Szablon wykonany przez Yassmine.

środa, 3 września 2014

Rozdział 2

Kiedy Justin mnie zostawia, płaczę jeszcze bardzo długo. Chciałabym coś zrobić, ratować się, jednak nie mam pomysłu. Jestem tutaj zamknięta i nie wiem, jak miałabym uciec. Na dodatek jest mi zimno, jestem głodna, chce mi się pić i potrzebuję prysznica. Jednak na razie nie dostaję żadnych z tych rzeczy. Nie wiem, która godzina, w piwnicy jest ciemno i przeraża mnie to dodatkowo. 
Myślę o rodzicach i o moim bracie. Co teraz robią? Czy martwią się o mnie i odkryli moje zaginięcie? A może szuka mnie już policja? Prycham, jakie są szanse na to, że mnie znajdą? Żadne! Sama nie wiem, gdzie jestem i czy daleko od domu. Boję się, tęsknię za mamą i chciałabym się mocno do niej przytulić. Tęsknię nawet za tatą, którego nie widziałam dobre trzy miesiące i za Liamem. Za jego pięknym uśmiechem i za tym, jak uroczo mrugał do mnie okiem. Żałuję teraz, że nie pogadałam z nim poważnie, że zabrakło mi tej pieprzonej odwagi, a teraz może już nigdy nie będę miała okazji, aby to zmienić. Mogę nigdy więcej nie zobaczyć ani jego, ani mojej rodziny. Skręca mnie w środku na tę bolesną myśl. Nie chcę umierać, mam dopiero osiemnaście lat! Tyle planów, marzeń do zrealizowania, dlaczego tak się stało? Dlaczego zabrał mnie od moich bliskich? Przecież to nie ja ukryłam te diamenty! Dlaczego mi nie wierzy? Czy ja w ogóle wyglądam na osobę, która mogłaby to zrobić? Przecież chyba widzi, jak bardzo jestem słaba, nieśmiała? Serio jest aż tak ślepy?
Nie wiem, ile czasu mija, jednak wreszcie ktoś do mnie zagląda. Wpatruję się w chłopaka, który podchodzi do mnie i wystawia dłoń. Widzę go po raz pierwszy i nie wiem, czego ode mnie chce.
- Wstawaj - jego głos jest niski i szorstki. Niepewnie staję na nogi, chłopak zawiązuje opaskę na moich oczach i chwyta pod ramię. Zmusza mnie do ruchu i opuszczamy pokój, czym jestem zaskoczona. Drepczę za nim, wystawiam dłoń przed siebie, ale nic nie widzę i boję się, że zaraz w coś wpadnę. Jak na zawołanie potykam się na schodach, jednak nie upadam, bo chłopak wzmacnia uścisk na moim ramieniu. Jęczę z bólu, bo mocno wbija w nie palce i brutalnie pociąga mnie w górę. Niech Cię szlag, człowieku! - No dalej, nie mam na to całego dnia - burczy pod nosem i wzdycha z irytacją. Zaciskam usta, aby mu nie odpyskować i maszerujemy dalej - Będziesz miała trzy minuty na prysznic, będę czekał pod drzwiami. Nic nie kombinuj, inaczej gorzko tego pożałujesz - tłumaczy jak dziecku, otwiera drzwi i wpycha mnie do środka. Wreszcie zdejmuje z moich oczu opaskę, jednak światło jest tak rażące, aż muszę ukryć twarz w dłoniach - Zrozumiałaś mnie? - przytakuję, odsuwam dłonie i mrugam kilka razy - Pośpiesz się. Zaraz do Ciebie wrócę - kręci głową i opuszcza łazienkę.
Kiedy wychodzi, rozglądam się i dostrzegam na szafce nowe ubrania. Wnioskuję, że są dla mnie i prycham z kpiną na tę myśl. Jakież to urocze, że się o mnie zatroszczył. Cholerny dupek!
Rozbieram się, wchodzę do kabiny i odkręcam wodę. Rozluźniam się odrobinę, kiedy ogrzewa moje mięśnie, ale nawet na chwilę nie opuszcza mnie myśl, że w każdej chwili mogę umrzeć. Chociaż na chwilę próbuję wyłączyć myślenie, myję swoje ciało, włosy i spłukuję pianę. Muszę się śpieszyć, bo nie mam zbyt wiele czasu, a szkoda! Najchętniej spędziłabym pod prysznicem zdecydowanie więcej czasu, ale muszę cieszyć się z tego, co mam. Zakręcam wodę, opuszczam kabinę i wycieram się. Kiedy to robię, podnoszę głowę i spotykam swoje odbicie w lustrze. Dotykam palcami siniaka na policzku i syczę z bólu. Jest spory, fioletowy i wygląda paskudnie! Oddycham głęboko, szybko rozczesuję włosy i biorę ubrania. Jestem zaskoczona widokiem czarnych fig, które pasują idealnie. Zakładam swój stanik, a ciemne jeansy i biała bluzeczka również świetnie leżą. Cóż, Justin chyba zna się na rozmiarach i ma całkiem dobry gust. Ten chłopak to dla mnie ogromna zagadka. Powiedział mi okropne rzeczy i nie chcę ich doświadczyć. Nigdy nie pomyślałabym, że ktoś może mnie sprzedać i mówić o tym tak, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. Justin to zły człowiek, nie uwierzy w to, że jestem niewinna i prędzej czy później stanie się coś strasznego. Mam siedzieć i na to czekać? Nie mogę! Przecież chcę wrócić do domu, do rodziny i powinnam chociaż spróbować.
Gwałtownie odwracam się i szarpię za włosy. Sytuacja jest beznadziejna, a nie zapowiada się na ratunek. A może się mylę? Dopiero teraz dociera do mnie, że właśnie wpatruję się w okno. Okno! Tak! Raz dwa zakładam na nogi białe trampki, podbiegam do niego i chwytam za klamkę. Najciszej, jak to możliwe popycham ją w dół, a okno się otwiera. Boże, dziękuję Ci! Serce podskakuje mi do gardła, adrenalina krąży w moich żyłach i myślę, co robić. Uciekać czy zostać? Prycham z kpiną, zostać?! Zwariowałam?! Nie ma takiej opcji, muszę spieprzać jak najdalej. Instynkt przetrwania zwycięża, przerzucam nogi na drugą stronę i przełykam ślinę. Nie jest wysoko, góra dwa metry i zeskakuję bez wahania. Idealnie ląduję na trawie, rozglądam się na wszystkie strony i widzę przed sobą gęsty las. Wiem, że w lesie są dzikie zwierzęta, ale jest również mnóstwo drzew za którymi mogłabym się schować. Rzucam się biegiem, lekki wiatr rozwiewa moje mokre włosy, a w serce wkrada się nadzieja. Mam szansę uciec, przeżyć i jakimś cudem trafić do domu. Zbieram w sobie wszystkie siły, przyśpieszam i nawet nie oglądam się za siebie. Jedyny minus, który właśnie dostrzegam to to, że właśnie biegnę przez zwykłe pole. W tej chwili jestem na widoku i nie mam się nawet gdzie ukryć, a od lasu dzieli mnie jeszcze kawałek. Muszę tam tylko dotrzeć, a reszta już sama się ułoży.
- Ava!! - jak na zawołanie dociera do mnie jego głos. Wrzeszczy niemiłosiernie, jednak nie mam zamiaru się zatrzymać. W życiu! - Wracaj tutaj, natychmiast! - zapomnij, popaprańcu! 
Nie mogę się zatrzymać, muszę stąd uciec, bo doskonale wiem, że mnie kurwa zabije! Nie zawaha się tego zrobić, a ja nic nie wiem o jego pieprzonych diamentach. Ile będzie mnie tak trzymał? I niby po co miałby to robić? Zabije mnie, albo sprzeda do burdelu, gdzie będę robić za tanią dziwkę! Nie chcę tego! - Ava!! - nie daje za wygraną, biegnę ile sił w nogach oddycham ciężko, głośno i zaczyna mnie lekko przytykać. Las zbliża się do mnie, ale niestety nie tak szybko, jakbym tego chciała - Dorwę Cię, słyszysz?! ponownie wrzeszczy, jednak jego głos brzmi jakby wyraźniej. Postanawiam się obejrzeć i to, co widzę, przeraża mnie do szpiku kości. Goni mnie razem z czterema innymi chłopakami, na dodatek ma broń w dłoni i wiem, że w każdej chwili może ją we mnie wycelować. Jeden strzał i zniknę, przestanę istnieć i nawet nikt się o tym nie dowie. Moja mama nie dostanie mojego ciała, żeby mogła wyprawić mi godny pogrzeb, nigdy nie dowie się, co się ze mną stało. Justin zakopie moje marne ciało w lesie i zostanę tam już na zawsze, boję się tego! Dyszę ciężko, ale jestem prawie przy linii lasu, tak! Kiedy tylko wpadnę w las mogę ukryć się za drzewami, jest ich tutaj mnóstwo! Mogę biec w trzech różnych kierunkach, na pewno dałabym radę, chociaż brakuje mi już sił w nogach i tracę oddech. Wiem jednak, że jest to moja jedyna szansa, aby się od niego uwolnić. Nie mogę się teraz poddać, bo strzeli mi w głowę i nawet nie drgnie mu powieka. Praktycznie wbiegam już w las, zostały może dwa, trzy metry, ale niestety czuję mocny uścisk na ramieniu. Zatrzymuję się i ktoś brutalnie odwraca mnie w swoją stronę. Dyszę ciężko i ledwo trzymam się na nogach. Kiedy podnoszę głowę widzę tego samego chłopaka, który prowadził mnie do łazienki. Jego spojrzenie nic nie wyraża, jakby go tam nie było i patrzyła na mnie jakaś maszyna bez uczuć. Wiem już, że będzie źle! Nie udało mi się! W tej chwili tylko to jest ważne! Jak to się mogło w ogóle stać? Przecież byłam tak blisko! Miałam tak ogromną szansę i nie poradziłam sobie! Jestem taka żałosna! Tylko kątem oka dostrzegam, jak podchodzi do nas Justin. Nie śpieszy się, idzie bardzo powoli, jakby miał mnóstwo czasu. Zatrzymuje się dosłownie centymetr przede mną, patrzy na mnie z góry, a ja wbijam wzrok w dół. Nie mam odwagi na niego spojrzeć, wiem doskonale, jak bardzo jest wściekły - Podnieś głowę - mówi surowo i jego głos brzmi strasznie groźnie. Posłusznie wykonuję jego polecenie i nasze oczy się spotykają. Zaciskam usta i tak bardzo chce mi się płakać. Jego spojrzenie mówi mi wszystko. "Zapłacisz za to, co zrobiłaś" - Zły ruch, Kochanie. Nawet kurwa nie wiesz, jak bardzo zły - mówi cicho i ostro. 
- Proszę! Pozwól mi odejść! Nic nie wiem o diamentach, nic nikomu nie powiem! Błagam Cię!
- Rey! - podnosi głos i kiwa na chłopaka, który stoi obok nas. Uśmiecha się do mnie, czego kompletnie nie rozumiem - Weź ją, zwiąż w piwnicy i poczekaj tam na mnie. Będę za kilka minut. Czy to jasne?
- Tak, szefie - odpowiada pewny siebie, 
robi dwa kroki i staje przede mną. Delikatnie chwyta mnie za ramię, ja jednak reaguję na to gwałtownie i zaczynam się szarpać. Nic sobie z tego nie robi, wzmacnia swój uścisk i prowadzi mnie z powrotem do domu. Walczę, wyrywam się i krzyczę, żeby mnie puścił. Zapieram się nogami, odciągam jego dłoń od mojego ramienia, ale jestem zbyt słaba, żeby robiło to na nim wrażenie. Justin i pozostali idą obok nas, nie reagują na to, co robię i zaczynam się panicznie bać. Wiem, że zrobi mi znowu krzywdę, widzę to po nim! Jest wściekły za to, że próbowałam uciec, ale czego się spodziewał? Ciekawe czy na moim miejscu siedziałby sobie spokojnie i czekał na jebaną śmierć! Płaczę głośno i łzy zamazują mi widok. Walczę już ostatkiem sił i kiedy wiem, że to koniec potykam się o własne nogi. Chłopak próbuje poderwać mnie do góry, ale moje ciało jest jednak wiotkie i nie mam nad nim kontroli. Nie mam po prostu siły, żeby ustać na nogach i nie ma szans, abym to teraz zrobiła - Spokojnie - szepcze cicho, schyla się i bierze mnie na ręce. Nie jest brutalny, wręcz przeciwnie, robi to delikatnie i z wyczuciem. Prawą ręką obejmuję go za szyję, lewą trzymam na swoim brzuchu. Bardzo staram się utrzymać głowę prosto, ale cały czas opada do tyłu. Jestem wykończona biegiem, bardzo zaschło mi w gardle i jestem głodna - Oprzyj głowę na moim ramieniu - och, zaskakuje mnie tym i czuję, jak barkiem podnosi moją głowę i opada na jego ramię. Och, jaka ulga. Kiedy idziemy i delikatnie kołysze moim ciałem, zamykam oczy. Chce mi mi się spać, jednak muszę być przytomna i walczyć, bo wiem, że będę musiała to zrobić. W końcu dochodzimy do domu, Rey kieruje się po schodach w dół, do dobrze znanej mi piwnicy. Sadza mnie na krześle, nie związuje mnie, za to stoi zaraz obok. Pochylam głowę do przodu i staram się przygotować na to, co zaraz nastąpi. Tylko czy można przygotować się na śmierć? Mam zacząć się modlić? Nie wiem, może mógłby mnie zastrzelić we śnie? Tak, żebym nic nie poczuła i odeszła spokojnie, bez stresu? Marzenie! Doskonale wiem, że tego nie zrobi, wręcz przeciwnie, sprawi mi dodatkowy ból, lubi to robić. 
- Och, Ava - wchodzi do środka pewny siebie i kręci głową niezadowolony. Rey przesuwa się pod drzwi, a Justin kuca przede mną - Dlaczego to zrobiłaś? - unosi palcem moją dłoń, a ja prycham rozbawiona. Czy on jest głupi? Naprawdę mnie o to zapytał? - Co Cię tak bawi, Kochanie?
- Ty i Twoje pytanie. Poważnie nie wiesz, dlaczego to zrobiłam? - patrzymy na siebie, marszczy brwi i mocniej ściska w placach moją brodę - Zabij mnie, jeśli musisz. Proszę, zrób to szybko, żeby nie bolało - zamykam oczy i po prostu czekam. Moje serce bije w szalonym tempie, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Jest mi potwornie zimno, ale któż by się tym przejmował? Nikt się nie zlituje.
- Nie zabiję Cię, Kwiatuszku - mówi oschle i wzdycha ciężko - Nie dostałem od Ciebie informacji, która mnie interesuje. Nawet gdybym chciał to zrobić, po prostu nie mogę - mruga zadziornie i świetnie się bawi - Jednak zostaniesz ukarana za to, co zrobiłaś. Musisz wiedzieć, żeby nigdy więcej tego nie robić - jego ton tnie powietrze i zaczynam się bać - Rey! Wiesz, co robić - o boże! Co on chce zrobić?
- Jasne, szefie - Rey stawia mnie na nogi, przechodzimy do pomieszczenia obok i kiedy tylko przekraczam jego prób, zamieram. Wstrzymuję oddech i gapię się wprost przed siebie. To żart?!
- Nie - szepczę cicho i kręcę głową. Napieram na ciało Rey'a, ale nie rusza się, wręcz przeciwnie, podchodzimy do obskurnej ściany. Jednym ruchem pozbywa się mojej koszulki i związuje nadgarstki. Liny zwisają z sufitu, stoję przodem do ściany i mam potwornie złe przeczucia. Będę cierpieć. 
- Byłaś bardzo niegrzeczna, Kochanie. Spodziewałem się, że pójdzie nam szybko i gładko, ale oczywiście musiałaś zrobić po swojemu - szepcze do mojego ucha i stoi obok. Przejeżdża dłonią po moim brzuchu i powoli kieruje się w stronę mojej piersi. Obejmuje ją dłonią i lekko ściska. Nie wiem, co planuje, ale wiem, że oberwę za to, co zrobiłam - Niestety muszę sprawić Ci trochę bólu, Skarbie. Takie mamy zasady i gdybym tego nie zrobił, mój szef byłby bardzo niezadowolony. Tak, więc sama rozumiesz, nawet nie mam wyjścia, Kwiatuszku - całuje mnie w ucho i znika z zasięgu mojego wzroku. Cholernie boję się tego, co się zaraz wydarzy. Trzęsę się z zimna, strachu i próbuję przygotować. Jak na zawołanie słyszę dziwny świst, który przecina powietrze i czuję na plecach potworny, rozdzierający ból. Wrzeszczę, ile mam tylko sił w płucach i szarpię za liny, które wiążą moje nadgarstki. Boże! Co to było do cholery?! - To Twoja kara - oddycham głęboko, szlocham głośno, a moje plecy niemiłosiernie szczypią. Czuję, że to coś rozcięło na nich skórę. Jednak nie myślę o tym, bo czuję nagle drugie uderzenie. Z moich ust wydobywa się przeraźliwy wrzask, jakby ktoś żywcem obdzierał mnie ze skóry, a plecy palą żywym ogniem! - Było warto uciekać, Ava?
- Przestań!!! - krzyczę najgłośniej jak potrafię, moim ciałem wstrząsa potężna fala płaczu i nie mogę się opanować. Trzęsę się cała i jestem przerażona tym, co robi mi ten chłopak - Proszę - mówię słabo, nie zniosę więcej! Jednak on nie ma zamiaru przestać i czuję trzecie uderzenie, nieco słabsze od pozostałych, ale mimo wszystko krzyczę, bo czuję, jak po moich plecach zaczyna spływać coś ciepłego. Boże! Schylam głowę, uginam kolana i trzymają mnie tylko liny przy nadgarstkach. Jestem tak słaba, że moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Nie czuję pleców, jedynie ogromne pieczenie i ciepło, jakby ktoś polał je benzyną i podpalił. Nie mam siły, jestem bardzo zmęczona, obolała i sznur boleśnie wżyna się w skórę na moich nadgarstkach. Jest mi słabo, przed oczami pojawiają się mroczki i zaczynam ciężko oddychać. Tyle bólu, którego nie doświadczyłam przez całe moje życie, w jedną chwilę. Dlaczego mnie to spotkało? Za jakie grzechy? Ledwo już kontaktuję, dobiegają mnie słabe głosy, ale są niewyraźne, jakby dochodziły z pomieszczenia obok. Skupiam na nich uwagę, ale nic nie rozumiem. Zamykam oczy i tracę przytomność.





*************************************************
Da bum tsss!! Oto i drugi rozdział :)
Ciekawa jestem waszej reakcji, bo jak zapowiadałam będzie nieco... brutalnie, przynajmniej na początku se se se :D
Dziękuję za aż 11 komentarzy w sumie nie spodziewałam się ich tylu, bo miałam spore wątpliwości czy wam się to spodoba. Chociaż nadal je mam hahaha no ale zobaczymy :)

Całuję i zostawiam was z rozdziałem :)

Kasia.


11 komentarzy:

  1. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ ja taka pierwsza ^^ ale to nie ważne ;* szkoda mi jej ;c czekam na next ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To tło jest za ciemne i jak jestem na telefonie to nic nie widać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że o tym napisałaś :)
      Już zmieniłam i powinno ładnie wyglądać :)

      Usuń
  4. Aż mnie ciarki przeszły! Jejku, nie spodziewałam sie takiej "kary". Strasznie mi szkoda Avy, bo do cholery ona jest niewinna! Naprawdę podoba mi się to jak piszesz, wszystko jest jasne i proste ;)
    Podoba mi się ta fabuła i cieszę się, że zdecydowałaś się na to opowiadanie! Czekam niecierpliwie na nowy rozdział i nową dawkę emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. sjdfhisdufh jezu dhfbsdu
    nie mogę doczekać się następnego rozdziału!!!!!
    jesteś po prostu genialna <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Popłakałam sie :/ jest cudowny i brutalny :c czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń