Szablon wykonany przez Yassmine.

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 15.


Po niecałych czterdziestu minutach, jesteśmy na miejscu. Domek jest uroczy z białym płotem i huśtawką na tarasie. Jestem zdziwiona, bo tutaj mamy sąsiadów i to po obu stronach ulicy. Wysiadam z samochodu, przeciągam się, a Justin bierze dwie torby i wchodzimy do domu. Salon jest duży, otwarty na kuchnię, która oddziela pomieszczenia blatem barowym. Jest nawet kominek, który wygląda uroczo i pasuje do pomieszczenia. Po prawej stronie są schody na górne piętro.
- Chcesz wziąć prysznic? - słyszę głos Justina i przekręcam głowę w jego stronę.
- Tak, koniecznie - uśmiecham się niepewnie i lekko zawstydzam.
- Nie ma sprawy, ja też go potrzebuję. My idziemy na górę Drew, który pokój mogę zająć? 
- Który chcesz, bracie! - mruga do niego i prycha rozbawiony.
- Dzięki, zaraz zejdę to pogadamy - wystawia dwa palce i znikamy z salonu.
Wchodzimy na górę i Justin otwiera pierwsze drzwi na ledwo. Pokój nie jest zbyt duży, ale bardzo ładny i przytulny. Rozglądam się z zaciekawieniem, ale kątem oka widzę, jak Justin zrzuca z siebie ciuchy, rany! Jest bezwstydny, do cholery! Jednak od razu do mnie podchodzi i mnie również rozbiera.
- Justin! Mogę sama - chcę zabrać jego ręce z mojego ciała, ale marszczy czoło i kręci głową. 
Szybko zsuwa ze mnie koszulkę, spodnie i zdejmuje moją bieliznę. Nienawidzę tego! Krępuje mnie to, kiedy muszę stać przed nim naga i nic nie mogę z tym zrobić! To, że on się nie wstydzi nie znaczy, że ja również. Wchodzimy do łazienki, wschodzimy do kabiny i kiedy tylko ciepła woda uderza w moje ciało, rozluźniam mięśnie i cudownie się odprężam. Bolą mnie trochę plecy i czuję, jak ciągnie mnie na nich skóra. To znak, że trzeba znowu posmarować maścią. Ciekawe, kiedy w ogóle całkowicie się zagoją. Są już strupki, a to chyba dobry krok do zagojenia. Najgorsze były otwarte rany, z których sączyła się krew, nigdy nie zapomnę tego rozdzierającego bólu.
- O czym myślisz? - pyta mnie Justin i kiedy na niego zerkam, jego włosy są w pianie. 
- O moich plecach - odpowiadam cicho - O tym, kiedy się zagoją i nie będą mnie już boleć - nagle dociera do mnie nowa myśl i zamieram w połowie ruchu. Nie pomyślałam o tym wcześniej!
- Ava? Co jest? - podchodzi, podnosi moją głowę i patrzy mi w oczy.
- Będę miała okropne blizny, prawda? - przeraża mnie ta myśl i coś ściska mnie w środku. 
- Obawiam się, że jakieś na pewno pozostaną - gapię się na niego i czuję łzy pod powiekami - Jednak ta maść, którą Cię smaruję, ma za zadanie znieczulić, wygoić rany i jest również na blizny. To nie były mocne ciosy Skarbie, ledwo przecięły Ci skórę - och, serio? Prawie tam kurwa umarłam! - Nie martw się tym teraz, dobrze? Sporo przeszłaś przez te kilka dni, naprawdę martwią Cię blizny? 
- Tak, moje ciało będzie oszpecone. Nie będę mogła założyć stroju kąpielowego, lub jakiegoś topu z odkrytymi plecami. Będę tam okropne blizny, jak mam się z tym pogodzić?
Moim ciałem wstrząsa fala płaczu i chowam twarz w dłoniach. Justin mocno tuli mnie do siebie i głaszcze po głowie. Po chwili zakręca wodę i wychodzimy z kabiny. Wyciera moje ciało i owija ręcznikiem, przechodzimy do pokoju i kiedy siadam na łóżku, Justin wyjmuje maść. Ostrożnie smaruje moje rany i natychmiast czuję przyjemny chłód na skórze. Przykłada do moich pleców opatrunek i zabezpiecza. Oddycham głęboko, Justin zakłada na mnie swoją koszulkę, układam się na boku i odgarnia z mojej twarzy wilgotne włosy. 
- Jesteś głodna? - pyta i mocniej mnie do siebie przytula.
- Nie - odpowiadam cicho, jestem strasznie zmęczona.
- Nie jadłaś od rana, Ava - wpatruje się w moje oczy przenikliwie. 
- Wiem, ale nie mam apetytu - posyłam mu lekki uśmiech i zamykam oczy.
- No dobrze - całuje mnie w czoło, leżymy tak wtuleni w siebie aż zasypiam.

Rano budzi mnie stukot deszczu o parapet, leje niemiłosiernie i za oknem widać tylko ścianę deszczu. Wyskakuję z łóżka, zakładam czarne jeansy i szarą koszulkę z długim rękawem. Ogarniam twarz w łazience, załatwiam potrzebę i schodzę na dół. Od razu w oczy rzuca mi się Thomas i Drew, jednak nie widzę Justina i nieco zaskakuje mnie to. Gdzie on się podział?
- Gdzie Justin? - pytam, kiedy schodzę już ze schodów i przystaję obok kanapy.
- Musiał coś załatwić, ale wróci niebawem. Kazał Ci coś zjeść jak wstaniesz. Poradzisz sobie?
- Poradzę, spokojnie - uśmiecham się lekko i wchodzę do kuchni. Widzę karteczkę na lodówce i kiwam głową, kiedy ją czytam, "Jeśli dowiem się, że nie zjadłaś śniadania to zleje ten Twój seksowny tyłek, mała", jest niemożliwy! Jednak zastanawia mnie jego nagła zmiana zachowania. Jest łagodny, dobry dla mnie i nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie jestem jego dziewczyną, nawet, jeśli tak właśnie sobie myśli nic nas nie łączy, nie znamy się. Ale podoba mi się "dobry" Justin.
Robię dwie kanapki i gorącą, pachnącą kawę. Tego mi właśnie trzeba, kawa! Jem w ciszy i myślę, co by się stało gdybym uciekła. Jeśli nie mogę wrócić do domu, to gdzie miałabym pójść? Nie mam, za co żyć, jestem młoda i zgubię się za najbliższym zakrętem, znając siebie. Ale musi być jakieś wyjście z tej cholernie, beznadziejnej sytuacji. Przecież wszystko można jakoś rozwiązać, prawda? Są tutaj sąsiedzi, więc mam kontakt z innymi ludźmi, ale co niby mam zrobić? Iść do nich i powiedzieć im, że ich sąsiad mnie porwał? Przecież Justin by mnie chyba za to zabił! Albo znowu poharatał moje plecy.
Wzdrygam się, kiedy nagle słyszę trzask drzwi. Podnoszę głowę i widzę Justina, który właśnie siada na kanapie obok chłopców. Kuchnia otwarta jest na salon, więc mam idealny widok.
- Jak tam, bracie? Załatwiłeś wszystko? Obyło się bez problemów dla odmiany?
- Tym razem tak, ale tutaj nie jest bezpiecznie. Za dużo ludzi w okolicy, musimy się stąd zmyć.
- Zmyć? Masz coś konkretnego na myśli? - Thomas marszczy brwi i chyba nie tego się spodziewał.
- Najlepiej byłoby prysnąć ze Stanów. Idealna opcja to Europa, ale nie wiem, co czeka nas na lotnisku. Wciąż szuka jej policja - wpatrujemy się w siebie i gryzę nerwowo wargę - Jeśli mają jej zdjęcia na lotnisku, będzie nieciekawie - prycha z kpiną i kręci głową niezadowolony.
- Daj spokój! Kamuflaż, stary! Przecież może zafarbować włosy, zrobić makijaż i nikt jej nie pozna.
Prycham pod nosem, zafarbować włosy? Dobre sobie! Przez długie lata zapuszczałam włosy, dbałam o nie i nie farbowałam. Nie mam zamiaru teraz tego robić, bo "oni" tak chcą! Zeskakuję z krzesełka, biorę kubek z kawą i przechodzę do salonu. Siadam na brzegu kanapy i spogląda na chłopców.
- Co tam, mała? - Thomas kiwa głową i uśmiecha się przyjaźnie. Jest miły.
- Właśnie słucham, jak obmyślacie plan zafarbowała mnie - mrużę groźnie oczy.
- Och, przecież dziewczyny lubią takie rzeczy, prawda? - porusza zabawnie brwiami.
- Pewnie lubią. Ja jednak nigdy nie farbowałam włosów i możesz być pewny, że tego nie zrobię - mrugam do niego i uśmiecham się zadziornie - A już na pewno ich nie zetnę, złotko! - teraz już mówię trochę ze złością, to moje włosy do cholery! Niech oni się farbują. 
- Zadziorna - Drew wybucha śmiechem i kręci głową. 
- Oj strasznie, stary - odzywa się Justin i wpatruje się we mnie - Spokojnie, na razie przeniesiemy się w mniej rzucające się w oczy miejsce. Ale wy zostajecie tutaj, Drew.
- Co takiego?! - Drew jest szczerze zaskoczony i lekko podnosi głos - Dlaczego?
- Nie chcę Cię w to mieszać. Masz być bezpieczny, to jest najważniejsze! - rozczula mnie jego troska.
- Już jestem w to zamieszany, nie zauważyłeś? Marlon doskonale wie, że przyjechałeś do mnie. Jak myślisz, jeśli wróci do mojego domu i zastanie mnie tam, co zrobi? Zaproszę go na herbatkę i będziemy się śmiać z tego, że jego ludzie zdemolowali mój dom? Kurwa, stary!
- Wiem. Jednak nie chcę Cię w to wplątać, Drew. Tak ciężko Ci to pojąć? 
- Ale co mam niby zrobić? Siedzieć sobie ot tak, kiedy mojego brata ściga jakiś pojeb? 
- Spokojnie, coś wymyślimy - odpowiada spokojnie Justin i wzdycha ciężko.

Całe popołudnie spędzamy nic nie robieniu. Siedzimy w salonie, oglądamy telewizję i jemy obiad, po który pojechał Thomas. Jest cicho spokojnie i prawie przysypiam, kiedy do domu wchodzi Drew. Nie było go przez dobre czterdzieści minut ale jego twarz rozświetla szeroki uśmiech. 
- Masz? - pyta Justin, a ja przeciągle ziewam. Dochodzi dziewiętnasta.
- Mam mam, luzik - siada obok mnie i wyciąga coś z kieszeni. 
Od razu moje usta uchylają się w szoku! Proszę, tylko nie to! Raz, dwa skręca sprawnie kilka jointów, ale moje spojrzenie utkwione jest w Justinie. Widzę jak podpala skręta i zaciąga się nim mocno, ja pierdole! Ostrzegał mnie przed tym, jaki jest po narkotykach i przeraża mnie to!
- Chodź do mnie, Kochanie - wyciąga dłoń w moją stronę i czeka aż podejdę do niego. Nie chcę tego robić, po co? Wygodnie mi tutaj gdzie siedzę - No dalej - nie daje za wygraną i w końcu podnoszę się i podchodzę do niego. Sadza mnie na kolanach i uśmiecha się do mnie, jest to jednak dziwny uśmiech i marszczę czoło - Zapalisz ze mną? - o kurwa! Wykluczone! Nie zrobię tego!
- Nie, Justin. To nie dla mnie - odpowiadam cicho i czuję, jak chłopcy na mnie spoglądają. 
- Och, tak Ci się tylko wydaje, Skarbie - mruga zadziornie - Zobaczysz, jakie to fajne uczucie, Twoje ciało się rozluźni - przykłada już skręca do moich ust, ale odwracam głowę w drugą stronę - Ava - jego ton jest groźny, ale nie chcę tego palić do cholery! - Nie bój się, nic się nie stanie. 
- Ale ja nie chcę, tak? Dlaczego mnie zmuszasz? - bawię się palcami, nie chcę żeby się wkurzył. Nic nie mówi tylko odwraca moją głowę w swoją stronę, całuje mnie i wpuszcza dym do moich ust. Robi to powoli, dzięki czemu się nie krztuszę. Próbuję szybko się od niego oderwać, ale to na nic. Jego uścisk jest zbyt mocny. Kiedy wreszcie puszcza moją twarz, oddycham głęboko - Dlaczego to zrobiłeś do cholery? - podnoszę głos i chcę wstać, jednak nie pozwala mi na to.
- Chcę żebyś wyluzowała, Skarbie. Jesteś za bardzo spięta - uśmiecha się i znowu mocno się zaciąga. Przybliża swoją twarz, podnosi brwi i czeka na moją reakcję. Ja nie robię nic i mocno zaciskam usta, nie chcę tego! Kręci głową i znowu chwyta mnie za brodę, siłą wpija się w moje usta i wpuszcza do nich dym. Kurwa, co jest z nim nie tak? Znowu robi coś, czego nie chcę! Kiedy odrywam się od niego, oddycham głęboko. Dym drażni moje gardło i przykładam dłoń do ust - Widzisz? To przyjemne. 
- Nie, nie jest przyjemne - burczę wkurzona i próbuję wstać. Mocno mnie przytrzymuje i oczywiście nie mam szans - Justin! Chcę wstać! Nie zachowuj się tak! - jestem zła i mam ochotę mu przywalić!
- Jesteś seksowna, kiedy się złościsz - szepcze do mojego ucha i przygryza je - Chcę żebyś się ze mną wyluzowała i zabawiła. No dalej, przyda Ci się chwila zapomnienia, Kwiatuszku. Ostatnio jesteś zestresowana - jestem! Bo Ty fundujesz mi ten pieprzony stres!
Spoglądam na chłopców w poszukiwaniu wsparcia, ale oni już odlecieli. Są zjarani, leżą rozłożeni na kanapie i wpatrują się w telewizor zupełnie nas ignorując. Ich spojrzenia są mętna i nieobecne. 
- Kto chce piwo? - nagle słyszę głos Thomasa. Chcą wszyscy, oprócz mnie.
- Dla Avy też, Thomi! - Justin krzyczy za nim i znowu mnie denerwuje.
- Dziękuję, że w ogóle zapytałeś mnie o zdanie! - burczę pod nosem. 
- Zaczynasz mi działać na nerwy, mała! - mówi surowo wprost do mojego ucha i przykłada skręta do moich ust - Zrób to i lepiej, żebyś mnie nie rozczarowała - ależ jest wściekły!
- Proszę, daj mi spokój, Justin. Jestem zmęczona, naprawdę mam dość. 
Ma mnie w nosie, chwyta moje włosy i wpycha skręta do moich ust. Jego wzrok jest morderczy i w moje ciało wlewa się przerażenie. Gapi się na mnie i czeka, aż wykonam jego polecenie. Chce mi się płakać, ale nie mam wyjścia. Chcąc nie chcąc, zaciągam się ostrożnie tym gównem. Dym drażni moje gardło i muszę odkaszlnąć. Cholera, co za dupek, no! Było przecież tak dobrze!
- Grzeczna dziewczynka - uśmiecha się zadowolony i klepie mnie po udzie. Wraca Thomas z piwem i stawia je na stoliku - Thomi, skręć jednego dla Avy - co takiego?! 
- Nie chcę, nie będę tego palić - odpowiadam pewnie i wstaję z kolan Justina. 
- Owszem, będziesz i to nie podlega żadnej dyskusji, Kochanie - jest poważny i zły - Wróć tutaj i usiądź obok mnie. Naprawdę nie chcesz mnie zdenerwować - oczywiście, że nie chcę! 
- Pozwól mi iść się położyć, masz chłopaków bawcie się. Ja nie jestem Ci do niczego potrzebna. 
- Ava! Kurwa przestań, dobrze? - podnosi głos, aż się wzdrygam - Masz trzy sekundy żeby zrobić to, co przed chwilą do Ciebie powiedziałem - jednak ja stoję na środku salonu i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Naprawdę chcę stąd iść, ale wiem, że Justin się wkurzy, jeśli to zrobię. Schylam głowę, bawię się palcami, ale bardzo się go boję. Sam mówił, że po narkotykach robi się agresywny, a ja nie mam ochoty doświadczyć tego na własnej skórze - Dlaczego mnie nie słuchasz, huh? - gwałtownie podnosi moją głowę i kręci głową niezadowolony. Dociska mnie do siebie, zaciąga się skrętem i ponownie wpuszcza dym do moich ust. Kaszlę, ale już czuję jak moje ciało na to reaguje. Mięśnie robią się słabe, odprężam się i lekko kręci mi się w głowie. Właśnie tego się obawiałam, że odpłynę razem z nimi! - Od razu lepiej - mruga zadziornie i powtarza ten sam ruch. To za dużo dla mnie!
- Justin - mówię cicho, kiedy odrywa usta od moich - Nie chcę więcej. 
- Chcesz, maleńka - mruczy seksownie do mojego ucha i przenosi dłonie na moją pupę - Kiedy tylko skończymy, pójdziemy się położyć. Tak jak chciałaś - o boże! Nie! 
Doskonale wiem, o co mu chodzi i nie mogę na to pozwolić! Cholera! Co mam zrobić w sytuacji, kiedy jest zjarany? Czuję, że będzie źle.









8 komentarzy:

  1. juz myslałam ze nie dodasz :O cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajny :))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER ! ! ! CZEKAM NA NEXT ! ! ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo, cudo, cudo <333 moglabyś dodać dziś rozdział...? Od jutra do końca października nie będę miała internetu :```````((( Ja nie wytrzymam tyle bez twoich rozdziałów <33333333333

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna Ava ;c szkoda mi jej :( czekam na next i życzę weny ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny
    Współczuje Avie znowu musi znosić humorki Justina, bo jemu zachciało się zajarać i jeszcze kazał Avie również zapalić. Mam nadzieje, że nie zmusi jej do seksu, ale nadzieje matką głupich. Czekam na następny. kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  7. ulala super rozdzial, jedno z lepszych polskich fanfikcji wedlug mnie, a przeczytalam naprawde nie malo ;) :*****

    OdpowiedzUsuń