Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 12 września 2014

Rozdział 6

Budzi mnie mocne trzaśnięcie drzwiami. Wzdrygam się, gwałtownie otwieram oczy i dostrzegam stojącego przy łóżku Justina. Zwija dłonie w pięści i wiem już, że znowu jest wściekły. Cudnie!
- Co zrobiłaś chłopakowi, który wylądował wczoraj w piwnicy? - pyta ostro, a ja się spinam. O nie!

- N-nic. Nie wiem, o czym mówisz - chrząkam, aby oczyścić gardło i nie przyznaję się do winy.
- Och, serio? A może posmarowałaś mu plecy, huh?! - podnosi głos, odrzuca kołdrę z mojego ciała i stawia mnie na nogach - Jakim prawem to zrobiłaś, co?! Naprawdę szukasz więcej kłopotów?
- Nie, po prostu wiem, jaki to ból, Justin! On cierpiał tak samo jak ja, chciałam mu trochę ulżyć.

- Miał cierpieć! - ponownie krzyczy, aż podskakuję. Rany, co w niego wstąpiło? - To była jego kara za to, co zrobił. Popełniłaś kolejny błąd, Ava. Rozumiesz mnie?! Jesteś taka nieposłuszna, dziewczyno!
- Przepraszam - szepczę cicho i patrzę mu w oczy. Jeśli znowu mnie skrzywdzi, złamie mnie tym!
- Przepraszasz? Hmm, ależ nie ma za co, Kwiatuszku - uśmiecha się chytrze i dopiero teraz dostrzegam, że jego źrenice ponownie są powiększone. Dokładnie tak, jak ostatnim razem! To oznacza, że nie jest dobrze! -
Niestety będziesz musiała za to zapłacić, ponieważ wciąż robisz coś, czego nie powinnaś. W dalszym ciągu nic nie powiedziałaś, a mija dzisiaj piąty dzień, na dodatek pomagasz chłopakowi? - kręci głową i wręcz płonie ze złości - Nie ładnie. Jaką karę chcesz sobie wybrać? - karę? O nie! Znowu?! - Masz trzy do wyboru. Mogę Cię nieco połaskotać tu i tam specjalnym, fajnym przyrządem, który wysyła prąd do Twojego ciała - o boże! - Lub ewentualnie może być powtórka z plecami - nie, tylko nie to! - Albo mogę Cię znowu zerżnąć! - przysuwa się i mocno trzyma mnie za ramiona. Powiedział to tak brutalnie, aż cofają mi się wnętrzności. Kurwa! To był mój pierwszy raz, do cholery, ale czego się spodziewałam? Chyba nie tego, że będzie go to obchodziło? - Czekam, Ava - pogania mnie, a ja wciąż milczę. Nie wiem, co mam mu powiedzieć, jestem przerażona. Każda z tych kar jest okropna i nie chcę żadnej z nich - Mam pomóc Ci podjąć decyzję? Kończy Ci się czas, Kochanie - burczy surowo i wzmacnia uścisk na moich ramionach. Niespodziewanie ciszę między nami przerywa dzwonek jego telefonu, puszcza moje prawie ramię, ale drugie wciąż trzyma mocno. Odbiera i przysuwa telefon do ucha - Cześć, szefie - o kurcze! Marszczy czoło, słucha uważnie i wygląda na zaskoczonego - Niestety jeszcze nic nie wiem - przewraca oczami i posyła mi wściekłe spojrzenie - Też tak myślę. Nie ma na co czekać, bo inaczej nigdy się tego nie dowiemy - słyszę podniesiony głos po drugiej stronie, a mój oddech przyśpiesza. Kolejna wkurzona osoba - To słaba dziewczyna, szefie. Zrobię swoje i będzie po wszystkim. Odzyskamy, co nasze - spogląda na mnie i oblizuje usta - Rozumiem, Marlon. Zrobi się, na ile wyjeżdżasz? - Justin marszczy czoło, a po chwili oddycha jakby z ulgą - Jasne! Za dwa tygodnie będzie już po wszystkim - jezu, o czym on mówi? - W porządku, do zobaczenia - kończy rozmowę, odkłada telefon na komodę i patrzy na mnie - Więc! Dzwonił mój szef i kazał Cię trochę bardziej przycisnąć. Stwierdził, że zdecydowanie się z Tobą cackam, a to nie leży w naszej naturze. Masz szansę powiedzieć to, co chcę wiedzieć, albo ponownie będzie bolało. Zaczynam się niecierpliwić, Ava i lepiej dla Ciebie, abyś zaczęła gadać. 
- Przecież tłumaczyłam Ci, że nie jestem osobą, której szukacie. Popełniliście błąd, Justin.
- Tak, tak, mówiłaś to już. Powtarzasz się - przewraca oczami i wygląda na znudzonego - Ten tekst zaczyna mnie ostro wkurwiać, rozumiesz? - zaciska szczękę i brutalnie szarpie moimi ramionami.
-
Możesz zrobić ze mną cokolwiek zechcesz, nic Ci nie powiem, bo po prostu tego nie wiem! Gdybym miała taką wiedzę, wiedziałbyś to już dawno temu! Myślisz, że chcę cierpieć? Spójrz na mnie! Jestem słabą dziewczyną, moje plecy są zmasakrowane. To dla Ciebie mało? Jak mam Ci to udowodnić? 
- Nie wiem, Kochanie. To jest właśnie Twoje zadanie - uśmiecha się uroczo i muska językiem płatek mojego ucha - Spodobało mi się to, co zrobiliśmy wczoraj, masz ochotę na powtórkę? - o boże!
- N-nie mam - mówię cicho i czuję serce w gardle. Chyba nie ma zamiaru znowu tego zrobić?
- Ja mam na to ogromną chęć. A może dzisiaj nie sprawię Ci przyjemności? Tak wiesz, za karę? - mój oddech natychmiast przyśpiesza i panika strzela w moje ciało. Naprawdę chce to zrobić? Po raz drugi?! - Masz cudowne ciało, Ava. Jesteś cholernie seksowna, a teraz, kiedy stoisz przede mną naga ponownie mam ochotę się w Tobie zanurzyć i poczuć tę przyjemną ciasnotę - oblizuje usta i wpatruje się we mnie. Odpycham jego dłonie, chociaż i tak z nim nie wygram. Nie rozumiem jego zachowania. Raz jest czuły, troszczy się o moje plecy i jest dobry. A za chwilę złości się, wpada w szał i robi mi krzywdę. Czy on aby na pewno jest zdrowy? - Nie masz pojęcia, jak Cię pragnę w tej chwili.
- Nie rób tego, Justin. Proszę Cię! Nie doszłam do siebie po ostatnim razie, jestem bardzo obolała!
- Chcesz mi powiedzieć? - odchyla głowę, unosi brew do góry i czeka - No dalej, Ava. Powiedz mi.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym to zrobić - mówię smutno i teraz żałuję, że nie mam takiej wiedzy. Wyrzuciłabym mu ją prosto w twarz i miałabym święty spokój - Niestety tego nie wiem.
- Szkoda - odsuwa się ode mnie i jednym ruchem zsuwa z siebie krótkie spodenki. Jezu! Jest podniecony i jestem zaskoczona, jak to możliwe w tak krótkim czasie! Nie chcę tego ponownie, trzęsę się i obejmuję ramionami. Kręcę głową, mój oddech szaleje i nie wiem, co mam zrobić, żeby go przed tym powstrzymać. Wciąż jestem obolała i czuję, że nie zniosę drugiego razu - Gotowa? - uśmiecha się, przeczesuje włosy i podchodzi do mnie. Mocno przyciąga mnie do swojego ciała i całuje.
- Justin! - wzdrygam się na poważny głos chłopaka, który dochodzi zza drzwi. Justin przewraca oczami, zaciska szczękę i chyba się wkurzył. Podchodzi pod drzwi, uchyla je delikatnie i wystawia tylko głowę - Mamy mały problem, stary - słyszę tylko to, bo nie czekam na nic i uciekam do łazienki.
Zamykam drzwi na zamek i okrywam się ręcznikiem. Modlę się w duchu, żeby Justin odpuścił, miał coś ważnego do załatwienia. Nie chcę powtórki z wczoraj, zmusił mnie do tego i nigdy nie zrobiłabym tego, gdyby dał mi wybór. Czy właśnie tak to będzie wyglądało? Będzie mnie bił, robił krzywdę, albo brał moje ciało siłą, kiedy tylko będzie miał na to pieprzoną ochotę? Zaciskam usta i powstrzymuję łzy. Muszę znowu spróbować uciec! Gdyby tylko udało mi się dotrzeć do drzwi i wbiec w pole kukurydzy! Wtedy miałabym większe szanse, tak! Pole jest bliżej niż las, dosłownie kilkanaście kroków i gotowe! Szkoda, że nie pomyślałam o tym za pierwszym razem. Idiotka ze mnie!
- Ava! Otwórz drzwi! - słyszę nagle jego podniesiony, groźny głos - Nie każ mi długo czekać, Kochanie. Naprawdę tego nie chcesz! - oczywiście, że nie chcę, jednak mam świadomość, że nie odpuści dopóki nie dostanie tego, czego ode mnie chce - Liczę do trzech, jeśli tego nie zrobisz, rozpierdolę te drzwi w drobny mak, rozumiesz?! A kiedy Cię dorwę, nie będzie tak miło jak wczoraj, możesz być pewna! - nie otwieram! Niech się dzieje, co chce, ale nie zgodzę się na to po raz drugi. Zapada przerażająca cisza, rozglądam się po łazience i szukam czegoś, czym mogłabym się obronić. Niestety nie ma tutaj zbyt wiele. Mam go uderzyć suszarką do włosów? Błagam! - Sama tego chciałaś! - wzdrygam się, kiedy nagle roznosi się przytłumiony odgłos strzału. Jestem zszokowana, że posunął się tak daleko, przytulam plecy do lodowatej ściany i modlę się, abym mogła się w nią wtopić, żeby tylko mnie nie dotknął. Niestety otwiera drzwi jednym, mocnym ruchem, aż odbijają się od ściany i wlepia we mnie wzrok. Przełykam ślinę, bo wpakowałam się w jeszcze gorsze gówno! - Szkoda, że nie słuchasz tego, co do Ciebie mówię - zrezygnowany kręci głową, unosi broń i pokazuje nią, abym do niego podeszła. Jestem zbyt przerażona, żeby zrobić chociaż jeden krok i nie ruszam się z miejsca. Wpatruję się w niego ze strachem i czekam na jego ruch - Naprawdę jesteś taka głupia, Ava? - prycha z kpiną, przechyla głowę i mruży oczy - Gdybyś mnie słuchała, uniknęłabyś bólu. Jednak uparta z Ciebie dziewczynka. Podejdź do mnie i przestań mnie denerwować, jasne? - mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu i chociaż chcę się ruszyć, po prostu nie mogę! - Serio, Kochanie? Aż tak bardzo chcesz cierpieć, że nawet w takiej chwili nie wykonasz mojego polecenia? Cóż, skoro tak wolisz - wzrusza ramionami i chowa broń do specjalnego sejfu, zaraz obok drzwi łazienki. Po chwili idzie w moim kierunku i staje centymetr przede mną. Bierze moją głowę w dłonie i podnosi. 
- Proszę, nie rób mi krzywdy - błagam go spojrzeniem i ściskam palce na jego nadgarstkach.
- Za późno na proszenie. Dałem Ci szansę, nie wykorzystałaś jej. Teraz już nie chce mi się bawić w dobrego, słodkiego chłopca, który będzie czuły, delikatny i wrażliwy - mówi to tak ostro, aż czuję ciarki na plecach - A więc kara numer trzy - porusza brwiami i wygląda na cholernie zadowolonego - Jak najbardziej mi to odpowiada - dopada do moich ust, aż moja głową odbija się od ściany. Brutalnie się w nie wpija, przygryza dolną wargę i czuję w ustach posmak krwi. Kurwa! Co za popapraniec! - Mmm, uwielbiam Twoje usta - prześlizguje po nich językiem, obejmuje i przenosi do pokoju. Sadza mnie na komodzie, a jego dłonie wędrują po moim ciele - Dzisiaj będzie bolało, Ava! Zdenerwowałaś mnie, nie powinnaś była tego robić! - jego głos tnie powietrze i cholernie się boję!
- Justin! Potrzebuję Cię! - znowu ktoś nam przerywa, ale jestem mu niesamowicie wdzięczna. 
- Kurwa mać! - klnie siarczyście, odrywa się ode mnie i nerwowo przeczesuje włosy. Opiera dłonie na brzegu komody i uspokaja swój przyśpieszony oddech - Niech to szlag! Mam na Ciebie ogromną ochotę, wiesz? - podnosi głowę i patrzy na mnie podniecony - Niestety kara musi poczekać, Kwiatuszku - mruga okiem i zakłada na siebie spodenki. Układa dłonie na moich biodrach i całuje moje ramię - Nie bój się - głaszcze wierzchem dłoni mój policzek i uśmiecha się uroczo. Co jest z nim nie tak? - Masz szczęście, że trafiłaś właśnie do mnie. Gdyby był to Ethan, Sam lub Zac, cierpiałabyś w każdej minucie od przybycia do tego miejsca, gwarantuję. Wcale nie jestem taki zły - boże! On mówi poważnie?! - Muszę wyjść, bądź grzeczna - cmoka mnie w nos, bierze komórkę i wychodzi. 
Siedzę na komodzie i gapię się przed siebie. Naprawdę uniknęłam kłopotów? Jak to możliwe? Czyżby dopisało mi dzisiaj odrobinę szczęścia? Boże, dziękuję! Oddycham z ulgą i przykładam dłoń do serca. Tak mało brakowało, a znowu zrobiłby to, czego tak bardzo się boję! Naprawdę jeden raz mi w zupełności wystarczy. Schodzę delikatnie z komody i powoli idę pod prysznic, cholernie bolą mnie plecy i podbrzusze nieprzyjemnie się zaciska. Odkręcam kurki i kiedy tylko ciepła woda uderza w moje ciało, wreszcie się odprężam. Dzisiaj los był po mojej stronie i wręcz nie mogę w to uwierzyć! Jednak mam dość po ostatnim razie i moje ciało jeszcze nie doszło do siebie. Gdyby to zrobił znowu, myślę, że cierpiałabym jak diabli. Przełykam ślinę i próbuję za wszelką cenę odepchnąć te myśli od siebie. Boję się, że w każdej chwili może wrócić i dokończyć to, co zostało mu przerwane. 

Leżę na łóżku i co chwilę spoglądam na zegarek. Od wyjścia Justina mija właśnie czwarta godzina, ale może to i lepiej? Nie ma go, co oznacza, że nie muszę cierpieć, a to ogromny plus dla mojego ciała, które jest obolałe. Moje plecy palą teraz żywym ogniem i nie mogę spokojnie poleżeć, wiercę się na wszystkie strony i sprawiam sobie tym inny ból. Dół brzucha okropnie się zaciska, odczuwam cholerny dyskomfort i jedynie chwilowy prysznic trochę mi pomógł. Jednak wszystko znowu zaczyna się od nowa i popłakuję cichutko. Jestem zmęczona, skrzywdzona i na dodatek czuję, że nie skończy się to w najbliższym czasie. Justin będzie mnie karał za coś, czego nie wiem. W tej chwili wszystko mi jedno, nawet chciałabym żeby mnie zabił. Przynajmniej nie musiałabym cierpieć za coś, czego nie zrobiłam.
Mój humor jest okropny, jestem rozżalona, smutna i tęsknię za rodziną. Tak bardzo chciałabym być w domu, przytulić się do mamy i napić się z nią gorącej, karmelowej herbaty, jak to robiłyśmy zawsze wieczorami. Pograć z bratem na konsoli, zobaczyć roześmiane oczy Liama i poplotkować z przyjaciółką. Tak jest właśnie moje miejsce, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że już nigdy więcej mogę ich nie zobaczyć. Ta myśl ściska moje serce, bo nie mogę sobie tego wyobrazić.

Moje przemyślenia przerwa dźwięk otwierający się drzwi, a w progu staje Justin. Mój chwilowo odzyskany spokój idzie się pieprzyć i myślę, w jakim jest nastroju. Jest wkurzony, czy spokojny?
- Cześć, Kochanie - mruga rozbawiony i przysiada na skraju łóżka. Wpatruje się w moje oczy, ale mój wzrok jest obojętny. Boleśnie dociera do mnie fakt, że chłopak, który siedzi przede mną, zgwałcił mnie i próbował to zrobić po raz drugi. Zaciskam usta, a moje ciało spina się ze strachu. Boję się go! I kiedy tylko dotyka mojego ramienia, wzdrygam się i zwijam dłoń na prześcieradle - Nie bój się, Ava - grucha łagodnie, odgarnia moje włosy z czoła i głaszcze policzek - Wiem, że jesteś obolała i dam Ci odpocząć - och, dziękuję za łaskę! - Musisz nabrać sił po ostatnich wydarzeniach - dlaczego mam dziwne wrażenie, jakby chciał mi przekazać: "nabierz sił, czeka cię o wiele więcej bólu" - Poleżę z Tobą, jesteś taka ciepła - odsuwa nakrycie z mojego ciała, przytula się i opatula nas kocem. Jestem spięta jak diabli, czuję jego dłoń na plecach, a jego dotyk pali moją skórę. Próbuję się nieco odsunąć, jednak nie pozwala mi na to i władczo przyciąga do siebie - Nie walcz ze mną - kręci głową, całuje mnie w czoło i zamyka oczy. Nie dowierzam w to, co się tutaj kurwa dzieje!





***************************************************************
Hi!
Akcja reakcja! :)
Dopiero teraz jak to wszystko czytam to dochodzi do mnie jak pojechałam po bandzie haha. Zmieniłam ten rozdział, miał być inny ale chyba trochę bałam się tego, że przesadziłam i nieco złagodziłam akcję ;)
Co nie zmienia faktu, że w tym opowiadaniu nie ma chwili wytchnienia i ciągle coś się dzieje se se se. To lubię! :)

Mam nadzieję, że was nie rozczarowałam :D
Dziękuję za każdy komentarz :*


Kasia.






8 komentarzy:

  1. boski <3 czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie nas nie rozczarowałaś ! Uwielbiam kiedy tak 'jedziesz po bandzie' i kiedy tyle się dzieje! Cholera, mam nadzieję, że nie będziesz nas długo trzymać w niepewności i dodasz szybko rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurde, to mnie zaskoczyłas

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mi jej szkoda ;c ale bynajmniej jest co czytać xD kocham i czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Czekam na nn <333

    OdpowiedzUsuń