Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 24. Part II

Nie wiem ile śpię, ale coś szeleści obok mnie. Jednak ja już praktycznie nie kontaktuję i jest mi to obojętne. Nawet mogą być to ludzie Marlona, widocznie przyszła moja kolej i trzeba pożegnać się z życiem. Uchylam powieki odrobinkę i widzę, że zaczyna się ściemniać. Zamykam je z powrotem, ale słyszę jak głosy dochodzą gdzieś niedaleko. Może to jacyś myśliwi, albo ludzie którzy zbierają grzyby? Znajdą mnie i zawiozą do szpitala, tam na pewno zorientują się kim jestem i moi rodzice dowiedzą się, że żyję. Wtedy sprowadzę na nich nieszczęście.

- Ava! - słyszę jak ktoś krzyczy moje imię, ale nie mogę się na tym skupić - Kochanie - coś dotyka mojego policzka, ale nawet kiedy bardzo chcę, nie mogę otworzyć oczu. Jestem przytomna, trochę jeszcze kontaktuję, ale moje ciało jest zbyt słabe na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
- Musimy ją stąd zabrać! - głos brzmi znajomo, ale nie mogę go rozpoznać. Czuję, jak ktoś podnosi mnie z ziemi i trzyma w swoich ramionach, otula mnie kocem i po chwili robi mi się cudownie ciepło. Jednak nie mam siły, aby nawet podnieść głowę i opada mi do tyłu. Tak bardzo chce mi się spać.

- Dlaczego tak długo śpi? - słyszę jakiś przytłumiony głos obok siebie.
- Nie wiem czemu, może jej ciało jest po prostu zbyt osłabione i potrzebuje dojść do siebie?
- Ale śpi już siedem godzin, kurwa! - ktoś bardzo się złości i niecierpliwi. Czuję na policzku ciepły dotyk i próbuję otworzyć powieki - Ava, Skarbie. Błagam Cię, obudź się. Czekam na Ciebie, no dalej - znam ten głos i zmuszam swoje ciało, żeby się wysiliło. Opornie mi to idzie, powieki są ciężkie i jak na złość mnie nie słuchają - Rusza oczami! - och, udało mi się jednak? - Dobrze Ci idzie, maleńka! Jeszcze troszeczkę - cichy jęk opuszcza moje usta, ale wreszcie uchylam powieki. W pomieszczeniu jest przygaszone światło, dzięki czemu nic mnie nie oślepia. Widzę przed sobą Justina, wpatruje się we mnie wyczekująco i delikatnie się uśmiecha - Właśnie tak, Skarbie - cmoka mnie w usta i dopiero teraz powoli dochodzę do pełnej świadomości. Podnoszę dłoń i przykładam do głowy. Jednak marszczę czoło, bo moją uwagę przykuwa coś przyczepionego do wierzchu mojej dłoni i oglądam to z zaciekawieniem. Dopiero po chwili dostrzegam, że to wenflon! Skąd to się wzięło?
- Co to? - pytam cicho i krzywię się lekko, strasznie zaschło mi w gardle.
- O nic się nie martw, to tylko kroplówka na wzmocnienie - uspokaja mnie Justin.
- Kroplówka? Skąd to masz? - jestem nieco zaskoczona.
- Można to kupić w każdej aptece, Kochanie - uśmiecha się  uroczo - Byłaś bardzo słaba.
- Przytul mnie - mówię cicho i mocno zaciskam usta. 

Widzę zaskoczenie na jego twarzy, ale od razu przyciąga moje ciało do swojego. Czuję na policzkach ciepłe łzy, ale tak bardzo się cieszę, że żyjemy! Jak w ogóle nam się to udało?
 - Cichutko, Skarbie nie płacz. Jesteś już bezpieczna i nikt nie zrobi Ci krzywdy - głaszcze mnie po plecach, a ja mocno wtulam się w jego szyję. Jest tutaj i tuli mnie do swojego ciała.

Znowu przysypiam. Budzę się i kiedy uchylam powieki, obok siebie widzę Justina. Wciąż przytula mnie do siebie, sunie dłonią po moim ramieniu i całuje w czoło. Odchylam głowę i nasze oczy się spotykają. Odgarnia kosmyk włosów z mojego czoła i przygląda się mojej twarzy.

- Zasnęłaś - mówi cicho i dotyka palcami mojego policzka - Jesteś słaba, musisz odpoczywać.
- Co się wydarzyło? Jaki dzisiaj dzień? Jak długo byłam w tym lesie? - pytam, a Justin wzdycha. 
- Prawie czwartek, Skarbie. Dokładnie za trzydzieści minut wybije północ. Przepraszam, że trwało to tak długo - wpatruje się w moje oczy i dopiero teraz dostrzegam na jego policzku zasinienie. Dotykam delikatnie palcami jego twarzy i marszczę czoło - To nic takiego. Nie przejmuj się tym.
- Skąd to się wzięło, Justin? Kto Cię uderzył? - zaczynam szybciej oddychać i gapię się na niego.
- Spokojnie, to długa historia. Opowiem Ci jak dojdziesz do siebie. Prześpisz się jeszcze? 

- Nie, chyba nie chce mi się spać - ziewam przeciągle i zasłaniam usta dłonią.
- Skoro tak, to może coś zjesz? - och, jak na zawołanie burczy mi w brzuchu i przytakuje głową - No to idziemy - Justin podnosi się i pomaga mi wstać z łóżka. Schylam głowę, ale przed oczami pojawiają mi się czarne mroczki - Powoli, jesteś osłabiona. Odepnę Ci kroplówkę - obserwuję, jak odczepia długą rurkę i zakręca wenflon. Jestem zaskoczona, ale idzie mu to bardzo sprawnie. 

- Jakim cudem umiałeś wbić igłę w żyłę? - zastanawia mnie to, chyba jednak to nie jest takie proste? 
- Normalnie - wzrusza obojętnie ramionami, jakby to była pestka! - Robiłem to wiele razy, Ava. 
- Wiele razy? Ale po co? Komu? - cholera! Tego się nie spodziewałam i jestem zaskoczona.  
- Nie mogę Ci powiedzieć. Jednak ma to związek z moją pracą, więc nie będziemy wchodzić w ten temat - nawet nie chcę! Co takiego robili ludziom których łapali? I co im wstrzykiwali? - Gotowe, idziemy? - wystawia dłoń, chwytam ją i powoli kierujemy się w stronę korytarza. 
Dopiero teraz czuję, jak bardzo bolą mnie plecy i muszę poprosić Justina, żeby posmarował mi je kiedy coś w siebie wcisnę. Schodzimy po schodach i widzę chłopaków, którzy siedzą w salonie i rozmawiają cicho. Dostrzegam również Jacoba i jego obecność nieco mnie zaskakuje, co tutaj robi? Skąd się w ogóle tutaj znalazł? Jednak chłopcy są bardzo skupieni na rozmowie i dopiero po chwili odwracają głowy w naszą stronę. Drew marszczy czoło i wpatruje się we mnie.
- Jak się czujesz, mała? - Thomas pyta cicho i posyła mi współczujące spojrzenie.
- Lepiej - odwzajemniam uśmiech i jestem wdzięczna za troskę - Sen dobrze mi zrobił. 
- To świetnie - mruga i spogląda na Justina - Nie mamy zbyt dużo czasu, stary.
- Wiem. Myślę, że niedługo będziemy gotowi i możemy się zbierać. 
- Dokąd? - odwracam głowę w stronę Justina i nasze oczy się spotykają - Co się dzieje? 
- Wyjeżdżamy dzisiaj do Europy, samolot mamy o trzeciej rano. Musimy się streszczać, bo jest kawałek do lotniska - uchylam usta w szoku, tego się totalnie nie spodziewałam! 
Przechodzimy do kuchni, Justin sadza mnie na krzesełku i robi mi szybkie kanapki i gorącą herbatę. Kiedy jem, zamyśla się i wyłącza. Czy coś się wydarzyło złego kiedy spałam? 
- Skąd wiedziałeś, że się obudzę? - pytam, bo zastanawia mnie to. Kiedy w ogóle przebukował bilety. Skoro samolot mamy niebawem, musiał to jakoś przewidzieć. 
- Nie wiedziałem, po prostu zaryzykowałem. Im wcześniej stąd wyjedziemy, tym lepiej. Miałem nadzieję, że obudzisz się przed wylotem i pryśniemy stąd w cholerę. Jednak gdybyś się nie obudziła, przebukowałbym je znowu - patrzy na mnie niepewnie i widzę czułość w jego spojrzeniu. 
- Powiesz mi co się wydarzyło? Skąd zasinienie na Twoim policzku? - chwytam jego dłoń, która leży na blacie i mocniej ściskam jego palce. Justin wpatruje się w nasze dłonie i zanim zaczyna mówić. 
- Kiedy uciekłaś, w końcu skończyły nam się zapasy naboi, jednak Marlon był doskonale przygotowany. Niestety wpadaliśmy i związał nas w tym przeklętym magazynie. Stąd siniak na mojej twarzy - krzywi się dziwnie, marszczy czoło, ale mówi dalej - W sumie nie wiem, jakby to się skończyło. Raczej nie mielibyśmy szans na ucieczkę, bo niby jak? Byliśmy związani, bez broni i szykowałem się już na śmierć. Bolała mnie jedynie myśl, że zostaniesz sama i nie ochronię Cię tak, jak Ci to obiecałem - podnosi głowę i patrzy mi w oczy, od razu czuję w gardle dziwną gulę - Właśnie o Tobie myślałem w tamtym momencie o niczym innym, Ava! - wzdycha ciężko, a moje serce chce wyskoczyć z piersi! Boże! Myślał o mnie? - Niespodziewanie pojawił się Jacob, czym mnie totalnie zaskoczył. Nie wiem jakim cudem się tam wziął, ale uratował nam życie, dał broń i kiedy wrócił Marlon żeby z nami skończyć, nie marzyłem o niczym innym, jak tylko wpakować mu kulkę w głowę. 
- Zabiłeś go? - przełykam ślinę i nie wiem, czy byłaby to dobra wiadomość, czy zła. 
- Nie. Jego ludzie mi na to nie pozwolili. Ochraniali go własnymi ciałami i jedyną krzywdę jaką mu zrobiłem, to postrzał w brzuch. Nie wiem jak to się dla niego skończyło, ale domyślam się, że jego przydupasy zrobili wszystko aby utrzymać go przy życiu. Jeśli tak się stało, Marlon ma następny powód, żeby mnie sprzątnąć z tego świata. Dlatego wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj. Przyłączy się do nas Jacob, do LA nie ma już w sumie po co wracać. Jest na czarnej liście, tak samo jak ja. 
- Rany. Nie wiem, co powiedzieć - naprawdę nie wiem, tyle się wydarzyło kiedy uciekłam do lasu. 
- Nic nie musisz mówić - dotyka dłonią mojego policzka i uśmiecha się smutno - Najważniejsze, że nic Ci nie jest i poradziłaś sobie sama w tym lesie. Jestem z Ciebie dumny, maleńka - o cholera! 
- Wcale sobie nie poradziłam - na samo wspomnienie mam gęsią skórkę - Było tam tak ciemno, zimno, przerażająco - zaciskam usta i staram się nie rozpłakać - Znalazł mnie jakiś chłopak.
- Co takiego? Jaki chłopak, Ava? - widzę zaskoczenie na twarzy Justina.
- Od Marlona, chciał mnie zabrać - spuszczam głowę i oddycham ciężko.
- Kurwa! Co się wydarzyło, Kochanie? - podnosi moją głowę i wpatruje się w moje oczy.
- Postrzeliłam go - mówię cicho, a Justin otwiera szeroko oczy.
- Postrzeliłaś? - mówi tak cichutko, że ledwo go słyszę - Ty?
- Co miałam zrobić? To źle? - dopadają mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłam.

- Oczywiście, że dobrze! On nie miałby dla Ciebie litości, Skarbie. Bardzo dzielnie się zachowałaś, wiesz? Naprawdę jestem z Ciebie cholernie dumny! Powiesz mi, gdzie go postrzeliłaś?
- W kolano, udo i ramię - mówię niepewnie i zagryzam wargę. Justin prycha rozbawiony.
- Postrzeliłaś go trzy razy? Kurwa, Kotku! Jesteś niesamowita! - kręci głową, ale kiedy widzę jego szeroki uśmiech, w moje serce wlewa się szczęście - Koniecznie muszę nauczyć Cię strzelać.
- Nie dzięki - odpowiadam słabo - To było przerażające! Wcale nie chciałam tego zrobić, ale nawet nie dał mi wyboru. Prosiłam, żeby zostawił mnie w spokoju, ale oczywiście tego nie zrobił - wzdycham ciężko na samo wspomnienie - Jak miałam uciec, kiedy szedłby za mną? Nie było innego wyjścia jak unieszkodliwić mu nogi, ramię było dodatkowo, za nazwanie mnie dziwką.
- Jesteś bardzo dzielna, Kochanie - przytula mnie do siebie mocno i głaszcze po plecach.
- Tak bardzo się bałam, Justin - mocno wczepiam się w jego ciało i ściskam w dłoniach jego koszulkę - Byłam przerażona! - przykładam dłoń do ust i wybucham płaczem. 
- Wiem, Skarbie. Wiem. Jesteś już bezpieczna - szlocham głośno i czuję, jak trzęsie się moje zmęczone ciało - Ciii, wszystko już jest dobrze, jestem przy Tobie.

Nie wiem dlaczego, ale w tej chwili właśnie to jest dla mnie najważniejsze.





20 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział z resztą jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne opowiadanie ! Masz talent <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo jak dobrze że wszystko się dobrze skończyło :D A Ava z Justinem są mega słodcy hihihi Czekam na NEXT !

    OdpowiedzUsuń
  4. Super <3 Kiedy następny ? Nie mogę się doczekać !

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Kocahm to. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały. A może teraz zrobisz tydzień z tym rozdziałem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć, to w sumie jest tydzień z ff, bo od wtorku dodaję codziennie rozdział :D

      Usuń
  7. https://ta-sama-ale-inna.blogspot.com/ Zapraszam! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twoje ff super że dodajesz nowe rozdziały tak szybko.Jestem twoją wielką fanką ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww dziękuję! Naprawdę to wiele dla mnie znaczy :* ♡

      Usuń