Szablon wykonany przez Yassmine.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 3

Budzę się i cichy jęk ucieka z moich ust. Czuję, jak koszmarnie palą mnie plecy i nie mogę wykonać żadnego ruchu. Leżę na brzuchu, w samym staniku, spodniach w tej pieprzonej, obskurnej piwnicy. Jak nic nie warta dziwka, ot tak mnie tutaj zostawił. Czuję łzy na policzkach i nienawidzę myśli, że jestem tak bardzo bezradna. Nic nie mogę ze sobą zrobić, nawet się ruszyć. Ukarał mnie w cholernie okrutny sposób i nawet nie wierzę, że był do tego zdolny! Co to są za ludzie?! Gdzie ja trafiłam i jak do tego doszło? Przecież nie mam z nim nic wspólnego, nie może mnie zostawić w spokoju? To nie ja jestem osobą, której szuka. Pomylił mnie z kimś, a ja muszę teraz za to wszystko płacić. To chore!

Przysypiam, kiedy budzi mnie ruch obok. Uchylam powieki, mrugam kilka razy i dostrzegam obok siebie chłopaka. Uważnie mi się przygląda, podpiera głowę na dłoni i odgarnia moje włosy z czoła. Cień lekkiego uśmiechu przebiega przez jego twarzy, głaszcze mój policzek i wbija zęby w wargę. Nie bardzo rozumiem, co on wyprawia, jednak leżę bez ruchu i oddycham płytko. Czuję łzy, które na siłę chcą wypłynąć, ale nie pozwalam im na to. Nie chcę, aby widział oznaki mojej słabości i to, jak mnie złamał. To zły człowiek i jestem pewna, że najgorsze dopiero przede mną. Nie oszczędzi mnie.
- Cierpisz? - kiedy wypowiada to jedno, krótkie słowo już nie mogę się powstrzymać i wybucham płaczem. To dla mnie zbyt wiele - Ciii, spokojnie - dotyka mojego ramienia, ściska je mocniej i podnosi się. Krząta się gdzieś po pokoju, po chwili wraca i odkręca małą buteleczkę. Nalewa trochę płynu na wacik i przysuwa do moich pleców - Może trochę szczypać - mówi cicho i kiedy przykłada wacik do moich pleców, faktycznie niemiłosiernie szczypie. Zaciskam zęby, jęczę z bólu i czuję świeże łzy na policzkach. Wyrządził 
mi ogromną krzywdę, nie wiem, jak wyglądają moje plecy, ale gdybym je teraz zobaczyła, dostałabym zawału - Gotowe - kończy przecierać moje plecy, wciera w nie jakąś maść i dzięki niej czuję przyjemny chłód na skórze. Ulga pojawia się od razu, a chłodne powietrze w piwnicy działa kojąco. Chłopak odkłada wszystko i znowu układa się obok mnie. Ledwo kontaktuję, jestem zamroczona i zmęczona bólem. Nic nie jadłam i mój brzuch boleśnie się zaciska, na dodatek chce mi się pić i jest mi strasznie zimno. Justin dotyka dłonią mojego nagiego ramienia i marszczy czoło - Masz gęsią skórkę, zimno Ci? - mam ochotę na niego nawrzeszczeć, że jest tak cholernie głupi!
- Tak, jest mi zimno - odpowiadam szeptem, trzęsę się, a moje zęby zderzają się ze sobą. 
- Możesz wstać? - och! Tylko nie to! Kręcę przecząco głową, bo to będzie cholernie trudne! - Musisz to zrobić. Pomogę Ci - wzdycha ciężko, podnosi się i przekręca mnie na bok. W moje plecy natychmiast uderza koszmarny ból i pisk ucieka z moich ust. Jasna cholera! - Spokojnie, bądź dzielna - układa dłonie na moich ramionach i jednym ruchem stawia mnie na nogach. To, co czuję odbiera mi oddech. Zapowietrzam się, gapię wprost w jego oczy i próbuję nie zemdleć - Oddychaj, Ava - robi to razem ze mną i zaczynam się zastanawiam, skąd u niego taka troska? Przecież całkiem niedawno sponiewierał mnie jak diabli. Po co się o mnie martwi? - Przejdziemy się - obejmuje mnie w talii i nie wiem, jakim cudem, ale zaczynam stawiać małe kroki. Przychodzi mi to z ogromną trudnością, bo ból z pleców roznosi się po całym ciele, a grymas bólu pojawia się na mojej twarzy - To niedaleko, dasz radę?
- C-chyba tak - jąkam się, podpieram dłonią ściany i opuszczamy ten obskurny, zimny pokój. Niestety nie czuję żadnej różnicy i tutaj jest równie zimno, a moje biedne ciało reaguje na to niemal natychmiast. Drżę z zimna, poruszamy się powoli, a Justin troskliwe obejmuje mnie ramieniem. 
- Dobrze Ci idzie - dopinguje mnie, przesuwamy się do przodu i wreszcie opuszczamy piwnicę. Docieramy do korytarza, Justin otwiera drzwi i wchodzimy do czystego, ładnego i ciepłego pokoju. Jak ślicznie! Jest duże łóżko, białe meble i puchaty dywan. Zasłaniam oczy, bo światło cholernie mnie razi. W piwnicy jest ciemno, więc to dla moich oczu spory szok - Usiądź - prowadzi mnie do łóżka, ostrożnie siadam, ale skóra na plecach nieprzyjemnie się napina i od razu wstaję. To się za cholerę nie uda.
- Nie - kręcę głową i patrzę na niego niepewnie - Nie mogę usiąść, bo skóra pali mnie jak cholera.

- W porządku. Może chcesz wziąć prysznic? Na pewno dobrze Ci zrobi i odrobinę się ogrzejesz.
- Wątpię, moje plecy nie zniosą tego zbyt dobrze - schylam głowę i jedyne o czym marzę, to sen.

- No tak. W takim razie przyniosę Ci coś do jedzenia - ledwo kończy mówić i już go nie ma. Gapię się w drzwi i nie rozumiem jego zachowania. Przecież wczoraj mnie ukarał za to, że próbowałam uciec, a dzisiaj taka zmiana? Wcale nie musi się o mnie troszczyć, ani mi pomagać. Robi to, co do niego należy, czyli rozpieprza moje życie na kawałki, ale pewnie takie ma rozkazy od swojego "szefa". Czy oni są z mafii? Czym się zajmują skoro chodzi o diamenty? Nie chcę tego nawet wiedzieć, w ogóle nie chcę być w to zamieszania i przeraża mnie to, że jednak w tym uczestniczę - Jestem - Justin wraca i widzę w jego dłoni tacę z ciepłą herbatą i kanapkami. Dawno nie jadłam i nie wiem, jak zareaguje na to mój żołądek - Musisz jakoś usiąść, przecież nie będziesz jadła na stojąco, prawda? - burczy pod nosem, oddycham głębiej i próbuję ponownie. Podpieram dłoń na łóżku i opadam na nie. Zaciskam zęby, bo skóra ponownie daje mi w kość - Świetne, a teraz coś zjesz - podaje mi kanapki, bardzo powoli je zjadam, a Justin siedzi z nosem w telefonie. Staram się nie zwracać na siebie uwagi, piję ciepłą herbatę i czuję przyjemne ciepło w brzuchu. Tego właśnie potrzebowałam - Chcesz coś jeszcze?
- Nie, dziękuję. Czy mógłbyś zaprowadzić mnie do łazienki? - czuję, że bez wsparcia nie dam rady.

- Jasne - podchodzi, chwyta mnie ostrożnie za ramię i wstaję na nogi. Powoli przechodzi do łazienki, która mieści się w pokoju. Opieram się o zlew i odwracam tyłem do lustra. To, co widzę prawie zwala mnie z nóg! Owijam swoje ciało rękami i wbijam palce w swoje ramiona. Gapię się na odbicie w lustrze i czuję łzy na policzkach. Zaciskam usta i nie mogę w to uwierzyć! Moje plecy są poranione, skóra popękana i mam rany, które przecinają się wzajemnie. Jakby w lesie dorwał mnie niedźwiedź i podrapał do krwi swoimi pazurami. Przecież to się nigdy nie zagoi! - Nie powinnaś na to patrzeć, Ava.
- Boże - szepczę cicho i zasłaniam usta dłonią. Wręcz nie wierzę w to, co widzę w odbiciu lustra!
- Ava - jego głos brzmi surowo i boję się, że znowu mu odbije - Tylko po to chciałaś tutaj przyjść?
- N-nie, muszę skorzystać z toalety - biorę się w garść, Justin przytakuje głową i opuszcza łazienkę. Robię siku, myję ręce i obmywam twarz. Przysięgam, to jest koszmar, z którego chcę się obudzić.
- Już?! - słyszę zza drzwi głos Justina, uchylam je i staję z nim twarzą w twarz. Bierze mnie za rękę, ponownie wracamy do łózka i pomaga mi się na nim ułożyć. Pozycja na brzuchu wyrządza najmniej krzywdy moim plecom i wreszcie mogę odetchnąć. Przekręcam głowę na lewy bok i wtulam się w miękką narzutę, która leży na tym wygodnym łóżku - Nie bój się - co? Nim mam szansę zrozumieć sens jego słów, czuję palce, które odpinają mój stanik, a moje ciało napina się jak struna. Co on wyprawia?! - 
Nie obawiaj się, chcę tylko położyć na rany chłodny ręcznik - och, zaskakuje mnie tym. Nakrywa moje plecy chłodnym ręcznikiem i aż się wzdrygam. Nakłada jeszcze jeden suchy i delikatnie przykrywa mnie cienkim kocem. Boże, jak niesamowicie ciepło! Jestem przemarznięta do szpiku kości i oczy same mi się zamykają. Chłopak układa się obok i wpatruje się w moją twarz. Również na niego spoglądam, ale kiedy mrugam czuję, jak ciężko podnieść mi powieki ponownie - Śpij, Ava - czuję jego dłoń na moim ramieniu, głaszcze mnie czule i po chwili zasypiam. 

Nie wiem ile spałam, ale kiedy uchylam powieki w pokoju jest ciemno. Ziewam przeciągle, jest mi ciepło, wygodnie, jednak przypominam sobie gdzie jestem. Próbuję się poruszyć, ale plecy zaczynają mnie niemiłosiernie boleć. Z moich ust ucieka cichy jęk i nie wiem jakim cudem mam się podnieść z łóżka! Jak mam funkcjonować, skoro ledwo mogę wykonać najmniejszy ruch? Nieźle mnie urządził.

- Pomóc Ci, Kwiatuszku? - słyszę obcy głos i zamieram. To nie jest głos Justina i nie wiem, kto siedzi w tym pokoju razem ze mną. Nie odzywam się, milczę - Wiem, że nie śpisz, poruszyłaś się. Zawołam szefa - o kurwa! Szefa - szefa, czy szefa - Justina? Mój oddech przyśpiesza i zaczynam się bać.
- Co jest, Lou? - o, boże! Justin! Słyszę za sobą cichą rozmowę i po chwili materac obok mnie ugina się. Uchylam powieki i wpatruję się w piękne, czekoladowe oczy - Och, obudziłaś się. Jak się czujesz? 
- Jakby przejechał mnie walec. Dlaczego niby miałoby Cię interesować jak się czuję? To Twoja wina.
- Uważaj na słowa, Ava - mruży oczy i zaciska szczękę. Nienawidzę go! Zmasakrował mi plecy i pyta, jak się czuję? Bosko! Te trzy ciosy były dla mnie prawdziwą męką, a on doskonale wiedział, w jakim byłam stanie. Mimo to nie przestał, wręcz przeciwnie, kontynuował karanie mnie. Na samo wspomnienie chce mi się beczeć z bezradności - Powinnaś wstać i coś zjeść, spałaś cały dzień - och!
- Nie wiem, jak mam to zrobić, jestem obolała i nie mogę się ruszyć - wzdycham ciężko i zerkam na niego. Nie wiem, dlaczego, ale uśmiecha się uroczo i przejeżdża opuszką palca po moim policzku.
- Pomogę Ci, dasz radę - zdejmuje ze mnie ciepły koc i dwa ręczniki. Ten chłodny, który miałam na plecach zdążył już wyschnąć i gdy tylko napinam lekko skórę czuję, jakby ktoś przypalał mnie ogniem. Jęczę, bo jest to kurwa coś strasznego, a moja spękana skóra mocno się napręża, jednak Justin jednym ruchem podnosi mnie do pozycji stojącej. Krzyczę, bo robi to szybko, gwałtownie i kompletnie się tego nie spodziewałam - Ciii, tak trzeba było - oddycham głęboko, trzyma mnie za ramiona i patrzy prosto na mnie. Czuję, jak ramiączka od stanika, który był cały czas odpięty, powoli zsuwają się z moich ramion. Od razu zasłaniam swoje piersi i schylam głowę zawstydzona. Jak mam ubrać koszulkę? Nie wyobrażam sobie tego, aby ocierała się o moje poharatane plecy! - Dam Ci koszulkę - zostawia mnie, podchodzi do komody i wyjmuje biały t-shirt. Wygląda na sporo za duży, ale to nie ma znaczenia. Chcę się wreszcie ubrać - Okej, powinien wystarczyć. Pomogę Ci go założyć.
- C-co? - marszczę brwi, ale chyba nie ma zamiaru tutaj stać? - Potrzebuję odrobinę prywatności.
- Serio? Niby jakim cudem chcesz sama założyć koszulkę, hmm? Przecież nie podniesiesz rąk.
- Wiem, ale nie chcę, żebyś mnie widział. To chyba nic dziwnego, prawda? Chociaż się odwróć.
- Nie ma takiej potrzeby, Ava. Już Cię widziałem - po tych słowach opada mi szczęka. Czy ona sobie ze mnie żartuje! - Och, nie patrz tak na mnie. 
Wiele razy byłem obok Ciebie, na przykład na Twoim balkonie - że co?! - Wiele razy widziałem Twoje cudowne ciało, nie musisz się mnie wstydzić. Znam Cię - boże! To chore! Gapię się na niego i mam wrażenie, jakbym po prostu śniła. Widział moje ciało? Niech to szlag, tak po prostu stał sobie na moim balkonie? Przecież tak nie można, do cholery! - No już, odsuń ręce - sam chwyta moje nadgarstki i odciąga moje ramiona od piersi. Wstydzę się go, nie znam tego człowieka, a on tak po prostu już wcześniej mnie widział. Odwracam głowę w drugą stronę, nie mogę na niego patrzeć, chociaż szczerze? Wszystko mi jedno, bo wiem, że i tak zginę. Zsuwa mój stanik i rzuca go na łóżko. Czekam, aż założy mi koszulkę, ale on przytula mnie do swojego ciała. Ostrożnie obejmuje mnie w talii, tak, aby nie dotykać pleców i wtula twarz w moje włosy. Zaciąga się ich zapachem i mruczy pod nosem - Cudownie pachniesz, Skarbie - mówi wprost do mojego ucha, a po moim ciele przebiega dreszcz. Odchyla głowę i patrzy mi w oczy. Chociaż bardzo chcę, nie mogę oderwać od niego wzroku. Jest w nich coś dziwnego, tajemniczego i hipnotyzującego - Jesteś naprawdę urocza - uśmiecha się, pochyla i ku mojemu zaskoczeniu, jego usta lądują na moich. Jestem w szoku, ale z pewnością nie tego się spodziewałam. Co on wyprawia?! - Rozluźnij się - szepcze cicho i prześlizguje językiem po mojej dolnej wardze. Stoję jak sparaliżowana, nie wiem, jak mam się zachować i czy oddać pocałunek. Nie chcę tego, jednak nie chcę go również zdenerwować. Wiem, do czego jest zdolny - Wpuść mnie, maleńka - napiera na mnie mocniej, dociska do siebie i przenosi dłonie na moją pupę. Wbijam palce w jego ramiona, czuję język, który wdziera w moje usta i ledwo stoję na nogach. Jego ruchy są bardzo pewne i zdecydowane, kiedy ja praktycznie nie wiem, co mam robić. Oczywiście całowałam się wcześniej, ale pocałunek z chłopakiem, który właśnie stoi przede mną, jest bez porównania z innymi! Doskonale wie, co robi, jest bardzo pewny siebie i czuję, jak uginają się pode mną kolana. Od razu się ode mnie odrywa i przenosi dłonie na moje ramiona. Jestem zbyt słaba, wykończona, a on serwuje mi takie atrakcje? - Co się dzieje, Ava?
- P-przepraszam, jest mi po prostu słabo - oddycham głęboko, ale naprawdę czuję się koszmarnie.
- W porządku - Justin przekręca się i sadza mnie na brzegu łóżka. Bierze koszulkę i ostrożnie zakłada ją na moje ciało. Niestety, kiedy tylko materiał styka się z moją poranioną skórą, jęczę z bólu. Nie ma szans, abym mogła ją założyć. Stanik również odpada, ponieważ jego zapięcie jest na samym środku i to pogorszy sytuację - Ava? - Justin patrzy na mnie uważnie, trzyma koszulkę, która jest w połowie moich pleców, nadal widać moje piersi, ale nie jestem w stanie jej mieć na swoim ciele. Kiwam przecząco głową i chłopak znowu ją ze mnie zdejmuje. Biorę ręcznik, który leży obok i zasłaniam piersi. Siedzę i bardzo przygniata mnie bezradność i ból. Czuję, jak po moich policzkach spływają łzy i zasłaniam usta dłonią. Tak bardzo chciałabym żeby przestało boleć! - Och, Ava -Justin chwyta moje ramiona i układa na prawym boku. Przykrywa moje ciało kocem i znowu zastanawiam się, dlaczego taki jest - Naprawdę jesteś słabym człowiekiem - mówi cicho i przeczesuje włosy - Musisz powiedzieć mi gdzie schowałaś diamenty, Ava. Inaczej będę musiał zrobić Ci krzywdę ponownie, prędzej czy później to się znowu stanie. Mój szef straci cierpliwość, Kochanie. Po prostu to powiedz i będzie po wszystkim. Dlaczego to utrudniasz? - pyta  z wyrzutem i kręci głową - Oszczędź sobie cierpienia.
- Naprawdę jesteś taki głupi? - prycham pod nosem i przewracam oczami. Nie do wiary, że nadal wierzy w to, iż to ja wzięłam jego zgubę - Spójrz na mnie. Mówisz, że jestem słabym człowiekiem, tak? Poważnie myślisz, ze mogłabym zabrać coś, co należy do Ciebie? Nie widzisz, jak bardzo cierpię przez to, jak mnie skrzywdziłeś? Gdybym wiedziała cokolwiek, powiedziałabym Ci od razu.
- Wcale nie jestem tego taki pewny! Widocznie jesteś twardą sztuką, ale ja Cię złamię i powiesz mi to!
- Nic Ci nie powiem, Justin, przykro mi. Nie wiem, gdzie są Twoje diamenty, ja ich nie zabrałam.
- Tak?! - podnosi głos, gwałtownie przekręca mnie na plecy, a w moje ciało strzela ogromna fala bólu. Jestem zszokowana jego zachowaniem, mój oddech przyśpiesza i próbuję z nim walczyć. Wiję się, szarpię i odpycham jego dłonie. To na nic, bo ma zdecydowanie więcej siły niż ja - Właśnie, że mi kurwa powiesz! - brutalnie chwyta moje nadgarstki, unosi i wbija w nie palce - I to w tej chwili, kapujesz? - przechyla głowę i uśmiecha się szyderczo - Inaczej gorzko tego pożałujesz, Kwiatuszku. 








**********************************************
Dzień doberek :)
Przybiegam do was z nowym rozdziałem hue hue :)
Zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu. Tylko w ten sposób mogę się dowiedzieć czy ktoś to czyta i czy warto kontynuować ;)
Mogę was zapewnić, że w dalszych rozdziałach będzie źle se se se... Oto ja i mój zryty baniak hahahaha :D

Buuuuziaki ♥

Kasia.



11 komentarzy:

  1. To opowiadanie jest świetne

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieje się! Tutaj w każdym rozdziale jest jakaś akcja i naprawdę super się to czyta, pomimo kilku błędów :)
    Masz już napisane to opowiadanie, czy piszesz na bieżąco? xD
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam napisane już prawie całe opowiadanie ;)

      Usuń
  3. Wchodzę a tu....BUM rozdział :D
    Kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow :o nie wiem co napisać , myślałam że już przeczytałam wszystkie dobre ff o Justinie a tu proszę :) zazwyczaj podobają mi się same tłumaczenia i parę innych pisanych przez kogoś , naprawdę jest tego nie wiele :) Myślę że to będzie jedno z moich ulubionych opowiadań :D Od razu ląduje w zakładkach :* Życzę Ci jak najwięcej weny , i mam nadzieję że to nie jest Twoje ostatnie opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń