Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 7

Budzę się nagle i kiedy otwieram oczy, w pokoju panuje ciemność. Nadal znajduję się w tym dziwnym, ciemnym pomieszczeniu bez okna. Gdyby nie zegarek, który wskazuje dziewiątą rano, nawet nie wiedziałabym, jaka jest pora dnia. Obok mnie nie ma chłopaka i oddycham z ulgą. Włączam lampkę przy łóżku, bardzo powoli podnoszę się, jednak fala bólu i tak uderza w moje ciało. Zaciskam zęby, staram się być dzielna i wziąć w garść. Człapię do łazienki, wchodzę po prysznic i odkręcam ciepłą wodę. Ulga jest natychmiastowa, chociaż plecy szczypią niemiłosiernie, a dół brzucha okropnie się zaciska. Zastanawiam się, kiedy wreszcie przestanie boleć, bo mam tego po dziurki w nosie!
Raz dwa myję się i staram się nie myśleć o tym, gdzie się znajduję. Moja głową pulsuje, ale to zdecydowanie za dużo bólu i łez. Na dodatek ten pokój, brak światła słonecznego i świeżego powietrza nie wpływa na mnie zbyt dobrze. Niestety nie mam wyboru i utknęłam tutaj.
Opuszczam kabinę prysznicową, wycieram się i osuszam włosy ręcznikiem. Dociera do mnie, że nie mam żadnych ubrań i ten fakt bardzo mnie martwi. Nie chcę, aby Justin ponownie widział mnie nagą, bo napali się w przeciągu sekundy i ponownie będę cierpieć. Muszę coś wymyślić. Wchodzę do pokoju, rozglądam się i moje oczy lądują na ogromnej szafie. Tak! Uśmiecham się, podchodzę do niej i rozsuwam drzwi. Jak na zawołanie moim oczom ukazują się ubrania i bielizna. Jedyny minut jest taki, że są to męskie ubrania, ale w tym momencie mało mnie to obchodzi. 
Wybieram granatową koszulkę z rękawem trzy czwarte. Jest dość obcisła i jeśli należy do Justina, musi opinać jego okazałe mięśnie. Sięga mi lekko za pośladki i wygląda jak sukienka, jednak to lepsze niż nic. Spoglądam w dół i w wiklinowym, sporym koszyku dostrzegam mnóstwo par firmowych bokserek. Biorę czarną parę i zakładam na tyłek. Mam w nosie, do kogo należą, nie mam zamiaru paradować bez bielizny. Zakładam na stopy moje białe trampki i zasuwam drzwi z powrotem. Niestety są pokryte lustrami i moje natrafiam na swoje odbicie. Boże, to naprawdę jestem ja?! Moja twarz wygląda wręcz tragicznie! Zmęczone oczy, worki, pogryzione przez Justina warga i siny policzek po jego dwóch, mocnych ciosach. Zwijam dłonie w pięści, złość strzela w moje ciało, bo dociera do mnie, że traktuje mnie jak swoją osobistą dziwkę. Co on sobie wyobraża?! Jakim prawem to robi? To oczywiste, że właśnie o to mu chodzi. Będzie używał mojego ciała do sprawiania sobie przyjemności, potem będzie mnie karał i robił krzywdę. Błędne koło. Nie dowie się ode mnie niczego, a ja nie wiem, ile jeszcze zniosę. Wzdycham ciężko, uspokajam się i nagle drzwi do pokoju się otwierają. Staje w nich Justin i na mój widok na jego ustach pojawia się uśmiech. Podchodzi i przytula się do mnie od tyłu.
- Do twarzy Ci w mojej koszulce, Skarbie - och, czyżby był to jego pokój? Całuje mnie w głowę i oddycham z ulgą, że się nie zdenerwował - Chociaż nie ukrywam, wolałem Cię nagą - mruga do lustra, gdzie spotykają się nasze spojrzenia. Moje serce podskakuje, ale liczę, że powoli mi chodzić w swojej koszulce - Masz ochotę na śniadanie? - pyta czule, ale zaskakuje mnie tą propozycją.
- Tak, potwornie - wysilam się na uśmiech, staram się zachować spokój, bo nie chcę go wkurzyć.
- To świetnie, chodź - bierze mnie za rękę, opuszczamy pokój i idziemy wzdłuż korytarza. Mam nadzieję, że nikogo nie spotkamy, bo czuję się dość nieswojo ubrana jedynie w krótką koszulkę. Na szczęście po drodze nikt nam się nie nawija i docieramy do kuchni. Jest ogromna, jasna i pięknie urządzona. To zupełne przeciwieństwo pokoju bez okna - Na co masz ochotę? - wzruszam ramionami, ale jest mi to obojętne - Nie musisz się bać, Ava - Nie zrobię Ci krzywdy - podchodzi, sadza mnie na wysokim, barowym krzesełku i rozchyla moje nogi. Staje między nimi, przytula mnie do siebie i głaszcze po plecach. Przysięgam, ten człowiek jest niezrównoważony psychicznie! - Podobasz mi się - że co?! - Skoro ja nie mogę Cię złamać, może zrobi to mój szef? Przynajmniej nie będę musiał się tym martwić, a przez dwa tygodnie będziemy się dobrze bawić - mruga zadziornie, a ja zamieram!
Podchodzi do blatu i przygotowuje mi śniadanie. Mój oddech przyśpiesza, serce podchodzi mi do gardła, bo wszystko staje się jasne! Chce mnie mieć do jednej rzeczy, a kiedy wróci jego szef i nic ze mnie nie wyciągnie, zginę tutaj! Raz będzie dla mnie dobry, potem będzie mnie bił i gwałcił, kurwa! Chce mi się płakać, ale nie mogę tego zrobić, muszę walczyć! Spoglądam na niego, ale pochłonięty jest robieniem tostów. Nuci wesoło pod nosem i wyjmuje coś z lodówki. Schodzę ostrożnie z krzesełka i nie spuszczam z niego wzroku. Stoi odwrócony do mnie tyłem i kiedy podchodzę pod drzwi, puszczam się biegiem przez korytarz. Muszę stąd uciec! Nie wiem, jak to zrobię, ale budzi się we mnie instynkt przetrwania i działam pod wpływem impulsu. Pewnie ktoś mnie zaraz dopadnie, ale chrzanić to! Nie dam się więcej poniewierać, bo nie ma do tego pieprzonego prawa! Gdy tylko uda mi się uciec, pójdę na policję i resztę swojego życia spędzi w więzieniu! Tam, gdzie jest jego miejsce! 
Rozglądam się po korytarzu, skręcam w prawo i biegnę dalej. Kieruję się w stronę światła, które pada na ściany i podłogę. Mijam kilka pokoi, które ciągną się wzdłuż ściany i moim oczom ukazują się ogromne, drewniane drzwi z wymyślnymi wzorkami. Uchylają się nagle i dostrzegam dwóch chłopców, którzy wchodzą do środka. Natychmiast przytulam plecy do ściany, wstrzymuję oddech, jednak pochłonięci są rozmowę i skręcają w przeciwnym kierunku. Nie wierzę, że mam tyle szczęścia, ale nie mam czasu nad tym rozmyślać. Kiedy tylko znikają z zasięgu mojego wzroku, ruszam przed siebie. Dopadam do drzwi i walczę, aby je otworzyć. Są cholernie ciężkie, ale w końcu mi się udaje i wychodzę na zewnątrz. Aż muszę zasłonić oczy dłonią, słońce razi niemiłosiernie, oddycham świeżym powietrzem i delektuję się tym uczuciem. Boże, tak bardzo za tym tęskniłam! 
- Ava!! - jak na zawołanie rozlega się ostry jak brzytwa głos Justina i odwracam głowę. Biegnie w moim kierunku i niebezpiecznie szybko się do mnie zbliża. Nie czekam na nic i zaczynam biec w stronę pola kukurydzy. Jest tak blisko mnie, zaledwie na wyciągniecie ręki. Musi mi się udać tym razem, nie ma innej opcji! - Ava!! - znowu słyszę jego wrzask, ale wpadam w pole i od razu skręcam w prawą stronę. Biegnę ile tylko mam sił w nogach, a kukurydza uderza mnie w twarz. Nie zawracam na to najmniejszej uwagi, muszę biec jak najszybciej, aby być jak najdalej od tego popieprzonego miejsca! Justin nie może mnie złapać, gdy tylko to zrobi zabije mnie wtedy i nie zawaha się tego zrobić. To będzie mój żałosny koniec, a ja chcę żyć! Dla siebie, dla moich bliskich, dla Liama! Otrząsnę się po tym, co mi zrobił, zapomnę i poradzę sobie we wszystkim. Najważniejsze to uciec!
- Gdzie ona kurwa jest?! - słyszę obcy głos, który jest gdzieś blisko i którego nie znam. Rozglądam się, czy nikt za mną nie biegnie. Nikogo nie widzę, ale mam przeczucie, że siedzą mi na ogonie.
- Ava, Kochanie!! - Justin wrzeszczy niemiłosiernie i jestem zaskoczona, że słyszę go tak dobrze! Muszę biec szybciej, chociaż brakuje mi sił. Jestem spragniona, głodna, obolała i doskonale wiem, że nie dam rady biec długo. Skóra na moich poranionych plecach bardzo się napina i cichy jęk opuszcza moje ciało - No dalej!! Nie rób głupstw, Skarbie! - jego głos przesiąknięty jest złością i aż boję się pomyśleć, co by zrobił gdybym trafiła teraz w jego ręce. Jednak to moja jedyna szansa na ucieczkę, nie mogę jej zmarnować, bo następnej na pewno nie dostanę. Nie mogę się poddać, nie będę jego osobistą dziwką! Wiem, co się ze mną stanie, gdy wróci jego szef i nie chcę tego doświadczyć.
- Biegnij w prawo, Sam! - słyszę czyjś głos i przerażenie obejmuje moje ciało. Ja biegnę w prawo! 
Na pewno ten chłopak biega szybciej niż ja! Muszę zmienić kierunek, natychmiast odbijam w lewo i zastanawiam się, kiedy to pole się kończy! Nie dam dłużej rady, brak mi już sił na dodatek słońce przygrzewa i jestem cała zgrzana. Zwalniam bieg i idę szybkim marszem. Boli mnie brzuch, plecy i podbrzusze. Nie słyszę jednak żadnych głosów, zrobiło się tak przerażająco cicho, tylko wiatr szumi i porusza kukurydzą. Zgubiłam ich? Udało mi się? Boże! Nadzieja uderza w moje serce i uśmiecham się do siebie, jednak nie przestaję iść dalej. Kurcze, chciałabym żeby to pole się już skończyło. Boję się, co dalej ze mną będzie. Jak się stąd wydostać, gdzie ja w ogóle jestem? Znowu odbijam w lewo, chociaż nie wiem, czy jest to dobry pomysł. Nie wiem czy dobrze idę i czy w ogóle w dobrym kierunku. Moje gardło jest wyschnięte na wiór, jestem spocona i włosy przykleiły mi się do twarzy. Siadam na ziemi, ale nie mam więcej siły. Chowam głowę w kolana i próbuję uspokoić moje szalejące serce. Wszystko mnie boli, jestem zmęczona, a upał wcale w tym nie pomaga. Grzeje niesamowicie i najchętniej położyłabym się i zasnęła. Zaciskam usta, ale nie mogę poddać się w takim momencie. Podnoszę się z ziemi i idę dalej. Trzymam dłoń na brzuchu, który kurczy się boleśnie i oblizuję spierzchnięte usta. Jak długo jeszcze? Kiedy zadaję sobie to pytanie, dostrzegam prześwit w kukurydzy. Podchodzę powoli i rozsuwam wysokie łodygi. Uśmiecham się jak wariatka, bo przed sobą widzę drogę! Jasna cholera, to naprawdę dobra opcja! Może ktoś będzie tędy przejeżdżał i zabierze mnie ze sobą? Boże, tak! Nie pragnę niczego innego, jak ulotnić się stąd jak najdalej. Ale chwila, gdzie ja właściwie jestem? Co to za miejsce? A jeśli wywiózł mnie do innego miasta, daleko od mojego domu? Jakim cudem się tam dostanę? Zaczynam panikować, ale uspokajam się w duchu. Czy to ważne? Grunt, że uciekałam! Teraz ktoś musi mnie stąd zabrać, a potem jakoś to będzie. Prawda? Spogląda raz w lewo, raz w prawo i dostrzegam nadjeżdżający, czarny samochód. Nieco się obawiam, bo nie wiem, na kogo trafię. Pozostaje mi mieć nadzieję, że to będzie dobry człowiek, który zechce mi pomóc. Wychodzę z pola i przystaję przy drodze. Ocieram pot z czoła i odsuwam włosy. Nagle uderza we mnie przerażająca myśl, a jeśli to samochód Justina?! Boże! Zaczynam się wiercić niespokojnie i powoli cofam w stronę pola kukurydzy. Muszę być gotowa, aby szybko zawrócić i ukryć się w polu. Niestety nie mam już siły i moje ciało nie dałoby po prostu rady. Zbyt dużo przeszłam.Samochód zbliża się bardzo szybko, ale droga jest prosta i któż jechałby tutaj wolno? Zatrzymuje się kawałeczek ode mnie i mam przeczucie, że to nie skończy się dla mnie dobrze. Wysiadają z niego cztery osoby i dopiero teraz dostrzegam, że dojeżdża również drugi samochód, nie! Doskonale wiem, kto to jest i puszczam się biegiem w stronę kukurydzy. Boże, dlaczego nie pomogłeś mi stąd uciec?!
- Ava!! - słyszę jego głos i nie mogę uwierzyć, że po raz drugi moja ucieczka kończy się kompletną porażką! Czuję łzy bezradności na policzkach, bo wiem, jaki los mnie teraz spotka. Nie ucieknę, mam za mało siły, a ich jest aż tylu! Moje szanse są praktycznie zerowe i ledwo wlokę nogi za sobą. Jak na zawołanie czuję dłonie, które obejmują mnie w talii i zatrzymują mocnym uściskiem. Oddycham szybko, głęboko i moim ciałem wstrząsa fala płaczu. Ktoś tuli mnie do siebie od tyłu, unosi, a moje stopy odrywają się od ziemi. Tak bardzo chciałabym być w innym miejscu - Spokojnie, maleńka - słyszę cichy głos Justina tuż przy moim uchu, a moje serce praktycznie wyskakuje z piersi, jestem przerażona! - Cii, nie płacz, Kwiatuszku. Jestem przy Tobie - tuli mnie do siebie mocniej i kołysze w swoich ramionach. Jestem taka zmęczona, przymykam oczy, uspokajam się powoli i mój oddech zwalnia. Nadzieję w sercu momentalnie zastępuje myśl, że będę cierpieć. Będzie bolało tak jak wtedy, kiedy ranił moje plecy, albo brał mnie siłą. Dopada mnie myśl żeby samej odebrać sobie życie, Justin nie zwróci mi wolności albo mnie zabije, albo sprzeda do burdelu gdzie będę gwałcona i odurzana narkotykami. Śmierć to bardzo dobre rozwiązanie - Och, Ava, Ava. Jesteś taka nieznośna.
- Masz ją? - podchodzi do nas jakiś chłopak, a Justin odwraca się do niego razem ze mną w swoich ramionach - Och, mała nieposłuszna dziwka! - mówi ze złością i czuję na policzku pieczenie. Zamieram, pisk ucieka z moich ust i nie wierzę, że mnie uderzył! Przykładam dłoń do policzka i przekręcam głowę w prawą stronę. Płaczę cichutko i wtulam się w zagłębienie szyi Justina - Mówiłem Ci kurwa, że za bardzo ją niańczysz, stary! Gdyby spierdoliła Marlon nie dałby Ci żyć, człowieku! Zapłaciłbyś za to, jesteś na to gotowy?! - wydziera się na chłopaka, który nadal trzyma mnie w swoich ramionach i chyba mu się to nie podoba, bo wzmacnia uścisk wokół mojego brzucha.
- Daruj sobie tę jakże pouczającą gadkę, Ethan! Nie potrzebuję niańki, tak? Doskonale wiem co robię! Nie chcę Twoich rad! Myślisz, że udałoby jej się uciec? - prycha z kpiną - Po moim kurwa trupie! - och! Czyli od początku moja ucieczka była skazana na niepowodzenie? A co z tą iskierką nadziei, która wkradła się do mojego serca? Miałam stąd uciec, do domu. Być wreszcie bezpieczna i szczęśliwa.
- Powinieneś ją związać w piwnicy i porządnie sprać, żeby miała porządną nauczkę! Albo zostaw to mnie - podnosi gwałtownie moją głowę i nasze spojrzenia się spotykają - Ja nie będę miał skrupułów i będzie bardzo cierpiała, zasłużyła na to! - widzę w jego oczach, że nie miałby dla mnie litości.
- To moja działka, stary! Dobrze o tym wiesz, więc trzymaj ręce przy sobie. Lepiej zajmij się tym dzieciakiem, który nie spłacił długu! Masz swoje obowiązki, ja swoje. Koniec tematu. 
Ucina rozmowę, chwyta mnie za ramię i ruszamy w stronę ulicy. Jednak ja nie mam na to siły i kiedy robię trzeci krok, po prostu upadam. Justin podciąga mnie do góry, ale to na nic. Moje ciało na to nie reaguje, opuściły mnie wszelkie siły. Jednym ruchem podnosi moje zmarnowane ciało i bierze mnie na ręce. Wychodzimy z pola kukurydzy i po chwili jak sadza mnie z tyłu, pomiędzy dwoma chłopakami. Przypina mnie pasem bezpieczeństwa, jakbym co najmniej miała jeszcze siłę aby walczyć. On sam siada za kierownicą, uruchamia silnik i rusza z piskiem opon. Czuję na sobie spojrzenie chłopaka, który siedzi po mojej lewej stronie, podnoszę głowę i nasze spojrzenia się spotykają. Widzę, jak bardzo jego jest groźne. Po moim ciele przelatuje nieprzyjemny dreszcz i od razu schylam głowę. Zamykam oczy i moje ciało ogarnia jakaś dziwna ulga, jest po wszystkim. Nie udało mi się uciec.

Przysypiam ze zmęczenia, jest tak dobrze i przyjemnie, ale niestety budzi mnie szarpnięcie za ramię.
- Wysiadamy - słyszę przy uchu surowy głos Justina i dociera do mnie rzeczywistość - Ava, no już! - uchylam zaspane powieki i patrzę na niego obojętnie. Kiwa głową i znowu bierze mnie w ramiona. Głowa opada mi do tyłu i nie mam władzy nad własnym ciałem. Co się teraz ze mną stanie? Zabije mnie? Nie, na pewno nie. Przecież niczego się ode mnie nie dowiedział, więc zapewne znowu będę cierpiała - Och, Ava - burczy pod nosem i wchodzimy do domu. W moje ciało uderza przyjemne, chłodne powietrze i oddycham głęboko. Justin niesie mnie na rękach, resztką sił podnoszę głowę i wtulam się w jego szyję. Jest mi tak wygodnie i ściskam w dłoni jego koszulkę. Nagle sadza mnie na krześle i gwałtownie otwieram oczy. Ledwo kontaktuję i bardzo chce mi się spać - Jesteśmy, Kochanie - mówi słodko i kuca naprzeciwko mnie. Głowa opada mi do przodu i nawet na niego nie patrzę, nie mam siły - Bardzo mnie dzisiaj zdenerwowałaś - odgarnia włosy z mojej twarzy i podnosi moją głowę, abym na niego spojrzała. Otwieram oczy, ale ledwo go widzę, jest ciemno i moje powieki są takie ciężkie! - Niegrzeczna dziewczynka - mówi groźnie i puszcza moją głowę. Czuję, jak szarpie moje ramiona do tyłu i wiąże je grubą liną, to samo robi z nogami, a na oczach zawiązuje mi opaskę, och. Jestem zmęczona, a ta pozycja jest koszmarna! Mocno całuje mnie w usta, liże moją dolną wargę i odrywa się ode mnie. Zamyka drzwi, przekręca zamek i zostaję sama.






11 komentarzy:

  1. Nie mogłabyś dodać wszystkich rozdziałów na raz? xD Bo aż mnie nosi żeby dowiedzieć się co będzie dalej! Strasznie mi się podoba to opowiadanie, tak fajnie to wszystko opisujesz itd :) Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jezu, wchodzilam co godzine żeby zobaczyć czy jest, dodaj jutro (;

    OdpowiedzUsuń
  3. to opowiadanie jest chore!!!
    dlatego tak bardzo je kocham!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    udhfusydgfyusdgufygus *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję ze dodałaś je tak jak prosiłam :) boski i blagam dodaj jutro bo nie wytrzymam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Anonimkiem wyżej - to jest psychiczne ^^ ♥♥♥♥♥♥♥♥♥ kocham i czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Super tylko glupi szablin i zle czyta sie na telefonie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widzę u siebie na telefonie, szablon jest biały, prosty i czyta się bardzo dobrze :)

      Usuń