Szablon wykonany przez Yassmine.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 10

Jedziemy cały dzień. Jestem zmęczona, znudzona, wiercę się i zaczynam marudzić. Justin ma mnie jednak w nosie i zjeżdża w boczną drogę dopiero wtedy, kiedy zaczyna się ściemniać. Rozglądam się za zaciekawieniem, a przed nami ukazuje się mały motelik z czerwonym neonem. Na pierwszy rzut oka przypomina burdel i natychmiast spinam się na tę nieprzyjemną myśl. Justin wychwytuje zmianę mojego zachowania, bo kładzie dłoń na moim udzie i kręci przecząco głową, jakby doskonale wiedział, o czym właśnie pomyślałam. Wypuszczam wstrzymywane powietrze i oddycham z ulgą.
- Idziemy? - przytakuję głową, wysiadamy z samochodu i wreszcie mogę się porządnie przeciągnąć. Justin bierze torbę z bagażnika, chwyta mnie za rękę i wchodzimy do hotelu. Jestem ciut zaskoczona, bo w środku wygląda zdecydowanie lepiej niż na zewnątrz - Dobry wieczór - Justin wita się z młodą dziewczyną, która stoi za biurkiem i posyła mu niepewny uśmiech - Poproszę jeden pokój - płaci z góry, dostajemy kluczyk i wchodzimy na pierwsze piętro. Przechodzimy wzdłuż korytarza z czerwoną wykładziną i docieramy do pokoju z numerem trzydzieści dwa. Justin otwiera go, uchyla drzwi i przepuszcza mnie pierwszą. Jego zachowanie pozytywnie mnie zaskakuje - Nie jest tak źle - mruga okiem i muszę przyznać mu rację. Pokój jest skromny, ale ładnie urządzony. Pomalowany na jasny kolor, z ciemnymi zasłonami i ogromnym łóżkiem z bordową pościelą - Chcesz wziąć prysznic? 
- Tak, bardzo chętnie - chrząkam niezręcznie, ale takiej strony Justina jeszcze nie znam.
- To zmykaj, zaraz przyniosę Ci jakieś ubrania, tylko muszę wygrzebać je z torby - przewraca oczami, a ja uciekam do łazienki. Zrzucam z siebie ciuchy, wchodzę do kabiny i odkręcam ciepłą wodę. Moje plecy trochę szczypią, ale nie jest najgorzej. Myję się raz dwa, namydlam ciało, włosy i spłukuję z siebie pianę. To bardzo przyjemne uczucie, móc się wreszcie odświeżyć - Ava? - słyszę pukanie do drzwi, zakręcam kurki i wychodzę z kabiny. Kiedy mam sięgnąć po ręcznik, do środka wchodzi Justin. Jasna cholera! Osłaniam się ramionami, a on prycha rozbawiony - Naprawdę się zakrywasz, Skarbie? Widziałem Twoje ciało już tyle razy - podchodzi do mnie i podaje mi ręcznik. Biorę go od niego i wycieram się w taki sposób, aby niczego nie odsłaniać dla jego oczu - Nie wstydź się, maleńka - odgarnia włosy i kiedy podnoszę głowę, nasze spojrzenia się spotykają. Justin pochyla się i po prostu mnie całuje. Nie ukrywam, zaskakuje mnie tym, wślizguje język do środka i układa dłoń na tyle mojej głowy. Pocałunek jest przyjemny, delikatny i czuły, mimo to i tak panika obejmuje moje ciało. Przypominam sobie to, co wydarzyło się całkiem niedawno i rozłączam nasze usta - Co się stało?
- N-nic, ja przepraszam - schylam głowę, wlepiam wzrok w swoje stopy i czuję jak mi gorąco.
- Nie masz za co przepraszać -
cmoka mnie w czubek głowy, wyciera moje ciało i zakłada na mnie swoją koszulkę. Jest na mnie sporo za duża i śmiesznie w niej wyglądam. Jednak, kiedy podnoszę wzrok, Justin uśmiecha się do mnie - Jeśli jesteś głodna jedzenie jest w torbie, no już uciekaj. Teraz moja kolej - odsuwa się i klepie w tyłek, och! Kiwam głową, mrużę oczy i wychodzę z łazienki.
Biorę buteleczkę wody z komody i upijam kilka łyków. Jest zdecydowanie za późno na posiłek, zresztą niedawno jedliśmy kanapki na stacji. Wskakuję do łóżka, okrywam się kołdrą po samą szyję i układam na prawym boku. Dopiero teraz dociera do mnie, że będę spała z Justinem w jednym łóżku. To dla mnie nic nowego, chociaż to nadal trochę dziwne. Nigdy nie byłam blisko z żadnym chłopakiem. Nie znam Justina, a mimo to mamy za sobą nie łatwy początek. Ciekawa jestem, co będzie dalej.
Nie mija dużo czasu, a z łazienki wychodzi Justin. Ma na sobie tylko ręcznik, który owinął wokół bioder, a kropelki wody ściekają z jego umięśnionego ciała. Uchylam tylko jedno oko, aby nie zauważył, jak się w niego wpatruję. Naprawdę jest niesamowicie przystojny i trochę żałuję, że poznaliśmy się w tak popieprzonych okolicznościach. Mimo to nie zostaniemy przyjaciółmi.
Obserwuję go, jak zakłada na tyłek białe bokserki, odkłada ręcznik na oparcie krzesła i układa się obok mnie. Natychmiast zamykam oko i udaję, że śpię. Wierci się, szuka odpowiedniej pozycji i po chwili czuję jego ciepłą dłoń na policzku. Nie bardzo rozumiem, co się z nim dzieje. Skąd ta nagła czułość, troska, opieka? Niedawno mnie skrzywdził, uderzył, zgwałcił, więc jak to możliwe, że zmienił się tak szybko? A może on wcale nie jest taki zły, a zmiana otoczenia dobrze mu zrobi?

Rano budzi nas potwornie głośny dzwonek mojego telefonu, Justin zrywa się i odbiera natychmiast.
- Jacob, co tam? Jakie wieści? - ku mojemu zaskoczeniu, chłopak przełącza na tryb głośnomówiący. 
- Dotarł szef, Justin. Jest po prostu wściekły! Ethan nagadał mu bzdur, a wiesz, jaki jest Marlon. Rozmawiałem z nim, ale stwierdził, że Cię bronię, bo jesteś moim przyjacielem. Nie jest dobrze, stary!
- Do niego już nic nie dotrze, to dziwny człowiek. Szkoda gardła, Jacob. On i tak zawsze wie swoje.
- Tu się z Tobą zgodzę. Mam nadzieję, że jesteście daleko? Dzisiaj wysłał ludzi, żeby was znaleźli.

- Tak, nie martw się. Nie jestem amatorem, za długo w tym siedzę, żebym pozwolił sobie na błąd. Zatrzymaliśmy się na noc, zaraz wstajemy i ruszamy dalej. Za parę godzin nie będzie po nas śladu.
- To dobrze, cieszy mnie to. Wiesz, pytałem szefa czy faktycznie to może być pomyłka z Avą, ale od razu mnie wyśmiał. On nigdy w to nie uwierzy, że faktycznie ktoś popełnił tak ogromny błąd.
- Doskonale o tym wiem. Ma kompletnie zryty baniak i powinien już dawno iść na emeryturę. 
- Niestety! Okej, muszę kończyć, bo właśnie ktoś idzie. Uważajcie na siebie i zadzwoń później.
- Jasne, stary. Na razie - Justin kończy połączenie i odkłada telefon na stolik - Czas się zbierać, mała - wyskakuje z łóżka i zaczyna się ubierać - Zjemy coś w restauracji na dole i ruszamy, bo przed nami długa podróż - wzdycham ciężko i idę w jego ślady. Ubieram spodnie, ale dostaję nową, damską koszulkę w ładnym, granatowym kolorze.
Jest w moim rozmiarze i pasuje idealnie - Wstąpimy do sklepu i kupimy Ci kilka ciuchów oraz bieliznę. Może być? - wow! On naprawdę to powiedział?
- Właściwie, dlaczego się tak o mnie troszczysz? To dziwne - zaciskam usta i patrzę mu w oczy. 

- Nie wiem - odpowiada obojętnie i zaczyna pakować rzeczy. Nie rozumiem jego zachowania, ale nie powinnam narzekać, że taki jest. Mimo tego, co się wydarzyło, mogłam skończyć o wiele gorzej, jednak Justin zabrał mnie ze sobą i uniknęłam większych kłopotów - Jesteś gotowa? - wyrywa mnie z zamyślenia, przytakuję głową i szybko zakładam trampki. Bierze mnie za rękę i wychodzimy z pokoju. Jemy szybkie śniadanie, Justin reguluje rachunek i kiedy opuszczamy hotel, rozgląda się na boki. Widzę, jak bardzo jest ostrożny i czujny, jakby szukał potencjalnego zagrożenia - Okej, jest czysto - mówi spokojnie i ruszamy do samochodu. Od razu uruchamia silnik i rusza. Opieram głowę o zagłówek, ściągam trampki, prostuję nogi i układam je na desce rozdzielczej. Radio cicho gra i nucę pod nosem jakąś melodię, której akurat nie znam - Nie za wygodnie Ci? - o kurcze! Przekręcam głowę w jego stronę, ale uśmiecha się uroczo i wcale nie jest na mnie zły - Żartowałem, Ava! Ale masz minę - wybucha śmiechem i nie mogę uwierzyć, że to ten sam człowiek, który mnie wcześniej skrzywdził. 
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne, wiesz? - burczę pod nosem i żartobliwie uderzam go w ramię. 

Jedziemy bardzo długo, dochodzi osiemnasta, a ciszę w samochodzie przerywa dzwonek telefonu. Justin wyjmuje go z kieszeni spodni, odbiera i ponownie przełącza na tryb głośnomówiący.
- Justin, Marlon wysłał za wami dwie furgonetki. Nie masz pojęcia, jak bardzo jest wkurwiony!
- Wiem, cały on! Jestem trochę zaskoczony, że wysłał tylko dwa pościgi. Nie postarał się.
- Ej, to nie są żarty, jasne? Ethan nie przestaje trajkotać, jest kurwa gorszy niż baby na targu! Nie wiem, co się z nim stało, ale chyba jest zajebiście zdesperowany, skoro posuwa się do kłamstw.

- Nie jestem zaskoczony, on zawsze taki był. Nie wiedziałeś tego? Podjebał Williama i sam wiesz, jak to się dla niego skończyło. Teraz robi dokładnie to samo, jednak to trochę boli. Wiesz, znam go bardzo długo, traktowaliśmy się jak bracia, a on wbija mi nóż w plecy! W ogóle, jak tam Marlon?
- Chodzi wkurzony, pije więcej niż zwykle i wydziera się na cały dom. Powiedział mi, że nie podaruje Ci tego. Nigdy nie sprzeciwiłeś się jego poleceniom i wręcz nie dowierza, że nie oddałeś dziewczyny Ethanowi, tak, jak kazał. Nic do niego nie dociera, ani moje słowa, ani chłopaków, że było inaczej niż mówi Ethan. Nie wiem, co go zaślepiło, ale Et musiał się bardzo postarać ze ściemnianiem. 
- Umie to doskonale. W sumie jest w tym najlepszym, bo innych talentów nie posiada. Miękka pizda! 
- Karma to suka, zawsze wraca. Mam nadzieję, że upewniłeś się, że nie masz w aucie nadajnika?
- Co, kurwa?! O czym Ty mówisz? Nie ma opcji, przecież to jest mój prywatny samochód, tak?
- Ja to wiem, Ty to wiesz, ale dla własnego bezpieczeństwa powinieneś to sprawdzić. Zrób to.
- Zrobię, masz to jak w banku. Okej, zdzwonimy się. Na razie! - kończy połączenie
 i wzdycha ciężko. Przeciera twarz rękami i dopiero teraz widzę, jak bardzo jest zmęczony. Ma lekko podkrążone oczy i potargane włosy. Jednak mimo wszystko nadal wygląda dobrze i atrakcyjnie. Zaciskam usta i besztam się za takie myślenie. Nie mogę sobie na to pozwalać, muszę trzymać go na dystans, chociaż spanie w jednym łóżku na pewno nam w tym nie pomoże. I tak zrobi to, co będzie chciał. 

Po dwóch godzinach Justin szuka kolejnego hotelu. Wystukuje adres w GPS i dowiadujemy się, że najbliższy hotel jest zaledwie dwa i pół kilometra dalej. Justin przyśpiesza i docieramy do niego raz dwa. Ten jest nieco lepszy niż poprzedni, ale to i tak nie ma dla mnie znaczenia. Meldujemy się, dostajemy wspólny pokój i kiedy tylko przekraczamy jego próg, Justin pada na łóżko.
- Chodź tutaj - mówi cicho i sennie. Podchodzę niepewnie do niego i układam się obok na łóżku. Patrzy mi w oczy, ale ledwo utrzymuje je otwarte - Wiesz, że jesteś śliczna? - o boże! Nie wiem, dlaczego to mówi, ale czuję, że ta rozmowa schodzi na niewłaściwy tor - Masz śliczne oczy, twarz aniołka i kuszące usta - o nie, nie, nie. Tylko nie to! Bierze moją dłoń i ściska palce - Kurwa, ale jestem zmęczony! - ziewa przeciągle i zamyka oczy. Uśmiecham się lekko, bo wygląda jak nieogarnięte dziecko. Nawet nie wiem, co robię, ale podnoszę dłoń i wsuwam palce w jego potargane włosy. Przeczesuję je delikatnie, Justin uchyla powieki i marszczy czoło. Zamieram, bo nie chcę, aby się na mnie zezłościł. Może za bardzo mnie poniosło? - To miłe, kiedy tak robisz - szepcze cicho i ponownie zamyka oczy - Nie przestawaj - zaciskam usta, ale jest taki uroczy! Głaszczę go po włosach, jest cicho, spokojnie i Justin zasypia w mgnieniu oka. Musi odpocząć przed dalszą podróżą.
Podnoszę się z łóżka i przechodzę do łazienki. Biorę orzeźwiający prysznic i niestety zaczynają boleć mnie plecy, kiedy za bardzo napina się na nich skóra. Może znajdę tą maść i dam radę sama się choć trochę posmarować? Opuszczam kabinę, wycieram się szybko, wchodzę do pokoju i szukam w torbie maści. Znajduję ją w bocznej kieszonce i smaruję plecy tam, gdzie mam zasięg. Ulga jest cudowna i natychmiast się odprężam. Przebieram się w koszulkę, którą wyciągam z torby Justina. Ta również jest na mnie za duża, ale nie przejmuję się tym. Układam się obok chłopaka i od razu zasypiam.

Wzdrygam się, kiedy słyszę dźwięk zamykających się drzwi. Otwieram leniwie oczy i przeciągam się mocno, jednak od razu grymas pojawia się na mojej twarzy, kiedy ciągnie mnie skóra na plecach. Justin podchodzi, przysiada na brzegu łóżka i trzyma w dłoniach moją ulubioną, niebieską tubkę z maścią. Uśmiecham się do niego szeroko i przekręcam na brzuch. Ściąga ze mnie koszulkę, smaruje delikatnie moje plecy i po chwili pojawia się to przyjemne uczucie zimna i znieczulenia. 
- Okej, gotowe. Ubieraj się, bo zaraz ruszamy dalej. Dzisiaj wieczorem powinniśmy być na miejscu.
- Nareszcie! Mam dość tego podróżowania. Właściwie, gdzie się zatrzymamy? Masz jakiś plan?
- Ja zawsze mam plan - mruga okiem i uśmiecha się dumny z siebie - Mam tam swoich ziomków. Raz, dwa! - pogadania mnie, opuszczam ciepłe łóżko i naciągam na siebie ubrania. Niezdarnie rozczesuję włosy palcami, ziewam przeciągle i czuję na sobie spojrzenie Justina. Kiedy przekręcam głowę, faktycznie spotykam jego spojrzenie - Muszę przyznać, że jesteś taka urocza, kiedy ziewasz.
- Och, serio? Ziewanie nie jest urocze, Justin - przewracam oczami i chichoczę rozbawiona. 
- Uwierz mi, w Twoim wykonaniu jest. I to jak cholera! Nikt nie ziewa bardziej uroczo niż Ty.
- Jesteś stuknięty - przewracam oczami i wchodzę do łazienki. Robię siku, myję ręce i dostrzegam lekkie zaniesienie na ramionach. Nie dziwię się, przecież od początku nie traktowano mnie za dobrze i moje ramiona na tym ucierpiały. A skoro jestem na etapie oglądania swoich obrażeń, odwracam się tyłem do lustra, podwijam koszulkę i chcę obejrzeć plecy. Nie jestem pewna czy dobrze robię, ale najwyższy czas, aby się z tym zmierzyć. Oddycham głębiej, przekręcam głowę i oglądam moje plecy. Marszczę brwi, bo wyglądają o wiele lepiej. Na plecach zrobiły się strupki, ale to lepsze niż otwarte, krwawiące rany. Jeszcze trochę i wygoją się całkowicie - Nie mogę się tego doczekać.
- Ava! - wzdrygam się na poważny głos Justina. Wpada do łazienki jak tornado i jest wkurzony jak diabli - Musimy spieprzać. Są tutaj ludzie Marlona! - co takiego? Niby jakim cudem nas znaleźli?!

To, co się dzieje później, miga mi jak w filmie. Wychodzimy z pokoju i od razu kierujemy się na wyjście ewakuacyjne. Tam czeka na nas już dwójka napakowanych gości. Przełykam ślinę, ale Justin wyjmuje pistolet, oddaje dwa strzały i faceci padają jak muchy. Mijamy ich, mocno ściskam dłoń chłopaka i dobiegamy do samochodu. Kiedy tylko Justin uruchamia silnik, kule odbijają się od samochodu, jednak nie robią mu wielkiej krzywdy. Dziwię się trochę, ale myślę, że to wcale nie jest taki zwykły samochód. Szybko ruszmy i czuję jak mocno bije moje serce. Odwracam się i widzę, że na ogonie siedzi nam czarny van. Jeśli nas dorwą, będziemy kurwa martwi!









5 komentarzy:

  1. Mam nadzieje ze ich nie zlapia xd czekam na nexta caluski :*

    OdpowiedzUsuń
  2. o jezu Justin taki opiekuńczy <3 awww :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham i czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ weny i czasu <3 ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń