Szablon wykonany przez Yassmine.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 23. Part I

Rzucamy się za samochód i natychmiast słychać strzały. Justin chowa moją głowę w swoje ramiona, ale strzały nie cichną nawet na chwilę. Jest strasznie głośno i mam ochotę zasłonić sobie uszy. 
- Ava - odchyla mnie od siebie i wpatruje się w moje oczy - Za chwilę biegniesz, zaczniemy strzelać i będziesz miała na to czas. Nie zatrzymuj się, ani nie oglądaj za siebie. Znajdź bezpieczne miejsce i po prostu tam zostań, dobrze? - kiwam tylko głową, jestem zbyt przerażona żeby cokolwiek powiedzieć - Bądź dzielna, Kwiatuszku. Ktoś po Ciebie wróci - mówi cicho i całuje mnie w usta. Przytrzymuje swoje usta, jakby chciał zapamiętać smak moich ust, chwytam go za nadgarstek i chcę pogłębić pocałunek, ale odsuwa mnie od siebie zbyt szybko - Strzelamy chłopaki! - seria strzałów zaczyna się od nowa, jednak teraz idzie ze strony Justina, Drew i Thomasa - Teraz Ava, uciekaj!
Kiedy słyszę jego słowa, podnoszę swoje ciało i uciekam w stronę lasu, który mam za sobą. Dzieli mnie od niego zaledwie sto metrów i kiedy wpadam w drzewa, oglądam się za siebie. Wymiana ognia trwa nadal i nawet nie wiem czy Marlon zorientował się, że mnie nie ma. Nie wiem czy mam biec dalej, czy może jednak poczekać na chłopców? Jednak widzę, jak Drew odwraca się w moją stronę i pokazuje żebym uciekała dalej. Zaciskam mocno usta, szlocham głośno i puszczam się biegiem w stronę lasu. Tak cholernie się boję, jestem tutaj sama i nie wiem jak to się dla mnie skończy. Poza tym bardzo nie chcę, żeby cokolwiek stało się Justinowi. Nie wiem dlaczego tak bardzo mnie to martwi, ale na samą myśl, coś boleśnie ściska mnie w brzuchu. Przywiązałam się do niego przez te dwa tygodnie, może to i krótki okres czasu i z pewnością zbyt wiele złego się wydarzyło, ale ochronił mnie przez Marlonem i nie dał zrobić mi krzywdy. Nie wiem, co tak naprawdę się między nami dzieje. Sypiamy ze sobą, zachowujemy się jak para i Justin stwierdził nawet, że mu na mnie zależy. Tak bardzo chciałabym mu powiedzieć, że mi też zależy. Czyżby dopiero w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa tak dosadnie to do mnie dotarło? Wiem, że to złe i niewłaściwe, ale naprawdę zależy mi na tym chłopaku. Jeśli jednak nie wróci i stanie mu się krzywda, nie chcę nawet dopuścić do siebie takiej myśli, to się nie stanie i na pewno wszystko dobrze się skończy.

Nie wiem ile biegnę, ale przystaję na chwilę, siadam na zimnej ziemi i chowam głowę w kolana. Oddycham głęboko i zerkam czy nikt za mną nie pobiegł, jednak jest czysto i co gorsza, ciemno i w cholerę strasznie! Od razu zaczynam panikować, bo naprawdę nie lubię ciemności. Od zawsze mnie to przerażało, a na dodatek teraz jestem w lesie gdzie jest mnóstwo dzikich zwierząt, kurwa!
Układam swoje zmęczone ciało i obejmuję je ramionami, jest mi cholernie zimno i popłakuję cicho. Zamykam oczy i po prostu staram się o niczym nie myśleć.

Nie wiem kiedy zasnęłam, ale budzę się nagle i gwałtownie. Oddycham szybko, głęboko i widzę, że jest okropnie ciemno! Nic nie widać, po prostu czarno! Co mam teraz zrobić, jak iść dalej? Nie ma na to szans i wiem, że na noc zostanę w tym miejscu, a nawet nie wiem czy jest tutaj dostatecznie bezpiecznie. Słyszę jak sowy chuchają, coś szeleści, gdzie indziej znowu coś dziwnie strzela. Mój mózg działa na wysokich obrotach i skanuje otoczenie, jednak nic nie widzę. Przeraża mnie to wszystko i chyba jednak wolałabym zostać razem z Justinem, trudno, co by było to by było, ale to miejsce jest koszmarne i przypominają mi się wszystkie horrory, które obejrzałam w swoim życiu.
- Boże, Justin dlaczego kazałeś mi to zrobić?! - pytam sama siebie i wybucham żałosnym płaczem.
Moje ciało się trzęsie, jest mi zimno i moje zęby zderzają się ze sobą. Chce mi się pić, jestem głodna, a nawet nie wiem ile czasu będę tutaj siedzieć. Czy w ogóle ktoś mnie uratuje?


Przysypiam znowu, ale kiedy otwieram oczy widzę, że delikatnie zaczyna się przejaśniać. Nie wierzę, że przetrwałam sama noc w tym okropnym, strasznym lesie! Przecieram oczy i jest mi zimniej jeszcze bardziej, cholera! Niby jak mam się ogrzać, kiedy oprócz jeansów i sweterka nic na sobie nie mam? Co mam teraz robić? Iść dalej czy może zawrócić? Jednak moje rozmyślenia przerywa odgłos kroków i praktycznie przestaję oddychać. Chowam się za ogromne drzewo i niedaleko siebie widzę jednego z ludzi Marlona, boże! Panika strzela w moje żyły i nie wiem co to oznacza! Przecież to Justin miał po mnie wrócić, czy oni go zabili?! Nie! Przykładam pięść do ust i zagryzam, żeby nie wybuchnąć głośnym płaczem, muszę się skupić i znowu uciekać w głąb lasu, a tak bardzo tego nie chcę. Kiedy już mam robić krok przed siebie, nagle chłopak odwraca głowę w moją stronę i nasze spojrzenia się spotykają. Stoję jak sparaliżowana i nie mogę zrobić kroku. Uchylam usta w szoku i nie wiem co mam teraz zrobić. Widzę, jak mruży oczy i zaczyna powoli iść w moim kierunku, nie jest daleko to zaledwie kilka kroków! Próbuję zmusić swoje ciało do ruchu, ale to na nic! Strach wlał się w każdą komórkę mojego ciała i nie robię nic, stoję i patrzę na niego, jak zbliża się do mnie i nie mija nawet minuta, a już stoi przede mną. Jest wyższy, dobrze zbudowany i młody.
- Cześć, Skarbie - uśmiecha się przebiegle i mruga rozbawiony - Nie sądziłem, że tak szybko Cię znajdę. Cóż za miła niespodzianka - uśmiecha się i zakłada ręce na piersiach. Ja nie mówię nic, bo po prostu nie mogę! - Jednak cieszę się, że tak się stało. Chodź do mnie - wystawia dłoń, a ja automatycznie robię krok w tył - Nie każ mi czekać, nie mamy zbyt dużo czasu - kiwam przecząco głową i nie ma szans, że do niego podejdę. Dopiero teraz przypominam sobie, że Justin dał mi pistolet. Nie wiem nawet jak tego użyć, ale to zawsze jakaś obrona. Chłopak wzdycha niezadowolony i zaczyna iść w moim kierunku, ja tym samym się cofam i przykładam dłoń do paska od spodni, gdzie mam broń - No dalej, mała! Nie baw się ze mną! - podnosi głos, który roznosi się echem po lesie. Boję się, nie mogę pozwolić na to, żeby zrobił mi krzywdę. Muszę przeżyć tak, jak obiecałam to Justinowi, na pewno po mnie wróci! Obiecał mi to! - Jesteś kurwa niegrzeczna, wiesz? - chłopak zaczyna się złościć i jednym ruchem, który totalnie mnie zaskakuje, chwyta mnie za ramię i mocno do siebie przyciąga. Wpatruje się w moje oczy i mruży je groźnie - Widzisz? Nie ma sensu uciekać. Jestem silniejszy, Kochanie. Nie uda Ci się uciec przede mną - prycha z kpiną, mocniej ściska moje ramię i zaczyna mnie wlec za sobą. Mocno ściska moje ramię, a ja wysilam się aby pomyśleć. Co robić?! Oddycham ciężko, idę za nim i postanawiam, że muszę się wyrwać z jego uścisku. Jednak najpierw delikatnie wyciągam pistolet i mocno trzymam go w dłoni. Jest mały, lekki i liczę, że uratuje mi życie które wisi na włosku - Pośpiesz się, czeka nas spory kawałek do przejścia - mówi ostro, ale w tym wyrywam ramię, odsuwam się od niego i celuję bronią prosto w chłopaka, który stoi przede mną i jest szczerze zaskoczony. Marszczy czoło i tego nie spodziewał - Skąd masz broń, do cholery?! 

- To nie ma znaczenia skąd - odpowiadam słabo, ale mój głos drży, bo cholernie się boję. Nie chcę go zabić, nawet nie wiem czy mogłabym to zrobić!
- Chcesz mnie zabić, Kochanie? - zakłada ręce na piersiach i jest pewny siebie. Na pewno widzi mój strach i przerażenie - No dalej, strzelaj! Naprawdę jesteś aż tak odważna? 
- Odejdź, zostaw mnie w spokoju - czuję, jak bardzo trzęsą się moje dłonie w których trzymam broń.
- Jesteś zbyt słaba, żeby pociągnąć za spust - prycha i robi krok. Nie wiem jakim cudem, ale naciskam spust i trafiam go w kolano - Kurwa!! - wrzask roznosi się po lesie i jest przepełniony ogromnym bólem. Czuję jak moje serce cholernie mocno bije - Postrzeliłaś mnie, mała suko! - patrzy na mnie, ale upada na ziemię - Ja pierdole! - trzyma się za kolano które mocno krwawi, a ja nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam! Jednak chłopak po chwili wstaje i widzę mord w jego spojrzeniu - Tego Ci nie podaruję, maleńka! - kuśtyka w moją stronę, ale ja się cofam i nadal celuję w niego bronią. 
- Zostaw mnie, albo Cię zabiję! - mówię ostro i wstępuje we mnie odwaga. Walczę o własne życie!
- Och, serio?! No to kurwa dalej! - nadal idzie, ja się cofam i znowu pociągam za spust. Trafiam w udo, wcale nie chcę mieć go na sumieniu - Kurwa!! - znowu wrzeszczy i upada na ziemię. Nie waham się i strzelam po raz trzeci, tym razem w ramię. Chłopak wydziera się na całe gardło, aż chce wywalić bębenki, ale musiałam to zrobić! Jak mam uciec, skoro będzie mnie gonił? Teraz ma ranne nogi, ramię więc nie ma szans aby szedł za mną! - Zabiję Cię, Ty mała dziwko!! - oddycha ciężko i trzyma się za ramię. Krew rozlewa się na jego koszulkę i jeśli nikt mu nie pomoże, wykrwawi się.
- Ostrzegałam Cię! - mówię słabo i czuję łzy na policzkach - To był Twój wybór!
Nie czekam na nic, puszczam się biegiem przed siebie i muszę odejść od niego jak najdalej. Nie mogę uwierzyć, że go postrzeliłam! I to trzykrotnie! Jednak Justin mówił mi, że Ci ludzie to potwory, jakie miałam inne wyjście? To nie jest zabawa, tutaj każdy walczy o swoje życie! A ja nie dam się zabić! Muszę walczyć dla chłopaka, który obiecał mi, że po mnie wróci! 

Przystaję na chwilę i siadam pod drzewem, obejmuję ciało ramionami i kiwam się delikatnie na boki. Nie mogę przestać płakać i czuję, jak dopada mnie dziwna tęsknota za Justinem. Nie umiem tego zrozumieć i jest to dla mnie dziwne. Czyżbym poczuła coś do chłopaka, który tak bardzo mnie skrzywdził? Przecież mnie zgwałcił, jak to możliwe abym obdarzyła go uczuciem?! Jednak serce to serce, nie umiem nad tym zapanować i na samą myśl o nim coś boleśnie zaciska się w moim brzuchu. Chciałabym się do niego przytulić, zobaczyć jego uśmiech i pożartować. Lubię go takiego, kiedy jest spokojny i wyluzowany, zachowuje się wtedy jak normalny chłopak a nie człowiek, którego wychowała mafia. Wiem, że nigdy nie zmieni swojego zachowania, to jest po prostu niemożliwe. Jego umysł działa na innych falach i z pewnością zrobił w swoim życiu straszne rzeczy, ale nawet nie chcę o tym myśleć ani tego wiedzieć. Ważne jest to, że moje serce świruje, a mózg ciągle przywołuje jego obraz.

Znowu się ściemnia, a to znaczy, że spędzę w tym lesie drugą noc. Jestem potwornie głodna i przemarznięta do szpiku kości. Układam się na liściach pod drzewem i obejmuję ciało ramionami, aby dodać sobie trochę ciepła. Czy jest jakaś szans, że Justin naprawdę mnie tutaj odnajdzie? Skoro człowiek Marlona mnie szukał to może Justin, Thomas i Drew nie żyją? Jeśli faktycznie tak jest, na pewno nikt mnie nie uratuje i umrę tutaj. Sama w tym przerażającym lesie. Płaczę znowu, chociaż nie wiem skąd mam jeszcze w ogóle jakiekolwiek łzy. Boję się. Tak bardzo się boję.








11 komentarzy:

  1. OMG ! Rozdział cudowny ! Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. biedna Ava :c
    gdzie jestes Justin?!
    czekam na nn xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę powiedz, że Justin żyje jak i reszta. Oni muszą ją znaleźć i wyjść z tego cało.
    Świetnie piszesz. Czekam na nn. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. to jest cudowne :)
    czekam na następny *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się porobiło... :/ czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ biedna Ava ;c

    OdpowiedzUsuń