Szablon wykonany przez Yassmine.

czwartek, 1 stycznia 2015

Epilog


Minęły cztery, cudowne, spokojne lata w naszym małym raju. Moje szczęście sięgało zenitu i był  to wspaniały dla nasz czas. Przede wszystkim... wzięliśmy ślub! Czy to realne? Justin i ślub? Kto by się spodziewał? Bo już na pewno nie ja! Byłam zszokowana, kiedy mój chłopak zaprosił mnie na cudowny jacht i przy zachodzie słońca poprosił mnie o rękę. Stałam zszokowana kilka minut, chociaż dla mnie była to wieczność! Nie mogłam wykonać żadnego ruchu, bo nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nigdy bym się tego nie spodziewała, jednak Justin cholernie mnie zaskoczył. Zgodziłam się, ponieważ jest miłością mojego życia. Włożył na mój palec przepiękny, złoty pierścionek, a ja rozpłakałam się ze wzruszenia. To był piękny moment i nigdy tego nie zapomnę.
Teraz, kiedy wspominam ten moment też mam łzy w oczach, chociaż minęło prawie cztery lata. Wzięliśmy ślub zaraz po powrocie z Los Angeles i przykrych dla nas wydarzeniach z Lucasem. Boleśnie dotarło do nas, że było bardzo blisko tego, abyśmy nigdy więcej się już nie zobaczyli. Oboje byliśmy na celowniku i docierało to do nas każdego dnia po tym koszmarze. Kiedy zapytałam Justina czy na pewno jest gotowy na ślub, od razu odparł, że tak. Stwierdził, że nie ma na co czekać, bo Leo i ja jesteśmy dla niego najważniejsi. Więc zaprosiliśmy moich rodziców, mamę, siostrę Justina i zrobiliśmy cudowne przyjęcie. Miałam przepiękną białą sukienkę i byłam najszczęśliwszą panną młodą na świecie. Ba! Do tej pory jestem najszczęśliwsza, dzięki mojemu cudownemu mężowi.

- Ava, Kochanie! Jesteś? - słyszę głos Justina i wychodzę z kuchni - Och, cześć! Pięknie wyglądasz!
- Poważnie? - chichoczę i całuję go w usta - Nie wydaje mi się, właśnie gotuję obiad. Głodny?
- Potwornie! Cudownie pachnie i mój żołądek domaga się posiłku. Dzisiaj był niezły kocioł. Gdzie Leo?

- Na plaży przed domem. Lepi babki z piasku - jak na zawołanie do kuchni wbiega nasz słodki, uśmiechnięty syneczek. Wręcza mi foremkę z piaskiem w kształcie babeczki, do której wbita jest muszelka i całuje w policzek - Dziękuję, syneczku. To naprawdę apetycznie wyglądająca babeczka.
- Ale nie do jedzenia! - śmieje się ze mnie i rzuca na Justina. Zaczynają się śmiechy, krzyki, gwar i podrzucanie. Tak jest dosłownie codziennie! - Wiesz, że mama zabrała mnie dzisiaj na lody?

- Na lody, tak? - mruży oczy i spogląda na mnie - A tatusia nie zabrała. Mam się rozpłakać?
- Nie! Możemy pójść jeszcze raz! - Leo krzyczy wesoło i klaszcze w dłonie - Kocham lody!
- Wiem, mały żarłoku! Jednak lody dwa razy dziennie odpadają! Pójdziemy jutro, dobrze?
- Okej! Ale pograsz ze mną w piłkę? Ma przyjść wujek Jacob, Thomas, ciocia Nina i Laura.

- To świetnie! Pogramy na pewno - Justin zaczyna go łaskotać, a ja patrzę na nich z rozczuleniem.
- Czas na obiad. Marsz do łazienki myć ręce. Obydwoje! - kiwam palcem, a Justin prycha pod nosem.


Po południu odwiedzają nas chłopcy z Niną i ich córeczką. Tak, Drew i Nina również mają dziecko. Słodką, dwuletnią dziewczynkę. Leo ją wręcz uwielbia! Opiekuje się nią jak starszy brat. Trzyma za rękę, bawią się razem, a nawet ją karmi! Rozczula mnie ten widok za każdym razem i nie mogę się wręcz na niego napatrzeć. Bardzo się cieszę, że Leoś ma kogoś z kim może się pobawić.
- Co słychać? Jak się czujesz? - Nina pyta, kiedy powoli bujamy się na huśtawce - Jak badania?
- Świetnie, na szczęście. Czuję się rewelacyjnie i oby było tak dalej, bo sporo do końca.

- Znacie już płeć? - Nina uśmiecha się zadziornie i porusza brwiami - Jestem taka ciekawa!
- Znamy, będzie dziewczynka - schylam głowę i zerkam na mój mały brzuszek. Ponownie jestem w ciąży, w czwartym miesiącu. 
Kiedy tylko powiedziałam o tym Justinowi, po prostu porwał mnie w swoje ramiona i był ogromnie szczęśliwy. Bardzo chciał mieć drugie dziecko - Justin już nawet wymyślił dla niej imię - prycham rozbawiona i przypominam sobie, jak bardzo o nie walczył - Elin.
- O rany! Ależ piękne imię! Podoba mi się i muszę przyznać, że Justin ma świetny gust.

- Mamusiu! - naszą rozmowę przerywa krzyk Leo, który do nas podbiega - Chce mi się pić.
- Dobrze, idziemy zrobić soczek - uśmiecham się do niego i głaszczę po włoskach - Jesteś cały zgrzany, odpocznij przez chwilę. Dobrze? - k
ręci głową niezadowolony, wchodzimy do kuchni i robię mu soczek. Po chwili wracamy do stolika, gdzie siedzą chłopcy i o czymś rozmawiają.
- Drew, przyjąłeś zamówienie od SCM? - Justin podnosi głowę znad papierów i spogląda na brata.
- Tak, wszystko jest dograne. Jutro będzie gotowe - Drew mruga okiem i obejmuje Ninę ramieniem. 
- Super! To bardzo dobry klient - Justin zaciera ręce i uśmiecha się szeroko - Nieźle zarobimy. 
Justin, Drew, Jacob i Thomas założyli wspólną firmę transportową. Jestem zaskoczona, bo przez prawie cztery lata wyrobili sobie świetną opinię i mają mnóstwo klientów. Biznes idzie naprawdę super, a dzięki temu chłopcy się nie nudzą i zarabiają dobre pieniądze. To niesamowite biorąc pod uwagę to, czym zajmowali się jeszcze całkiem niedawno. To coś zupełnie innego.
- Justin - odwraca głowę i spogląda na mnie - Nie przynosimy pracy do domu, tak?
- Och, przepraszam! - posyła mi przepraszające spojrzenie i przytula się do mnie - Jak się czujesz?
- W porządku. Chociaż dzisiaj mała nie daje mi chwili spokoju i urządziła sobie imprezkę.
- Prawidłowo, przynajmniej się nie nudzi - prycha rozbawiony i przykłada dłoń do mojego brzucha.
- Cześć wam! - naszą rozmowę przerywa wesoły, kobiety głos i przekręcam głowę w stronę wejścia.
- Ciocia Isabella, ciocia Chloe! - Leo krzyczy wesoło, zrywa się na nogi i biegnie do dziewczyn. 
Isabella jest dziewczyną Thomasa, ma dziewiętnaście lat i urodziła się w Los Angeles. Jednak jej mama pochodzi stąd i w wieku pięciu lat wrócili w to piękne miejsce. Chloe jest dziewczyną Jacoba, ma osiemnaście lat, ale do tej pory nie wiem, jak znalazła się na wyspie. Nigdy nam tego nie powiedziała, więc my również nie dociekaliśmy. Najważniejsze było to, iż chłopcy byli szczęśliwi.
- Cześć, Leo - Chloe porywa małego w ramiona i całuje soczyście w policzek - Mam coś dla Ciebie, maleńki - uśmiecha się do niego i wręcza mu niebieską torebkę - Mam nadzieję, że takiego jeszcze nie masz - Leo natychmiast zerka do środka i piszczy radośnie. Oho, coś mu się spodobało.
- Tato, patrz! - podbiega do Justina i wyciąga postać ze swojej ulubionej kreskówki - Nie mam jeszcze Pana Młotka! - uśmiech rozświetla jego śliczną buźkę. Tak łatwo można sprawić mu radość.
- No widzisz, ciocia idealnie trafiła - Justin mruga do Chloe, która właśnie wita się ze wszystkimi.
- A gdzie nasza mała, śliczna księżniczka? - Isabella rozgląda się w poszukiwaniu Laury.
- Ucięła sobie małą drzemkę - Drew mruga do niej rozbawiony - Niebawem powinna się obudzić.

Siedzimy wszyscy prawie do samego wieczora. Rozmawiamy, jemy pyszną kolację, pijemy czerwone wino, rozmawiamy i cieszymy oczy cudownym zachodem słońca.

Następnego dnia całą trójką wybieramy się do lekarza. Mam termin na kolejne USG i trzeba sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Leo jest uśmiechnięty i nie może doczekać się, aż zobaczy siostrzyczkę. To będzie jego pierwszy raz i sama jestem ciekawa, jak zareaguje.
- Zapraszam państwa - lekarz uśmiecha się do nas i wchodzimy do gabinetu - Jak się czujesz, Ava?
- Całkiem dobrze, panie doktorze. Chociaż trochę puchną mi nogi i odczuwam większe zmęczenie.
- To normalne, nie ma powodu do obaw. No dobrze, sprawdźmy co u naszej kruszyny. Wiesz co masz robić - mruga zadziornie, a ja układam się na wysokim łóżku. Odsłaniam mój brzuszek, lekarz wyciska na niego zimny żel i przesuwa po nim końcówką. Skupia uwagę na monitorze i mruczy sobie pod nosem jakąś melodię. Naprawdę wyluzowany z niego facet i jest świetnym lekarzem - Leo, popatrz tutaj - zwraca się do małego, który siedzi na kolanach u Justina - To Twoja siostrzyczka.
- Gdzie? - Leo marszczy czoło, pochyla się w stronę monitora i niepewnie spogląda na lekarza.
- O tutaj - pokazuje palcem na monitor, a Leo kręci głową - Jest jeszcze trochę mała, ale urośnie.
- Tam nic nie widać! Takie bazgroły rysuję w przedszkolu! - prawie wybucham śmiechem, kiedy to mówi - Myślałem, że będzie taka śliczna jak Laura - och! - Ma takie długie i jasne włoski.
- Poczekaj, aż Elin przyjdzie na świat - Justin mówi do niego z czułością i całuje w skroń. Leoś przekręca głowę i patrzy na tatę - Będzie śliczna, wyjątkowa i będziesz jej starszym braciszkiem.
- Będę miał dwie siostry? - pyta zdziwiony i marszczy brewki - Laura to też moja siostra?
- Laura jest Twoją kuzynką, ale na pewno znajdziesz czas i dla jednej i dla drugiej, syneczku - Justin mruga okiem, śmiejemy się i myślę nad tym, jak to będzie widzieć całą trójkę razem.

Wieczorem, kiedy Leo bawi się z Laurą mamy chwilę dla siebie. Siedzimy na kanapie w salonie i Justin mocno mnie do siebie tuli. Całuje w skroń, a ja uśmiecham się delikatnie. Nic więcej nie potrzebuję do życia. Mam wspaniałego męża, cudownego syneczka i niebawem dołączy do nas mała dziewczynka. Dostałam więcej, niż mogłabym się kiedykolwiek spodziewać. Nigdy nie sądziłam, że moje życie potoczy się właśnie tak. Zostałam porwana, zgwałcona, poniewierana i krzywdzona. Jednak jestem szczęśliwa i gdybym musiała, przeżyłabym to jeszcze raz. Miłość ma ogromną moc.



              --- THE END ---







****************************************************************
Hello!
Rany... nie wiem od czego zacząć i co napisać! To naprawdę koniec?!
Ale kiedy? Przecież dopiero napisałam to opowiadanie! Pamiętam, jak pisałam każdy rozdział z zapartym tchem, a teraz jest po wszystkim? To niesamowite!
Moje czwarte opowiadanie dobiegło końca... aż łezka się w oku kręci :')
Jednak jestem z niego cholernie dumna! I mimo tego, że nie miałam kompletnie weny na drugą część wydaje mi się, że wyszło całkiem nieźle. Prawda?

Cóż jeszcze mogę dodać... DZIĘKUJĘ za to, że byłyście tutaj ze mną. Za wszystkie komentarze, miłe słowa i ogromne WSPARCIE. Czasami byłam zrezygnowana, chciałam nawet zrezygnować z dalszego pisania, ale wy byłyście ZAWSZE i potrafiłyście mnie zmobilizować :)
Kocham was, mimo iż nie znam was osobiście. Jednak nie ma to żadnego znaczenia, bo zżyłam się z wami bardzo! Jesteście niesamowite!

K.O.C.H.A.M

Kasia.