Szablon wykonany przez Yassmine.

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 11

Justin zapieprza ile fabryka dała, kątem oka spoglądam na prędkościomierz, który szybko przesuwa się w górę. Nigdy nie lubiłam szybciej jazdy, jednak Justin ma wprawę i sprawnie wymija samochody, które stają nam na drodze. Próbujemy zgubić ogon, skręcamy kilka razy w lewo, w prawo i dopiero po dobrych piętnastu minutach udaje nam się uwolnić. Oddycham z ulgą, chociaż wiem, że to z pewnością dopiero początek. Mam przeczucie, że jego szef wcale nam tak łatwo nie odpuści.
- Muszę coś sprawdzić - burczy pod nosem i zaciska palce na kierownicy. Wjeżdża na dwupasmówkę, ruch jest tutaj zdecydowanie mniejszy, a po bokach nie ma nic innego, jak las. Skręca w zatoczkę dla tirów, wysiada i ja również opuszczam auto. Nie bardzo rozumiem, co się dzieje i przyglądam mu się zdezorientowana, kiedy kładzie się i zagląda pod samochód - Kurwa mać! - klnie siarczyście, podnosi się i pokazuje mi małe urządzenie. Nie mam pojęcia, cóż to takiego - Jebany nadajnik! - och! I wszystko jasne! - Niech ich szlag! - robi zamach, wyrzuca go daleko w las i ruszamy w dalszą podróż.

Droga dłuży się niemiłosiernie. Sekunda za sekundą, minuta za minutą, godzina za godziną. Wiercę się, wzdycham i potwornie się nudzę. Na dodatek od pościgu Justin nie odezwał się do mnie słowem, co bardzo mnie dziwi. Postanawiam sama cokolwiek zacząć, inaczej zwariuję! Przekręcam się w jego stronę i wlepiam wzrok w jego profil. Mija zaledwie chwila, a zaczyna się niespokojnie kręcić, chrząka i wreszcie obdarza mnie szybkim spojrzeniem. Wygląda na wyluzowanego i rozbawionego.
- Powiesz mi, o co Ci chodzi? Nie możesz usiedzieć w miejscu i gapisz się na mnie. Jestem brudny?
- Nie, nie jesteś brudny - przewracam oczami, chichoczę, ale nadal nie spuszczam z niego wzroku.

- Więc dlaczego wiercisz we mnie dziurę, hmm? Przez Ciebie nie mogę się skupić na drodze.
- Naprawdę? Przecież nic nie robię, tak? Po prostu sobie patrzę i siedzę cichutko jak myszka.
- Pff, też mi coś! Mów, co jest grane. Jesteś głodna? Chce Ci się siku? Chcesz rozprostować kości?

- Nie, Justin. Nic z tych rzeczy, zgaduj dalej - ha! To jest myśl. Z nudów można pograć w zgadywanki!
- Nie mam pojęcia, okej? Skąd mogę wiedzieć, co chodzi po tej Twojej małej główce, Kwiatuszku?
- Ej, wcale nie mam małej głowy! - marszczę brwi obudzona i wystawiam palec na znak groźby.
- Masz, masz - śmieje się głośno i czochra moje włosy - A teraz powiedz mi, czemu się tak wiercisz?
- Dobra, dobra, powiem. Po prostu... nudzi mi się! Ta droga ciągnie się w nieskończoność!
- Poważnie?! Nudzi Ci się? - prycha rozbawiony i kręci głową - Jesteś niemożliwa, Ava!
- Wcale! Nie mam co robić, gapię się przed siebie i nic ciekawego tam nie widzę. Daleko jeszcze?

- Myślę, że za trzy godziny powinniśmy być na miejscu. Uzbrój się w odrobinę cierpliwości. 

Budzi mnie uścisk na ramieniu. Uchylam powieki, podnoszę głowę i dostrzegam przez sobą Justina. Jest bardzo blisko, co mnie zaskakuje. Pochyla się i posyła mi niepewny, ale uroczy uśmiech.
- Jesteśmy na miejscu - podaje mi dłoń, wysiadam z samochodu i rozglądam się dookoła. Przecieram zaspane powieki, okręcam się wokół własnej osi i wpadam w panikę. Jasna cholera, to żart?! - Ava? 
- Co to za miejsce, huh? - patrzę mu w oczy i widzę jego zaskoczone spojrzenie - To zadupie!
- Tak, jesteśmy daleko za miastem. Nie martw się, to idealna miejscówka, będziemy bezpieczni.
 - Przecież jesteśmy w samym środku... niczego! To pieprzony środek lasu, Justin! Nic tu nie ma!
- Hej - przekręca moją głowę i układa dłonie na ramionach - Spokojnie. Dlaczego panikujesz, hmm? 

- Bo tu jest strasznie! Naokoło są tylko drzewa, nie ma drogi ani sąsiadów! - oddycham głęboko i przeczesuję spojrzeniem to, co widzę. Naprawdę się boję! To idealne miejsce na zakopanie trupa!
- Dlatego właśnie tutaj przyjechaliśmy. Nie potrzebujemy sąsiadów, nie możemy rzucać się w oczy, Ava. Musimy ukryć się na kilka dni, aż sprawy odrobinę przycichną. Potem ruszymy dalej.
- Co? Dalej? Niby gdzie? - boże! Dociera do mnie, jak bardzo jestem daleko od LA i rodziny!
- Jeszcze nie wiem, ale nie masz powodu do obaw. Nic Ci ze mną nie grozi - serio? Jakoś w to wątpię. 

- Czyli nie zabijesz mnie tutaj? Nie zakopiesz mojego ciała w tym strasznym lesie? Boję się! 
- Co Ci przyszło do głowy? Nie mam zamiaru Cię zabijać! - przytula mnie do siebie, głaszcze po plecach i chociaż to dziwne, rozklejam się. Sama nie wiem, co tak właściwie się ze mną dzieje, ale myślę, że dociera do mnie powaga sytuacji. Tęsknię za mamą i niepewność, co się ze mną stanie właśnie mnie przygniata - No już, uspokój się. Naprawdę nie mam zamiaru Cię skrzywdzić.
- Obiecaj, że mnie nie zabijesz - podnoszę głowę i patrzę mu prosto w oczy - A jeśli faktycznie to zrobisz, nie zostawiaj mnie tutaj samej, dobrze? Nie chcę być z dala od domu, mojej rodziny.
- Ava - oddycha głębiej, bierze moją głowę w dłonie i ociera mokre policzki - O czym Ty do cholery mówisz, hmm? Gdybym chciał Cię zabić, zrobiłbym to już dawno temu - uśmiecha się lekko i cmoka mnie w czubek nosa - Nie bój się, wszystko jest w porządku. Obiecuję, że Cię nie zabiję. 
Nie mógłbym tego zrobić - kołysze mnie w swoich ramionach i po chwili wreszcie się uspokajam - Już w porządku? - przytakuję głową, ogarniam się, a Justin podchodzi do bagażnika i wyjmuje torby. Wchodzimy do ładnego, dużego, białego domu z czerwonym dachem. W salonie dostrzegam dwóch chłopców i jestem zaskoczona ich widokiem - Joł, ziomki! - Justin krzyczy radośnie i okłada torby na podłogę. 
- No, stary! Nareszcie! - przystojny brunet zrywa się z miejsca i przytula go po męsku - Jak droga?
- Dobrze, tylko niesamowicie męcząca. Jestem potwornie zmęczony i mam ochotę na zimne piwo.
- Nie ma sprawy, mówisz masz. Zrobiłem spory zapas - mruga okiem i znika w kuchni.

- Cześć, bracie - dopiero teraz dostrzegam chłopaka, który podnosi się z fotela i podchodzi do nas. Uchylam usta zszokowana, bo są... identyczni! Jedyne, co ich odróżnia to inaczej ułożone włosy, reszta to dosłownie kopia! A to niespodzianka! - Jak podróż? Mam nadzieję, że bez problemów?
- Tsa! Chciałbym - Justin prycha pod nosem i przeciera twarz rękami - Jak zawsze z przygodami. 
- Mamy czas, wszystko na spokojnie mi opowiesz. Teraz powinieneś, to znaczy, powinniście odpocząć - chrząka i wreszcie na mnie spogląda. Przechyla głowę i lustruje mnie z góry na dół, czym bardzo mnie krępuje. Po podróży muszę wyglądać tragicznie! - Powiesz mi, co to za śliczna dziewczyna?
- Och, to Ava. Moja... dziewczyna - co on właśnie powiedział?! Czy jego już kompletnie posrało?!
- Hmmm, dziewczyna? - brunet wygląda na szczerze zaciekawionego, drapie się po brodzie i nie spuszcza ze mnie wzroku - Nie ukrywam, zaskoczyłeś mnie. Nigdy nie byłeś w związku, bracie.

- Teraz jestem - wzrusza ramionami i puszcza mi oczko. Och, świetnie! - Okej, musimy się trochę ogarnąć. Pogadamy za chwilę. Chodź, mała - wystawia dłoń, chwytam ją, Justin bierze torbę i wchodzimy na piętro. Idziemy wzdłuż korytarza i docieramy do pokoju na samym jego końcu. Pokój jest spory, jego ściany mają kolor waniliowego budyniu i ma mnóstwo ramek na ścianie. Oglądam je z zaciekawieniem i dochodzę do wniosku, że to pokój Justina. Rozpoznaję jego brata i tego drugiego chłopaka, którego widziałam na dole, jest też dziewczyna. Śliczna, szczupła i przytula się do Justina. Ciekawa jestem, kto to jest - Zapewne masz ochotę na prysznic - och, tak! Przytakuję głową i klaszczę w dłonie - Łazienka jest za białymi drzwiami. Dzisiaj dostaniesz nowe ubrania, o nic się nie martw. Zrób co trzeba, ja będę na dole. Kiedy będziesz gotowa zejdź to coś zjemy, tak?
- Jasne, dziękuję - odpowiadam cicho i czuję się niepewnie. Muszę przywyknąć do tej sytuacji.
- Nie martw się - podchodzi, unosi moją głowę i wpatruje się w moje oczy - Musisz wyluzować.
- Postaram się to zrobić. Właściwie... dlaczego powiedziałeś, że jestem Twoją dziewczyną? 

- Po pierwsze; mój brat zaskoczył mnie tym pytaniem. Po drugie; tak jest prościej. Nie mam zamiaru wszystkiego dokładnie mu tłumaczyć, a on zawsze musi wiedzieć o każdym szczególe - przewraca oczami, a ja chichoczę, bo wygląda tak słodko - Tak, więc jesteś moją dziewczyną, Ava - pochyla się i ponownie jego usta stykają się z moimi. Stoję jak sparaliżowana, dziwne uczucie pojawia się w moim wnętrzu, jednak nie myślę o tym, bo Justin szybko się ode mnie odrywa - Czekam na Ciebie na dole. 
- Okej - wbijam zęby w wargę, moje policzki płoną, ale Justin zdaje się tym nie przejmować. Pstryka palcem w mój nos z uśmiechem na twarzy wychodzi z pokoju - Wow, koleś, ależ Ty jesteś zmienny - mówię do siebie i kręcę głową. Raz jest dobry, raz zły i czasami ciężko za nim nadążyć.
Podchodzę do torby i szukam czegoś na zmianę. Wygrzebuję legginsy, zwykłą szarą koszulkę i czmycham do łazienki. 
Biorę szybki prysznic, myję włosy, ogarniam twarz i przebieram się. Kiedy jestem gotowa, waham się czy zejść na dół. Boję się tego miejsca i tęsknię za domem. Jestem teraz tak daleko i nie wiem, co ze mną będzie, jaki czeka mnie los? Przecież Justin chyba nie ma zamiaru trzymać mnie przy sobie całe życie, prawda? A jeśli mnie zostawi, co wtedy? Nie mogę wrócić do domu, bo ten człowiek zrobi mojej rodzinie krzywdę, jak mogłabym ich na to świadomie narazić? To popieprzone, w jakiej sytuacji się znalazłam! Nie wiem już sama, co mam o tym wszystkim myśleć, ale im bardziej się w to zagłębiam, tym bardziej mam wrażenie, że z tej sytuacji nie ma wyjścia.

Schodzę na dół. Chłopcy siedzą w salonie, rozmawiają i piją piwo. Kiedy tylko Justin mnie widzi, uśmiecha się i wystawia dłoń. Siadam obok niego, opiekuńczo obejmuje mnie ramieniem i dodaje mi tym trochę otuchy. To zabawne, bo jest jedynym człowiekiem, któremu ufam w tym momencie.  
- Może nareszcie się poznamy, hmm? Skoro mamy razem mieszkać, byłoby miło. Jak masz na imię?
- Ava - odpowiadam cicho, chłopak wystawia dłoń i kiedy unoszę swoją, ściska ją pocieszająco.
- Ładne imię dla ładnej dziewczyny - och, znam ten tekst! - Miło Cię poznać, jestem Drew. 

- A ja jestem Thomas - drugi chłopak również wita się ze mną uściskiem dłoni i potrząsa nią żwawo.
- Macie się zachowywać przyzwoicie, zrozumiano? To moja dziewczyna i lepiej, żebym nie musiał skopać wam tyłków - Justin mówi ostro, ale wyczuwam w jego głosie jakiś rodzaj troski. Chłopcy wybuchają śmiechem, a Drew wystawia ręce w geście obronnych - No, dobrze. Idziemy coś zjeść? - pyta mnie, jednak wlepiam wzrok w swoje dłonie i czuję się skrępowana. Jestem tutaj sama z trójką, obcych mi chłopaków. Jak to ma niby wyglądać? - Ava? - Justin potrząsa moim ramieniem i wreszcie na niego spoglądam - Jesteś głodna? - przytakuję głową, podnosi mnie i idziemy do kuchni - Chłopcy zaopatrzyli lodówkę po brzegi - chichocze pod nosem i unosi ogromny słoik Nutelli - Może być? - wystawiam kciuk ku górze, Justin robi kilka kanapek i siada przede mną. Jemy w ciszy i chociaż jestem głodna, jedzenie ledwo przechodzi mi przez gardło. Czuję na sobie jego wzrok, ale nie podnoszę głowy. Dziwne uczucie kumuluje się w moim ciele. Strach pomieszany z przerażeniem, niepewnością. Teraz, kiedy emocje odrobinę opadły dociera do mnie to, co tak naprawdę się wydarzyło. Zostałam porwana, skrzywdzona, a teraz jestem w tym domu. Na dodatek jestem skołowana zachowaniem Justina, jego czułymi gestami, pocałunkami, tym, jak się do mnie zwraca. Zmasakrował mi plecy, zgwałcił mnie, a teraz jest dla mnie taki czuły i dobry. Nie ogarniam tego, w mojej głowie wszystko się kotłuje i nim się orientuję, czuję ciepłe łzy na policzkach. Odkładam nie dojedzoną kanapkę, opieram łokcie na stole i chowam twarz w dłoniach. Moim ciałem wstrząsa fala płaczu i wiem, że muszę pozbyć się tego ciężaru, który we mnie siedzi i nie daje mi spokoju. Zbyt wiele złego się wydarzyło, a ja nie chcę w to po prostu uwierzyć, to nie mogło mnie spotkać! Takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, a już na pewno nie mnie. Niczego bardziej nie pragnę, jak znaleźć się w domu i zobaczyć moją rodzinę. Co teraz myślą, co robią? Rodzice z pewnością są załamani, boże! Ta myśl rozdziera moje serce, tak bardzo nie chcę, żeby cierpieli, a na pewno to robią. Głowią się, co stało się z ich dzieckiem, tak nagle zniknęłam z dnia na dzień - Już dobrze, Ava - Justin przytula mnie do siebie, kołysze w swoich ramionach, a ja ściskam w dłoniach jego koszulkę i wylewam morze łez. Nie mogę opanować własnego ciała i gdyby mnie nie trzymał, pewnie bym upadła - Powinnaś odpocząć - bierze mnie na ręce, wychodzimy z kuchni i wtulam głowę w zagłębienie jego szyi. 
- Wszystko w porządku? - dociera do mnie cichy głos Drew, który wydaje się być zmartwiony. 
- Tak, jest po prostu zmęczona. Pogadamy później - odpowiada Justin i wchodzi na górę. Po chwili układa mnie na łóżku, ale nie wypuszcza mnie ze swoich ramion. Ja też nie chcę być teraz sama, tulę się do niego mocno i myślę o tych wszystkich złych rzeczach, które ostatnio się wydarzyły. 

W pokoju panuje przyjemna cisza. Czuję na plecach palce Justina, kreśli na nich wzroki i całkowicie się odprężam. Doskonale wiem, że nie powinnam mu na to pozwalać, bo wcale nie jest lepszy od tych złych ludzi w tamtym domu. Mimo wszystko zabrał mnie stamtąd, nie zostawił na pewną śmierć lub sprzedanie do burdelu. Teraz jest dla mnie dobry, czuły. Pociesza mnie, wspiera i chociaż powinnam go nienawidzić, nie potrafię tego zrobić. Jestem mu wdzięczna za to, że mnie uratował.
- Czujesz się trochę lepiej? - pyta cicho, przekręca się na bok i nasze oczy się spotykają. Przełykam ślinę i przytakuję głową - Jesteś taka krucha, Ava - uśmiecha się smutno, odgarnia moje włosy i dotyka palcami policzka - Słaba, delikatna, wrażliwa. Jakim cudem mogłem wierzyć w to, że zabrałaś te cholerne diamenty? - prycha rozbawiony i ja również się uśmiecham - Przecież nie mogłabyś tego zrobić, nawet, jeśli ktoś by Cię do tego zmusił, popatrz na siebie! Jesteś zbyt urocza i niewinna.
- Nie żeby coś, ale mówiłam Ci to od samego początku. Gdybyś mi uwierzył, byłoby nam prościej.
- Wiesz, ile razy to słyszałem? Milion! - och! Świetnie! - 
Każdy mówi, że jest niewinny, dlaczego miałbym Ci uwierzyć? Każdy, kto do nas trafia ma coś na sumieniu, nigdy nie złapaliśmy kogoś przez pomyłkę, nie możemy sobie pozwolić na takie coś. A tu proszę - kiwa głową z niedowierzaniem - Zjawiła się taka krucha istotka i okazała się być fatalną pomyłką. W życiu się tego nie spodziewałem!
- To jest nas dwójka. 
Szkoda, że dopiero teraz mi wierzysz. Po tych wszystkich złych rzeczach, których musiałam doświadczyć - zamykam oczy i na samo wspomnienie chce mi się znowu płakać. 
- Wiem, jednak nic nie mogę na to poradzić. Tak działamy i gdybyśmy stamtąd nie uciekli uwierz mi, doświadczyłabyś o wiele gorszych rzeczy. Właśnie takimi sposobami łamiemy wszystkich, nigdy nas ta metoda nie zawiodła. Ludzie nie są odporni na aż taki ból, nie są na niego przygotowani i wolą wszystko wyśpiewać niż cierpieć - o rany! To straszne! - Dlatego, kiedy pierwszy raz poharatałem Ci plecy i nic nie powiedziałaś, coś zaświtało mi w głowie. Jednak nie dopuszczałem tego do siebie, to nie mogła być prawda, że ktoś się pomylił. Potem, kiedy wziąłem Cię siłą na pewno byś mi powiedziała prawdę, widziałem to w Twoich oczach. Byłaś złamana na kawałki, ale milczałaś jak grób. Wtedy już wiedziałem, że nie jesteś osobą, której szukamy. Nie rozumiem tego, jak mogli się tak pomylić.
- Cieszę się, że mi wierzysz. Lepiej późno niż wcale. Obiecaj, że nie zrobisz mi już więcej krzywdy?
- Będę się starał, jednak na prochach jestem trochę agresywny i unikaj mnie wtedy jak ogarnia.
- Chyba powinnam teraz zapytać, jak często zdarza Ci się brać to świństwo, Justin? Często?
- Przeważnie wtedy, kiedy jestem wkurwiony i muszę wyluzować. 
Zdarza mi się nie brać tygodniami, a czasami biorę codziennie. To zależy, ale nie martw się tym teraz. Jestem czysty od kilku dni, ostatnio brałem, kiedy Cię wykorzystałem - patrzy na mnie niepewnie, ale nie chcę powtórki.
- Nie chcę, żebyś to robił kiedykolwiek. Nie bez mojej zgody, Justin. To złe! Rozumiesz mnie?

- Rozumie, Ava. Problem w tym, że zawsze biorę to, co chcę i nie zwracam uwagi na nic więcej. Jesteś ze mną pod jednym dachem, nie wiem jak to się wszystko potoczy - k
urwa! Czy on mówi serio?




7 komentarzy:

  1. super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń