Szablon wykonany przez Yassmine.

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 19.

- Kto Ci to zrobił, Ava? Jakim cudem? - Drew nie daje za wygraną, a ja nie wiem, co mam mu powiedzieć. Justin opuszcza moją koszulkę i znowu okrywa mnie kocem. Nie odzywam się, bo nie wiem ile mogę powiedzieć z tego wszystkiego, co mnie spotkało - O nie! Chyba nie jesteś nią?
- Nią? - marszczę czoło i patrzę na niego zdezorientowana - O co dokładnie chodzi?
- Jesteś tą dziewczyną, którą miał złamać Justin?! - o cholera! Skąd to wie?!
- Tak, Drew. Ava jest tą dziewczyną! - Justin burczy pod nosem.
- Jak to możliwe? Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
- Jezu, Drew! Nie drąż tematu, ok? Cokolwiek by to zmieniło gdybym Ci powiedział?
- Ty jej to zrobiłeś? - zadaje pytanie, którego najbardziej się obawiałam. Podnoszę wzrok na Justina i wpatruję się w niego, on również na mnie patrzy i dotyka palcami mojego policzka.
- Tak, ja jej to zrobiłem - mówi tak cichutko, że nawet nie wiem czy Drew go usłyszał.
- Jezu! To popieprzone! Widzę, że po moim odejściu wiele się zmieniło - on też był w mafii?!
- Bardzo dużo, nawet nie masz pojęcia. Jednak dobrze się stało, że nie musiałeś tam siedzieć, zniszczyłoby to Twoje życie - wyczuwam nutkę bólu w głosie Justina i robi mi się go żal.
- Nie wiem, jak ojciec mógł do tego dopuścić! - ojciec? Kurcze! Pogubiłam się.
- Wiesz, że wychowywał nas do takiego życia - Justin wzdycha ciężko - Nieważne, jest jak jest. 
Następuje chwila ciszy, nikt się już nie odzywa i chyba każdy pogrąża się w swoich własnych myślach. Czuję dotyk Justina na moim ramieniu, jak sunie dłonią z góry na dół i dziwnie mnie to uspokaja. Jestem zmęczona, jednak dobrze mi w ramionach chłopaka i ponownie zasypiam. 

- Ava - słyszę jego głos i czuję dotyk na włosach - Obudź się, Skarbie - powoli otwieram oczy, ale od razu zamykam, jest strasznie jasno! Światło razi niesamowicie, zamykam i otwieram powieki jeszcze kilka razy, zanim przyzwyczajam się do jasności - Jesteśmy na miejscu, maleńka.
- Już? Tak szybko? - ziewam przeciągle i rozprostowuję ramiona, auć!
- Szybko? Spałaś ponad dziewięć godzin, Kotku. Dochodzi prawie dwunasta w południe.
- O cholera! Serio? - uśmiecham się i powoli wychodzę z samochodu. Przede mną stoi duży, jednopiętrowy dom. Ma fajny taras, ogórek i małe drzewka, które posadzone są wzdłuż alejki prowadzącej do drzwi wejściowych. Jest naprawdę uroczy! - Wow, śliczny! - podnoszę głowę i spoglądam na Justina. Chwyta mnie za rękę i wchodzimy do środka. Tutaj również jest przytulnie, ładnie i jest sporo miejsca. Przechodzimy przez salon do kuchni, która nie jest specjalnie duża, ale słodka! Idziemy korytarzem i wchodzimy do pokoju. Ściany są w szarym kolorze, jest ogromne łóżku, biały dywan i białe meble. Wszystko idealnie do siebie pasuje i natychmiast się w nich zakochuję!
- Podoba Ci się? To będzie nasz pokój - wchodzi do środka i odstawia torby pod ścianą.
- Nasz? - pytam zaskoczona i patrzę w jego śliczne oczy. To znaczy, że nadal będziemy spać razem? Nie wiem, co mam o tym myśleć, ale chyba czas się po prostu przyzwyczaić. 
- Tak, nasz - uśmiecha się i podchodzi bliżej. Bierze moją głowę w swoje dłonie i wpatruje się we mnie - Prawie dostałem zawału, kiedy zobaczyłem, że nie ma Cię razem z Thomasem - o rany! - Był przytomny i powiedział mi, kto Cię zabrał. Myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok! Byłem taki wściekły! Jednak to ogromne szczęście, że Thomasowi udało się kupić nadajnik i miałaś na sobie tą bransoletkę. Bez niej byłoby nam dużo trudniej Cię odnaleźć. Mogłoby być na wszystko za późno i Ethan mógł Cię zabić w tym magazynie - wzdycha ciężko i kręci głową zrezygnowany.
- Wiem, chciał to zrobić. Powiedział mi to - mówię słabo i zaciskam usta. 
- Tak bardzo bałem Cię o Ciebie, wiesz? - o.mój.boże! Naprawdę to powiedział?
- Dlaczego? Przecież Ethan by mnie zabił, nic nikomu bym nie powiedziała i byłbyś bezpieczny - uśmiecham się do niego smutno, ale jego wyraz twarzy jest poważny - Miałbyś spokój.
- Nie mów tak, Ava! Nie mogłem dopuścić do tego, aby Ethan położył na Tobie swoje łapska! - mówi dość ostro i nieco zaskakuje mnie ton jego głosu. Dlaczego tak się mną przejmuje? To dziwne.
- Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz, Justin. Możesz trochę jaśniej?
- Zależy mi na Tobie, Ava - o kurwa! - To chcę przez to powiedzieć. Nie wiem jakim cudem, bo sam do końca tego nie rozumiem, ale po prostu mi zależy. 
- Nie wiem, co powiedzieć - mówię szeptem, ale jestem zaskoczona jego wyznaniem.
- Już jesteś moją dziewczyną - uśmiecha się uroczo i pociera swoim nosem o mój - Więc za bardzo nic się nie zmienia oprócz tego, że zaczęło mi na Tobie zależeć - cholera, jak do tego doszło? 
- Porwałeś mnie, Justin. Jestem tutaj, bo nie mogę wrócić do domu. Jak ma to niby wyglądać?
- Normalnie? - odpowiada pytająco i wzrusza ramionami - Tak czy siak jesteś tutaj ze mną, tak? Więc po prostu postarajmy się, aby było miło i dobrze między nami. 
- Jest, gdy nic nie bierzesz  - zagryzam wargę, ale nie jestem pewna, czy powinnam to mówić. 
- I chcę żeby tak właśnie było - mówi cichutko i głaszcze kciukiem mój policzek.
To dzieje się naprawdę? Chłopak, który mnie porwał, zgwałcił i poharatał mi koszmarnie plecy, właśnie powiedział, że mu na mnie zależy? Mam zapomnieć o tym wszystkim, co mnie spotkało i pozwolić mu przejąć kontrolę nad moim życiem? Ale chwila, przecież już ją ma! Może zrobić ze mną cokolwiek tylko będzie chciał, a ja nie mam na to wpływu. Boję się nadal mimo tego, iż zachowuje się poprawnie. Jednak skrzywdził mnie i nie chcę, aby zrobić to ponownie.
- Wiesz, że zrobiłeś mi krzywdę i nie wiem czy będę umiała o tym zapomnieć?
- Będziesz w stanie, Skarbie! Dam Ci na to mnóstwo czasu, dobrze? Dasz radę!
- Nie wiem, Justin. Naprawdę nic już nie wiem - zamykam oczy i oddycham ciężko. 
- Będzie dobrze, Skarbie. Obiecuję. Wszystko się ułoży - mówi cichutko i czuję jak jego usta na swoich. Cmoka je delikatnie, z uczuciem i przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze. Tuli mnie do siebie, układa moje dłonie na swoich barkach i unosi mnie delikatnie. Pogłębia pocałunek, pieści zachłannie mój język i sprawia mi to czystą przyjemność. Nie wierzę, że całuję mojego porywacza! - Właśnie tak, Skarbie - szepcze w moje usta i dociska mnie do siebie jeszcze mocniej. Wsuwa palce w moje włosy i całujemy się tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy w życiu. To takie dziwne i inne. Odklejam się od niego, opieram czoło o jego i uspokajam mój szalejący oddech. 
- Potrzebuję się odświeżyć - Justin kręci głową, uśmiecha się i prowadzi mnie do łazienki. 
Powoli ściągam z siebie ciuchy, a Justin pomaga mi z koszulką, kiedy ciężko podnieść mi ręce do góry. Wchodzimy do kabiny i nie dziwie mnie już nawet to, że chłopak bierze go razem ze mną. Czas się do tego przyzwyczaić, bo to już nasza "tradycja". Jednak jest spokojnie, cicho i słychać tylko szum wody. Odprężam się i rozluźniam napięte mięśnie. Myjemy się raz dwa i kiedy po wytarciu zakładam świeże ubrana, aż wzdycham. Są czyste, nowe i to miłe uczucie.
- Zjemy coś? - Justin pyta cicho, kiedy rozczesuję włosy. Przytakuję głową, bierze mnie za rękę i schodzimy na dół. Jestem koszmarnie głodna i nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam - Ślicznie wyglądasz - szepcze do mojego ucha, kiedy wchodzimy do kuchni, och! Zaskakuje mnie tym.
- Kupiliśmy pizzę po drodze - mówi Drew i przysuwa pudełko w moją stronę. 
- Dzięki - biorę kawałek i robię w międzyczasie kawę, która postawi mnie na nogi.
- To na pewno dobre miejsce, Justin? - pyta Thomas i patrzy na kumpla.
- Tak, przynajmniej tak mi się wydaje. Kupiłem ten dom, bo akurat ktoś wystawił go na sprzedaż. Mam nadzieję, że pomieszkamy tutaj nieco dłużej. Na chwilę obecną mam dość pościgów i zamieszania. Jednak to i tak na jakiś czas, trzeba się przenieść dużo dalej najlepiej do Europy, ale myślę, że to najwcześniej na początku lipca.
Do Europy?! Jezu, będę koszmarnie daleko od domu i wtedy już nic nie będę mogła zrobić! Bez pieniędzy, paszportu, dokumentów! Nie chcę wyjeżdżać ze Stanów! Dzięki temu, że tutaj jestem mam dziwne wrażenie, że jestem blisko rodziny. To tysiące kilometrów, ale nie dzieli nas pieprzony ocean!
- Ava, wszystko ok? Jesteś blada jak ściana! - z rozmyśleń wyrywa mnie głos Drew.
- Tak, wszystko w porządku - wysilam się na uśmiech i zalewam kawę wrzątkiem. 
- Co się dzieje? - tym razem pyta Justin i doskonale wiem, że nie odpuści dopóki się nie dowie.
- Chcecie wyjechać do Europy - mówię cicho i skupiam wzrok na kubku.
- Nie mamy innego wyjścia. Im dalej od tego miejsca tym lepiej dla nas, jeśli chcemy żyć - prosta odpowiedź na moje głupie pytanie - Wiem, o czym myślisz, Ava - podnoszę głowę i patrzę mu w oczy - Wiesz, że to niemożliwe, prawda? Ani dzisiaj, ani jutro, ani za rok. 
Czuję łzy pod powiekami i nie chcę dopuścić tej myśli do świadomości! Mam nigdy więcej nie zobaczyć moich bliskich? Ot tak, mam się z tym pogodzić? Jednak, jakie mam inne wyjście? Nie mogę wrócić, bo Justin mi po prostu na to nie pozwoli. Przecież mnie porwał do cholery!
- Nie mogę im nawet dać jakiegoś znaku, że żyję? Na pewno się martwią, szukają mnie i zadręczają!
- Nie, Ava. Lepiej niech myślą, że nie żyjesz. Przynajmniej będą bezpieczni.
- Tak, masz rację - jednak jak się z tym pogodzić? Jak z tym żyć?
Opieram się biodrem o szafkę i popijam gorącą kawę, myślę o moich rodzicach i bracie. Prawdopodobnie nie zobaczę ich nigdy więcej, kurwa! Jak mają żyć z myślą, że ich córka zaginęła? Zaciskam usta, czuję już pierwsze łzy pod powiekami i staram się je powstrzymać. Stawiam kubek na blacie i po prostu wychodzę z kuchni. Zatrzymuję się dopiero na małym, drewnianym patio i siadam na białej ławeczce. Wyciągam nogi przed siebie i spoglądam na okolicę, jest tu nie wiele domów, za to dużo zieleni i drzew. Jest spokojnie, wieje lekki wiatr i słychać śpiew ptaków. Oddycham głęboko i staram się poukładać to wszystko w głowie. Jak ma wyglądać moje życie z Justinem? Mam być od niego zależna? Skąd mogę wiedzieć czy nie znudzę mu się za miesiąc czy dwa i mnie nie zabije? Przecież to ciągłe życie w pieprzonej nieświadomości. Przeraża mnie to wszystko.
- Co się dzieje? - słyszę nagle głos Justina, ale nie patrzę na niego. 
- Nic - odpowiadam cicho i bawię się palcami. I tak mnie nie zrozumie.
- Jasne, przecież widzę. Chodzi o rodzinę, tak? - przytakuję tylko głową, w gardle czuję ogromną gulę i ledwo mogę przełknąć ślinę. Justin kuca przede mną, podnosi moją głowę palcem i patrzymy sobie w oczy. Jest taki uroczy, kiedy jest spokojny - Wiesz, że gdybym tylko mógł to jakoś dalibyśmy im znać, że żyjesz. Jednak lepiej jest tak jak teraz, nic nie wiedzą, nikt ich nie niepokoi. Może kiedyś to się zmieni, nie wiemy jak to wszystko potoczy się dalej. Nie martw się tym teraz, dobrze? - żeby to było takie łatwe! - Proszę? - uśmiecha się lekko i ociera moje łzy - No już, głowa do góry - zastanawiam się, czy to ten sam człowiek, który mnie skrzywdził. Czy ktoś go podmienił? Przecież to niemożliwe żeby aż tak się zmienić! Chwyta mnie za ramiona, podnosi, obejmuje i wtula w siebie. Stoimy tak przez chwilę, powoli się uspokajam i staram odsunąć od siebie niepokojące mnie myśli.


Wieczorem siedzimy w salonie. Chłopcy rozmawiają o swoich sprawach, a ja skupiam uwagę na moim ulubionym serialu o wampirach. Tak dobrze przez chwilę wyłączyć się całkowicie i obejrzeć film. Wzdrygam się przestraszona, kiedy nagle ciszę w pokoju przerywa głośny dzwonek telefonu.
- Jacob, co jest stary? Dawno nie dzwoniłeś, wszystko w porządku?
- Daj spokój! Jest przejebane, Justin! Co się u was stało? Co z Avą? Ethan nie żyje?
- Taaa, zabiłem go. Nie wiem, jakim cudem trafiła na nasz ślad, ale chyba musiał nas śledzić od samego początku. Trudno mi w to uwierzyć, bo coś na pewno bym zauważył do cholery! - złości się i zaciska szczękę - Nie zmienia to faktu, że zabrał Avę i nie wiele brakowało, a byłoby po wszystkim. Na szczęście miała bransoletkę z nadajnikiem i zdążyliśmy na czas - podnosi głowę i patrzy na mnie. Nie rozumiem tego, ale widzę w jego oczach ten przebłysk uczucia i zmartwienia. 
- Kiedy szef tam dojechał, wpadł w furię! Stracił pieska, który dla niego węszył.
- Pieprzyć go! Wrócił do LA, czy został na miejscu? Muszę to wiedzieć, Jacob.
- Wrócił całkiem niedawno, jeszcze przeczesał okolicę ze swoimi ludźmi, których sprowadził z innego miasta. Rozumiesz to? Jest grubo, Justin i nie wiem czy ten człowiek odpuści. 
- Raczej tego nie zrobi, przyjacielu. A na pewno nie do czasu, dopóki nas nie dopadnie. 
- Mam nadzieję, że jesteście daleko. Schowajcie się dobrze i nie wystawiajcie stamtąd nosa. 
- Taaa, nie martw się - jeśli wrócił do LA, a my jesteśmy w Chicago to dzieli nas kupa kilometrów - Jednak nie zostaniemy tutaj zbyt długo. Powoli będę przygotowywał wszystko, żeby prysnąć do Europy. Nie wpadnie na to żeby nas tam szukać. 
- To bezpieczne, Justin? Wiesz, na lotnisku - Jacob pyta niepewnie.
- Dowiedziałem się od kumpla, który ma wtyki w policji, że zasięg poszukiwań jest dość marny - Justin zerka na mnie i krzywi się lekko - Nawet nie wyszedł poza LA - co takiego? Jestem tym niemile zaskoczona i doskonale wiem, że nikt mnie tutaj nie znajdzie - Myślę, że wszystko powinno pójść sprawnie, ale niestety paszport, który mi dałeś nie przyda mi się zbytnio i muszę skołować fałszywki. To chwilę potrwa, ale myślę, że tutaj będziemy mieć chwilę spokoju. 
- To dobrze, stary. Muszę kończyć, zadzwonię jutro. Trzymajcie się.
- Na razie, Jacob - Justin kończy rozmowę i patrzy na mnie. Jego spojrzenie jest jakieś dziwne, nieobecne i dopiero teraz dostrzegam, jak bardzo jest zmęczony.
- Powinieneś się przespać - mówię cicho, wzdycham i kręcę głową. 
- Wiem - ziewa przeciągle - Jestem padnięty - opiera się o oparcie kanapy i przymyka oczy. 
- No to ruszaj tyłek - otwiera oczy i posyła mi zaskoczone spojrzenie. Dochodzi dopiero dziewiętnasta, ale to nie ma znaczenia, bo on ledwo patrzy na oczy. Podnoszę się z kanapy i czekam aż wstanie. Sama jestem zmęczona, na dodatek rwą mnie plecy i boli brzuch - No idziesz, czy nie? - wystawiam dłoń, ale opornie mu to idzie. Jednak wstaje, podchodzi chwyta moją dłoń - Nareszcie! Ileż można czekać? - prycham pod nosem, macham do chłopaków i wychodzimy z salonu. Kiedy przekraczamy próg "naszego" pokoju, podchodzę do czerwonej torby i wyszukuję krótkie spodenki i koszulkę do sapania - Posmarujesz mi plecy? - pytam go i odwracam głowę. Zdążył się już rozebrać i stoi w samych bokserkach. Ten to ma tempo!
- Jasne - uśmiecha się nieśmiało, wyciąga maść z kieszonki torby, smaruje moje plecy i przykleja ochronny opatrunek - Wyglądają naprawdę nieźle, goją się szybko i masz same strupy. 
- Pewnie koszmarnie to wygląda, co? - tego obawiam się właśnie najbardziej. 
- Jak odpadną strupki na pewno będzie lepiej - tsa! Oprócz blizn, które zostaną. 
Naciągam na siebie koszulkę, układam się na lewym boku i czuję, jak Justin przytula się do mnie od tyłu i obejmuje w talii. To takie dziwne, popieprzone, złe i pogmatwane. Trudno uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Leżę obok chłopaka, który tak naprawdę zniszczył mi życie.






***************************************************************************
Dziękuję wam za każdy komentarz i miłe słowo :)

Kocham! :*
Kasia.





13 komentarzy:

  1. genialny
    Bardzo się cieszę się że dodajesz tak szybko rozdziały. Jestem ciekawa co będzie dalej z Avą i Justinem.
    Czekam na następny. kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział <3 Bardzo się ciesze,że tak często dodajesz rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo Justin taki kochany <3 Świetnyyyy

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział ! Czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  5. Syper super super :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Aww :*
    Kocham, kocham, kocham.
    Pozdrawiam i czekam na next. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo <3 kocham i czekam na next <3 weny ;* ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział fajnie że dodajesz tak szybko inaczej umarła bym czekając na kolejne kocham cię x

    OdpowiedzUsuń