Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4

Wiercę się, próbuję uwolnić dłonie, jednak moje próby idą na marne. Ból rozpieprza mnie od środka, plecy szarpią nieprzyjemnie, ale on ma to w dupie. Nie obchodzi go to, że mam otwarte rany, które krwawią. Jeszcze przed chwilą tak się o mnie martwił, a teraz ponownie mnie krzywdzi. Dodatkowo szarpie za moje nadgarstki i krzyczę z bólu. Dlaczego musi mnie tak torturować?! Mało mu?! 
- Jeśli mi nie powiesz, nie przestanie boleć, Ava - mówi groźnie i wzmacnia uścisk na nadgarstkach.
- B-błagam, przestań! - jąkam się przez płacz i patrzę mu w oczy - Naprawdę nic nie wiem.

- Oczywiście, że wiesz! Nie baw się ze mną, rozumiesz?! Nie rób tego kurwa! Jestem złym człowiekiem i naprawdę mogę zrobić Ci większą krzywdę! Chcesz tego?! Nie uwierzę, że jeszcze Ci mało!
- N-nie chcę - kręcę głową, zamykam oczy i jestem na granicy własnej wytrzymałości. To zbyt wiele.
- Więc czekam, aż wszystko mi wyśpiewasz, a ja będę mógł przekazać tę jakże cudowną wiadomość mojemu szefowi. On będzie szczęśliwy i ja również, bo nie będę musiał robić Ci kurwa krzywdy! Wyduś to z siebie do chuja, Ava!! - wrzeszczy w moją twarz, czym cholernie mnie przeraża.
- J-ja nie wiem, p-przysięgam - zaciskam usta, nie otwieram oczu i trzęsę się ze strachu 

- Co za pierdolenie - prycha z kpiną, układa się na mnie i całym ciężarem ciała przygniata do materaca. Boże! Moje plecy dociskają się do łóżka, gwałtownie chwytam powietrze i nie wierzę, że naprawdę znęca się nade mną w taki sposób! - Mam Cię zmobilizować? Okej, skoro chcesz - nie mam pojęcia o czym mówi, ale po chwili wszystko staje się jasne. Ściska moją szyję, wpatruje się w moje oczy i dociera do mnie, że chce mnie udusić! Czy właśnie teraz nadszedł ten czas? Może wreszcie mnie wykończy i chyba nawet trochę na to czekam. Nie wiem, co jeszcze dla mnie przygotował, jednak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to dopiero początek mojego koszmaru. Wierzy w coś, co nie jest prawdą i nic nie mogę z tym zrobić - Mów! przydusza mnie, a ja walczę o oddech. Patrzę na niego, ale nie bronię się. Po prostu odcina mi dopływ tlenu, zaciska szczękę i płonie ze złości. Kiedy powoli zaczynam odpływać, puszcza mnie i podnosi się z mojego ciała - Dziwka! - spluwa z pogardą, kręci głową i wychodzi z pokoju. Jestem zmęczona i roztrzaskana na milion kawałków.

Leżę w tej samej pozycji i nie mogę zasnąć. Burczy mi w brzuchu, chce mi się pić, ale Justin nie pojawił się w pokoju odkąd wyszedł. Minęło ponad pięć godzin i dochodzi czwarta rano. Słyszę deszcz, który stuka o parapet i uśmiecham się do siebie. Lubię ten dźwięk i kiedy byłam w domu, 
zawsze siadałam na parapecie i wpatrywałam się w okno. Zawsze mnie to uspokajało, teraz niestety nie przynosi to oczekiwanego ukojenia. Jestem przestraszona, zraniona i chyba nic nie będzie w stanie poprawić mojego nastroju. No, może jedynie powrót do domu, ale na to liczyć raczej nie mogę.
Podnoszę się z łóżka, co przychodzi mi z ogromną trudnością, i idę do łazienki, załatwiam potrzebę. Przemywam twarz zimną wodą, przy okazji biorę kilka łyków i czuję, jak woda przyjemnie koi moje suche gardło. Spoglądam w lustro, ale nawet nie poznaję osoby w odbiciu. Moje spojrzenie jest wyprane z wszelkich uczuć, ale może to i lepiej? Nic nie chcę czuć w tej chwili, po prostu jestem zbyt zmęczona, wyczerpana, żeby odczuwać cokolwiek. Ile to jeszcze potrwa? Ile razy Justin będzie się jeszcze nade mną znęcał? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie dowie się ode mnie niczego, a on nie wie, że nie jestem tą osobą, której poszukuje. Będzie próbował wyciągnąć to ze mnie, ale ja nie dam mu odpowiedzi. Co wtedy ze mną zrobi? Nadal będzie mnie bił, pomiatał mną? A może znowu dostanę tym okropnym czymś, co tak bardzo poharatało moje plecy? Na samą myśl przez moje ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nie chcę tego, jednak jestem jego więźniem i nie mam nic do powiedzenia.
- Ava! - wzdrygam się na dźwięk jego surowego głosu. Nim mam szansę odpowiedzieć, wchodzi do łazienki i wbija we mnie te czekoladowe oczy. Oby znowu nie był wkurzony - Co się stało?
- N-nic - odpowiadam niepewnie i schylam głowę - Potrzebowałam tylko skorzystać z toalety.
- Och, w porządku - chrząka, pochodzi i tylko kątem oka widzę, jak opiera się o brzeg szafki.
- Ile to jeszcze potrwa? - pytam szeptem i zbieram się na odwagę, aby spojrzeć mu w oczy. 

- A jak myślisz, Ava? Dotąd, aż nie powiesz mi prawdy, to oczywiste! Wszystko zależy od Ciebie.
- Nie rozumiesz, że ja tego nie wiem?! - podnoszę głos, bo mam go dość! - Dlaczego mi nie wierzysz?!

- Nie podnoś głosu! - wystawia palec na znak groźby, zaciskam usta, a mój oddech przyśpiesza. Cholera, rozpędziłam się - Dostałem namiar właśnie na Ciebie, więc jakim cudem to nie jesteś Ty, Skarbie? Ludzie mojego szefa nigdy się nie mylą - wzruszam ramionami i uśmiecha się pewny siebie.
- Muszę Cię rozczarować, ponieważ tym razem się pomylili. To nie jestem ja, przysięgam, Justin!
- Daj spokój, dobrze? Naprawdę radzę Ci, abyś zaczęła ze mną współpracować, inaczej to źle się dla Ciebie skończy. Poważnie nadal chcesz cierpieć? Już teraz jesteś zmarnowana, a będzie gorzej.
- Nie chcę tego - kręcę głową i patrzę na niego z bólem. Jestem zagubiona, rozwalona psychicznie, a najgorsze jest to, że on się tym nie przejmuje. Ma w nosie moje cierpienie, strach i obawę przed tym, co mnie czeka. To wręcz śmieszne, że się tutaj znalazłam. Takie rzeczy dzieją się przecież w filmach, a nie w prawdziwym życiu! - Mogę powiedzieć Ci tylko jedno - unosi brew i kiwa głową, abym mówiła dalej - 
Marnujesz na mnie swój czas. Nie jestem osobą, której szukałeś. Nic nie wiem na ten temat. 
- Doprawdy? - zaciska szczękę, zwija dłonie w pięści, a jego wzrok się zmienia. Wiem, że ponownie go wkurzyłam, ale musi znać prawdę! - Sama tego chcesz, Kochanie. To Twój wybór - chwyta mnie za ramiona i gwałtownie przyciąga do siebie. Patrzy gniewnie w moje oczy i widzę w nich wszystko, od złości, po chęć zrobienia mi krzywdy - Skoro tak stawiasz sprawę, nie będę miał dla Ciebie więcej litości. Jesteś tutaj cztery dni - och, aż tyle?! - A nie pisnęłaś nawet słówka! Twój czas się kończy - nic więcej nie mówi, szarpie mnie i przechodzimy do pokoju - Możesz zabrać koszulkę, jeśli chcesz - wciąż okrywam się tylko ręcznikiem i szybko chwytam biały materiał. Wychodzimy z pokoju i po chwili wchodzimy do dobrze znanej mi piwnicy. Od razu chłodne powietrze uderza w moje ciało i mam gęsią skórkę. Marszczę brwi, bo doskonale wiem, że jego cierpliwość się skończyła i teraz będzie tylko gorzej. Wiem, że mnie zabije, czuję to. Jednak przed śmiercią będę musiała okropnie cierpieć, bo nic ze mnie nie wyciągnie. Co mam mu powiedzieć na temat, o którym nie mam zielonego pojęcia? - Zastanów się nad swoim postępowaniem, Ava - obrzuca mnie obojętnym spojrzeniem i wychodzi.  Zamyka drzwi na klucz, a ja stoję na środku piwnicy i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. 

Nie wiem, ile czasu mija. Może godzina, może trzy, a może dzień? Jestem na skraju wytrzymałości i zaskoczył mnie mówiąc, że minęło cztery dni odkąd jestem w tym miejscu. Zastanawiam się, kiedy ten czas zleciał, ale wydaje mi się, że większość przespałam przygnieciona okropnym bólem. Boję się tego, co nadejdzie, a czuję, że to nie koniec. Jestem strasznie głodna, moje ciało jest słabe i obolałe. Opieram głowę o kolana i zaczynam się modlić, żeby Bóg się nade mną zlitował i pozwolił mi wyjść z tego cało. Kocham moją rodzinę, przyjaciółkę i chcę do nich wrócić. Chcę nacieszyć się jeszcze życiem, skończyć szkołę, pójść na studia, nawet wyjść za mąż i urodzić dzieci. Naprawdę moim przeznaczeniem jest zginąć w tej piwnicy? Przez zupełny przypadek? Przecież to śmieszne, że pomylili mnie z kimś innym. Chyba są profesjonalistami, tak? Jak mogli pomylić się aż tak bardzo?! Na dodatek nic nie dociera do Justina, kiedy tłumaczę mu, że to nie jestem ja! Czy powinno mnie to dziwić? Przecież jest złym człowiekiem i cokolwiek mu powiem nie uwierzy mi, dlaczego miałby to zrobić? Ślepo wierzy tym, którzy obrali mnie za cel i moje gadanie i tak idzie na marne.
Moje rozmyślenia przerywa chrobot w zamku i drzwi się otwierają. Moje serce zamiera, a ciało napina się ze strachu. Do środka wchodzi chłopak, którego widzę po raz pierwszy. Podaje mi talerzyk i kubek z gorącą herbatą, och! Biorę to od niego niepewnie, ale on wychodzi bez słowa i zamyka drzwi. Schylam głowę i widzę cztery kanapki. Jednak zlitował się nade mną i łaskawie pozwolił mi coś zjeść. Pewnie tylko dlatego, żebym miała siłę znosić więcej bólu. Nie, nie mogę myśleć o tym w tym momencie i dobijać się jeszcze bardziej. Wzdycham ciężko, biorę kęs kanapki i upijam trochę herbaty. W moim brzuchu robi się przyjemnie ciepło i wreszcie się ogrzewam. 

Budzi mnie przerażający krzyk, wzdrygam się i rozbudzam. Uchylam powieki, mrugam kilka razy i ziewam przeciągle. Nasłuchuję, a krzyk ponownie rozdziera ciszę w piwnicy. Rozpoznaję męski głos, który dochodzi z bardzo bliska. Dociera do mnie, że właśnie obok jest to straszne pomieszczenie z linami, gdzie Justin poharatał moje plecy. Boże! Czy oni robią mu to samo?! Dlaczego? Czym oni się do cholery zajmują? Co to za popaprańcy?! Niech to szlag! Zatykam uszy, bo nie mogę słuchać jego błagalnego krzyku. Całkiem niedawno wrzeszczałam tak samo głośno, kiedy moje plecy płonęły żywym ogniem. Jest to okropnie przerażające i sama nie wiem dlaczego wybucham płaczem. Wspomnienia uderzają we mnie jak rozpędzona ciężarówka i boję się. Staram się wziąć w garść, kołyszę na boki i nucę pod nosem jakąś melodię, aby zagłuszyć ten okropny wrzask. Współczuję mu, bo wiem, jak potworne jest to uczucie. Nie wierzę, że mogą ranić ludzi w ten sposób. Czy nie wiedzą, jak to boli? Nie da się tego z niczym porównać, to tak, jakby ktoś obdzierał żywcem ze skóry. 
- Masz towarzystwo, maleńka - och! Gwałtownie podnoszę głowę i widzę dwóch chłopców, którzy wloką za sobą trzeciego i rzucają go obok mnie na materac - Oto Twój nowy kolega. Poznajcie się - bezczelnie mruga okiem, salutuje i wychodzą z pokoju, zamykając go ponownie na klucz.
W pokoju zapada cisza, schylam głowę i patrzę na chłopaka, którzy ciężko oddycha i jest w dość opłakanym stanie. Ma dokładnie takie same plecy jak ja i to dla mnie zbyt wiele. Przeżyć to samemu, a patrzeć na kogoś, kto cierpiał tak samo to zupełnie inna bajka. Czy jego również z kimś pomylili?
Czy może zawinił naprawdę i po prostu za to zapłacił? To nie ma znaczenia, nie zasłużył na taką karę!
- Spokojnie - szepczę cicho i dotykam jego ramienia. Patrzymy sobie w oczy, leżymy naprzeciwko siebie, ale żadne z nas nic nie mówi. Słowa nie są potrzebne, wiem, co czuje - Będzie dobrze - uśmiecham się lekko i nagle przypominam sobie o maści, którą posmarował mnie Justin. Tak! Zmuszam swoje ciało do ruchu, ale syczę, kiedy robię pierwszy ruch. Biorę głęboki oddech, staram się zlekceważyć ból i podchodzę do szafki na końcu pokoju. Wyciągam pudełeczko i widzę cały zestaw. Cudnie! Wracam do chłopaka i powoli przecieram jego rany wodą utlenioną. Jęczy, bo ból właśnie roznosi się po jego ciele - Musisz to jakoś znieść. Obiecuję, że zaraz poczujesz się lepiej - odkładam waciki do pudełeczka i wcieram w jego skórę maść. Czuję, jak jego ciało odpręża się pod moim dotykiem, maść przyjemnie chłodzi rany i to przynosi niesamowitą ulgę. Chowam wszystko z powrotem do szafki i liczę po cichutku, że Justin się o tym nie dowie, miałabym solidne kłopoty. Układam się z powrotem obok niego i wpatrujemy się w siebie - I jak? Mam nadzieję, że lepiej?
- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo. Skąd wiedziałaś, że ta maść jest właśnie w tym miejscu?
- Cóż, przeżyłam dokładnie to samo i zostałam nią posmarowana. Dlatego wiem, gdzie leżała.
- C-co? - chłopak jąka się i marszczy brwi zaskoczony - Też Ci to zrobili? Przecież jesteś dziewczyną.

- Wydaje mi się, że to nie ma dla nich większego znaczenia. Po prostu mnie pomylili i stało się.
- Mówisz poważnie? - prycha z kpiną i uśmiecha się lekko - Przecież Ci ludzie nigdy się nie mylą. 

- Wychodzi na to, że tym razem się pomylili. Nie ma to jak znaleźć się w złym miejscu, o złym czasie - mrugam okiem, ale chcę rozładować napięcie - A Ty? Przeskrobałeś coś, czy też spieprzyli sprawę?
- Niestety przeskrobałem. Pożyczyłem pieniądze na studia, nie spłaciłem długu i przyszli po mnie.
- Długu? Wiesz, kim są Ci ludzie? - wbijam zęby w wargę i może dzięki niemu dowiem się więcej.
- Mafia, złotko - o.mój.boże! Mafia?! Taka prawdziwa?! - Znalazłaś się naprawdę w fatalnym położeniu, oni nigdy nie odpuszczają. Trzy miesiące temu pożyczyłem kasę, miałem pół roku na spłatę, ale pojawili się nagle i zażądali zwrotu. Nie miałem z czego oddać, więc wylądowałem tutaj. To miejsce jest piekłem, wiesz? Mamy solidnie przejebane, mała. Nie jestem pewny, czy ujdziemy z życiem - nie!

- Boże - uchylam usta zszokowana, ale nie dowierzam w to, co mówi. To nie może być prawda! To nie mogło mi się kurwa przydarzyć! Już mam zadać kolejne pytanie, kiedy ktoś wchodzi do pokoju.
- Twoja kolej, Kochanie - Justin mruga rozbawiony i wyciąga w moją stronę dłoń. Serce podchodzi mi do gardła i czuję gulę w gardle. Chyba nie chce ponownie mnie skrzywdzić?! Przecież moje plecy nawet nie zdążyły się zagoić! Czuję, jak chłopak leżący obok mocniej ściska moją dłoń i patrzy na mnie ze współczuciem - No dalej, Ava - przewraca oczami, chwyta mnie za ramię i stawia na nogach. Piszczę i wciągam głęboko powietrze do płuc. Ból natychmiast uderza w moje ciało, jednak on ma to w nosie i prowadzi mnie po schodach na górę. Nie zwalnia tempa i ledwo mogę utrzymać się na nogach, niech to szlag! Co za dupek! - Jesteśmy - wpycha mnie do jakiegoś pokoju i orientuję się, że jest to inny pokój niż ten, w którym byłam ostatnio. Ten jest pomalowany na ciemno czerwony kolor, ma duże łóżko z czarną pościelą i nie ma tutaj okna. Jest dziwnie i dość przerażająco - Zabawimy się, Kwiatuszku - uśmiecha się, oblizuje usta i patrzy na mnie jakoś inaczej. Boże! Tylko nie to!




******************************************
Dzień dobry! :)
Jak się macie w ten poniedziałkowy, kijowy dzień? :)
Przychodzę do was z nowym rozdziałem, ten był nieco spokojny ale przygotujcie się na mały hardkor w następnym. Jak myślicie, do czego posunie się Justin?

Dziękuję za każdy komentarz, to dla mnie bardzo cenne :*

Kasia.




7 komentarzy:

  1. jeśli ją zgwałci to go chyba zabije :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli to jest to o czym myślę to omg. Szkoda mi Avy , jejku mam nadzieję, że to niedługo się wyjaśni, bo cholera, jacy z nich profesjonaliści, skoro tak bardzo się pomylili? Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Mam nadzieję, że nie będziesz kazała nam długo czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja ale super jak ją zgwałci to ona niech będzie w ciąży byłoby fajnie xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham i czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ szkoda Avy ;c Justin ty dupku xD ;c

    OdpowiedzUsuń