Szablon wykonany przez Yassmine.

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 25.

Budzi mnie dotyk na policzku i gwałtownie otwieram oczy. Widzę przed sobą Justina i uspokajam się. Oddycham głęboko i wpatruję się w jego oczy. Głaszcze mnie czule i opiera swoje czoło o moje. 
- Przestraszyłem Cię? - pyta cichutko i pociera swoim nosem o mój.
- To nic takiego - moje serce powoli zwalnia i zwraca do swojego rytmu.
- Przepraszam, nie chciałem. Dochodzi prawie południe i zacząłem się nieco martwić, czy w ogóle żyjesz - och, południe? Uroczo się do mnie uśmiecha i dotyka palcem moich ust.
- Dlaczego nie obudziłeś mnie wcześniej? - ziewam i przeciągam się leniwie.
- Po co? Byłaś zmęczona i Twój organizm był osłabiony, potrzebowałaś dużo odpoczynku.
- Brzydka pogoda - marszczę czoło, spoglądam w stronę okna i widzę deszcz.
- Uroki Londynu - mruga zadziornie - Zjesz coś? - przytakuję głową i powoli podnoszę się z łóżka. Podchodzę do krzesła i ubieram wczorajsze czerwone spodenki i czarną bluzeczkę. Zakładam na stopu białe skarpetki, i rozczesuję włosy - Jesteś taka śliczna - Justin przytula się do mnie od tyłu i całuje w głowę. Uśmiecham się do siebie, bo ostatnio często mi to powtarza - Gotowa? - bierze mnie za rękę i idziemy do salonu. Chłopcy siedzą zadowoleni i grają na konsoli.
- Siema, Ava! Myśleliśmy, że nie żyjesz - Drew 
śmieje się i kręci głową.
- Ha, ha, ha. Bardzo zabawne, wiesz? - wystawiam mu język i przewracam oczami.
- Strasznie! To dobry suchar, mała! - ten człowiek serio jest niemożliwy.
- Widziałeś co jest w ogrodzie? - pytam, kiedy przysiadam obok niego na narożniku. 

- Nie? - odpowiada pytająco i wzrusza ramionami - A co tam niby jest? Ogród jak ogród, Ava. 
- Wcale nie. Jest tam co, co Ci się spodoba - patrzy na mnie zaciekawiony.
- Powiesz coś więcej? Serio nie chce mi się ruszać tyłka, żeby to sprawdzić.
- Jest to coś, co lubisz, czyli - robię chwilę przerwy i widzę jak wyczekująco na mnie spogląda.
- Wydusisz to wreszcie z siebie? - pogania mnie i się niecierpliwi.

- Trampolina! - krzyczę i widzę, jak twarz Drew się zmienia.
- Pierdolisz! Kłamiesz, Ava! - uśmiecha się z kpiną, jakby nie dowierzał.
- Idź i sam sprawdź - mrugam zadziornie i posyłam mu chytry uśmieszek.
- Ava! - Justin woła mnie i przechodzę do pomieszczenia obok - Zrobiłem Ci śniadanie - och.

- Wygląda pysznie - uśmiecham się szeroko, kiedy Justin stawia przede mną talerz z jajecznicą. Od razu polewam ją ketchupem i widzę zaskoczenie na twarzy chłopaka.
- Jesteś dziwna, Ava. Serio, ketchup? - prycha i zakłada ręce na piersiach.
- No pewnie! Idealne połączenie! - szczerzę się jak wariatka i wcinam śniadanie.
Justin zaparza wodę i robi dwie kawy. Uśmiecham się po nosem, bo taka wersja jego bardzo mi się podoba. Czyż nie zachowuje się jak idealny, kochający chłopak, który robi mi śniadanie i parzy kawę? Chciałabym żeby był taki zawsze i żebym nie musiała się nigdy więcej bać, strach to paskudne uczucie które zżera od środka. Jednak nie wiem ile potrwa ta sielanka, jak długo Justin będzie taki słodki, spokojny i traktował mnie tak dobrze jak teraz. To chłopak z mafii, nie oszukujmy się. 

- Ava!! - słyszę wrzask, wzdrygam się i widelec wypada mi z ręki. Przykładam dłoń do serca, mało nie dostałam zawału przez tego kretyna! - Miałaś rację z tą trampoliną - wpada do kuchni i mruga do mnie zadowolony - Dlaczego widelec leży na podłodze? - pyta, podchodzi i podnosi go z podłogi.
- Przestraszyłeś ją, idioto! Nie drzyj się tak człowieku, można paść na zawał!
- Dobra dobra, nie spinaj się bracie! - 
Drew prycha i wychodzi z kuchni. 
Justin podaje mi nowy widelec i cmoka w usta. Uśmiecham się do niego i wzruszam ramionami, są do siebie tak podobni. Mogłabym ich z łatwością pomylić, gdyby ułożyli tak samo włosy.

Pierwszy tydzień w Londynie mija nam w szybkim tempie. Nic ciekawego się nie dzieje, ale nie narzekam wcale na taką nudę, wręcz przeciwnie. Wreszcie się rozluźniam i zapominam na chwilę o wszystkim. Mam też nadzieję, że Marlon nas tutaj za cholerę nie znajdzie i będziemy mogli w miarę normalne żyć. Dzisiaj też mija trzy tygodnie od porwania i tęsknota za rodziną przygniata mnie coraz bardziej. Nie wiem co mam zrobić, a tak bardzo chciałabym usłyszeć głos mamy.
Siedzę sama w kuchni, przeglądam gazetę, popijam herbatę a chłopcy rozmawiają o czym zawzięcie. Widzę na stoliku telefon Justina a raczej mój, którego używa i mam ogromną ochotę zadzwonić do domu. Nawet nic nie mówić, tylko po prostu usłyszeć głos mamy, taty lub brata. Nie wiem dlaczego to robię, ale szybko wykręcam numer domowy i przykładam telefon do ucha. Serce momentalnie przyśpiesza swoje bicie i nie wiem czy z podekscytowania, że usłyszę zaraz głos kogoś moich bliskich, czy dlatego, że w każdej chwili ktoś może wejść do kuchni.
- Halo - słyszę nagle słaby głos i rozpoznają mamę - Halo - powtarza, a ja przykładam dłoń do ust. Chce mi się płakać i doskonale wiem, że moja mama jest w tym momencie złamana na milion kawałków - Jest tam ktoś? - boże! Moja kochana mamusia! - Ava, to Ty? - o nie! Skąd niby miałaby wiedzieć, że to ja jeśli nic nie mówię? - Kochanie, jeśli to Ty wróć do domu, błagam Cię! - czuję łzy na policzkach i słyszę rozpacz w głosie mojej mamy - Tak bardzo za Tobą tęsknimy, Skarbie! - zasłaniam głośnik telefonu i teraz już szlocham żałośnie, jej głos dobił mnie totalnie i moje serce rozpieprza się w sekundę w drobny mak! - Wiem, że to Ty Kochanie, czuję to! Daj mi jakiś znak, a znajdę Cię choćbym miała przelecieć cały świat, córeczko! - słyszę, że mama również płacze. Wiem, że powinnam się rozłączyć, bo więcej nie zniosę, ale nie mogę tego zrobić. Tęsknię za nią z całych sił i nie pragnę niczego innego, jak przytulić się do niej w tej chwili.

Do kuchni wchodzi Justin i od razu orientuje się w sytuacji. Doskakuje do mnie, wyrywa telefon z mojej dłoni i kończy połączenie. Ja wybucham płaczem i moje ciało wpada w trans. 
- Do kogo zadzwoniłaś, Ava? - głos chłopaka tnie powietrze. Jest surowy, zimny i oschły - Odpowiadaj kiedy Cię kurwa pytam! - wrzeszczy, a ja płaczę jeszcze bardziej. Podchodzi, mocno szarpie mnie za ramię i zmusza abym wstała z krzesła. Kiedy już to robię, wpatruje się w moje oczy i widzę jak cholernie jest na mnie wściekły - Długo mam jeszcze czekać?! - podnosi głos, a ja mocno zaciskam usta i zamykam oczy - Odpowiadaj do cholery! - krzyczy, ale ja nadal nie mogę się uspokoić.
- Co się tutaj dzieje? - do kuchni wchodzi Thomas, obserwuje nas i marszczy czoło - Justin?
- O to kurwa, że Ava gdzieś zadzwoniła i muszę wiedzieć do kogo! Jak mogłaś to zrobić? Dałem Ci zbyt dużo wolności, skoro posunęłaś się do czegoś takiego! Mów w tej chwili do kogo dzwoniłaś!
- Do mamy  - odpowiadam cichutko, kiedy powoli się uspokajam.
- Co takiego?! Co jej kurwa powiedziałaś? - ależ jest wściekły.
- Nic. Ale ona wiedziała, że to ja - zamykam oczy i przywołuję w myślach jej złamany głos.
- Ja pierdole! Dlaczego kurwa po prostu mnie nie słuchasz, co?! - mocno zaciska szczękę i zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie miło. Szarpie mnie mocno za ramię, mijamy Thomasa i wychodzimy z kuchni. Szybko przechodzimy do naszego pokoju, wpycha mnie do niego siłą i zaczynam się cholernie bać. Właśnie takiego Justina wolę unikać, kiedy jest wściekły potrafi mu nieźle odbić - Posiedzisz sobie tutaj i przemyślisz swoje zachowanie! - podnosi głos, obdarza mnie jeszcze jednym, wkurzonym spojrzeniem i znika za drzwiami. Jednak słyszę jak zamyka je na klucz, ale mało mnie to obchodzi. Układam się na łóżku, przykrywam puchatym kocem i na nowo wybucham żałosnym płaczem.

Mija dobre cztery godziny, zanim ktoś przekręca klucz i moim oczom ukazuje się twarz Thomasa. Niepewnie wchodzi do pokoju, przysiada na łóżku i wpatruje się we mnie.
- Wszystko w porządku? - pyta po chwili i posyła mi smutne spojrzenie.
- Tak - 
przełykam ślinę i czuję, jak bardzo zaschło mi w gardle.
- Zejdziesz do nas? Nie powinnaś siedzieć tutaj sama - kiwam przecząco głową, ale nie mam na to ochoty - Dlaczego? Justin wyluzował, przeszło mu. Nie zrobi Ci krzywdy, nie bój się. 
- Nie boję się, Thomas. Po prostu chcę być sama - i płakać nad swoim żałosnym losem!
- Zawołam Justina - podnosi się z łóżka i kieruje w stronę drzwi. Nie chcę tego.
- Nie rób tego, naprawdę chcę być sama - zerkam na niego i proszę go spojrzeniem.
Wzdycha, wychodzi z pokoju jednak nie zamyka go na klucz. Zostaję sama i znowu pogrążam się w swoich myślach. Wiedziałam, że mama to przeżywa, nie wiedziałam tylko jak bardzo. Jestem jej dzieckiem, miałyśmy ze sobą świetny kontakt więc nawet nie powinnam być zaskoczona. Musi bardzo cierpieć i martwić się o mnie. Może będzie jej teraz lepiej z myślą, że jednak żyję? Tak bardzo chciałam się odezwać, powiedzieć jej jak bardzo ją kocham i chciałabym móc do niej wrócić, jednak nie mogłam tego zrobić, bo nie wiem jakie przyniosłoby to konsekwencje. Może Marlon obserwuje moją rodzinę? Nadzoruje ich i sprawdza czy czasami nie wróciłam do domu? Nawet nie chcę o tym myśleć i dopiero teraz dociera do mnie fakt, że mogłam narazić ich na niebezpieczeństwo. Nie mogę tego nigdy więcej zrobić, chociaż doskonale wiem, że Justin mi na to nie pozwoli. Miałam swobodę, a teraz pewnie będzie mnie  bardziej pilnował. Sama jestem sobie winna.

- Ava - słyszę jego głos i patrzę na niego. Stoi w progu pokoju z założonymi na piersiach rękami. Wpatruje się we mnie i marszczy czoło - Wszystko w porządku? - zamykam oczy i nie odpowiadam na jego pytanie, wtulam twarz w koc i naprawdę chcę być sama - Kochanie? - nawet nie wiem kiedy, ale już dotyka dłonią mojego policzka i przekręca moją głowę w swoją stronę - Spójrz na mnie - mówi cicho i chociaż nie mam na to ochoty, otwieram oczy - Powiedz mi, co się dzieje? - och, naprawdę? 
- Tęsknię za mamą, za moją rodziną - mówię cicho i ściskam w dłoniach koc.
- Wiem - głaszcze mnie delikatnie po policzku - Ale wiesz w jakiej jesteś sytuacji, tak? Nie możesz robić takich rzeczy, Ava. Bardzo mnie tym zdenerwowałaś, wiesz? - przytakuję głową, bo nawet nie wiem co mam mu powiedzieć - Naprawdę, jeśli zrobisz jeszcze raz taki numer, nie będziesz miała wolności, rozumiesz? Już teraz będę miał na Ciebie oko i będziesz bardziej pilnowana, za bardzo Ci zaufałem - wzdycha ciężko i dziwnie robi mi się go żal, chociaż doskonale wiem, że nie powinno! Porwał mnie do cholery, skrzywdził i myśli, że będę potulna jak baranek? Dobre sobie!
Układa się obok mnie i przyciąga moje ciało do swojego, leży na boku i wtulam twarz w jego szyję. Powinnam go znienawidzić, za to wszystko przez co musiałam przez niego przejść, dlaczego po prostu nie mogę tego zrobić? Powinnam też spróbować stąd uciec, a nie podporządkować się jemu, bo tak mu się podoba! Jednak przeraża mnie myśl, że byłabym sama z dala od domu. Bez pieniędzy, dokumentów. Jak miałabym sobie poradzić? Potrafię się zgubić kilka ulic od własnego domu!

Następnego dnia popołudniu, Justin zabiera mnie na obiad do przyjemnej knajpki. Zaskakuje mnie tym, ale nie sprzeciwiam się, bo wreszcie wychodzę do ludzi. Oczywiście mam na sobie moje "nowe" włosy, bo mimo wszystko trzeba zachować bezpieczeństwo.

Po obiedzie idziemy na spacer do pobliskiego parku, jest duży z mnóstwem ławeczek, placem zabaw i ogromną fontanną. Pogoda dzisiaj jest nieco lepsza, ale słońce tutaj to rzadkość, obłęd! Jednak nie przejmuję się tym, mam na sobie ciepły sweterek, Justin trzyma mnie za rękę, a wiatr rozwiewa moje włosy. Nie rozmawialiśmy więcej o tym co zrobiłam. Nie wiem nawet co miałabym mu powiedzieć. Czy żałuję? Sama nie wiem, może trochę? Jednak nie tego, że zadzwoniłam tylko tego, że usłyszałam załamany głos mojej mamy, który dźwięczy mi w uszach cały czas. Nie mogę się go pozbyć z mojej głowy i tym telefonem zrobiłam sobie tylko krzywdę. Wiem, jak bardzo moja mama teraz cierpi.
- Ava - głos Justina sprowadza mnie na ziemię i odwracam głowę w jego stronę - Domyślam się, że nie słyszałaś nic z tego co do Ciebie powiedziałem? - unosi brew i kręci głową.
- Przepraszam, zamyśliłam się - uśmiecham się delikatnie.
- Ostatnio dość często Ci się to zdarza - siadamy na ławce i Justin sadza mnie na swoich kolanach.
- Za dużo myśli po prostu, ale nie martw się tym. Wszystko jest ok. Lepiej powiedz co mówiłeś, kiedy byłam w innym świecie - bawię się palcami i dziwnie się przy nim krępuje.
- Mówiłem, że kupiłem samochód dzisiaj rano i pytałem, czy chcesz pojechać do miasta. Mówiłaś, że nigdy nie byłaś w Europie, więc może chcesz zobaczyć centrum Londynu? - och!
- No pewnie! Byłoby super! - od razu uśmiech rozświetla moją twarz, to lepsze niż siedzenie w domu. Świeże powietrze dobrze mi zrobi i zobaczę nowe miejsca.
- No dobrze, więc pojedziemy jutro po śniadaniu. Pasuje? - odgarnia kosmyk włosów z mojej twarzy.
Odkąd uciekliśmy z LA zrobił się jakiś spokojniejszy, nie jest wybuchowy ani nerwowy może to też kwestia tego, że nic nie bierze? Nie wiem, ale jestem tym wszystkim mile zaskoczona.
- Pasuje - nie wiem dlaczego to robię, ale pochylam się i całuję go w usta.
Od razu odwzajemnia pocałunek i wślizguje język w moje usta. Pociera nim z uczuciem i ostrożnością, przenosi dłoń na mój kark i dociska mnie mocniej do siebie. Kiedy odrywa się ode mnie, wpatrujemy się w swoje oczy i chyba każde z nas 
myśli w tej chwili, co tak naprawdę się między nami dzieje.





15 komentarzy:

  1. Świetny. Nie licząc tego kiedy zdenerwował się na Ave za zadzwonienie do mamy rozdział był słodki. Moim zdaniem Ava postąpiła lekkomyślnie. Czekam na następny.kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ! Czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  3. Są tacyyy słodcyyy <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział <3 Kocham to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda mi trochę Avy bo tęskni za rodziną ale z drugiej strony rodzi się coś fajnego między nią a Justinem :D Czekam na next !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny ! Coraz bardziej wkręcam się w to opowiadanie :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny, nie da się go inaczej określić, porostu cudowny 😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju Ava tak tęskni za domem żal mi jej ...Super rozdział! Kocham Cię ♡

    OdpowiedzUsuń