Szablon wykonany przez Yassmine.

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 21.

Następnego dnia rano po śniadaniu, jedziemy wszyscy razem kupić mi jakąś perukę. Kiedy ją przymierzam jest kupa śmiechu, ale w końcu wybieram krótkie włosy ścięte na boba w kolorze miodowego blondu. Jestem nawet zaskoczona, ale dobrze wyglądam w tym kolorze, moja twarz od razu się zmienia i wyglądam jak nie ja, ale chyba właśnie o to tutaj chodzi.
Po zakupach jedziemy do szemranego gościa od fałszywych dokumentów, robi mi zdjęcia w nowej fryzurze, chłopcy robią to samo i po chwili wszystko jest gotowe. Paszporty oraz dowody będą do odbioru za cztery dni i pewnie wtedy przeniesiemy się do Europy. Boję się tego cholernie i nie bardzo chcę opuszczać Stany. Nawet marudzę Justinowi i wymieniam mu mnóstwo miejsc gdzie bylibyśmy w miarę bezpieczni. Jednak do niego nic nie dociera i wiem, że nic nie zdziałam.

Po wejściu do domu siadam na kanapie, zakładam ręce na piersiach i jestem obrażona na nich. Naprawdę nie chcę stąd wyjeżdżać do cholery! W razie czego, jak będę mogła wrócić? Wiem, że to złudna nadzieja i nie powinnam brać tego pod uwagę. Justin nigdy mi na to nie pozwoli.
- Ava, nie zachowuj się jak dziecko! - upomina mnie Justin i wnosi zakupy do kuchni.
- Mówiłam Ci, że nie jestem dzieckiem! - co za człowiek, no! - To, że jesteś starszy ode mnie o trzy lata nie znaczy, że jesteś wielce dorosły! - Drew i Thomas siadają na kanapie obok mnie i mają ogromne uśmiechy na twarzach - Och, a was co tak bawi? - przewracam oczami i kręcę głową.
- Nic nic, spokojnie! - Drew podnosi ręce w geście obronnym - Po prostu, jesteś taka zabawna - pff.
- Czyżby? A co jest niby we mnie takiego zabawnego w tym momencie? Walczę o to, żebyśmy tutaj zostali a wy się ze mnie śmiejecie? - prycham z kpiną - Moglibyście mi pomóc.
- Po pierwsze, gdybyś widziała teraz swoją minę - Thomas mocno zaciska usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem - A po drugie i tak nic nie zdziałasz. Nie mamy innego wyjścia, musimy wyjechać.
- To jedźcie sobie sami, ja się stąd nie ruszam! - podnoszę głos i mam ich w nosie.
- Ava! Do jasnej cholery, przestań! - Justin wrzeszczy niemiłosiernie i kończy mu się cierpliwość.
- Nie chcę jechać do pieprzonej Europy, tak? Chcę tutaj zostać!
- Nie możemy zostać, czego w tym nie rozumiesz? - wychodzi z kuchni i mierzymy się spojrzeniami.
- Ubzdurałeś sobie, że musimy prysnąć ze Stanów. To wszystko! - ależ jestem zła! 
- Co takiego? - mruży oczy i chyba się wkurzył. Podchodzi szybko, staje naprzeciwko i chwyta moje ramiona - Czyś Ty zwariowała?! Chcesz zostać tutaj i czekać, aż Marlon wpadnie na nasz trop, zabierze Cię i zabije? Naprawdę tego chcesz? Może i zachowujesz się jak dziecko, ale chyba aż tak głupia nie jesteś, prawda? - och, dotykają mnie jego słowa. Stoję i gapię się na niego z uchylonymi ustami - Po prostu Cię chronię, tak? - mówi nieco spokojniej i delikatniej - Nie chcę żeby stała Ci się krzywda, musisz to zrozumieć. Po prostu mnie słuchaj. 
- Za późno - odpowiadam cicho i zaciskam usta - Już stała mi się krzywda - podnoszę głowę i widzę ból w jego oczach. W moich natomiast pojawiają się łzy i po chwili ledwo go widzę.
- Masz rację - mówi przygnębiony - Jednak bardzo staram się, aby Ci to wynagrodzić. Nie widzisz tego? Zabrałem Cię ze sobą, a równie dobrze mogłem Cię tam zostawić na pewną śmierć, albo coś gorszego. Marlon sprzedałby Cię do burdelu, a tam z pewnością modliłabyś się, aby umrzeć - nie wiem czy chcę tego słuchać. Gdybym skończyła w takim miejscu z pewnością sama odebrałabym sobie życie - Wiesz, co by tam z Tobą robili? - oddycham głęboko i gapię się na niego - Gwałciliby Cię do nieprzytomności, Kochanie - podnosi dłoń i dotyka mojego policzka - Odurzaliby Cię narkotykami i nawet nie wiedziałabyś, co się z Tobą dzieje. Byłabyś potulna jak baranek i rozkładałabyś nogi przed każdym, kto miałby tylko na to ochotę - wybucham płaczem. Czuję jak bardzo trzęsie się moje ciało i nie chcę żeby mówił cokolwiek więcej. Od razu obejmuje mnie w talii i mocno do siebie przytula. To popieprzone i chore! Współczuje tym wszystkim dziewczynom, które muszą to znosić wbrew swojej woli, jak w ogóle można do tego dopuścić? Przecież to są ludzie, jak do cholery można traktować ich jak przedmioty i używać ich ciała? Krztuszę się łzami i jestem tym wszystkim przerażona. Jestem wdzięczna Justinowi, że jednak mnie zabrał i nie zostawił mnie w tamtym strasznym miejscu. Teraz, kiedy dociera do mnie jak koszmarny spotkałby mnie los, mam nawet ochotę zacałować go na śmierć z wdzięczności, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jaką on sam wyrządził mi krzywdę. Jednak zrobił coś, co chyba wynagrodziło moje cierpienie - uratował mi życie, mimo, iż najpierw mi je odebrał - No już, nie płacz. Przepraszam, nie chciałem tak dosadnie Ci tego powiedzieć, ale musisz zrozumieć pewne rzeczy, Skarbie - odchyla głowę i patrzy mi w oczy - Wiem, że stało się wiele złych rzeczy, ale wiesz, kim jestem i czym się zajmuję, tak? - przytakuję głową, przecież jest w mafii do cholery! Spędził tam praktycznie całe dotychczasowe życie, więc czego ja się spodziewam? - Dziwię się, że potrafię okazać Ci jakąkolwiek czułość i trosk. Nigdy tego nie robiłem i nie potrzebowałem mieć dziewczyny. Brałem od nich, co chciałem i to wszystko. Nie rozumiem, dlaczego ciągnie mnie do Ciebie dziwna siła, ale mimo wszystko pamiętaj, dlaczego tutaj jesteś - jego ton brzmi teraz dość groźnie - Nie pyskuj mi Ava, bo doskonale wiesz jak bardzo tego nie cierpię. Bądź grzeczna i nie zadawaj pytań. Robimy wszystko po mojemu czy Ci się to podoba, czy nie. Jasne? - znowu kiwam głową, nawet nie wiem czy cokolwiek przeszłoby mi teraz przez usta - Nie chcę robić Ci krzywdy, ale zabrałem Cię stamtąd i nie zmuszaj mnie do tego, abym musiał się zdenerwować i pokazać Ci, kto tutaj rządzi - o kurwa! Lekko mnie zatyka po jego przemowie i przygryzam wargę z nerwów - Nie neguj moich decyzji, a już na pewno nie mów, że ubzdurałem sobie kurwa wyjazd do Europy! - teraz już jest wkurzony - Chcę żyć i nie mam zamiaru ginąć z rąk Marlona za jego jebane urojenia. Tak więc błagam Cię, nie wyprowadzaj mnie z równowagi. Naprawdę źle Ci ze mną? Źle Cię traktuję? 
- Nie - mówię cichutko i niepewnie na niego patrzę. Faktycznie odkąd mnie stamtąd zabrał, wszystko jest pod kontrolą. Zachowuje się normalnie, spokojnie i powinnam się z tego cieszyć. 
- No właśnie! Staram się, tak? Więc doceń to do cholery i zacznij się grzecznie zachowywać. Naprawdę inaczej byś śpiewała, gdybyś była teraz w burdelu i ktoś pieprzyłby Cię do utraty tchu! - podnosi głos i nie rozumiem jego zachowania. Przed chwilą był już spokojny, a teraz nagle znowu się wkurza. Jednak boję się go, kiedy jest taki wściekły, pokazał mi już swoje możliwości i naprawdę nie chcę ich znowu doświadczyć. Ale taki jest Justin, naprawdę muszę mieć się na baczności i nie sprzeciwiać mu się. Moje życie i tak zależy tylko i wyłącznie od niego. Jeśli będzie chciał, to mnie zabije. Albo, co gorsze, sprzeda - Ava, mówię do Ciebie - och!
- Przepraszam, zamyśliłam się - schylam głowę, nie mam odwagi na niego spojrzeć.
- Pytałem, czy jesteś głodna - odgarnia moje włosy i pociera ramiona.
- Och, nie słyszałam. Nie, nie jestem głodna - zaciskam dłonie w pięści i zamykam oczy.
- Popatrz na mnie - mówi cicho, ale surowy ton nadal pobrzmiewa w jego głosie. Bardzo niechętnie podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają. Nadal jest trochę zły, ale mam nadzieję, że nie zrobi mi krzywdy - Boisz się? - o rany! Dlaczego o to pyta? Nie odpowiadam, przytakuję tylko głową i czuję, że jakaś dziwna panika uderza w moje ciało. Zaciskam usta i powstrzymuję łzy, które niespodziewanie znowu napływają do moich oczu - Nie musisz się bać, nie skrzywdzę Cię - przytula mnie do swojego ciała i przyciska do siebie jeszcze mocniej - Jesteś spięta, dlaczego? 
- To nic takiego - odpowiadam szeptem i układam dłonie na jego plecach.
- Przeze mnie? Przestraszyłaś się? - kołysze mnie delikatnie na boki i powoli się uspokajam.
- Tak  - odpowiadam pewnie. Nie mam zamiaru ściemniać, skoro chce wiedzieć. 
- Oj, Kochanie - odchyla moją głowę i bierze ją w swoje dłonie. Opiera swoje czoło o moje i wzdycha ciężko - Odpręż się, wszystko jest w porządku - patrzę mu w oczy i faktycznie widzę, że nieco się uspokoił i uśmiecha się nawet delikatnie - Zjemy obiad? Wszystko wystygło, trzeba będzie pogrzać - kiwa głową niezadowolony, ale uśmiech nie znika z jego ust. 

Po obiedzie leżymy w „naszym” pokoju i odpoczywamy. Dochodzi szesnasta i czuję się dziwnie zmęczona. Przymykam oczy i rozluźniam swoje ciało. Justin tuli mnie do siebie, nic mnie nie boli dzięki maści i to naprawdę ogromna ulga. Czuję jego dłoń na moim ramieniu, jak pociera z góry na dół i dodatkowo chce mi się spać jeszcze bardziej. Ziewam przeciągle i przeciągam się leniwie w ramionach chłopaka. Odwraca głowę w moją stronę i marszczy czoło.
- Hej, nie rób tak - mówi rozbawiony i prycha wesoło.
- Dlaczego? - pytam zdziwiona, ale nie wiem, o co mu chodzi.
- Bo wyglądasz wtedy bardzo seksownie - przewraca mnie na plecy i układa swoje ciało na moim. Och, cholera. Nie spodziewałam się tego, ale nagle pociera swoim nosem o mój i jest to tak cholernie czuły i słodki gest. Od razu na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech - Jesteś śliczna wiesz o tym, Skarbie? - mówi cichutko do mojego ucha i cmoka w płatek.
- Wydaje mi się, że jestem zwykła. Nic specjalnego, Justin - jest mnóstwo ślicznych dziewczyn. 
- Nie jesteś zwykła, uwierz mi - mruga zadziornie i nawet nie wiem, dlaczego to robię, ale podnoszę dłoń i wsuwam palce w jego włosy. Bacznie mnie obserwuje, a ja delikatnie przeczesuje pasma jego włosów. Są strasznie miękkie w dotyku i bardzo delikatne, jest w nich trochę żelu, dzięki czemu są postawione do góry. Wygląda wtedy bardzo męsko i zdecydowanie jest bardzo przystojny. Nie wiem, czemu, ale myślę ile miał w swoim życiu dziewczyn - To miłe, kiedy tak robisz - przymyka oczy i układa głowę na moich piersiach, o rany! To chyba nasz pierwszy, tak czuły moment.
Jest tak normalnie, fajnie i spokojnie. Justin przytula się do mnie, głaszczę go po głowie i po prostu tak leżymy. Żadne z nas nic nie mówi...







*************************************************************
Kocham Was! ♥




10 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział <3 Kocham to opowiadanie.Jest jednym z najlepszych,które przeczytałam/czytam

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdział :) może tutaj tez zrobisz tak że przez cały tydzień bedziesz dodawać rozdziały ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo oni są świetniii !!! Justin jest coraz bardziej taki słodkiii <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo są tacy hshfhfjdjsdjs hahaha :D Cieszę się że tak często są rozdziały :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski <3 Ooo tak się cieszę że Justin ją tak dobrze traktuje :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie że tak często są rozdziały :D :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww *-* te zakończenie! idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Super super kocham bardzo te opowiadanie, ciekawe czy justin zabierze ave do tej Europy czy nie 💞💞

    OdpowiedzUsuń