczynam szybciej oddychać, a w mojej głowie szaleje tornado wspomnień. Myślę tylko o jednym? Boże! Mocno zaciskam usta i staram się uspokoić, nawet nie zdaje sobie z sprawy z tego, jak bardzo Justin mnie skrzywdził - Ava? - słyszę głos Thomasa i odwracam głowę w jego stronę - Co się stało? Jesteś dziwnie blada. Powiedziałem coś nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku - ucinam i wysilam się na uśmiech.
Nikt się już więcej nie odzywa, czuję na sobie wzrok Justina który idzie obok mnie i trzyma moją dłoń. Jednak nie odwracam głowy w jego stronę i patrzę prosto przed siebie. Kiedy dochodzimy do budki z lodami, chłopcy szybko wybierają smaki, ale ja nie mam na nie kompletnie ochoty. Czuję w sobie dziwny niepokój i panikę. Dociera do mnie powaga sytuacji i to, że spaceruję sobie po Londynie tysiące kilometrów od domu z chłopakiem, który mnie porwał i zniszczył mi życie. Czy ja jestem normalna? Dlaczego nie próbuję od niego uciekać do cholery?! Nie wiem gdzie, nie wiem za co, ale chyba powinnam to zrobić, tak? Nie mogę sobie tutaj beztrosko z nim żyć, to złe i jak długo będziemy to ciągnąć? Dostrzegam bransoletkę na moim nadgarstku i zastanawiam się, czy łatwo byłoby ją zdjąć, nie mam kluczyka, ale może da się ją jakoś rozwalić? Może powinnam po prostu obmyślić plan i spieprzać stąd jak najdalej? Tylko gdzie iść? Jeśli nie do domu, to dokąd? Czuję się jak sierota bez bliskich osób, bez żadnej wizji przyszłości w tym momencie. Dociera do mnie boleśnie, że jestem skazana na chłopaka, który stoi obok mnie i ściska za rękę. Jak do tego doszło?!
- Ava - słyszę jego głos i podnosi moją głowę do góry - Powiesz mi co się dzieje?
- Nic się nie dzieje, jest ok - odpowiadam krótko.
- Nie wierzę Ci - kręci głową, zaciska usta i zaczyna się denerwować - Nic mi nie mówisz i zaczyna mnie to martwić. Kombinujesz coś? - mruży oczy i nie spuszcza ze mnie wzroku, och!
- Kombinuję? Niby co, Justin? Jestem tysiące kilometrów od domu, nie mam pieniędzy ani żadnych dokumentów. Więc jakim cudem? Powiesz mi? - złoszczę się, chociaż nie powinnam.
- Nie wiem. Wiem natomiast, że czasami chodzą Ci po głowie różne pomysły. Ostrzegam Cię, Ava - jest poważny jak diabli i zaczynam się bać - Jeśli odjebiesz mi jakiś numer, bardzo mnie tym zdenerwujesz i nie będzie miło, rozumiesz mnie? - zerkam przelotnie w stronę chłopców, którzy stoją nieopodal nas, ale rozmawiają i nie zwracają na nas najmniejszej uwagi - Mówię do Ciebie! - podnosi głos do głośnego szeptu i mocniej wbija palce w moje ramię.
- Rozumiem, Justin. Uspokój się! - też podnoszę lekko głos, ale jesteśmy na ulicy do cholery!
Przysuwa mnie mocno do siebie i przytula, jednak w tym ruchu nie ma żadnej czułości ani delikatności. Robi to tylko i wyłącznie po to, aby móc mi do ucha wyszeptać słowa groźby.
- Nie mów mi co mam robić, to po pierwsze! - ale jest wkurzony! - Po drugie, masz mnie słuchać i nie lekceważ mnie, kiedy do Ciebie mówię! A po trzecie, nie uciekniesz ode mnie, Ava - mówi to tak cicho i groźnie, aż na moim ciele pojawia się gęsia skórka - Czy Ci się to podoba czy nie, będziesz ze mną tak długo, jak będę tego chciał. Rozumiemy się? - zaciskam usta, bo bardzo chce mi się płakać po jego słowach. Jednak od razu przytakuję głową i czuję, jak całuje mnie w szyję - Cieszę się.
Puszcza mnie, bierze za rękę i jak gdyby nigdy nic, kontynuujemy wycieczkę po mieście.







***********************************************************
Niespodzianka! :)

Miało nie być dzisiaj rozdziału, ale jest!
Kto się cieszy? :D

Kocham WAS i dziękuję za każdy komentarz! Czytam je z uśmiechem na twarzy :')





Kasia.



13 komentarzy:

  1. Tak się cieszę że dodałaś dzisiaj ten rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Super że dodałaś dzisiaj ! Rozdział jak zwykle świetny :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde , Marlon ....czuję że coś się święci :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda mi Avy ...tęskni za rodziną a Justin jeszcze jej mówi takie rzeczy zamiast okazać uczucie :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział.Kocham to opowiadanie.Jest cudne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaaaa cudnie! Kocham takie niespodzianki a jeszcze bardziej twoje rozdziały ♥♥♥Budzę się codziennie z uśmiechem na twarzy i świadomością że na wieczór będę mogła przeczytać nowy!

    OdpowiedzUsuń