Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 10 października 2014

Rozdział 22.

Weekend mija nam na lenistwie i nic nie robieniu. Po prostu siedzimy, jemy, gadamy i chłopcy planują podróż do Europy. Justin zamawia bilety i najpierw udamy się do Londynu. Nie wiem dlaczego akurat tam, ale nie pytam o to. Staram się być grzeczna i nie zadawać zbędnych pytań, po tym jak ostatnio Justin dał mi dosadnie do zrozumienia, jak okrutny los może mnie czekać gdyby Marlon nas jednak znalazł. Bardzo nie chcę wyjeżdżać ze Stanów, ale czy mam jakieś wyjście? Nie mam tutaj nic do gadania, jestem zakładnikiem Justina i nie wypuści mnie tak czy siak. Tęsknię za rodzicami i bratem, staram się zbyt dużo o tym nie myśleć, ale kiedy już pogrążam się we wspomnieniach, za każdym razem czuję bolesny uścisk w brzuchu i łzy napływają do oczu. Wciąż mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła wrócić do domu. W życiu przecież wszystko jest możliwe.

W poniedziałkowy poranek budzę się dość wcześnie. Przeciągam się leniwie, ziewam i spoglądam na zegarek. Dochodzi dopiero dziesiąta, a po odbiór dokumentów jesteśmy umówieni w południe. Wczoraj wszystko spakowaliśmy do samochodu, aby dzisiaj się tym nie martwić. 

- Hej, Skarbie - słyszę cichy głos Justina i przekręcam głowę w prawą stronę. 
Kompletnie nie rozumiem co się z nim stało, ale przez weekend był strasznie opiekuńczy, troskliwy i czuły. Nie wiem jak można się ot tak zmienić, bo przecież wtedy w tym domu, kiedy mnie porwał zachowywał się zupełnie inaczej. Wiem, że jest zdolny do wszystkiego i postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie dam mu powodu do tego, aby zademonstrował mi swoją złość i siłę. Jednak zmiana jest zadziwiająca i czasami zastanawiam się co sprawiło, że obudziły się w nim jakiekolwiek uczucia. Kiedy zapytałam go o to wczoraj wieczorem jak leżeliśmy już w łóżku, sam nie znał odpowiedzi na to pytanie. Stwierdził jedynie, że mnie lubi i kiedy jestem obok niego, jest spokojny i dobrze mu wtedy. 
- Cześć - odpowiadam po chwili i delikatnie się do niego uśmiecham.
- Jesteś gotowa na wyjazd? - pyta niepewnie i dosuwa kosmyk moich włosów z czoła.
- Chyba tak - doskonale wiem, że to nie prawda. Przeraża mnie wizja wyjazdu.
- Byłaś kiedyś w Europie? - głaszcze kciukiem mój policzek i to bardzo przyjemne uczucie.
- Nie, nawet nie miałam z kim. Rodzice nie mieli czasu na takie wycieczki. A Ty?
- Kilka razy, w interesach. Raz w Berlinie, dwa razy we Francji i w Rosji.
- Wow, niezła lista - przeciągam się leniwie i ziewam.
- Jesteś taka słodka, wiesz? - pochyla się i słodko cmoka mnie w nos. Jestem nieco zaskoczona, ale od razu się uśmiecham - Wstajemy? Trzeba się ogarnąć i skoczyć odebrać dokumenty.

Opuszczamy ciepłe, wygodne łóżko i zakładam cichy, które sobie wczoraj odłożyłam. Wkładam na tyłek czarne jeansy, szarą bluzkę z długiem rękawem, bo dzisiaj na dworze jest dość chłodno. Na nogi zakładam czarne adidasy za kostkę i szybko ogarniam się w łazience. 

Kiedy tylko pojawiamy się na dole, w oczy rzucają nam się Drew i Thomas. Są zwarci, gotowi. Jemy jeszcze śniadanie i powoli zbieramy się do wyjścia. Dochodzi jedenasta, ale mamy kawałek drogi, bo chłopak umówił się z nami pod jakimś starym, opuszczonym magazynem. Wiadomo, że są to szemrane i nielegalne interesy, więc nikt za bardzo nie chce ryzykować.
Droga jednak mija w sympatycznej atmosferze, chłopcy są wyluzowany i rozmawiają swobodnie. Chyba nawet cieszą się na ten wyjazd, bo uśmiechy nie schodzą z ich twarzy. Może faktycznie tam będziemy bardziej bezpieczni niż tutaj? Będziemy mogli odetchnąć z ulgą i zaznamy trochę spokoju?
- Jesteśmy na miejscu. Jakoś tutaj dziwnie i ponuro - mówi Drew i wyrywa mnie z moich myśli.
- Faktycznie - Thomas rozgląda się z zaciekawieniem - Zróbmy swoje i spadajmy stąd.
Justin parkuje zaraz obok magazynu, wychodzimy z samochodu i chwyta mnie za rękę. Jak na razie nic się nie dzieje, jesteśmy trochę przed czasem i czekamy cierpliwie na gościa.
- Hej patrzcie, trampolina! - Drew krzyczy zadowolony, a ja prawie dostaję zawału! - Poskaczemy?
- Ten chłopak serio ma coś z głową. Czasami zastanawiam się czy nikt go nie upuścił przy porodzie.
Chichoczę pod nosem, ale słowa Justina mnie rozbawiły. Jednak Drew jest świetnym, zabawnym i pozytywnym chłopakiem. Ma poczucie humoru i potrafi rozbawić człowieka. Podskakuje na trampolinie i widać, że dobrze się bawi. Wygląda jak nieogarnięte dziecko. Kręcę głową i uśmiecham się szeroko.

- Chodź, Ava! Zobaczysz jaka zajebista zabawa! - krzyczy i robi fikołka. Puszczam dłoń Justina i podchodzę pod trampolinę, Drew pomaga mi na nią wejść, ale nie czuję się zbyt pewnie - Dajesz, mała! - chłopak uśmiecha się do mnie szeroko i zaczynam się po chwili odbijać razem z nim. Zabawa jest świetna i piszczę, kiedy odbijam się zbyt wysoko. Wow! To naprawdę niezła frajda!
- Uważaj, Ava! - Justin krzyczy niezadowolony i spoglądam na niego. Ma poważny wyraz twarzy i bacznie się we mnie wpatruje - No co? Ta trampolina jest stara! Wygląda, jakby przebiegło po niej stado słoni - burczy pod nosem i zakłada ręce na piersiach. To miłe, że się o mnie troszczy. 
- Nie marudź, bracie! Jest zajebista zabawa! - Drew krzyczy radośnie - Może dołączysz?
- Nie ma opcji, Drew! Takiego ciężaru na pewno by nie wytrzymała.
Justin ma sporo racji. Trampolina wgląda na starą i jej granatowy materiał wyblakł od słońca. Widać, że stoi tutaj bardzo długo i swoje już przeszła. Jednak Drew ma to w nosie, robi dwa fikołki i śmieje się głośno. Świetnie się bawimy, wiatr rozwiewa moje włosy, kiedy podskakuję. Jednak dzieje się coś, czego chyba oboje się nie spodziewamy. Materiał pęka po bokach i wpadamy do środka, cholera! 
- Ava! - słyszę przerażony krzyk Justina - Wszystko w porządku? - podnoszę głowę i widzę, jak pochyla się nade mną. Chwyta moje ramiona i pomaga mi wstać - No dalej, Kotku! Jesteś cholernie głęboko.
- Spokojnie, Justin. Nic mi nie jest - uśmiecham się pocieszają i słyszę jak Drew się śmieje. 
- Ja pierdole! Niezła zabawa, co nie mała? - mimo wszystko śmiejemy się jak wariaty.
- No ba! Z Tobą zawsze jest wesoło - mrugam zadziornie, a on kiwa głową rozbawiony. 
- Ava, wyjdziesz stamtąd wreszcie? - Justin się niecierpliwi i staję na równe nogi. Od razu podciąga mnie i przenosi moje ciało poza trampolinę. Odgarnia moje włosy z twarzy i marszczy czoło - Wszystko dobrze? Nic sobie nie zrobiłaś? - wow! Ktoś go podmienił?
- Chyba wszystko w porządku. Trochę boli mnie kolano, ale nic mi nie będzie. 
- Pokaż mi - mówi cicho, wzdycha ciężko i już schyla się do mojej nogi.
- To niepotrzebne, Justin. Jest okej, nic mi nie jest - podnoszę go za ramię, chociaż stawia opór.

Nagle słyszymy klakson samochodu i wszyscy przekręcamy głowy w prawą stronę. Nadjeżdża czarny, sportowy samochód i zatrzymuje się obok auta Justina. Wysiada z niego chłopak i wita się z nami. 
- Cześć, sorry za spóźnienie, niestety zatrzymało mnie coś ważnego. Mam Twoje zamówienie. 
- Super - podaje Justinowi szarą kopertę z dokumentami. Od razu zagląda do środka, sprawdza każdy paszport i dowód osobisty - Kawał dobrej roboty, to wygląda naprawdę świetnie! 
- O to chodzi. Zawsze dbam o moich klientów - mruga rozbawiony i zakłada ręce na piersiach. 
- Okej, Twoja kasa - tym razem to Justin podaje mu kopertę - Przelicz, czy kwota się zgadza. 
- Jasne - chłopak rzuca okiem do koperty, ale nie liczy dokładnie. Zastanawia mnie to, bo chyba nie zna Justina. Niby skąd? - Ufam Ci, stary. Na pewno wszystko jest w porządku. 
Chłopak żegna się z nami, życzy powodzenia i odjeżdża. Poszło naprawdę sprawnie. 
- No dobra, zbieramy się do domu. Trzeba odpocząć przed podróżą - Justin dotyka dłonią mojego policzka i głaszcze go wierzchem dłoni - Mam nadzieję Drew, że już znudziła Ci się trampolina? - spogląda na brata i posyła mu chytry uśmieszek - Pamiętaj, wato słuchać starszego brata. 
- Och, goń się frajerze! Jesteś starszy tylko o cztery minuty, wielkie mi halo! - Drew prycha i przewraca oczami - I tak było zajebiście! Koniecznie muszę sobie sprawić taką zabawkę, jak już zatrzymamy się w jednym miejscu. Znowu poskaczemy, Ava - co za chłopak!
- Jesteś stuknięty - Justin kręci głową zrezygnowany. Nagle rozlega się dzwonek jego telefonu, wyjmuje go z kieszeni marszczy czoło - To Jacob - cmoka mnie w czoło i odchodzi na bok. 
Czekamy na Justina, rozmawiamy o głupotach, ale śmieję się jak wariatka. Ci chłopcy naprawdę są świetni i niepotrzebnie obawiałam się ich na samym początku. Drew opowiada następny dowcip, kiedy nagle dostrzegam czarny samochód. Jestem zaskoczona, ale od razu myślę, że chłopak od dokumentów czegoś zapomniał. A może pieniądze się nie zgadzały? Jednak kiedy samochód jest dostatecznie blisko wydaje mi się, że wygląda inaczej od poprzedniego. 
- Mamy towarzystwo - kiwam na auto, które parkuje blisko nas. Wychodzi z niego trzech mężczyzn. 
Nie rozpoznaję żadnego, jednak widzę po minach chłopaków, że nie jest dobrze. Justin szybko kończy rozmowę i od razu do mnie doskakuje, zasłaniając mnie swoim ciałem. Kim są Ci ludzie?
- Witaj Justin - odzywa się ten starszy mężczyzna i podchodzą do nas we trójkę - Trochę się nie widzieliśmy, prawda? - jego ton brzmi dziwnie przyjaźnie i nic z tego nie rozumiem. 
- Witaj, Marlon - o kurwa! Nie! Jego szef?! - Trochę czasu minęło, faktycznie. 
- Cóż, cieszę się, że w końcu Cię widzę. Masz ochotę na rozmowę?
- Rozmowę? O czym? - widzę, że Justin bardzo stara się zachować spokój.
- Na przykład o Twoim zachowaniu, nie wykonaniu mojego polecenia, zabicie Ethana i przede wszystkim i najważniejszym o dziewczynie, którą osłaniasz swoim ciałem. Nieco mnie to zastanawia i jestem zaskoczony. Kiedy pytałem Cię, czy darzysz ją uczuciem, zaprzeczyłeś. Czyżby się coś zmieniło pod tym względem przez te dwa tygodnie? - przekrzywia głowę i wygląda dziwnie.
- To nie ma teraz znaczenia, Marlon. Czego ode mnie oczekujesz?
- Chcę odzyskać dziewczynę, wrócisz do naszego domu w LA i poniesiesz konsekwencje swojego zachowania. Jednak nie zabiję Cię, bo byłeś moim najlepszym pracownikiem.
- Nie mogę oddać Ci dziewczyny, jest niewinna i ktoś pomylił się, kiedy dostałem zlecenie.
- To nie jest pomyłka, Justin! - podnosi głos, aż się wzdrygam. Czuję jak Justin chwyta moją dłoń i mocniej ściska moje palce. Obejmuję go od tyłu rękami i wtulam głowę w jego plecy. Cholernie się boję i doskonale wiem, że to co się właśnie dzieje, nie skończy się dla mnie dobrze - Dziewczyna zabrała diamenty i nie rozumiem dlaczego nie wyciągnąłeś od niej tego, gdzie je ukryła. To chyba nic trudnego, prawda? Jesteś w tym naprawdę dobry - mruga do niego z rozbawieniem.
- Próbowałem, Marlon. Poharatałem jej plecy, zgwałciłem ją jak kazałeś - kurwa! Gdy tylko o tym wspomina, mocno wbijam palce w jego biodro - Nic nie powiedziała i jestem pewny, że gdyby tylko to wiedziała, od razu wyśpiewałaby prawdę. Była złamana po tym co jej zrobiłem, nie zniosłaby więcej - oddycham głęboko i tak bardzo chce mi się płakać na wspomnienie tych wszystkich złych rzeczy.
- Byłeś dla niej zbyt miękki! Ethan mówił, że wolałeś ją pieprzyć niż porządnie przetrzepać jej skórę!
- Zrobiłem to, co do mnie należało, Marlon. Ava nic nie wie, nie jest tą osobą której poszukujemy i ktoś na górze się pomylił. Musisz to w końcu zrozumieć!
- Nic nie muszę! Oddaj mi ją w tej chwili, Justin. Sam wezmę sprawy w swoje ręce!
Nagle dzwoni jego telefon, odbiera niemal od razu i odchodzi kawałeczek, abyśmy nie mogli usłyszeć co mówi. Justin natychmiast odwraca się w moją stronę i patrzy w moje oczy. Widzę w nich wszystko. Uczucie, troskę, siłę, ból i bezradność. Nie rozumiem tego, ale to nie jest teraz ważne. 

- Posłuchaj mnie uważnie, Skarbie - zaczyna poważnie, a w moje ciało uderza strach - Kiedy każę Ci uciekać, zacznij biec jak najszybciej potrafisz. Jasne? - co takiego? O czym on do mnie mówi? Mam uciekać?! - Biegnij w las, tam powinnaś być bezpiecznie. Nie zatrzymuj się, anie nie ogląda za siebie. Jeśli wyjdę z tego cało, wrócę po Ciebie. Masz bransoletkę - mój oddech szaleje, serce tłucze się w piersi, a łzy na siłę cisną do oczu. Nie dociera do mnie do co mówi.
- Nie chcę, Justin. Proszę, nie każ mi tego robić! - gapię się na niego przerażona.

- Musisz, Skarbie! Zaraz rozpęta się tutaj piekło, nie chcę żebyś w tym uczestniczyła. Masz żyć, rozumiesz mnie? - chwyta moją głowę w dłonie i wpatruje się we mnie uważnie - Zrób to i przeżyj! 
- Nie mogę Cię tutaj zostawić - pochlipuję, ale tak bardzo się boję! 
- Wiem, maleńka. Wiem. Ja również tego nie chcę - dotyka palcami mojego policzka i uśmiecha się smutno - Jednak tylko tak mogę Cię ochronić - sięga za pasek spodni i podaje mi pistolet. O nie! 
- Nie mogę, Justin! Nie chcę, zabierz to ode mnie! - kiwam głowę, ale nie wezmę tego do ręki.
- Ava, musisz to zrobić! Tutaj chodzi o Twoje życie! Weź to i strzelaj, kiedy będziesz czuła się zagrożona. Ci ludzie to potwory, Kochanie - patrzy prosto w moje oczy i tłumaczy jak małemu dziecku - Będą chcieli Cię skrzywdzić i nie możesz im na to pozwolić. Rozumiesz? Broń się i nie przejmuj się niczym. Błagam Cię, Kotku. Bądź dzielna - wyczuwam ból w jego głosie, trzęsę się, szlocham i zarzucam dłonie na jego szyję. Tuli mnie do siebie mocno i głaszcze po plecach.
Boże! To nie dzieje się naprawdę! Jak to możliwe, że Marlon w ogóle nas tutaj znalazł? Przecież jesteśmy tak cholernie daleko od domu! Ten człowiek naprawdę jest psychiczny i dociera do mnie, że faktycznie mógłby zabić moich bliskich. On naprawdę wierzy w to, że to ja wzięłam jego diamenty. Myślałam, że Justin może mnie straszy, że Marlon mógłby się posunąć do czegoś takiego i skrzywdzić moją rodzinę, jednak teraz jestem pewna na sto procent, że nawet nie drgnęłaby mu powieka!
- Obiecaj mi, że wrócisz po mnie - słyszę, jak bardzo drży mój głos - Obiecaj, Justin! 
- Obiecuję - opiera swoje czoło o moje i oddycha ciężko - Jeśli nie ja, to na pewno Thomas albo Drew.
- To masz być Ty, rozumiesz? Chcę Ciebie, Justin! - wybucham płaczem i nie mogę się uspokoić. 
- Ciii, będzie dobrze, Kochanie - mówi cicho i wtula twarz w moje włosy.
- No, już dość tych czułości - nagle odzywa się Marlon i Justin znowu odwraca się do mnie plecami. Chowam szybko broń za pasek spodni i nie mogę uwierzyć, że w ogóle trzymałam ją w dłoniach - Okłamałeś mnie, Justin. Czujesz coś do dziewczyny, to dlatego jej nie złamałeś?
- Jest niewinna, Marlon i nie wiem co mam zrobić żeby Ci to udowodnić! 
- Nic nie musisz robić, nie przekonasz mnie. Jestem bardzo zaskoczony, że potrafiła Cię tak omamić i uwierzyłeś jej, że nie zabrała czegoś, co należy do nas. Pokaż mi ją, chce zobaczyć jej twarz.
- Po co? Jaki to ma sens? - ściskam jego dłoń i opieram czoło o jego plecy. 

- Bo kurwa chcę! Rób co mówię, Justin! - złości się i to może się fatalnie skończyć. Sama zmuszam swoje ciało do ruchu i wychodzę zza pleców Justina. Staję przed nim, a Justin układa dłonie na moich ramionach. Podnoszę głowę i patrzę na człowieka, który stoi przede mną. Bardzo się boję, wygląda przerażająco i groźnie - Och, jesteś urocza, Skarbie - uśmiecha się zadziornie, a po moim ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz - Kiedy skończymy rozmawiać, wiem co z Tobą zrobię. Będą mieli z Ciebie w burdelu dużo pożytku. Mimo, iż Justin odebrał Ci Twoje dziewictwo. Straciłem przez Ciebie kupę kasy - kiwa głową, jakby był niezadowolony, a Justin prycha. Widzę jak chłopcy którzy stoją obok Marlona, zbliżają swoje dłonie do paska od spodni, wiem doskonale co się święci i naprawdę nawet nie mam nadziei, że wyjdziemy z tego cało - Koniec waszej cudownej wyprawy, jedziecie z nami i wracamy do LA. Zabawa dobiegła końca. Chodź do mnie dziecko - wyciąga dłoń w moją stronę, a ja mocniej wtulam plecy w tors Justina - Naprawdę nie chcesz mnie zdenerwować. Twoje plecy chyba nie do końca się wygoiły, prawda? - o boże! Nie zniosłabym tego po raz trzeci - Tak myślałem. 
- Nie możemy z Tobą wrócić, Marlon - głos Justina brzmi pewnie, a Marlon marszczy czoło. 
- To nie podlega żadnej dyskusji, Justin. Wracacie ze mną, czy Ci się to podoba, czy nie.
- Tak się składa, że mamy już inne plany. Niestety nie obejmują one powrotu do LA.
- Domyślam się, ale nici z nich - uśmiecha się z kpiną, widzę jak wyciąga broń i mierzy prosto w nas. To koniec mojego życia, czuję to - Długo mam jeszcze czekać?
- Bądź gotowa, Ava - Justin szepcze cicho. Jak niby mam stąd uciec? Mam go ot tak zostawić? Nie chcę! Nie wiem dlaczego, ale cholernie kurwa nie chcę go opuszczać!
- Na trzy, Justin - słyszę głos Thomasa, który stoi po mojej lewej stronie.
- Na trzy, Ava rzucasz się za samochód. Kiedy pokażę palcem, biegniesz w stronę lasu, rozumiesz?
- Tak - tylko tyle jestem w stanie z siebie wykrzesać.
- Raz - Thomas zaczyna cicho odliczać - Dwa - nie jestem na to gotowa, nie poradzę sobie na pewno! - Trzy!!! - rzucamy się za samochód, a panika strzela w moje żyły.








***********************************************************

Da bumm tsss! 
Trochę akcji nie zaszkodzi, prawda? :D

Kooocham! ♥

Kasia. 



8 komentarzy:

  1. Cudowny jak zawszę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. o jezu ;o tyle akcji super <3

    OdpowiedzUsuń
  3. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG ! Rozdział cudowny ! Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstaw dzisiaj jeszcze jeden :) nie doczekam do niedzieli :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super super 💜💜💜

    OdpowiedzUsuń