Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 8

Mam wrażenie, że mija cała wieczność, a nadal nikt się nie pojawia. Raz zasypiam, a po chwili budzę się cała roztrzęsiona. To miejsce mnie przeraża, nic nie widzę przez opaskę na oczach i jest tutaj bardzo zimno. Na dodatek moje plecy dociskają się do oparcia krzesła i zaciskam usta z bólu. Bolą mnie ramiona, które są cofnięte do tyłu i tak bardzo chciałabym się położyć! Nawet na tym durnym, niewygodnym materacu, który był w piwnicy. Gdzie ja w ogóle jestem? Czy to ten sam pokój?
- Hej, Kochanie - wzdrygam się na dźwięk znajomego głosu. Poznaję go! To ten chłopak, który na polu kukurydzy wymierzył mi policzek. Kurwa! - Jak się masz? - pyta słodko, rozwiązuje moje nogi, ręce i zdejmuje opaskę z oczu. Kiedy tylko moje ciało się rozluźnia, cichy jęk ucieka z moich ust - Ulga, prawda? - uśmiecha się promiennie i mruga okiem - Ciesz się nią, bo nie potrwa zbyt długo. Justin łaskawie się z Tobą obchodzi i to od samego początku! Powinien już dawno zrobić, co trzeba i byłoby po wszystkim, ale nie! Bo zachciało mu się zabawy i pieprzenia! - podnosi głos, aż się wzdrygam. Wygląda na solidnie wkurzonego - Nie martw się, zrobię wszystko tak, że ładnie wyśpiewasz mi całą prawdę - moje ciało drży, bo nie wiem, czego ten człowiek ode mnie chce, ale panicznie się boję! - Chodź ze mną, Skarbie - wystawia dłoń, ale ja nie wykonuję żadnego ruchu - No dalej, jestem bardzo niecierpliwym człowiekiem, uwierz mi - podchodzi i szarpie mnie w górę - Czas na Twoją lekcję posłuszeństwa, Twoje plecy chyba nie do końca się jeszcze zagoiły, prawda? 
- N-nie, proszę - jąkam się i wręcz nie wierzę, że ponownie chce mi to zrobić! - Nie możesz.
- Właściwie mogę - prycha rozbawiony, przekręca palcem moją głowę i dostrzegam znajome, zwisające z sufitu liny. Dociera do mnie, że przez cały czas byłam w pokoju, w którym zaznałam tyle koszmarnego bólu! - Co powiesz na powtórkę? - kręcę głową jak w amoku i postanawiam walczyć. Wiję się, szarpię, odpycham jego dłonie - Daj spokój, niepotrzebnie tracisz siły - przewracam oczami, prowadzi mnie do lin i związuje moje dłonie. Kurwa, nie zniosę tego po raz drugi! 
- Nie mam dużo czasu. Justin może wrócić w każdej chwili i byłby niepocieszony, że zrobiłem jego robotę. Dlatego muszę darować sobie upojne chwile z Tobą, Kochanie. A szkoda, fajna z Ciebie laska - chichocze beztrosko, a ja wybucham płaczem. Nie robi to na nim żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie, wzdycha znudzony i znika z zasięgu mojego wzroku. Zaciskam dłonie na linach i próbuję przygotować się na ten straszny ból. Myślę, czy tym razem mnie to zabije? Mimo, iż z całych sił walczyłam o własne życie, przegrałam. Resztki nadziei już dawno uleciały i pozostała tylko obojętność - Zaczynamy, mała.
Ledwo kończy mówić, powietrze przecina świst, a w moje plecy uderza znajoma fala bólu. Krzyczę, ile mam sił w płucach, zapowietrzam się od płaczu i krztuszę łzami. Mimo to chłopak nie przestaje i czuję drugi cios, który wcale nie jest słabszy od poprzedniego, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, jakby rozcinał moją pokaleczoną już skórę. Wrzeszczę jeszcze głośniej, zdzieram sobie gardło i opadam z sił. Nogi uginają się pod ciężarem mojego ciała, odchylam głowę w tył i trzymają mnie jedynie liny. Trzeci cios przychodzi zbyt szybko, ale nie mam już sił ani na krzyk, ani na płacz. Nie rozumiem, dlaczego tym razem nie tracę przytomności, ale bardzo tego żałuję. Wolałabym zasnąć.

- Ethan!! - po piwnicy roznosi się ryk wkurzonego do granic Justina, ale ledwo dociera do mnie to, co dzieje się później. Słyszę jedynie dziwne stukanie, szelest i nie czuję już żadnego uderzenia. Pozostaje jedynie uczucie ciepła, które pali i mam wrażenie, jakbym ponownie płonęła żywcem.
Ten chłopak z piwnicy miał rację. Trafiłam do piekła i wiem, że żywa z niego nie wyjdę.

Budzi mnie dotyk na policzku Najpierw myślę, że może mi się to śni, ale wyraźnie czuję, jak ktoś sunie kciukiem z góry na dół z uczuciem i delikatnością. Bardzo powoli zmuszam swoje ciało, żeby zareagowało i z trudnością uchylam powieki. Mrugam kilka razy zanim łapię ostrość i dostrzegam przed sobą Justina. Może to chore, dziwne, popieprzone, ale cieszę się, że to właśnie on jest obok mnie, a nie Ethan. Zdaję sobie sprawę z tego, że zrobił mi dokładnie to samo na dodatek skrzywdził mnie biorąc moje ciało bez mojej zgody, ale uratował mnie przed tamtym chłopakiem. Gdyby nie wrócił na czas, wiem, że zmasakrowałby mnie dużo bardziej. A może nawet by mnie zabił?
- Ava - mówi łagodnie, cicho, jakby nie chciał mnie przestraszyć - Posmaruję teraz Twoje plecy, dobrze? - natychmiast kiwam głową. Przecież tego nie zniosę! - Muszę, Kochanie. Znieczuli Cię to, poczujesz ulgę. Będę delikatny, obiecuję - posyła mi pocieszający uśmiech, czego za cholerę nie rozumiem - Bądź dzielna - przekręca mnie ostrożnie na brzuch i rozcina koszulkę nożyczkami. Kiedy tylko ją odchyla syczę, bo zaschnięta krew przykleiła się do niej. Bardzo delikatnie przeciera rany wacikiem z wodą utlenioną i zaciskam usta na ten nieprzyjemny ból. Sytuacja znowu się powtarza, nawet nie doszłam do siebie po poprzednim razie, a już przyszedł następny. Ale nie płaczę, nie mam już łez ani siły, żeby to robić - Jeszcze momencik i gotowe - uspokaja mnie, wciera w skórę maść i wreszcie czuję ten przyjemny chłód, który zabiera ból i mogę odetchnąć z ulgą - Trochę lepiej? 
- Mhm, dzięki - mruczę cicho i rozluźniam napięte mięśnie - D-dlaczego on mi to znowu zrobił?
- Cóż, zabroniłem mu się do Ciebie zbliżać, ale jak zwykle mnie nie posłuchał. Jesteś moją działką, to mnie szef zlecił Twoje śledzenie, uprowadzenie i złamanie. Ethan wpieprzył mi się w paradę i obiłem mu już za to mordę! - zaciska szczękę, zwija dłonie w pięści i ponownie jego ciało przejmuje złość. To niesamowite, jak potwornie jest nerwowy - Odpowie za to, szef nie lubi takich sytuacji i cieszy mnie to ogromnie! Może się wreszcie czegoś nauczy! - prycha z kpiną i wnioskuję, że chyba za bardzo się nie lubią - Jesteś głodna? - kiedy tylko pyta, mój brzuch się zaciska - Przyniosę Ci coś, zaraz wracam. 
Zostaję sama. Oddycham głębiej, przecieram oczy palcami i skupiam się na tym, aby całkowicie unormować przyśpieszony oddech. Jestem zestresowana i nie ma mowy, abym zaznała w tym domu odrobiny spokoju. To jest niemożliwe, skoro nie mam pojęcia, co wydarzy się za pięć minut. I chociaż ból odszedł i mogę się wreszcie odprężyć mam świadomość, że to tylko chwilowe i kiedy tylko maść przestanie działać, ponownie wróci ten palący ból. Aż boję się pomyśleć, jak wyglądają moje plecy.
Justin wraca z miseczką płatków i gorącą herbatą, och. Pomaga mi usiąść i wpatruje się we mnie jak w obrazek. Zaczynam powoli jeść, ale mimo, że jestem bardzo głodna opornie mi to idzie. Siedzimy w ciszy, którą po chwili przerywa ciche pukanie do drzwi. Justin marszczy czoło i kiedy mówi proszę, do pokoju wchodzi chłopak z samochodu, ten który dziwnie na mnie patrzył. Wygląda na zmartwionego.
- Ethan coś kombinuje, stary. Jest wściekły i wygaduje totalne bzdury! Nawet dzwonił do szefa.
- Co takiego? - Justin marszczy brwi zaskoczony i zrywa się na równe nogi - Po co to zrobił?
- Poważnie o to pytasz? To oczywiste! Żeby Cię podpierdolić. Podsłuchałem jak mówił, że zamiast wyciągnąć informację od dziewczyny, Ty ją pieprzysz i świetnie się bawisz. 
Nie zależy Ci na tym, aby dowiedzieć się gdzie są diamenty, bo wolisz się z nią zabawić. Wiesz, jaki jest Marlon, Justin. To nie wróży nic dobrego i dobrze o tym wiesz, prawda? - Justin wzdycha ciężko i przytakuje głową - Wydaje mi się, że teraz jest po prostu wściekły. Jedyne, o czym myśli, to żeby się na Tobie zemścić. Za to, że mu przeszkodziłeś. Wiesz, w czym - nieśmiało zerka w moją stronę i wiem już, że chodzi o mnie - Chciał wyciągnąć od niej informacje i doskonale wiemy, że zrobiłby wszystko, żeby się tego dowiedzieć - o kurwa! Przełykam nerwowo ślinę i czuję, że byłoby ze mną fatalnie gdyby nie Justin - Dawno nie zrobił nic, aby zapracować na pochwałę od szefa. Myślisz, że to nie była dla niego idealna okazja? Była! Dlatego teraz zrobi wszystko, żeby się na Tobie za to zemścić. Musisz być ostrożny.
- Nie martw się, będę. Dzięki za cynk, Jacob - kiwa do niego głową i klepie go po ramieniu. Chłopak wychodzi i nim jedno z nas na okazję cokolwiek powiedzieć, po pokoju roznosi się dzwonek telefonu Justina. Wyjmuje go z kieszeni spodni, patrzy na wyświetlacz i przeciera twarz ręką - Co jest szefie? - o cholera! - Z dziewczyną idzie całkiem nieźle. Myślę, że to kwestia czasu i wszystko nam wyśpiewa, jest twardsza niż myślałem, chociaż na taką na wygląda - mruga do mnie, a ja schylam głowę zawstydzona - Och, naprawdę? Dlaczego dzwonił do Ciebie? Wszystko jest pod kontrolą - chłopak słucha chwilę, ale nagle się spina - Tak, to prawda, uciekła, ale dorwaliśmy ją i już za to zapłaciła - krzywi się dziwnie, jakby coś go bolało - Nie ma takiej potrzeby, szefie. To moje zadanie, tak? Nie oddam jej Ethanowi, nie ma nawet takiej opcji! - zaczyna się złościć i ewidentnie coś idzie nie po jego myśli - Nie mogę na to pozwolić, Marlon! Ethan jest bezwzględny i zanim cokolwiek z niej wyciągnie to ją kurwa zabije! - boże! Nie chcę tego słuchać, tak bardzo się boję! - Odsunąć mnie od sprawy? Mówisz serio? Tylko dlatego, że ten dupek nagadał Ci jakichś bzdur?! Jestem tutaj od urodzenia, a jemu ufasz bardziej niż mnie? Nie wierzę! - przykłada dłoń do czoła i jest bardzo zdenerwowany - Nie oddam mu jej, nie mogę tego zrobić! - kręci głową i spogląda na mnie - Co takiego? To jakaś bzdura! Oczywiście, że nic do niej nie czuję! - co? Uchylam usta, ale jestem zaskoczona tym, co powiedział jego szef - Jest moim celem, Marlon i doskonale wiem, co robię. Ethan chce wprowadzić niepotrzebne zamieszanie to wszystko! - niech to szlag! Mam przeczucie, że ta rozmowa nie skończy się dla mnie dobrze - Doprowadzę to do końca! Czy Ci się to podoba, czy nie! - rozłącza się i rzuca telefon na łóżko. Nerwowo chodzi po pokoju i szarpie za swoje ułożone do góry włosy. Nie patrzę na niego, spuszczam wzrok na miseczkę i nie chcę, żeby miał przeze mnie jakiekolwiek kłopoty, niech robi po prostu swoje - Kurwa! - wrzeszczy nagle, aż się wzdrygam i łyżka wypada mi z dłoni. Zerka na mnie i marszczy czoło - Przepraszam, nie chciałem - mówi cicho, podchodzi i dotyka mojej dłoni. 
- Justin - do pokoju bez pukania wchodzi chłopak, który poharatał mi plecy. Na jego widok moje ciało spina się ze strachu - Dzwonił do Ciebie Marlon? - uśmiecha się chytrze i puszcza mi oczko - Z pewnością tak, wnioskując po Twojej minie. Przyszedłem po dziewczynę, teraz ja się nią odpowiednio zaopiekuję. Pójdzie nam o wiele sprawniej i szybciej, ja nie będę się z nią tak pieścił jak Ty! Omamiła Cię swoją urodą i zapomniałeś, co należy do Twoich obowiązków! - zerkam na Justina, ale ten słucha go uważnie i kumuluje się w nim złość. Jeśli zaraz wybuchnie, rozpieprzy dosłownie wszystko! - Jesteś gotowa, Kochanie? Czas zaczynać, mamy mało czasu - wstawia dłoń, a moje ciało ogarnia panika. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, Justin zrywa się na równe nogi, dopada do niego i powala go jednym ciosem. Zasłaniam usta dłonią i gapię się na ten widok jak sparaliżowana. Dosłownie płonie ze złości, a to nie wróży nic dobrego. Ethan przykłada palce do nosa, które natychmiast pokrywają się krwią - Poważnie, stary?! Walnąłeś mnie w twarz przez jakąś małą dziwkę?! Co z Tobą, człowieku?!
- Nie, idioto! Walnąłem Cię, ponieważ nagadałeś szefowi pierdolonych bzdur! Jesteś jebanym konfidentem! - wydziera się, jest cały czerwony i jego pięść ponownie ląduje na twarzy Ethana. Tym razem się nie kontroluje, siada na nim i okłada go jak obłąkany. Jasna cholera! Zmasakruje go!
- Justin, proszę - mówię cicho, zmuszam się do ruchu i układam dłoń na jego ramieniu - Zabijesz go.

- Zasłużył na to, jak jasna cholera! - dyszy ciężko, podnosi się i spluwa z pogardą. Kiedy przekręca głowę i nasze oczy się spotykają, wstrzymuję oddech. Sądziłam, że mi również się oberwie, ale patrzy na mnie łagodnie - Chyba musimy się stąd zmyć, mała. Właśnie narobiłem sobie niezłych kłopotów.
- C-co? - gapię się na niego, ale nie bardzo rozumiem - Dlaczego, Justin? Nic nie zrobiłeś, tak?
- Nie wykonałem polecenia szefa, Ava. J
ak myślisz, co się stanie, kiedy wróci? Na pewno nie zaprosi mnie na drinka i nie będziemy się śmiać z tej sytuacji. Mamy zabronione podnosić rękę na kogoś z naszego teamu. Marlon jest popieprzony i będzie wkurwiony za to, co zrobiłem. Dobrze go znam.
- Poważnie? Przecież to Ethan zaczął, mogę o tym poświadczyć! - marszczę czoło na własne słowa. Czy ja właśnie go bronię i chcę ratować jego tyłek?! Po tym, co mi zrobił? Głupia idiotka!
- Justin! - w progu pojawia się chłopak, który był go ostrzec wcześniej - Mam cynk, że szef właśnie wraca i jest wkurwiony na maksa! Ktoś do niego zadzwonił, że okładasz pięściami Ethana. Nie wiem czy to dobry pomysł, żebyś tutaj został. Liczę, że masz jakiś plan, bo Marlon Cię rozniesie w pył! 
- Wiem, nie musisz mi tego mówić. Doświadczyłem tego, nie chcę przechodzić przez to drugi raz - och!
- Ethan Cię podszedł i zrobił to specjalnie - zaciska szczękę i spogląda na chłopaka, który leży na podłodze i jest nieprzytomny. Rany! Ależ go strzaskał! - Z
aplanował to! Nawet gdyby dziewczyna nie uciekła i tak by do tego doszło, chciał po prostu zabłysnąć i nic by go przed tym nie powstrzymało. 
- Muszę stąd spadać, Marlon bez mrugnięcia okiem wpakuje mi kulkę za obicie mordy temu złamasowi, za niewykonanie polecenie i dodatkowo za to, że byłem cipą i nie przycisnąłem Avy! 
- Daj spokój! Obaj wiemy, że nie może Cię zabić, tak? Jesteś pod ochroną, Marlon to wie.
- Myślisz, że się tym przejmie? Wątpię - kiwa głową i podchodzi do szafy. Wyjmuje torbę, pakuje do niej ciuchy i dokumenty. Otwiera sejf, wyciąga broń, na której widok wstrzymuję oddech i pakuje kupę kasy! Kiedy torba jest pełna, Justin przenosi spojrzenie na mnie. Wpatruje się w moje oczy i nic nie mogę wyczytać z wyrazu jego twarzy - Musisz powiedzieć mi prawdę - podchodzi, bierze moją głowę w swoje dłonie i zaciska szczękę - Wzięłaś diamenty? - och, nie pyta gdzie są, tylko czy je naprawdę wzięłam. Czuję na sobie wzrok chłopaka, który nadal stoi obok nas, ale gapię się na Justina i kiwam przecząco głową. Zamyka oczy, oddycha ciężko i znowu otwiera szafę. Bierze jakieś ciuchy z drugiej półki i totalnie nie wiem, o co chodzi - Przebierz się - podaje mi ubrania i zaskakuje mnie fakt, że są damskie. Podaje mi również bieliznę, nową z metkami, jednak o nic nie pytam tylko znikam za drzwiami łazienki. Cieszę się, że posmarował mi plecy maścią, dzięki niej nic nie czuję i mogę swobodnie się ubrać. Wskakuję w wygodne majtki i widzę, że Justin dał mi sportowy, niebieski stanik. Skąd w ogóle mają damskie ciuchy? Cholera! Nie chcę myśleć o tym, że być może przede mną były inne, porwane dziewczyny. To nie jest odpowiedni na to moment. Szybko zakładam stanik, szarą bluzeczkę z guzikami i białe jeansy. Są prawie dobre, może troszeczkę luźne w pasie, ale wyglądam wreszcie jak człowiek! Przeczesuję włosy rękami, obmywam twarz wodą i jestem gotowa. Wychodzę z łazienki i zamieram, kiedy słyszę rozmowę chłopaków - Jak to zabierasz ją ze sobą, Justin? Nie możesz tego zrobić! Marlon Ci tego nie podaruje, chłopie! - o mój boże! Co tu się wyprawia?!







***********************************************************
Ba bum tsss! :)
Mam dzisiaj ochotę na małą niespodziankę dla was w postaci rozdziału, co wy na to? ;)
Chyba nie spodziewaliście się, że Ava znowu oberwie? No cóż... pisałam nie raz, że będzie grubo a teraz dopiero się zacznie se se se :D

Ej piszecie, że to jest "chore" to znaczy, że ze mną jest coś nie tak? Hahaha albo moja wyobraźnia solidnie szwankuje :D

No nic... mam nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba :)


Całuję ♥
Kasia.

5 komentarzy:

  1. Wow :O tyle moge powiedzieć xD nie spodziewałam się czegoś takiego :O ale to szok pozytywny xD ale mi jej szkoda ;c boże :/ ja bym nie dała rady po pierwszym uderzeniu (tym w plecy) a ona zniosła to 3 razy a potem 3 albo 4 tak? Japierdziu xD Justin się nią przejmuje <3 oowww jak słodko xD ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ poświęca się dla niej <3 to takie Oooooooooooowwwwwwwwwwwww <3 ^^ ;* ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ no nic po takim rozpisaniu się dodam tylko że Ethan to chuj xD wiem --- dobór moich słów taki dojrzały xD ale inaczej się nie da go opisać xD dodam jeszcze że rozdział jak i cały blog zajebisty ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ życzę Ci weny i czasu ooo no i czytelników ;* wow jestem pierwsza xD kocham i czekam na next, pozdrawiam jeszcze raz weny ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. A co do tego "chore" to pod poprzednim rozdziałem sama napisałam że to jest psychiczne xD ale w pozytywny sposób xD ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi bo ja sama ledwo to ogarniam ale nie będę się rozpisywać bo chyba (mam nadzieję xD)jakoś łapiesz o co mi chodzi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha kocham Cię normalnie za Twoje komentarze :D Kumam o co Ci chodzi...fakt to jest psychiczne ale będzie też słodko :D
      Wena mnie właśnie opuściła haha ale mam napisane 48 rozdziałów więc luz :D

      Dziękuję za miłe słowa ♡
      Autorka.

      Usuń
  3. to jest cudowne <3

    OdpowiedzUsuń