Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 17 września 2014

Rozdział 9

Stoję jak wmurowana i jestem potwornie zaskoczona faktem, że Justin chce mnie zabrać ze sobą. Dlaczego?! Przecież w ogóle mu się to nie opłaca, bo jestem porwaną przez niego dziewczyną
- Muszę to zrobić, Jacob. Ona nie ma pojęcia o tym jebanych diamentach, rozumiesz? To niewinna dziewczyna, ma zginąć za coś, czego nie zrobiła? Jestem chujem, ale na pewno jej tutaj nie zostawię.

- Naprawdę wierzysz w to, co mówi? Skąd masz pewność, że ich nie zabrała? Może kłamie?
- Szczerze? Podejrzewałem to od momentu, w którym poharatałem jej plecy. Spójrz na nią, stary! Czy nie poddałaby się już wcześniej? Na pewno nie jest aż tak twarda, aby nieść tyle bólu. Nie wiem, dlaczego, ale cholera... wierzę jej! - Jacob kręci głową, patrzy na Justina z niedowierzaniem i zakłada ręce na biodrach - Upierałem się, karałem ją, nawet kurwa wziąłem ją siłą, a to już nie byle co.
Dodatkowo byłem na prochach i wcale nie byłem dla niej wtedy dobry! Ktoś się walnął na górze.
- Poważnie? Przecież na górze nikt się nigdy nie myli, Justin! Nic takiego nie miało miejsca.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, Jacob, i widocznie mamy z nim teraz do czynienia. 

- Kurwa, stary! Musisz się ogarnąć! Zostaw ją tutaj, co Cię obchodzi jej los? To zwykła dziewczyna, tak? Szef się nią zajmie i zrobi, co będzie chciał. Jest ładna na sto procent sprzeda ją do burdelu. Na pewno jej nie zabije, ma zbyt ładną buźkę i ciało. Dostanie za nią kupę forsy i da Ci spokój.
- Przestań! - Justin podnosi głos, aż podskakuję - Nie mów mi takich rzeczy, okej? Jeśli faktycznie jest niewinna, naprawdę uważasz, że zasłużyła na tak okrutny los? Mam ją zostawić na śmierć, albo co gorsza, na sprzedaż do jebanego burdelu? Nie wiem, co mną kieruje, ale czuję, że muszę ją zabrać.
- To nie skończy się dobrze - Jacob wzdycha ciężko i przeciera twarz rękami - Marlon się wścieknie.
- Domyślam się, ale pryśniemy stąd w cholerę. Jakim cudem nam znajdzie nas na końcu świata?

- Nie wiem, ale uciekajcie jak najdalej stąd i nie odwracajcie się za siebie. Jasne? - słyszę w jego głosie dziwną troskę i coś na kształt niedowierzania - To obłęd, stary. Nie tego się spodziewałem. 
- Ja też, uwierz mi - Justin przytula do siebie kumpla i klepie go po plecach - Skontaktuję się z Tobą, jak tylko kupię nowy telefon i numer - rzuca swój telefon na podłogę, brutalnie depcze butem i po chwili zostają z niego jedynie szczątki - Pamiętaj, nic nie wiesz, Jacob. Nie znasz moich planów, nie wiesz gdzie jest Ava, tak? To wszystko dla Twojego bezpieczeństwa. Nie chcę Cię w to mieszać.
- Jesteś moim przyjacielem, możesz na mnie liczyć. Potrzebujesz czegoś? Kasa, broń, prochy?
- Kasę mam, broń też. Potrzeba mi jedynie kilku dodatkowych magazynków. Prochów nie chcę.

- Robi się! Za trzy minuty widzimy się przy Twoim samochodzie - Jacob kiwa głową i już go nie ma. 
- Nie rób tego - mówię cicho, a Justin gwałtownie przekręca głowę w moją stronę - Nie zabieraj mnie ze sobą, to sprowadzi na Ciebie większe kłopoty. Nie chcesz tego - marszczy brwi, podchodzi do mnie i układa dłonie na moich ramionach. Jednak jego dotyk jest delikatny i czuły, co mnie zaskakuje. 
- Jeśli nie wzięłaś diamentów nie mogę Cię tutaj zostawić. Tak, jestem sukinsynem, złym człowiekiem. Tak, zabijam ludzi, ale tylko tych, którzy na to zasługują. Gdybym Cię tutaj zostawił, umarłabyś albo Marlon by Cię sprzedał, chcesz tego? - od razu kiwam przecząco głową - No właśnie. Wiedziałem, że jest z Tobą coś nie tak, czułem to! Byłaś zbyt słaba, robiłem Ci krzywdę, a Ty nadal nic nie mówiłaś. To niemożliwe abyś była tak twarda! Nawet mi na taką nie wyglądasz i dopiero teraz to zrozumiałem.
- Ani trochę nie jestem twarda, Justin - patrzę mu w oczy, a łzy zamazują mi widok - Nie wzięłam tych diamentów, przysięgam na wszystko! Jestem zwykłą nastolatką. Chodzę do szkoły, kłócę się z mamą i wypadają mi włosy. Nie mam z tym nic wspólnego - stoimy naprzeciwko siebie i wpatrujemy w siebie.
- Wiem - Justin pochyla się i ku mojemu zaskoczeniu, całuje mnie czule. Jestem w szoku, odrobinę się boję, ale pocałunek jest delikatny, nie brutalny. Układa dłoń na tyle mojej głowy, dociska mnie do siebie mocniej i pocałunek natychmiast przybiera na sile. Nie rozumiem, dlaczego oddaję pocałunek. Przecież ten chłopak tak bardzo mnie skrzywdził, a ja mu na to pozwalam? 
Jednak nie odpycham go, może myśl, że chce zabrać mnie ze sobą mnie przekonuje? Przecież gdyby mnie tutaj zostawił, umarłabym albo skończyłabym w burdelu, boże! Wiem, że to dużo gorsze od tego, co zrobił mi Justin. Nie wytrzymałabym takiego życia! Panika przejmuje moje ciało, łapię go za nadgarstki i wpijam się w jego usta jeszcze mocniej! Targają mną sprzeczne uczucia i z jednej strony boję się, z drugiej chcę skakać ze szczęścia, bo zaraz uwolnię się od tego przeklętego miejsca! - Ava - Justin pierwszy przerywa pocałunek, prześlizguje językiem po moich ustach i uchyla powieki. Widzę w nich podniecenie, pożądanie i nutkę czułości - Nie rozpędzajmy się, dobrze? To nie jest odpowiedni moment - mruga okiem, a ja zawstydzam się jak cholera! - Musimy już iść - przytakuję głową, podaje mi trampki i zakładam je szybko. Chwyta mnie za rękę, wychodzimy z pokoju, przechodzimy przez długi korytarz i wychodzimy na zewnątrz. Przed domem stoi czarne, wypasione, sportowe auto przy którym czeka przyjaciel Justina - I jak tam, stary? Masz wszystko? Nikt Cię nie widział?
- Spokojnie, nie spinaj się - przewraca oczami i podaje mu czarną, niewielką torbę - Bądź ostrożny.
- Będę. Dzięki za wszystko, stary - uderza go po męsku w plecy, a ten widok jest wręcz rozczulający. Widać, że darzą się przyjaźnią - 
Kupię kartę i telefon najszybciej jak się da i skontaktuję się z Tobą - chowa torbę do samochodu i nagle marszczy brwi - Chwila! Telefon Avy! - uśmiecha się szeroko, jakby właśnie wpadł na najlepszy pomysł na świecie - Pilnuj jej, wracam za minutę - wbiega do domu, zostawia mnie z kolegą i zapada niezręczna cisza. Gapię się w ziemię i czuję na sobie jego wzrok.
- Nie martw się, mała. Będzie dobrze - och! Podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają.
- Naprawdę tak myślisz? Czy mówisz to, aby podnieść mnie na duchu? Sytuacja jest beznadziejna!
- Zgadzam się z Tobą, ale mam nadzieję, że uda wam się z tego wybrnąć. Justin wie, co robi.
- Jestem! - Justin wraca i trzyma w dłoniach mój biały telefon - 
Kupię numer na stacji i zadzwonię.
- Jasne. Poinformuję Cię, co się tutaj dzieje, chociaż czuję, że będzie grubo. Okej, spadajcie zaraz wrócą chłopaki, a nie powinni was widzieć. Ethan jeszcze nie odzyskał przytomności, spuściłeś mu niezły wpierdol. Długo będzie się zbierał do kupy - uśmiecha się i przybija z Justinem żółwika. 
- Już dawno chciałem to zrobić. Trzymaj się, ziomek - Justin uśmiecha się, salutuje i wsiadamy do samochodu. Uruchamia silnik, zakłada na nos okulary przeciwsłoneczne i podaje mi drugą parę, och! Zakładam je i czuję ulgę, bo słońce dzisiaj ostro przyświeca. Ruszamy i kiedy tylko docieramy na główną drogę, Justin zwiększa szybkość prawie do stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Wiatr wpada do środka przez otwarte szyby i rozwiewa moje włosy na wszystkie strony - Wszystko okej?
- Tak. Powiesz mi, gdzie dokładnie jedziemy? - przekręcam głowę i wpatruję się w jego profil.
- Przed siebie, Ava - odpowiada spokojnie i wzrusza ramionami - Jak najdalej od tego miejsca.
- Co?! Jak to jak najdalej, Justin? Przecież tutaj jest moja rodzina, tak? Nie mogę wyjechać!
- Naprawdę myślisz, że mogłabyś do nich wrócić? - unosi brew i obrzuca mnie szybkim spojrzeniem. 

- Myślałam, że zabrałeś mnie ze sobą i po prostu zwrócisz mi wolność. Chcę wrócić do domu.
- Po pierwsze, Skarbie, gdybyś tylko przekroczyła jego próg, Marlon natychmiast by o tym wiedział. On nie uznaje pomyłek, jest przekonany o Twojej winie i o tym, że zabrałaś diamenty. Jego nie przekonasz tak jak mnie. Po drugie, widziałaś zbyt wiele, nie uważasz? Mogłabyś mnie wsypać.
- Poważnie? Przecież nikomu nie powiedziałabym nawet słowa, gdybym tylko mogła wrócić.
- Przykro mi, Ava. Nie mogę Cię wypuścić i aż tak bardzo ryzykować. Musisz się z tym pogodzić. 
- Pogodzić? Niby jak, huh? Zabrałeś mnie od mojej rodziny, Justin! Tęsknię za nimi, rozumiesz?
- Tak, potrafię to zrozumieć. Kochasz ich i zastanów się czy chcesz, aby Marlon ich zabił, hmm? - co takiego?! Marszczę brwi, gapię się na niego, ale nic z tego nie rozumiem - Uwierz mi, kiedy tylko dowiedziałby się, że wróciłaś do domu wpadłby tam ze swoimi ludźmi i po cichutku rozjebałby was jeden po drugim! - o boże! To przerażające! - 
Dla niego jesteś celem, zabrałaś coś, co należy do niego i nie spocznie, dopóki tego nie odzyska. Właśnie taki jest mój szef, nieźle popierdolony.
- Doskonale wiesz, że tego nie zrobiłam! Powiesz mu o tym, da mi spokój i po problemie. 
- Jesteś tak uroczo naiwna, wiesz? - uśmiecha się i kręci głową rozbawiony - Ja to ja, Marlon to Marlon. Może i mnie przekonałaś, ale z nim nie poszłoby tak łatwo. Mogę sobie gadać, on wie swoje. To gruba ryba, z nim nigdy nie ma zabawy. Takie dziewczynki jak Ty, bierze na jeden raz.
- Więc wyjeżdżamy z Los Angeles - zakładam ręce na piersiach i gapię się w boczne okno.
- Tak. Nie mam zamiaru ryzykować, że mógłby nas znaleźć. Jeśli tylko dotrze do domu, od razu wyśle swoich ludzi żeby nas szukali, mam nadzieję, że będziemy dostatecznie daleko, kiedy to się stanie. 
- Mogliśmy zostać - wzdycham ciężko, a Justin parska pod nosem. Może Marlon by nas wysłuchał?
- Masz rację, mogliśmy. Jeszcze dzisiaj oboje bylibyśmy martwi, więc w sumie dobre rozwiązanie.
Nic więcej nie mówię i opieram głowę o zagłówek. Zaczynają boleć mnie plecy i potrzebuję leków przeciwbólowych. Jednak nie wiem, czy Justin się nade mną zlituje i pozwoli mi je w ogóle wziąć. 


Jedziemy dobre trzy godziny, kiedy docieramy do stacji benzynowej. Kiedy Justin już ma wysiadać, w ostatniej chwili chwytam go za rękę. Odwraca głowę w moją stronę i posyła mi pytające spojrzenie.
- Możesz mi kupić jakieś proszki przeciwbólowe? Wiesz, na plecy? - mówię cicho i wpatrujemy się w siebie. Nic nie mogę wyczytać z jego spojrzenia, ale nagle bierze moją dłoń i mocniej ściska palce.
- Jasne - wysiada z samochodu, tankuje cały bak i wchodzi do środka. Obserwuję go przez szybkę jak płaci rachunek i robi szybkie zakupy. I kiedy tak na niego patrzę zastanawiam się, jak to ma wszystko wyglądać? Mam przebywać z chłopakiem, którego w ogóle nie znam, który mnie porwał, skrzywdził, a teraz ratuje mi życie? Przecież to jest solidnie popieprzone! Mimo wszystko mam ciszą nadzieję, że Justin już więcej nie wyrządzi mi krzywdy, nie uderzy, ani nie weźmie mojego ciała siłą. Może teraz, po ucieczce, będzie dla mnie ciut łagodniejszy? Mam dość cierpienia i jedyne, o czym marzę, to aby moje ciało wreszcie całkowicie doszło do siebie - Jestem - głos Justina wyrywa mnie z moich myśli 
- Kupiłem trochę jedzenia i wodę. Przed nami kawałek drogi - wychodzi z samochodu i podchodzi do bagażnika. Coś w nim szuka i wraca na miejsce - Podwiń koszulkę, posmaruję Ci plecy - och! Ma tą cudowną maść znieczulającą? Od razu na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech, nic nie będzie bolało! - Dlaczego się uśmiechasz, Ava? - przenoszę wzrok i nasze spojrzenia się spotykają.
- Na widok tej małej tubki - kiwam na nią głową, a Justin marszczy brwi - Jest niesamowita.
- Zgadzam się. Na wszelki wypadek zabrałem cztery tubki - o rany! Zabrał dla mnie maść? Wiem, że nie powinnam się cieszyć, bo mam pokaleczone plecy do cholery, ale teraz najważniejsza jest właśnie ta cudowna tubka, która daje niesamowite ukojenie - No dalej, koszulka - przekręcam się, podwijam ją i czuję palce Justina na moich plecach. Delikatnie smaruje moje rany maścią i po chwili czuję, jak sztywnieją i ból po prostu znika! Tak dobrze uwolnić się od bólu i odprężyć - Gotowe. Jest ulga?
- Ogromna! - uśmiecham się i opuszczam koszulkę w dół - Właściwie, skąd masz taką maść?

- Długa historia, może kiedyś Ci opowiem - mruga okiem, wyciąga z opakowania coś małego, otwiera mój telefon i wkłada do środka. Och, karta! Włącza telefon i po chwili wyświetlacz się zapala - Muszę zadzwonić, moment - wystukuje numer i czeka chwilę. Podryguje nerwowo nogą i chyba się jednak denerwuje - Jacob! Nareszcie! Jak sytuacja? - słucha uważnie i stuka palcami w kierownicę - Serio? Tak mi przykro, że aż wcale.... Dojechał szef? I co reszta chłopaków na to?... To dobrze, jesteśmy sporo przed nim. Myślę, że będziemy już kawałek za LA, kiedy dotrze do domu... Lepiej żebyś tego nie wiedział, Jacob. Im mniej wiesz, tym lepiej, a nie chcę żebyś miał kłopoty, stary. Wiesz o tym. Dobra muszę kończyć i jedziemy dalej. Trzymaj się i uważaj na siebie, przyjacielu - kończy rozmowę i chowa telefon do kieszeni. Uruchamia silnik, opuszcza stację i włącza się do niewielkiego ruchu.
- Więc? Powiesz mi w końcu, dokąd jedziemy? Nie wymieniłeś żadnego miejsca, chyba masz plan?
- Myślę, że na początek udamy się do Miami - och! - To dostatecznie daleko od Los Angeles.
- Do Miami?! Zwariowałeś? Przecież to w cholerę drogi stąd! Jak niby chcesz to zrobić? 
- Normalnie? - odpowiada pytająco i wzrusza ramionami - Myślę, że za jakieś dwa dni tam dotrzemy. Z przerwami na sen, oczywiście - mruga zadziornie i oblizuje usta - Tylko proszę Cię - wystawia palec na znak groźby i mruży oczy - Po pierwsze nie kombinuj nic, tak? Po drugie, nie masz gdzie uciec i po trzecie, jeśli to zrobisz i wrócisz do domu, pamiętaj, sprowadzisz na swoją rodzinę śmierć. 
Przełykam ślinę i o nic więcej nie pytam. Chcę żeby moja rodzina była bezpieczna, ale nie wyobrażam sobie życia bez nich. Skoro Justin nie ma zamiaru zwrócić mi wolności, mam spędzić z nim resztę życia? Skoro nie wypuści mnie teraz, z pewnością nie zrobi tego za miesiąc, za pół roku czy za rok! Sytuacja jest beznadziejna i wychodzi na to, że prędzej czy później i tak umrę.




**********************************************
La la la, cześć! :)

Wreszcie dotarliśmy do momentu i teraz zacznie się troszkę akcji :)
Mam nadzieję, że to również wam się spodoba, bo na pewno będzie ciekawie :)
W ogóle dzisiaj skończyłam pisać to opowiadanie. Został jeszcze epilog i koniec... nie mogę uwierzyć, że napisałam je w niecałe dwa tygodnie! :')

Tulę was mocno! 
Kasia.






6 komentarzy:

  1. super jest to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawe czy Justin już coś czuje do Avy :O
    super <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział jak zawsze ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ proszę powiedz że będzie druga część ;c nie dam rady bez Avy ;c kocham i czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ weny i czasu + drugiej części ^^ ;* ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam <3 Czytam to juz drugi raz <3 Kochaaaaam <3

    OdpowiedzUsuń